O fanaberii naukowców – inaczej

O fanaberii naukowców – inaczej 

Chyba nie jest do końca zasadny tekst ‚Nauka jako fanaberia’prof. Edmunda Wnuka-Lipińskiego. (Tygodnik Powszechny Nr 25, 18 czerwca) osobiście zaangażowanego w działania Komitetu na Rzecz Rozwoju Nauk w Polsce, które niestety sprowadzone zostały głównie do działań na rzecz utrzymania podatkowegostatus quo w nauce.

Oczywiście profesor ma rację, że rząd do tej pory nic konkretnie nie zaproponował dla środowiska akademickiego mimo niekorzystnych dla niego zmian podatkowych. To był błąd rządu. Nauka w Polsce wymaga reform, i to głębokich.

Taką politykę rządu obiecywał premier Marcinkiewicz na spotkaniu ze środowiskiem akademickim w Krakowie w dniu 27 stycznia 2006 r. deklarując ‚Konieczne są radykalne zmiany w szkolnictwie wyższym, bo inaczej nakłady na oświatę i naukę będą nadal marnotrawione’.

Niestety jasnych dla środowiska naukowego posunięć w tym kierunku nie ma do dnia dzisiejszego.

Propozycja obniżenia kosztów uzyskania przychodu jest posunięciem zasadnym, ale bez innych, jednoczesnych reform nie doprowadzi do zmian pozytywnych, o ile w ogóle zostanie przeprowadzona ze względu na zrozumiały w pewnym sensie opór środowiska. Oczywiście prof. Gilowska ma rację, że obecny stan rzeczy to patologia i nie wiem dlaczego prof. E. Wnuk-Lipiński tego nie widzi.

Chyba nie chce tego zobaczyć i poinformować o tym społeczeństwo, bo przecież jest mu znana patologia np. projektów badawczych rozdzielanych nazbyt często według kryteriów towarzysko-genetycznych, a nie merytorycznych, których wyniki w głównej mierze ( ok. 80% projektów) nie są jawne dla zainteresowanego podatnika.

Nie bardzo zatem wiadomo co jest tak naprawdę księgowane po stronie wydatków na naukę, choć czasami jest wiadomo i dlatego słusznie się mówi o patologii. Jak przychodu nie ma, lub nie jest jawny, to koszt uzyskania takiego ‚przychodu ‚ winien być chyba zerowy, a nie 50%.

Niestety naukowcy uważają, że wszyscy winni być równi, ale oni winni być równiejsi. Nie wiadomo dlaczego uznają się za jakąś wyższą kastę, którą należy traktować inaczej niż pozostałych obywateli, bo inaczej Polskę czeka apokalipsa. To przejaw arogancji i megalomanii, która bynajmniej nie przystoi naukowcom.

Najwyższy czas aby obywatele zatrudnieni na etatach akademickich zeszli na ziemie i uznali w końcu, że winni się ze swojej pracy rozliczać, tak jak i pozostała część obywateli. Środowisko naukowe jednostronnie odniosło się do propozycji rządowych, a samo nic nie zaproponowało poza groźbami strajków, zawieszenia rekrutacji czy porównaniami do działań okupantów z czasów wojny światowej. Nie bez przyczyny talepperyzacja nauki zyskała wsparcie szefa Samoobrony.

Nauka w Polsce potrzebuje zwiększonych, i to znacznie, nakładów na swe istnienie, ale inwestowanie w status quo nauki polskiej to jest w dużej mierze marnotrawstwo. To środowisko naukowe winno zaproponować radykalne, systemowe zmiany w nauce i edukacji i o ich realizację walczyć.

Walczenie tylko o własną kieszeń i utożsamianie jej z dobrem nauki, z dobrem Polski, jest chyba nieprzyzwoite.

Nie jest tajemnicą, że w Polsce dobrze się rozwija pozoranctwo naukowe, jak i edukacyjne, ale tylko nieliczni usiłują z tym walczyć narażając się na ostracyzm środowiska. U nas nie widać żadnego pozytywnego powiązania między nakładami na naukę i rezultatami, więc argumenty typu – dajcie więcej pieniędzy, to rezultaty same przyjdą – nie są zasadne.

Pod petycjami o zwiększenie wynagrodzeń podpisują się tysiące naukowców, pod petycjami o zmniejszenie marnotrawstwa środków finansowych i innych patologii akademickich podpisują się co najwyżej jednostki. Odnosi się wrażenie, że środowisko dobrze się czuje w obecnym patologicznym systemie i tak naprawdę wcale go nie chce zmieniać. Gdyby tylko dostało jako takie podwyżki będzie trwało w tym status quo stanowiącym skansen PRLu odbiegający od standardów europejskich.

Nie bez przyczyny np. zalecenia Europejskiej Karty Naukowca zostały zignorowane w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym. Są one zbyt niewygodne, bo i trzeba by ujawniać dorobek naukowy, i organizować rzeczywiste konkursy na obsadzanie etatów akademickich w miejsce obecnych fikcyjnych, stworzyć przyjazne warunki dla mobilności naukowców, aby obecnie wzorcowe kariery -od studenta do rektora na tej samej uczelni – nie były możliwe.

Niestety środowisko tak solidarnie protestujące przeciwko propozycji Gilowskiej nie wykazuje większego zainteresowania reformami autentycznymi, który by stwarzały przyjazne warunki dla studiowania i pozostawania młodych ludzi w Polsce , a nie do uzasadnionej ucieczki za granicę.

Zamiast strajków i innych szantaży potrzebna jest społeczna debata nad gruntowną reformą systemu nauki i edukacji oraz zmianami finansowania i skuteczniejszą kontrolą wydatków księgowanych po stronie wydatków na naukę. Potrzeba ograniczenia systemowego patologii osłabiających potencjał intelektualny i moralny polskiego społeczeństwa.

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=263

2006-06-20

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: