Reforma systemu nauki: Potrzebne przedszkola III wieku

Reforma systemu nauki: Potrzebne przedszkola III wieku

 

10 lat temu przygotowana została reforma systemu edukacji ‚od przedszkola do doktora’ zwana reformą Handkego, ówczesnego Ministra Edukacji Narodowej.

Mimo wielu dobrych pomysłów, reforma nie została dokończona, wypaczona przez następców i jej efekt w postaci gimnazjów stał się przekleństwem polskiej edukacji niższej. Reforma ta jednak nie mogła się w pełni udać – bo nie miała głowy.

Zreformowano przedszkola i nieco szkoły ‚niższe’, ale szkoły wyższe pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, jak pisałem kilka lat temu i nadal to jest aktualne. Jak można było przewidzieć, kształceni w skansenach PRL nauczyciele nie stali się motorniczymi, lecz są hamulcowymi reform. 

Reformowania głowy nawet nie podjęto, bojąc się zapewne aby głowy nie stracić. Obawa ta była jak najbardziej uzasadniona. Akademiccy beneficjenci PRLu trzymali się mocno i tą moc zachowali do dnia dzisiejszego, wzmocnieni jeszcze przez namaszczonych następców. Mogą zgilotynować każdą głową, choćby najmocniejszą. Żaden hełm, żaden szyszak, tu nie pomoże. Gilotyny nowej generacji, produkowane ciągle przez obrońców systemu deprawacji akademickiej, łatwo sobie z nimi poradzą. 

Wyższe uczelnie kształcą masowo doktorów, ale ich poziom spadł chyba do poziomu dawnego magisterium. Jeszcze w latach 60 – 70 tych wiele prac magisterskich, przynajmniej częściowo, publikowano, i to czasem w dobrych czasopismach, za które wymieniano dobre czasopisma z całego świata. Obecnie mimo masowości studiów, także doktoranckich, wiele czasopism krajowych zniknęło, bo nie ma tam co umieścić. Nie ma badań na poziomie – nie ma publikacji. 

Dla publikowania powstało sporo lokalnych przedsiębiorstw instytutowych, niekiedy rodzinnych, gdzie umieszcza się (nakazuje się umieszczać ! ) makulaturę, aby mieć podstawę do rozliczeń nakładów na naukę i do produkcji pozornego dorobku habilitacyjnego. 

Takie ‚czasopisma naukowe’ jakoś się na rynku utrzymują, a nawet są podtrzymywane.

Skoro preferuje się redakcje z udziałem naukowców zagranicznych- co za problem dopisać kilka takich nazwisk, nawet w polskojęzycznych czasopismach, których ‚redaktorzy’ nawet nie są w stanie przeczytać. Skoro redaktorami czasopism anglojęzycznych mogli być ‚profesorowie’, którzy w tym języku ani me, ani be, ani kukuryku, to o co chodzi ? W czasopismach polskojęzycznych też mogą być ‚zagranicznicy ‚

Preferuje się publikacje recenzowane. Nie ma problemu. Specjalista od ciepła zrecenzuje prace o amonitach ( wtedy też było ciepło !) i praca jest recenzowana. Można by mnożyć przykłady bo: Polak potrafi! A w szczególności Polak akademicki. Ten potrafi naprawdę dużo i można mu naskoczyć ! Autonomię przy tym ma gwarantowaną ! Niechby tylko ktoś chciał się dowiedzieć co zrobił za podatki moherowego podatnika – Ochrona danych osobowych skutecznie zabezpieczy te osiągnięcia przed niepowołanymi oszołomami.

Efekt jest jasny . Makulatura jest produkowana i składowana w pomieszczeniach laboratoryjnych ( bo laboratoria muszą być aby coś się nazywało instytutem), rozdawana za darmo na okoliczność licznych sympozjów (dotowanych przez moherowego podatnika), ale na wymianę z Zachodem nie ma szans. Za dobre czasopisma trzeba płacić w euro czy w dolarach, makulatury nie biorą ( chyba nie mają na laboratoria gdzie by można ją było składować !?) .

To co dawniej kosztowało złotówki (głównie na koperty i znaczki pocztowe) teraz to kosztuje grubą forsę, więc widać jak zagraniczne czasopisma znikają z naszych bibliotek i to tytuły, które były pod ręką w najgorszych czasach latach 80-tych, w tym w stanie wojennym. 

System jednak broni się rękami i nogami przed zmianami w kierunku porządku zachodniego o czym najlepiej świadczy argumentacja rektorów:

Mechaniczne naśladowanie tzw. rozwiązań europejskich lub amerykańskich samo przez się nie prowadzi do sukcesu. Polska tradycja akademicka może mieć wielką wartość dla powodzenia reformy.”

http://wyborcza.pl/1,76842,5196318,Fundacja_Rektorow_Polskich__Srodowisku_akademickiemu.html

Niestety rektorzy nie podają czy by zaakceptowali naśladowanie chemiczne, czy biologiczne i jaką tradycję mają na myśli. Tradycji mamy moc – chlubnych i niechlubnych. Trzeba sprecyzować !

Odnosi się wrażenie, że rektorzy po prostu nie przyjmują do wiadomości porządku zachodniego, bo tak są przywiązani do porządku wschodniego, który tyle lat kultywowano.

Jak tylko na stronach ministerstwa pojawiło się ogłoszenie Uwagi i opinie związane z reformą systemu nauki oraz systemu szkolnictwa wyższego prosimy przesyłać na adres e-mail reforma@nauka.gov.pl”  zaraz rozpoczęły się krzyki, że minister nie chce dyskutować a tylko organizuje odprawy, aby informować co zrobi wbrew środowisku. 

Coraz częściej słyszymy, że czytanie ze zrozumieniem to słaba strona naszych 15-latków, ale nikt nie robi badań u 45-75 latków, u których te problemy występują nader często.

Wskutek tego rozmowy ministra nauki ze starzejąca się populacją polskich naukowców przypominają rozmowy dziada z obrazem. Jedynym słowem jakie rozumieją naukowcy z założeń reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego zdaje się jest słowo : habilitacja.

Tak dla przykładu podsumowanie dialogu na tej linii:

Minister:wprowadzimy rzeczywiste konkursy na stanowiska akademickie

Rektorzy – ale habilitacja jest potrzebna

Minister: wprowadzimy mediatora akademickiego

Rektorzy – ale habilitacja jest potrzebna

Minister: zwiększymy mobilność kadr

Rektorzy – ale habilitacja jest potrzebna

Niestety takie ‚dialogi’ trwają już latami co w oczywisty sposób prowadzi jedynie do tego, że panna Habilitacja coraz bardziej się starzeje i niedługo nikt o jej rękę nie będzie miał ochoty poprosić. 

Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności wspiera Program „Uniwersytety Trzeciego Wieku” którego realizatorem jest Fundacja dla Uniwersytetu Jagiellońskiego z siedzibą w Krakowie. To takie studium, mające na celu popularyzację wiedzy humanistycznej i biologiczno-medycznej wśród ludzi starszych. Ale co z popularyzacją nauki rozumienia słowa pisanego ?

Nie wiem czy nie należałoby wystąpić o otwarcie programu Przedszkola Trzeciego Wieku.

Skoro z programu ‚od przedszkola do doktora’ tylko przedszkola dało się skutecznie zreformować, chyba one mogą być najbardziej przydatne w naszym systemie edukacji.

Poparciem dla tego programu mogą być też badania, o których pisze Ks. Jan Twardowski w Niecodzienniku, pt. Sondaż:


Pewien socjolog dostał się do nieba i z przyzwyczajenia zawodowego zaczął tam robić sondaże.

 W niebie było najwięcej tych, którzy słuchali dziecięcych kazań.

Ci którzy słuchali doktorów, profesorów – siedzieli w czyśćcu, a dwóch w piekle.” 

Czy może być być lepszy argument za wzorowaniem się na edukacji przedszkolnej ?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: