NIK w szkołach wyższych – polemika

NIK w szkołach wyższych – polemika

Krzysztof Królas w artykule NIK w szkołach wyższych – (Rzeczpospolita 13.08.2002) krytykuje raport NIK-u, („Informacja o wynikach kontroli odpłatności za studia w państwowych szkołach wyższych” (Nr ewid. 163/2002) Skrót prasowy, który „napisany jest bez zrozumienia procesów zachodzących w uczelniach”, a autorzy raportu „nie chcą przyjąć do wiadomości informacji płynących z samych uczelni”.

Jako czytelnik artykulu K. Królasa nie mam jednak pewności, czy autor tego artykułu te procesy rozumie, i czy pozostaje w zgodności z informacjami płynącymi z uczelni. Autor m. in. pisze „Od początku lat dziewięćdziesiątych szybko wzrasta efektywność wyższych uczelni państwowych” i dalej „Efektywność zwiększana jest nie przez zmniejszenie zatrudnienia, lecz dzięki zwiększeniu liczby studentów”. Tym samym autor stara sie chyba wykazać, że miarą efektywności nauczania w uczelniach jest ilość wydanych przez uczelnie dyplomów. Nie dam się nabrać na taką argumentację. Nie wierzę w przechodzenie ilości w jakość, a stosowanie takich pomiarów efektywności uczelni nie najlepiej świadczy o poziomie zarządzających uczelniami. No cóż, jak sami często argumentują, najlepsi z uczelni odchodzą, więc u tych, którzy pozostają można spodziewać się trudności w logicznym myśleniu.

NIK niestety wykazał, że „We wszystkich kontrolowanych uczelniach rozwój ilościowy i jakościowy kadry nauczycieli nie nadążał za wzrostem liczby studentów”, co jest zgodne z odczuciem sporej części społeczeństwa nauczanego, jak i uczącego, o czym można się przekonać studiując polemiki w mediach i np. na forach dyskusyjnych. Ale K. Królas replikuje „To, co dla wladz uczelni jest powodem do dumy, jest naganne w oczach kontrolerów”. Dlaczego nienadążanie rozwoju jakościowego kadry nauczycieli za wzrostem studentów ma być powodem do dumy władz uczelni, tego K. Królas nie podaje. Ja bym z tego nie był dumny. Wręcz przeciwnie.

Rektor AGH przynajmniej się czerwienił po przeczytaniu raportu NIK. Nie wiedział jaką uczelnią kieruje! No cóż, zajmował się ostatnio budową pomnika swojej żony na swojej uczelni i propagowaniem budowy gondoli, która by studentów z akademików wprost na sale wykładowe dowoziła. Na takie projekty nie stać biedne uczelnie zachodnie. Co innego u nas. Bieda naszych uczelni i naszych uczonych jest inna. Ma ona przede wszystkim wymiar moralny.

Raport NIK, wbrew twierdzeniom K. Królasa, zdaje się być oparty na informacjach płynących z uczelni. To przecież Senat UJ na posiedzeniu w dniu 24 maja 2000r. ogłosił apel, w którym czytamy: „doszło do niebezpiecznego osłabienia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, do obniżenia poziomu nauczania w szkołach wyższych, do nadszarpnięcia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą”. Generalnie jest to zgodne z raportem NIK, który chyba ze zrozumieniem zapoznał się z pismami władz uczelni reprezentowanej przez prorektora UJ – K. Królasa. W artykule K. Królas jednak nie podaje, że jako autor nie zgadza się z apelem senatu, który jako prorektor chyba akceptował. Dlaczego władze uczelni w całości odrzucają raport NIK, który przynajmniej w części jest zgodny z tym, co uczelnie głoszą?

Faktem jest, że uczelnie upatrują jedynie przyczyn finansowych w obniżeniu jakości nauczania zatajając rzeczywiste przyczyny. Istotne znaczenie odegrała tu redukcja kreatywnej kadry nauczającej w związku ze stosowaniem „prawa” stanu wojennego dla wyeliminowania jednostek zbyt aktywnych naukowo, cieszących się zbyt dużym poważaniem wśród młodzieży akademickiej, zbyt otwarcie mówiących o patologii uczelni. Po usunięciu niewygodnych nauczycieli w okresie stalinowskim, nauczyciele na ogół wracali na uczelnie po kilku latach, po usunięciu niewygodnych nauczycieli w okresie jaruzelskim, uczelnie nadal są zamknięte dla dysydentów, mimo upływu kilkunastu już lat. To daje wyobrażenie o skali problemu. Papież nawołuje „Nie lękajcie się”, rektorzy wiwatują, ale nie lękających się uważają za element niepożądany na swoich uczelniach. Widać, że się ich lękają.

Uczelnie pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego i bronią się przed zmianami systemowymi domagając się tylko jak największych dotacji z kieszeni podatnika na swoje funkcjonowanie. Opracowując zmiany ustawy o szkolnictwie wyższym unikają jak ognia wprowadzenia elementów systemu amerykańskiego argumentując, że nie przystaje on do naszych warunków. Poniekąd to prawda. Tam na jeden etat w uczelni jest i po 100 kandydatów, a u nas zwykle tylko jeden. Nie ma z czego wybierać. Rzekomo! Pomija się bowiem fakt, że u nas jest to kandydat już z góry upatrzony – swój człowiek, często krewny, a zmienne kryteria konkursów są dostosowywane do poziomu kandydata, który ma go wygrać. Jeśli ktoś reprezentuje poziom wyższy, to nie spełnia (gorzej spełnia) on warunków konkursu!!! Jest co najwyzej najlepszy abstrakcyjnie, najlepsi konkretnie są sami swoi, bez względu na kwalifikacje i dorobek. Tak wygląda rekrutacja kadr nauczycieli na wyższych uczelniach. Genetyczno-towarzyskie kryteria w polityce kadrowej uczelni, niezgodne zresztą z Konstytucją III RP i elementarnymi prawami człowieka, świadczą o ciężkiej chorobie systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Ta choroba jest poza nadzorem MEN.

Autor pisze , że „Pouczające może być porównanie polskich uczelni z uczelniami w zachodniej Europie”. Trudno się z tym nie zgodzić. Niestety nie ma jakościowych porównań między takimi uczelniami. A szkoda. Opracowanie rankingu uczelni europejskich w oparciu o mierzalne i zasadne kryteria byłoby bardzo pożądane.

Niestety mamy jedynie rankingi polskich szkół, a i te niewiele mówią o ich jakości. Często oparte są na danych wziętych „z sufitu”, albo na danych świadczących nie o jakości nauczania, czy o jakości badań, ale o poziomie marnotrawstwa publicznych pieniędzy (np. stosowane w rankingach kryterium ilości otrzymanych przez uczelnie grantów bez uwzględnienia ich efektów). KBN nie prowadzi nawet wykazu publikacji, które winny powstać w ramach realizacji grantów!!! i nic sobie nie robi z krytycznej kontroli NIK. Ani arcydzieła „najlepszych z najlepszych” ani nawet lakoniczne informacje o tych arcydziełach nie są dostepne dla społeczeństwa).

Uczelnie nic sobie nie robią z raportów NIK. Stosują zasadę „Jeśli fakty są inne, tym gorzej dla faktów” i odwracają kota ogonem (patrz podtytuł w artykule – Tym gorzej dla faktów). Niestety uczelnie przypominają orwellowskie Ministerstwo Prawdy, w którym wartości mają odwrócony znak. Rektorzy mówią o poszukiwaniu prawdy, ale za próby poznania prawdy o uczelniach wyrzucają pracowników i studentów. W ramach „poszukiwania prawdy” czyszczą niewygodne akta, uzupełniają je nowymi tekstami, wydają niezgodne z prawdą historie swoich jednostek (np. Uniwersytet Jagielloński z okazji 600-lecia swojego odnowienia), nie dopuszczają do publikacji tekstów weryfikujących fakty, podważających oficjalne opinie.

Jednym z głównych celów edukacji jest rozwinięcie poczucia własnej wartości u nauczanych. Ale w naszych uczelniach posiadanie rozwiniętego poczucia własnej wartości jest cechą nie do zaakceptowania. Polityka kadrowa uczelni nie przewiduje zatrudniania takich jednostek, również polityka kadrowa autora artykułu – K. Królasa – prorektora UJ ds. polityki kadrowej i finansowej. Niestety raport NIK o tym nie mówi. Dotyczy jedynie wycinka działalności uczelni, stąd musi budzić niedosyt. Należałoby oczekiwać w najbliższym czasie raportów NIK o innych patologicznych zjawiskach w uczelniach, a w szczególności: o polityce kadrowej, o fikcji edukacyjnej i także badawczej uprawianej w uczelniach (również w tych z samych szczytów naszych rankingów), o wieloetatowości i bezetatowości!!! nauczycieli akademickich, o dostępie do informacji na uczelniach.

Raporty w większym stopniu winny nadawać się nie tylko do wykorzystania przez zarządzających uczelniami, ale winny także stanowić podstawę do zmian prawnych, które by patologie uczelni ograniczały.

Józef Wieczorek


Część tego tekstu (ok. 1/3) ukazała się w Rzeczpospolitej 2002.10.01 po miesięcznych pertraktacjach z Redakcją oraz odwoływaniu się do kodeksu etycznego.


P.S. Krzystof Królas nie jest już prorektorem UJ i na całe szczęście dłużej go nie reprezentuje. Jako prorektor nie należał do korporacji nauczanych i nauczających poszukujących prawdy, którą stanowi uniwersytet. Niestety ta definicja uniwersytetu nie jest już umieszczona w nowym zmienionym Statucie UJ. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: