O naukach geologicznych w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000 – inaczej

O naukach geologicznych

w Uniwersytecie Jagiellońskim

w latach 1975-2000 – inaczej

 

W Przeglądzie Geologicznym vol. 48 nr. 6 str. 533-534 ukazała się informacja autorstwa W.Zuchiewicza o konferencji naukowej nt. Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagielońskim w latach 1975-2000. Autor informacji podaje na str.534, że „Dzięki wsparciu z centralnej rezerwy badań własnych UJ, z okazji jubileuszu wydano dwie publikacje:

W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologiczny, Kraków 1999, 152 str.

W.Zuchiewicz – Publikacje pracowników Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego 1945-1999. Zestawienie bibliograficzne. Instytut Nauk Geologicznych UJ, Kraków 1999, 158 str.

Powyższe materiały można także znaleźć na stronie internetowej ING UJ ….”

Treść tej informacji, a w szczególności treść obu ‘publikacji’ wymaga komentarza.

Tytuł ‘publikacji’ „ Nauki geologiczne…” sugeruje, że zainteresowany czytelnik znajdzie w niej rzetelne informacje dotyczące badań geologicznych prowadzonych w ING UJ, jak również rzetelne informacje dotyczące studiów geologicznych w UJ reaktywowanych w 1975 r. Niestety te obszerne ‘publikacje’ takich rzetelnych informacji zarówno odnośnie badań, publikacji, jak i działalności edukacyjnej nie zawierają.

Autorzy zdają się znać głównie własne publikacje, własne badania, i głównie własną działalność edukacyjną. Znaczna część publikacji, badań, a przede wszystkim przeważająca część działalności edukacyjnej pracowników usuniętych w okresie PRL z oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież (J.W) została pominięta.

Nie bardzo zresztą wiadomo na jakiej podstawie te ‘publikacje’ powstały, jako że władze UJ niemałą część informacji na temat nauk geologicznych w UJ zaaresztowały lub zniszczyły, a przy tym same twierdzą, że brak jest świadków wydarzeń, które miały miejsce w ostatnim ćwierćwieczu w ING UJ. Mimo to wsparły finansowo wydanie tych ‘publikacji’, a ostatnio oskarżyły naczelne władze państwowe o obniżanie nakładów finansowych na szkolnictwo wyższe, co w konsekwencji prowadzi do ‘niebezpiecznego osłabienia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, do obniżenia poziomu nauczania w szkołach wyższych, do nadszarpnięcia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą…. ( z listu Senatu UJ drukowanego 1. 06.2000 r. w Gazecie Wyborczej) . Władze UJ , zgodnie ze swoim obyczajem pominęły własne ‘zasługi’ dla osłabienia tempa pracy naukowej, dla osłabienia rozwoju kadry naukowej, dla obniżenia poziomu nauczania, a w szczególności dla nadszarpnięcia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą. Niestety tych od dawna znanych ‘zasług’, również dla nauk geologicznych UJ, nie prezentują ‘publikacje’ W. Zuchiewicza..

Zachodzi uzasadnione domniemanie, że władzom UJ zależało na wydaniu niezgodnej z prawdą , ale zgodnej z opiniami anonimowych do dnia dzisiejszego ciał UJ, historii nauk geologicznych w ostatnim ćwierćwieczu, tak aby historycy mieli łatwy dostęp do jedynie słusznego źródła informacji na ten temat (po wyczyszczeniu niekorzystnych dla władz UJ akt osobowych niewygodnych pracowników). Taką działalność w czasach PRL prowadziły służby specjalne i urzędy cenzorów. Okazuje się, ze po upadku PRL z cenzurowaniem ‘publikacji’, z wymazywaniem nazwisk i działalności niewygodnych pracowników, doskonale dają sobie radę wiodący, etatowi nauczyciele akademiccy, dając przykład młodym pokoleniom jak robić w uniwersytetach formalne kariery.

Głośno się mówi o nie najwyższym poziomie etyki nauczycieli akademickich. W UJ utworzono nawet Komisję Etyki ds. Nauczycieli Akademickich, ale ta zajmuje się raczej wyciszaniem, a nie wyjaśnianiem nieetycznych postępków etatowych nauczycieli akademickich. Głoszenie nieprawdy jest zresztą zgodne z etyką realną UJ, której pod karą dożywotniej śmierci naukowej i edukacyjnej podważać nie można.

Można mieć wątpliwości, czy polscy historycy zdobędą się na prawdziwe opisanie nauk geologicznych w UJ, jakkolwiek nieco danych na temat nie zawsze chlubnej tej historii podał S. Czarniecki w 1964 r. w „Zarysie historii geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim”.

Nie uciekają od takich problemów badacze zagraniczni. Np. znany geolog francuski M. Durand-Delga poświęcił 2 lata dla detektywistycznej pracy nad wyjaśnieniem sprawy geologa francuskiego J. Deprata, w końcu go rehabilitując (np. Mem. Soc. Geol. France 1995, p.87-95) i prezentując jednocześnie niechlubne poczynania ‘wielkich’ geologów francuskich.

Polscy geolodzy już zawczasu pracują nad tym, aby nigdy nie doszło do rehabilitacji wykluczonych ze środowiska geologicznego Polski. Temu zdają się służyć jubileuszowe obchody nauk geologicznych w UJ i wydawane z tej okazji ‘publikacje’, finansowane z kieszeni podatnika, w sytuacji gdy na niezależne badania naukowe nie ma pieniędzy.

Józef Wieczorek – były wykładowca UJ

UWAGA: Tekst przesłany do Redakcji Przeglądu Geologicznego w lipcu 2000 r. nie mógł się ukazać. Przygotowałem zatem informację w tej sprawie w formie Recenzji zgodnie z sugestiami Redakcji.

Na witrynie POLSKIEGO CYRKU NAUKOWEGO www.naukowcy.republika.pl dr Wroński twierdzi (Księga Gości 28-36) , że publikacja W. Zuchiewicza i in. o ING UJ nie jest nierzetelna. Nie sądzę, żeby ją czytał, a twierdzi. Czy takie twierdzenie jest rzetelne? Ja sądzę, że nie. Ja publikację czytałem i twierdzę, że nie jest rzetelna i nie chodzi tu o brak ‚jakiś ‚publikacji w spisie czy o jakieś nieformalne finansowanie. Ja tak sprawy nie stawiałem. Ja nie jestem autorem takiej nierzetelności. Jaka była rzeczywista historia ING UJ chciałem zbadać. Złożyłem do KBN projekt badawczy : Historia nauk geologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975 -2000 zarejestrowany pod nr 2HO1G 085 22 przez Zespół Nauk Humanistycznych. Podałem m.in. metodykę badań ” W realizacji projektu wnioskodawca zamierza oprzeć się na wiarygodnych źródłach stosując tym samym całkowicie odmienną metodykę badań od zastosowanej przez zespół W. Zuchiewicza. (…..) Zamierza się oprzeć na innych wiarygodnych świadkach, na materiałach archiwalnych Instytutu Nauk Geologicznych UJ i archiwach UJ, PTG, IPN, MEN, PAN, KBN dokonując krytycznej analizy dokumentów, które np. w UJ sa czyszczone do dnia dzisiejszego……….……). W opinii projektu m.in. napisano : Założenia badawcze przyjęto prawidłowo, autor jest przygotowany do realizacji tego typu badań, możliwość wykonania projektu – realna. Zaopiniowano pozytywnie. Pieniędzy (małych, projekt niskonakładowy poniżej 20 000 zł) nie dostałem. Dlaczego ? Nie dostałem objaśnienia. Powtórzyłem projekt w roku następnym . Odrzucono z przyczyn formalnych. Brak podanej instytucji, w której praca będzie realizowana. Ja nie pracuję w żadnej instytucji. Sam sobą stanowię jednoosobową jednostkę naukową, a takie jednostki nie są finansowane. Finansuje się jedynie jednostki prawne, nawet bez osobowości naukowej. Ktoś kto ma osobowość naukową a nie ma osobowości prawnej nie jest finansowany. Wyniki prac nie mają żadnego znaczenia!

XX ROCZNICA WPROWADZENIA STANU WOJENNEGO

XX ROCZNICA WPROWADZENIA STANU WOJENNEGO 

JÓZEF WIECZOREK

W XX ROCZNICĘ PRÓBY ORGANIZACJI STRAJKU

PO WPROWADZENIA STANU WOJENNEGO

(wspomnienie)

 

W roku ubiegłym, w dniu 13 grudnia 2000 roku kiedy wszedłem do gmachu ING UJ po odbiór poczty (przychodzi nadal mimo opuszczenia ING UJ przed kilkunastu już laty) stwierdziłem, że tablica NSZZ SOLIDARNOŚĆ jest pusta. Było to tym dziwne, ze ‚Solidarność’ ING UJ była jeszcze w 1990 r. bardzo aktywna, co prawda w akcji uniemożliwienia mi powrotu na UJ co było sygnałem o staczaniu się tej kiedyś poważnej anty-komunistecznej siły. W 1980 r. należałem do organizatorów NSZZ SOLIDARNOŚĆ w ING UJ.  Jednakże w roku 1990 ( w piśmie dostarczonym przez władze UJ do Komisji Pojednawczej jako ważny dokument!!!) przewodniczący z roku 1980 – Ob. A.Gasiński  twierdził, że ja się podszywałem, a on od początku do końca jest i będzie w SOLIDARNOŚCI. No cóż ‚ludzie z kauczuku’ stosują takie metody i idą w górę,  mimo staczania się na dno.

Stan tablicy w rocznicę 13 grudnia jakże odmienny od jej wyglądu w latach 80-tych nie potwierdzał istnienia SOLIDARNOŚCI W ING UJ , która jednak w stanie wojennym była widoczna w ING UJ i była przedmiotem zainteresowania (inwigilowania) przez SB.

Postanowiłem zatem przygotować krótki tekst na 20 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego Tekst ten będzie dostępny na WITRYNIE OBYWATELSKIEJ JÓZEFA WIECZORKA http://www.jwieczorek.ans.pl gdzie będzie go można przeczytać (wraz z innymi tekstami) nawet po zerwaniu z tablicy.

20 lat temu na tablicy NSZZ SOLIDARNOŚĆ INSTYTUTU NAUK GEOLOGICZNYCH UJ zawiesiłem kartkę informującą o rozpoczęciu strajku w Instytucie, jako odpowiedzi na wprowadzenie stanu wojennego. Zrobiłem to bez konsultacji z komisją instytutową, bo podporządkowałem się automatycznie władzom NSZZ SOLIDARNOŚĆ. Strajk miał być automatyczną odpowiedzią na próbę likwidacji związku. Niestety w usiłowaniach wywołania strajku w ING UJ byłem osamotniony. Na nielegalnym zebraniu w dniu 14.12.1981 pracownicy ING UJ – członkowie NSZZ Solidarność nie poparli mnie. Bardziej odpowiadała im opcja – Tow. A. Ślączki (też członka NSZZ Solidarność, a przede wszystkim członka PZPR), który wkroczywszy na zebranie oznajmił, że Solidarności już nie ma!!!. Wieczny (jak się okazuje) Dyrektor ING UJ posunął sie nawet dalej niż Jaruzelski, który jedynie zawiesił działanie Solidarności. Opłacało się!!! Tow. A.Ślączka przetrwał Jaruzelskiego i dzięki nurtowi ‚Solidarność zawsze z Towarzyszami’ trwa do dziś. Co innego ja.

Kiedy po rutynowej akcji ZOMO zakończonej śmiercią górników z Kopani ‚WUJEK’ wywiesiłem (ze szlifierzem W.Wyżgą) czarne flagi niedługo mogły wisieć. Wkrótce zostały schowane w gabinecie Towarzysza. Także tablica SOLIDARNOŚCI została ‚zwinięta’. Reprezentowałem ING UJ w strukturach podziemnych UJ oraz organizowałem ‚dokształt’ studentów ( wykorzystując do tego Koło Naukowe, którym się wówczas opiekowałem). Zorganizowany przeze mnie kolportaż prasy podziemnej wykraczał daleko poza UJ. Byłem inwigilowany i przesłuchiwany przez SB. Mam nadzieję, że IPN nieco znajdzie materiałów na ten temat. Natomiast działający podobno w NSZZ SOLIDARNOŚĆ- od początku do końca – Oficjalny Przewodniczący jakby zapadł się pod ziemię i wyszedł dopiero po 1989 r. wraz z wieloma ‚szczurami’ dla wjeżdżania na ‚autostrady wyjazdowe i awansowe’ w nowej rzeczywistości.

Już w stanie wojennym nastał jednak czas rozliczeń z ‚warchołami’ i czas nagradzania oportunistów i serwilistów przyjaznych Towarzyszowi. ‚Jak się nie podoba to won na Szpicbergen‚, grzmiał Towarzysz Dyrektor na zebraniu ‚naukowym’ ING UJ. No cóż, mnie sie nie podobało, ale wyjechać nie mogłem.Wyjeżdżali ci, którym się podobało. Tym się różnił ING UJ od WRONy.

Na mój temat w latach 80-tych zebrano w UJ dwa opasłe tomy zawierające interesujące materiały. Pisma Towarzysza Dyrektora i jego srewilistów fabrykowano iście na wzór SB (m.in. absurdalne zarzuty o niechęć do prowadzenia zajęć tylko dlatego, że prowadziłem ich więcej niż oficjalnie wykazywano, i wiele za darmo). Teczki nie bez przyczyny nie były mi dostępne w czasie wyrzucania mnie na bruk z UJ, w wyniku rutynowej akcji anonimowych do dnia dzisiejszego funkcjonariuszy UJ. Zostałem oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką i przez 3 miesiące żarłem głównie kartofle. Mógłbym zdechnąć w otoczeniu ‚nieskazitelnie uczciwych’, później  tworzących swoiste STOWARZYSZENIE POGRYZIONYCH PRZEZ SUMIENIE ( niektórzy twierdzą, że sumienie mają czyste, zapominajc dodać – ‚nieużywane’).   Teczki wkrótce wyczyszczono ( na wzór SB) z niewygodnych materiałów, preparując natomiast nowe pisma jeszcze w latach 90-tych, w wyniku rutynowych poczynań Dziekana BiNoZ – Ob. A. Jackowskiego (też  kiedyś, a może i dziś ? w NSZZ SOLIDARNOŚĆ). Z okazji Jubileuszu UJ wydano ponadto 2 tomy o ING UJ w latach 1975-2000r. (rutynowa działalność Ob. W.Zuchiewicza i  zespołu)  bez omówienia jednak tła i sukcesów autorów w niszczeniu nonkonformistycznych geologów w UJ, co stanowi W.T.D. (patrz Stefan Kisielewski – Wołanie na puszczy). Cenzura (nadal istnieje!!!, i ma się doskonale) nie pozwala na ten temat nic pisać. Na całe szczęście w międzyczasie powstał INTERNET i tam będzie można zapoznać sie z nieocenzurowaną historią ING UJ.

‚SPISANE BĘDĄ CZYNY I ROZMOWY’

SPOŁECZEŃSTWO NAUKI POLSKIEJ A SPOŁECZEŃSTWO IKÓW

  SPOŁECZEŃSTWO NAUKI POLSKIEJ A SPOŁECZEŃSTWO IKÓW
( w XX rocznicę wydarzeń)

W stanie wojennym, na wiosnę 1983 r. na tablicy w Instytucie Nauk Geologicznych UJ umieściłem bez komentarza kilka zdań przepisanych z Tygodnika Powszechnego (13 marca 1983 r. nr.11 (1859) . Był to bardzo krótki tekst omawiający artykuł Macieja Iłowieckiego zamieszczony w miesięczniku Odra nr.1, z roku 1983. a traktujący o plemieniu Ików żyjącym na pograniczu Ugandy, Sudanu i Kenii, któremu Collin M. Turnbull poświęcil przejmującą książkę przetłumaczoną na język polski (Ikowie, ludzie gór. 1980, PIW Warszawa).

C. M. Turnbull przedstawił Ików jako przykład „społeczności, która odrzuciła wszelkie normy i wartości, kpiąc z tego co przywykliśmy uważać za istotę społeczeństwa”. „U Ików najlepsze co można zrobić to okraść kogoś, oszukać, zrobić bezinteresownie krzywdę”. „Ulubionym zajęciem silniejszych jest wyrywanie słabym lub chorym kęsów pokarmu”. „… Ikowie orientują się, że funkcja kierownicza wraz z wiązaną z nią władzą daje pewne możliwości napełniania żołądka, tak jak gdzie indziej daje ona możliwości napełniania kieszeni” . „Ikowie… nie bez racji patrzą bardzo podejrzliwie na każdego, kto pragnie sprawować lub sprawuje funkcje kierowniczą, zwłaszcza jeżeli jest zdolny i do tego się nadaje.

Tekst zamieszczony na tablicy był następującej treści:
Ikowie uważają, że ‚dobre jest wyłącznie to, co im przynosi korzyść, złe jest wszystko co pomaga przeżyc innym’. Każda zagroda jest rodzajem twierdzy, ponieważ każdy sąsiad jest wrogiem. Zresztą nie tylko sąsiad – stała wrogość panuje i wewnątrz zagród: członkowie rodzin nienawidzą się nawzajem, nikt nikomu w niczym nie pomaga, nikt niczym z nikim się nie dzieli. Radość z cudzego nieszczęścia jest jedyną radością Ików. Zdaniem obserwatorów – Ikowie osiągnęli swego rodzaju ideał społeczeństwa, które można by nazwać zdroworozsądkowym’ skoro wyzbycie się dobroci ułatwia przetrwanie, trzeba się dobroci wyzbyć, ponieważ należy przetrwać za wszelką cenę„.

Ten tekst spowodowal reakcję ówczesnego (i przez wiele lat panującego) Dyrektora ING UJ Tow. A. Ślączki, który zareagował tak, jak nożyce reagują na uderzenie w stół. Niewątpliwie Towarzysz Dyrektor odczytał, nie bez uzasadnienia, że ten tekst jest krytyką stosunków panujących w Instytucie. Towarzysz oczywiście zerwał kartkę i na zebraniu naukowym instytutu po odczytaniu tekstu, z którym się bez dyskusji rozprawił, zagrzmiał; ‚Jak się komu nie podoba to won, na Szpicbergen’ (było to przed referatem o geologii Szpicbergenu). Problem w tym, że na Szpicbergen wysyłal tych, którym się podobało, a ci którym się nie podobało mieli trudności z wyjazdami dokądkolwiek. Radość z gnębienia niewygodnych pracowników była jedyną radością Towarzysza Dyrektora, co zapewne ułatwilo mu zauważenie analogii między normami etycznymi społeczeństwa Ików i normami etycznymi w Instytucie, którym kierował.

ZACIEMNIENIE WEDŁUG OB. ANTONIEGO JACKOWSKIEGO

ZACIEMNIENIE WEDŁUG OB. ANTONIEGO JACKOWSKIEGO



SENAT Uniwersytetu Jagiellońskiego
ul. Gołębia 24, 31-007 Kraków

OBJAŚNIENIE do „Wyjaśnienia” dla Senatu UJ 
ob. A. Jackowskiego z dnia 22.03.1994 r. 

Wysoki Senacie Uniwersytetu Jagiellońskiego!

Moje zdekompletowane akta personalne (o czym miałem okazję się ostatnio przekonać) i fakt aresztowania materiałów z postępowania wyjaśniającego rzecznika dyscyplinarnego UJ – Doc. A.Gabrele świadczą o ubeckich metodach nadal stosowanych w UJ. 

W moich aktach personalnych znalazłem nieznane mi wcześniej tzw Wyjaśnienie” dla Senatu UJ spreparowane przez Ob. A. Jackowskiego – dziekana Wydziału BiNoZ. Właściwie winno ono nosić tytuł „zaciemnienie”, gdyż wtedy odpowiadałoby zawartym w nim treściom. Ob. A. Jackowski nie tylko w sposób tendencyjny i kłamliwy „naświetlił ” (zaciemnił) moją sprawę, ale sformułował oskarżenia jasno nawiązujące do okresu dyktatury ciemniaków. Nie jest to nic nadzwyczajnego, gdyż w swoim „zaciemnieniu” wykazał jedynie jednoznacznie, że jest analfabetą realnym (nie jest to określenie obraźliwe, lecz prawdziwe, w przeciwieństwie do sformułowań użytych przez Ob. Jackowskiego w swoim „zaciemnieniu”) co zdaje się być regułą wśród dziekanów wydziału .BiNoZ. Ob. H. Krzanowska nie była w stanie zrozumieć co to znaczy „przedstawiciel”, stąd wyznaczała w stanie wojennym „przedstawicieli” pracowników do Rady Wydziału (stąd organizowane przeze mnie protesty i konflikt z władzami UJ o czym ani słowa w „zaciemnieniu” Ob. A. Jackowskiego). Ob. C. Jura nie odróżniał pojęcia nielegalnego działacza od pojęcia „podszywacza” stąd przedstawiał (przed Społeczną Komisją Pojednawczą) jako ważny dokument władz UJ – pismo Ob. A. Gasińskiego godnie nawiązujące do metod ubeckich. Ob. A. Jackowski nie rozumie z kolei słowa anonim, twierdząc, że ANONIMOWA KOMISJA, która sfabrykowała dyskwalifikujące ją oskarżenia w stosunku do mojej osoby, anonimową nie była! (anonimowy- nie ujawniający swego nazwiska, nieznany z nazwiska- patrz Słownik języka polskiego). W swym piśmie Ob. Jackowski nie podaje ani jednego nazwiska (być może nazwiskiem jest Dziekan, jak wskazuje Książka Telefoniczna dość popularne nazwisko, ale brak jest imienia, więc jednak to też anonim). Anonimy w państwach prawa nie mają mocy prawnej.

Warto tu przypomnieć, że jako argumentu dla konieczności kierowania większej ilości środków płatniczych na konto obecnych „nauczycieli akademickich”, podaje się, że ok. 70% polskiego społeczeństwa to analfabeci funkcjonalni, których trzeba edukować, a to kosztuje. Jak wskazuje historia ostatnich lat, ci analfabeci funkcjonalni do których mam zaszczyt się zaliczać, rozumieli jednak co to znaczy „przedstawiciel”, co to znaczy „anonim”, co to znaczy „podszewka”, nie rozumiejąc jednakże „przedstawicieli” „wybitnych naukowców” i „intelektualistów” w stylu Ob. A. Jackowskiego (czy innych dziekanów Wydziału BiNoZ, czy Tow. A. Ślączki, czy Ob. A.Radomskiego, czy im podobnych) pogrążonych w analfabetyzmie realnym. Domaganie się większej ilości pieniędzy dla utrzymania dożywotnio panujących analfabetów realnych jest zwykłym oszustwem, które winno być ścigane przez właściwe organa.

Ob. A. Jackowski zarzuca mi posiadanie rozwiniętego poczucia własnej wartości (co za hańba!) Nie będę odrzucał tego zarzutu i udowadniał, że jestem kundlem, gdyż w swoim życiu się nie skundliłem, również w ciemnym okresie stanu wojennego, w przeciwieństwie do wielu „wybitnych uczonych”, „intelektualistów” czy „działaczy opozycji” ( w stosunku do prawdy), dla których skundlenie się stanowiło trampolinę do obejmowania kolejnych stołków. Mam pełną świadomość, że przedkładając poczucie własnej wartości nad kundlizm, pozbawiłem się szans na oficjalną karierę w skundlonej strukturze krakowskiej wszechnicy. Zawsze bym postąpił tak samo. Zarzut posiadania rozwiniętego poczucia własnej wartość jasno wskazuje co jest rozumiane jako największe zagrożenie dla całego uniwersytetu o co mnie oskarżał Ob. A. Koj (pełna analogia do okresu dyktatury ciemniaków).

Ob. A. Jackowski zarzuca mi, że nie akceptuję innych „ocen”. Jest to najprawdziwsza prawda, gdyż „oceny” stanowiące całkowite zaprzeczenie rzeczywistości, często oparte na „demokratycznym” przegłosowaniu zmiany faktów, uważam za padół moralny „intelektualistów” z UJ ( i nie tylko z UJ). Stwierdzam, że to nie ja aresztowałem ocen „intelektualistów” przez młodych pracowników nauki, ani ocen pracowników ING UJ dokonanych przez studentów w okresie Solidarności. Jasne jest kto rutynowo nie akceptuje niekorzystnych, a zgodnych z prawdą ocen!

Moralnej oceny tych faktów Ob. A. Jackowski w swym „błyskotliwym” wywodzie nie podaje. Ob. Jackowski zataił przed Senatem zarówno protesty studentów i młodych pracowników przeciwko haniebnym poczynaniom władz uczelni, zataił też ogólnopolskie „rady naukowe” organizowane dla wykazania mojej niechęci do działalności edukacyjnej 

(żaden z „najwybitniejszych” polskich geologów nie udał się ze studentami w Tatry, uczyniłem to tylko ja, więc zostałem zdyskwalifikowany ubeckimi metodami przez strażników jedynie słusznej postawy moralno-etycznej). 

Bo Ob. Jackowski nie podaje niewygodnych dla UJ faktów w swoim kłamliwym i pełnym nienawiści do prawdy „zaciemnieniu”. Nie można w nim znaleźć takich stwierdzeń w zaaresztowanym raporcie rzecznika dyscyplinarnego Doc. A. Gaberlego jak:
„odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”
” świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki” 
„pisma Dyrekcji ING UJ domagające się zwolnienia dr J.Wieczorka z Uczelni oceniam jako jednostronne, gdyż pomijają one drugą stronę zagadnienia tj. niewątpliwe nieprawidłowości w organizacji zajęć dydaktycznych i funkcjonowaniu ING”

„jeśli kierownik Zakładu nie ma czasu nad młodą kadrą naukową, to powinien zrezygnować z pełnienia tej funkcji”……………….. itd.

Takimi drobiazgami i ocenami Ob. A,.Jackowski nie widzi potrzeby zaprzątać głowy Wysokiemu Senatowi przedstawiając jedynie słuszną opinię, zgodną z opinią wiodącej siły narodu.

Ja Wysoki Senacie nie wypieram się, że podburzałem młodzież akademicką do kształcenia się na poziomie nauki sensu stricto, niezgodnym z poziomem reprezentowanym przez kadrę kierowniczą UJ. I za to moi wychowankowie są mi wdzięczni do dnia dzisiejszego, nawet jeśli pracują w zagranicznych placówkach naukowych. 
Twierdzenie, że Społeczna Komisja Pojednawcza wyjaśniła wystarczająco moją sprawę i nie warto się nią dalej zajmować jest równie „prawdziwe” jak twierdzenia humanitarnych obrońców praw człowieka o wystarczających wyjaśnieniach dotyczących sprawy Pyjasa (rutynowe działania SB) czy wydarzeń w 1970 r.(rutynowe działania obrońców władzy ludowej) w zamknięciu których wiele osób jest zainteresowanych. Posiedzenia Społecznej Komisji Pojednawczej wyjaśniły jedynie wielką determinację najwyższych władz uczelni i ich serwilistów w mordowaniu prawdy niewygodnej dla UJ. POJEDNANIA ZE STRONY UJ NIE BYŁO a Społeczna Komisja Pojednawcza w takim przypadku nie miała kompetencji uczynić inaczej. Jej orzeczenie w żadnym przypadku nie oznacza braku szykan ze strony uczelni, które były niewątpliwymi (chociaż aresztowanymi lub zniszczonymi) faktami a nie „wydumaniami” w języku Ob. A.Jackowskiego.

Ob. Jackowski nie podaje wcześniejszych „rutynowych” ocen mojej osoby. Nie podaje, że „rutynowa” ocena z roku 1986 r. zasadzała się na bezprawiu stanu wojennego z taką determinacją i odwagą bronionego przez Ob. A. Jackowskiego i przez władze UJ tkwiące nadal „po uszy i usta” w bezprawiu przestępczego systemu PRL.
W cywilizowanych krajach za zmienianie faktów profesorów usuwa się z katedr, ale w naszym „demokratycznym państwie prawa” cyniczny kłamiec może być prezydentem, a nawet profesorem UJ!

W piśmie jest zarzut jakoby mi chodziło głównie o to aby Senat zajmował się moją sprawą. Otóż trudno o bardziej błędne „rozumowanie”. Chodzi mi o rzeczywisty powrót na uczelnię do czego czuję się moralnie zobowiązany najwyższymi ocenami mojej działalności ze strony studentów, którzy mimo upływu 12-20 lat nadal nie zmienili swych opinii , wręcz przeciwnie. „Najlepsi z najlepszych” ( tak „skromnie” na ogół się określają ci, którzy nadal pobierają środki płatnicze z kieszeni podatnika ) niestety nie byli w stanie wypełnić luki pokoleniowej, którą sami, swoimi haniebnymi, rutynowymi, poczynaniami spowodowali, doprowadzając do katastrofalnej sytuacji w edukacji i nauce.

Uważam, że Senat winien się zajmować problemem jak zapełnić lukę, a nie jak ją tworzyć, co niestety zdaje się dominować w „pracach” senatu i jego „ekspertów” od zaciemniania spraw.

Ob. A. Jackowski twierdzi, że szykany ze strony UJ są moimi „wydumaniami” myląc jak zwykle znaczenie nieznanych mu słów. Otóż fakty a wydumania to są zupełnie różne rzeczy. 

Józek Zatłoka z Cyrwiennego twierdzi „Patrzym i widzym: to, co jest, jest i nimo prawa nie być. i dalej: Jesce i to trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”. Ale tak jest wśród istot rozumnych do których ten góralski Parmenides niewątpliwie należy (patrz Józef Tischner- Historia filozofii po góralsku ). Ale na UJ jest inaczej, jak w Chinach, gdzie króluje niezawodna komunistyczna metoda postępowania „Jeśli fakty są inne tym gorzej dla faktów”. Dla „nie-szykanowania” mnie zaangażowano co najmniej kilku członków PAN i CKK, zorganizowano wiele „rad naukowych” zwyczajnych i nadzwyczajnych, zniszczono część moich zbiorów (nie w wyniku „wydumania”, Obywatelu Jackowski, lecz w wyniku „dewastacji”, zapewne w trakcie rutynowego, intensywnego poszukiwania „prawdy”!), zaangażowano rzeczników dyscyplinarnych, zaaresztowano moje teczki personalne. Wszystko to po to tylko, aby mnie nie szykanować!!! Tyle trudu, tylko dlatego aby szukać „prawdy” i okazać mi swoją chrześcijańską miłość bliźniego. Nie zmieniła nic wizyta Ojca Świętego. Ob. A. Koj przed Ojcem Świętym podnosił sprawę trudnej sytuacji świata akademickiego. Zapewne przez „skromność” jedynie nie nadmienił nic o własnych, wybitnych przecież zasługach położonych dla tej sytuacji. Przed kamerami telewizji pada się na kolana, a po ich wyłączeniu wbija się nóż w plecy ludziom nauki.

Ob. A. Jackowski nie podaje skąd wie, że departament K. Dery nie podejmował działań w mojej sprawie. Nie podaje żadnych faktów, ani też nie pisze czy z tym departamentem współpracował i dlatego jest tak dobrze poinformowany. Ob. A. Koj jasno mi mówił, że moja sprawa nie jest sprawą UJ, lecz sprawą MEN! Ob. A. Jackowski nie pisze, że Ob. A. Koj kłamał. W swym „zaciemnieniu” wyraźnie broni Ob. A. Koja, zwalając wszystko, zgodnie z zasadami stosowanymi w UJ, na tych, których już nie ma na UJ.

WYSOKI SENACIE ! Kto zniszczył, kto zaaresztował moje akta personalne w wyniku rutynowych akcji!


Wysoki Senacie Uniwersytetu Jagiellońskiego! To nie ja aresztowałem prawdę. To nie ja tworzyłem „subkulturę profesorskiej maczugi”, której przedłużeniem jest „subkultura kija bejsbolowego”. To nie ja tworzyłem lukę pokoleniową dla powstania której władze UJ położyły tak wielkie zasługi.

Wysoki Senacie! 

W Uniwersytecie Jagiellońskim nie szuka się prawdy. W Uniwersytecie Jagiellońskim prawdę się morduje. I za te zbrodnie Senat jest współodpowiedzialny.

Wysoki Senacie! Nie widzę możliwości uznania UJ za korporację nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. Widzę zasadność i konieczność informowania społeczeństwa o haniebnych poczynaniach władz uczelni porażonych straszną chorobą „wściekłych profesorów”.

Józef Wieczorek – Ofiara rutynowej zbrodni dokonanej na prawdzie przez morderców prawdy i zbrodniarzy nauki oraz edukacji (w ramach nie-szykanowania)

Tekst z dnia 12/5/1998 do tej pory bez odpowiedzi ! 

A.Jackowski wykazał się jedynie dużą odwagą osobistą w kopaniu leżącego. Senat UJ dał mu wiarę, bez jakiejklowiek konfrontacji i wyjaśnień. A.Jackowski nadal jest senatorem, a ja nadal poza uczelnią, poza możliwością wykladania, poza możliwością finansowania badań, bez możliwości powrotu !!!

Swoją drogą gdyby Ob. A. Jackowski zapoznał się z treścią BIBLII, czy OBRONY SOKRATESA może by nie pisał takiego zaciemnienia, ale musiał by je przeczytać ze zrozumieniem. Czy go jednak na to stać? Oto jest pytanie !

O POCZUCIU WŁASNEJ WARTOŚCI również na innej stronie słów kilka.

Warto zwrócić też uwagę jak zaciemnienie sprawy przez A. Jackowskiego kontrastuje z objaśnieniem sprawy francuskiego geologa Jacques Deprata, oskarżonego i usuniętego z pracy i z Francuskiego Towarzystwa Geologicznego, przedstawionego przez M. Durand- Delga: 

– 1991 – L’affaire DEPRAT, l’honneur retrouvé d’un géologue. La Recherche, n° 237 

– 1995 – L’affaire Deprat. Plaidoyer pour la réhabilitation d’un géologue proscrit; „. Mémoires de la Société géologique de France, n.s., mémoire n° 168

R. Osborne – The Deprat Affair: Ambition, Revenge and Deceit in French Indo-China .

Sam J. Deprat pod przybranym nazwiskiem Herbert Wild opisał swoją sprawę w książce Les Chiens aboient (1926).

Atmosferę mojej sprawy- sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców (Psalm 22) – przedstawiają ‚Analogie‚ na tej witrynie.

W sprawie Stanowiska Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego i jasełek akademickich

W sprawie Stanowiska Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego i jasełek akademickich 



Na posiedzeniu w dniu 21 grudnia 2005 roku Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego przyjął stanowisko w sprawie list domniemanych współpracowników Służby Bezpieczeństwa PRL http://www.uj.edu.pl/aktualnosci/pdfs/2005122101.pdf 
Publikowanie list współpracowników SB działających na uczelniach to rzeczywiście trudny problem natury moralnej. To co się chowało pod dywan przez tyle już lat wyłazi na zewnątrz, i nijak nie da się tego powstrzymać. Dywany jakby się poprzecierały. Oczywiście, iż naukowym opracowaniem mechanizmów współpracy pracowników uczelni z SB winni zająć się historycy. Rzecz w tym, że historycy UJ albo sprawą już się zajmowali – agentów nieraz nazywając pokrzywdzonymi (POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII http://www.nfa.pl/articles.php?id=141\) albo/i zarazem heroicznie bronili się przed naukowym opracowaniem problemu przez badaczy od UJ niezależnych, czy też pokrzywdzonych (POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU http://www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html). 
Trzeba zgodzić się z Senatem UJ , że ‚Ówczesne władze polityczne obawiały się niezależnej myśli, bezkompromisowego podejścia do prawdy i odwagi w głoszeniu poglądów członków uniwersyteckiej społeczności’ ale trzeba też dodać, że jeszcze bardziej niezależnej myśli i bezkompromisowego podejścia do prawdy i odwagi w głoszeniu poglądów bały się i nadal się boją członkowie uniwersyteckiej społeczności z Senatem UJ na czele. Stąd też trudno odcyfrować kto dla nauki wyrządził większe szkody – czy uczelnia, a w szczególności jej władze uwikłane w systemowe pajęczyny czy też sami TW. Wątpliwe jest, że uczelnia była stroną jednostronnie pokrzywdzoną, raczej była jednocześnie krzywdzicielem.

Wiele osób nie poddało się i broniąc swojej godności narażało się na szykany zarówno ze strony SB, jak i ze strony władz uczelni ( http://www.jwieczorek.ans.pl) Trudno te węzły rozwikłać, gdyż niektórzy ‚nauczyciele’ zdaje się tak się wcielali w pożądaną rolę, że przynależność do SB wcale nie była potrzebna – robili to znacznie w lepszym stylu, bardziej fachowo i z dużymi sukcesami a przy tym całkiem bezkarnie, ba zachowując status autorytetu moralnego i intelektualnego. Zresztą i granicy czasowej nie można tu postawić bo i po 1989 r. ta działalność bynajmniej nie ustała, a może nawet się lokalnie nasiliła. (Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP http://www.nfa.pl/articles.php?id=37
Senat najstarszej polskiej uczelni stoi na stanowisku, że jest wierny jej powołaniu, jakim jest służba prawdzie ale to stanowisko stoi w sprzeczności z poczynaniami senatu, do których można zaliczyć chowanie spraw pod dywan, czy chowanie głowy w piasek czy też umywanie rąk. Jednocześnie senat służy nieprawdzie, którą nadal wytwarza rzucając podejrzenia na niewinnych ludzi, których jedyną winą jest to, że nie zeszli jeszcze z tego świata i usiłują dawać świadectwo prawdzie. 
Senat uznaje za słuszne obowiązywanie zasady domniemania niewinności, ale mimo to postępuje zgodnie z zasadami domniemania winności w stosunku do niewygodnych osób, których rzekomych win nie zamierza udokumentować skazując ich na śmierć zawodową. Hipokryzja senatu ma wymiary wręcz kosmiczne! 
Senat apeluje do przedstawicieli mediów o rzetelne i odpowiedzialne przedstawianie spraw, ale sam prowadzi działania operacyjne zmierzające do nierzetelnego i nieodpowiedzialnego przedstawiania spraw pokrzywdzonych, także przez siebie, nauczycieli akademickich czego najlepszym przykładem są działania podjęte na rzecz wyposażenia akademickich Herodów w broń dalekiego zasięgu do ścinania głów niewygodnym a bezbronnym – w ramach akademickich jasełek. (Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda http://www.nfa.pl/articles.php?id=42)

Józef Wieczorek

List do Rektora UJ ( na nowy 2005/2006 rok akademicki)

List do Rektora UJ

(na nowy 2005/2006 rok akademicki)

1 września 2005 r. 

Józef WIECZOREK 
ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1 
30-069 Kraków 

Rektor prof. dr hab. Karol Musioł 

UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI 

Motto: 
Który skrzywdziłeś człowieka prostego 
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, 
Gromadę błaznów koło siebie mając 
Na pomieszanie dobrego i złego…. 

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta 
Możesz go zabić – narodzi się nowy. 
Spisane będą czyny i rozmowy. 
Czesław Miłosz 

W związku ze zbliżającym się początkiem nowego roku akademickiego informuję, że chciałbym wznowić moje wykłady i seminaria na UJ, które zostały brutalnie przerwane na mocy ‘prawa’ stanu wojennego w 1987 r. z pogwałceniem elementarnych praw człowieka (brak możliwości zaskarżenia do sądu w 1987 o czym byłem informowany przez władze UJ !!!) i z ewidentną szkodą dla nauki i edukacji. 
Zostałem wówczas oskarżony przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką a dowodów na zasadność tego oskarżenia, jak i innych ‚ocen’, do dnia dzisiejszego nie otrzymałem ! Nie został odtajniony także skład Komisji serwującej paranoidalne oskarżenia. 
Władze UJ do dnia dzisiejszego powołują się na ‚prawo’ z r. 1982 , które pozwalało im na wyrzucanie każdego niewygodnego pracownika pod dowolnym, także sfingowanym, jak pokazuje mój przypadek – oskarżeniem. Jednocześnie rektorzy w tym roku heroicznie walczyli o autonomię względem prawa, o niemożliwość odwoływania rektorów przez ministra edukacji nawet w przypadku rażącego naruszenia prawa, a to ze względu na negatywne doświadczenia z lat 80-tych kiedy zapisy w ustawach wykorzystywano do usuwania niewygodnych rektorow. Sami rektorzy jednak na podstawie zapisów ustawy z 1982 gorliwie usuwali niewygodnych nauczycieli akademickich i do tej pory stoją na stanowisku słuszności takich poczynań. Jest to przykład jak dobro złem się zwycięża ! w ramach tworzonych przez siebie norm ‚etycznych’. 
Komisja senacka UJ z 1989 r. , której zadaniem było zbadanie i zarejestrowanie działań represyjnych w stosunku do pracowników i studentów UJ w PRL–u (Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ – Alma Mater nr. 69 ) ani słowem nie wspomniała o rozrachunkach z niewygodnymi nauczycielami akademickimi a o nieprzemijającej ‚wartości’ tego raportu świadczy m.in. fakt zaliczenia do pokrzywdzonych np. znanego konfidenta L. Maleszki ( publikacja raportu w 2005 r. ! bez żadnych wyjaśnień !) czy np. Artura Bieszczada, który donosił na mnie i współpracowników w czasie konspiracyjnej pracy w stanie wojennym. Nieudokumentowano także (a przynajmniej nie dostałem żądanej dokumentacji) mojego podszywania się pod działalność w ‚Solidarności’ o co ochoczo mnie oskarżyły władze uczelni na Komisji Pojednawczej (r.1990), i do tej pory ten haniebny akt wysunięty dla uniemożliwienia powrotu na uczelnię niewygodnego nauczyciela akademickiego ( czym to się różni od działań SB ?) bynajmniej nie został potępiony.

Obecny stan rzeczy jasno wskazuje, że tylko władze UJ są władne w podjęciu decyzji o moim powrocie na uczelnie, podobnie jak jedynie władze UJ były władne w przeprowadzeniu haniebnej akcji wydalania mnie z uczelni bez żadnych przyczyn merytorycznych . Co prawda rektor A.Koj w 1987 r. informował mnie, że moja sprawa nie jest sprawą uniwersytetu, ale czas pokazał, że po r. 1989 to jest tylko i wyłącznie sprawa UJ. 
W czasie mojej pracy na UJ uruchomiłem duży pakiet podstawowych przedmiotów (na wznowionych po długiej, stalinowskiej przerwie studiach geologicznych): wykładów, seminariów, zajęć terenowych, których nie byli w stanie prowadzić ‘najlepsi z najlepszych’ zatrudnieni na etatach ‘profesorów’. Od 1978 r jako ‚niekompetentny’ prowadziłem od 120 do ok. 200 godz. samych wykładów, których ‚kompetentni’ profesorowie nie byli w stanie merytorycznie realizować, ale byli w stanie oskarżać mnie o niechęć do dydaktyki i zapisywać na swoje konto sporą część mojej działalności w uczelni. Zapewne zapisanie na swoje konto osiągnięć ‚niekompetentnego’ podnosi ich kompetencje ! i świadczy o ich ‚skromności’ (w odróżnieniu ode mnie !) oraz wysokim poziomie etycznym wymaganym do zatrudniania na UJ. 
Ilość moich zajęć, typowo profesorskich, przekraczała ok 2-krotnie pensum. Ponadto niemałą część zajęć prowadziłem bez wpisywania do pensum w ramach walki z systemem ogłupiania młodzieży akademickiej i jak sądzę te zajęcia miały istotne znaczenie dla zdyskwalifikowania mnie przez ‘profesorów’, ale także dla pozytywnej oceny mojej działalności przez studentów i moich wychowanków : 
Rzecznik Dyscyplinarny :odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, ‘świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki; 

Studenci i wychowankowie: 
..’efekty dydaktyczne, tzn. szerokość spojrzenia, jak też zakres trwałej wiedzy zdobywanej na zajęciach prowadzonych przez dr J.Wieczorka są większe niż efekty jakichkolwiek innych zajęć tego typu. W tej sytuacji decyzje podejmowane wobec dr J.Wieczorka wywołują w nas oburzenie i głęboki niepokój. Uderzają one bezpośrednio w samych studentów i pozwalają wątpić w sens studiowania. Podważają rozwój naukowy instytutu i godzą w dobre imię Uniwersytetu..‚ 

dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” „dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”, „Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”

To mnie zdyskwalifikowało i nadal dyskwalifikuje jako nauczyciela akademickiego !!! oczywiście w ramach walki z nieuczciwością. Kto uczył uczciwości, ten w ramach walki z nieuczciwością musi być poza uczelnią! Czym ta walka różni się od walki Największego Językoznawcy o pokój, której to walki nie mieli szans przetrwać pokojowo nastawieni mieszkańcy tej ziemi ???

Jako ‚niekompetentny’ uformowałem największą ilość aktywnych naukowo absolwentów geologii (w tym profesorów) co w cywilizowanych środowiskach akademickich nazywa się tworzeniem szkoły a w środowiskach dla nauki przestępczych ‘negatywnym oddziaływaniem na młodzież akademicką ‘ i niekompetencją. 
W czasie mojej aktywności na uczelni jako ‚niekompetentny’ prowadziłem wiele prac dyplomowych, opiekując się aktywnie magistrantami, ucząc ich rzetelności naukowej. Prace moich magistrantów często były recenzowane poza macierzystą uczelnią. 
Realizowałem zatem w praktyce to co dopiero obecnie jej przedmiotem reformy (jak do tej pory werbalnej) rektorów KRASP, których wyprzedziłem o dobre ćwierć wieku. Nie może być tak, że coś co jest uważane za chwalebny element walki o poziom naukowy jednocześnie jest uważane za ‘negatywne oddziaływanie na młodzież’ tylko dlatego, że czyniłem to z własnej inicjatywny i braku lojalności do deprawujących młodzież akademicką poczynań ‘profesorów’. Swoje ‚neagtywne oddziaływanie na młodzież’ pogłębiałem jako opiekun koła naukowego i w ramach konspiracyjnej działalności w stanie wojennym ( czy też w ramach podszywania się pod Solidarność jak to się określa w języku uj-u) . 
Usunięcie mnie z uczelni miało istotny wpływ na ‘niebezpieczne osłabienie tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, obniżenie poziomu nauczania, nadszarpnięcie więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą’ co Senat UJ niesłusznie wiąże z sytuacją ekonomiczną szkół wyższych. Wina jest wyłącznie po stronie władz uczelni, a nie po mojej, bo nie jest prawdą co twierdził pełnomocnik rektora na posiedzeniu Komisji Pojednawczej w 1990 r., że to ja byłem kimś na kształt dyktatora uczelni ‘zmieniającym kierowników jak rękawiczki’. Żadnych funkcji kierowniczych, a tym bardziej dyktatorskich, w czasie pracy na uczelni nie pełniłem, jakkolwiek samodzielnie kierowałem podlegającymi mi zajęciami, procesem formowania studentów, samodzielną pracą naukową.

Wybitne zaciemnienie mojej działalności w uczelni przedstawił dla Senatu UJ w 1994 r. Dziekan BiNoZ Antoni Jackowski, który za swoje nieuczciwości do tej pory nie stanął przed komisją dyscyplinarną czego się domagałem, a stanął do odznaczeń uczelnianych. Władze uczelni i KRASP ogłaszają walkę z nieuczciwościami, tolerując jednakże, a nawet promując działania nieuczciwe. Zamykają jednocześnie drzwi uczelni przed działaniami uczciwymi i nauczycielami mającymi doświadczenia w wykrywaniu i ujawnianiu nierzetelności naukowej, zarówno studenckiej, jak i profesorskiej – szczególnie szkodliwej dla nauki i edukacji. 
Dokumenty w mojej sprawie w części zostały zniszczone, jak byłem informowany w czasie rozpraw sądowych. Sąd twierdził, że to były bezwartościowe dokumenty, których nikt nie trzyma, ale nie podał ich wykazu ani dowodu na ich bezwartościwość ! Pozostałe dokumenty są nadal modelowane lub aresztowane, natomiast władze uczelni przedkładają do dnia dzisiejszego ‘prawo’ stanu wojennego nad Konstytucję III RP uniemożliwiając mi do nich dostęp a przekazując je osobom trzecim !(Konstytucja III RP jasno mówi: art.51/3’Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzedowych dokumentów i zbiorów danych’.
Poszukiwanie prawdy poprzez zamykanie jej w sejfach z punktu widzenia metodologii naukowej jest dyskwalifikujące i winno skutkować odejściem z uczelni dopuszczających się takiej nierzetelnosci. 
Zaznaczę, że moje protesty w sprawie deprawowania środowiska i inne ‚niegodne’ nauczyciela poczynania były przedmiotem dochodzeń rzecznika dyscyplinarnego. Ponieważ wykazał on, że wina leży nie po mojej, lecz po decydenckiej stronie – wyniki dochodzenia zaaresztowano. 
Na okoliczność obchodów 600 lecia zostało wydane historyczno-futurystyczne dzieło W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologiczny, Kraków 1999, 152 str. w którym z mojej działalności w ING UJ nie zostało wiecej niz 20 %. Mimo to fałszerze historii pracują na UJ a uczelnia ogłaszająca konieczność walki z nieuczciwością – nieuczciwość promuje! Metoda zwalczania nieuczciwości za pomocą jej promowania z punktu widzenia naukowego, ani moralnego jest nie do przyjęcia na jakiejkolwiek uczelni. Takich uczelni nie można klasyfikować do grupy uczelni akademickich. Sama liczba profesorów nie może być kryterium oceny wartości uczelni ( w rankingach międzynarodowych w ogóle nie jest brana pod uwagę, stąd takie niskie miejsca polskich uczelni), natomiast liczba profesorów stosujących nieuczciwość w nauce, lub tworzących dla niej przyjazny klimat (np. przez chowanie głowy w piasek, umywanie rąk ) może być natomiast kryterium oceny jej patologii. 
Zgodnie z uchwałą KRASP z życia akademickiego winny być wyeliminowane zachowania mające znamiona wykroczeń przeciwko prawu i zasadom, jakimi powinno kierować się w swoim postępowaniu środowisko akademickie. Niestety te zachowania nie zostaly wyeliminowane z życia UJ, a zostali wyeliminowani ci, którzy o taką eliminację walczyli. 

Po usunięciu mnie z UJ jako bezetatowiec prowadziłem badania mimo braku środków do życia (żarłem glównie kartofle, a nie było to w czasie okupacji hitlerowskiej czy sowieckiej, a tylko w czasie okupacji ‘profesorskiej’), wygłaszałem referaty naukowe na posiedzeniach PTG, aż do bezprawnego usunięcia mnie z tego towarzystwa przez klikę towarzysza A. Ślączki (po przedstawieniu planu naprawy PTG i autentycznym, demokratycznym wybraniu mnie na delegata na Zjazd naukowy PTG). U Łukaszenki dzieje się to samo, ale jest to potępiane !!! 
Do dnia dzisiejszego pozbawiony jestem warsztatu pracy naukowej, co ma miejsce w okresie powszechnej wieloetatowosci na uczelniach, nierzadko fikcyjnej, ale zagwarantowanej prawem ! ( także nową ustawą o szkolnictwie wyższym !) Jest to hańba zarówno dla środowiska akademickiego, jak i dla organów nadzorczych, oraz dla stanowiących prawo. 
Mojej ogromnej biblioteki naukowej, która służyła wszystkim !, w tym do ‘psucia’ młodzieży akademickiej nie byłem w stanie zmieścić w moim małym mieszkanku 50m3 ( słownie 50 metrów sześciennych!). W cześci biblioteka została zniszczona przez nieznanych sprawców. Moje geologiczne zbiory naukowe w części wyniesione w kilku plecakach i przechowywane w maleńkiej łazience posłużyły mi do napisania kilku publikacji, część wywiozłem poza Kraków (tak jak w czasie okupacji hitlerowskiej czyniono np. z ołtarzem Wita Stwosza) w celu ich ochrony przed akademickimi ‘poszukiwaczami prawdy‘, część została w ING UJ w piwnicach, gdzie jeszcze w 1995 roku widziałem zapory grożące śmiercią – tym, którzy te zbiory będą niszczyć (ktoś moich zbiorów bronił !). Zbiory te chciałbym opracować jeszcze przed śmiercią fizyczną, która nie nastąpiła w 1987 jako, że postanowiłem ‚cykuty’ nie wypijać ( mimo to sprawdzano czy coś w pokoju jeszcze się rusza, czy nie !) . 
O mojej konspiracyjnej i bezetatowej aktywności naukowej świadczą publikacje w latach 90-tych wykonywane głównie hobbystycznie, przy nakładach (w ostatnich latach) z kieszeni podatnika – 0 zl (słownie – zero złotych polskich). Ich spis jest dostępny publicznie na mojej stronie http://www.geo-jwieczorek.ans.pl gdy natomiast informacje o ludziach nauki i rezultatch ich badań często są niedostępne dla podatnika, z którego podatków (setki tysięcy, miliony złotych) są finansowane. 
Działam aktywnie na rzecz normalności w nauce i edukacji jako inicjator Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji i autor wielu już tekstów publicystycznych docenianych zarówno przez profesorów z ekstraklasy światowej, jak i przez studentów, a znienawidzonych przez trzymających kurczowo władzę w nauce i edukacji. 
Stworzyłem portal Niezależne Forum Akademickie (obecnie pod adresem www. nauka-edukacja.tubaza.pl) dla prezentowania niezależnych tekstów o konieczności rzeczywistych reform w nauce i szkolnictwie wyższym, o patologiach środowiska akademickiego. 
Portal cieszy się dużym powodzeniem w środowisku akademickim o czym świadczy fakt, że niemal codziennie ma tyle odwiedzin co witryna oficjalnej ‚reprezentacji’ środowiska akademickiego – KRASP, od początku swojego istnienia ! 

W UJ chciałbym kontynuować moje badania geologiczne i paleontologiczne oraz działalność edukacyjną, która cieszyła się niestety dużym uznaniem studentów oraz młodych pracowników UJ i jednocześnie nienawiścią ‘profesorów’. Mogę także zaoferować prowadzenie zajęć na temat niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim (etyka akademicka, mobbing w środowisku akademickim, dobre obyczaje w nauce i edukacji) w celu zrealizowania w praktyce uchwały KRASP w sprawie zwalczania niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim, 2004 oraz realizacji zapotrzebowania środowiska akademickiego, które często się do mnie zwraca w tych kwestiach. Uważam, że zamiast walczyć m.in. ‘z promotorami, którzy z powodu natłoku zajęć zaniedbują magistrantów, nie czytają dokładnie ich prac i nie przykładaja wagi do egzaminów magisterskich’ o wiele bardziej produktywne byłoby przywrócenie do pracy tych promotorów, którzy magistrantów nie zaniedbywali, którzy czytali dokładnie ich prace i przykładali dużą wagę do egzaminów magisterskich, takich którzy do komisji egzaminujących przyszłych magistrów wprowadzali wykładowców z innych szkół. Od tego należałoby zacząć !!! co ja robiłem już przed ćwierć wiekiem, a czemu ‘gromada błaznów’ położyła kres ‘ na pomieszanie dobrego i złego’. 
Moja działalność w uczelni winna przynieść pozytywne skutki w zakresie: przyspieszenia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, a przede wszystkim podniesienia poziomu nauczania i zacieśnienia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą, co jest przedmiotem głoszonej publicznie troski Senatu UJ. Pozytywna decyzja oznaczałaby wejście UJ na drogę powrotu do uniwersytetu rozumianego jako korporacja nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy, który obecnie zastępuje uniwersytet traktowany jako korporacja kasujących kasę (nierzadko za bubel edukacyjny) i kasujących dyplomy (nierzadko bez pokrycia). 

Uprzejmie przy tym informuję, że na pismo z dnia Kraków, 30.09.2004 do członków Senatu UJ nie dostałem do tej pory odpowiedzi ! Wiem jednak, że moja sprawa była wnoszona na obrady Senatu a zmanipulowane informacje na mój temat zostały przedłożone rektorowi UW !!! w celu zdyskredytowania mnie, jako osoby, która rzekomo destabilizuje życie akademickie w Polsce. Metody te jasno przypominają metody esebckie stosowane dla uciszenia niewygodnych obywateli.( np. oficer SB o Tygodniku Solidarność – Biul IPN nr.7-8, 2005 s.44 – ‚stanowi jeden z wielu elementów destabilizujących …’.) SB zostało rozwiązane, metody pozostały.

Chciałbym przypomnieć, że nauczyciele akademiccy usuwani w najciemniejszych okresach PRL z uczelni za rzekomo negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką po kilku latach wracali na uczelnie. Odnosi się uzasadnione wrażenie, że obecny reżim akademicki głęboko, szczególnie moralnie ( amoralnie), zakorzeniony w rzeczywistości komunistycznej jest jeszcze bardziej represyjny, a wartości w nim realizowane mają odwrócony znak, jak w orwellowskim Ministerstwie Prawdy. Kłamliwe są informacje przekazywane mediom o samooczyszczeniu się środowiska akademickiego. Środowisko dokonało jedynie samopobrudzenia m.in. poprzez usunięcie elementu niewygodnego, zbyt niezależnego, cieszącego się zbyt dużym uznaniem młodzieży akademickiej. 

Informuję również, że powoływanie się przez władze uczelni na decyzje Komisji Pojednawczej i wyroki Sądów Pracy dla uzasadnienia poczynań władz UJ dowodzi jedynie porażającej i przerażającej deprawacji władz akademickich. 
Komisja Pojednawcza nie miała kompetencji przywrócenia mnie do pracy, gdyż ze strony władz UJ nie było woli pojednania a tylko groźby wyrzucenia mnie z uczelni na wypadek gdyby komisja ośmieliła się wydać korzystne dla mnie rozwiązanie. 
Sąd Pracy (po 11 latach od usunięcia mnie z uczelni, po podpisaniu przez Polskę umów międzynarodowych odnośnie respektowania praw człowieka) nie wykazywał zasadności oskarżeń dokonanych przez anonimową do tej pory komisję, bo nawet ich nie rozpatrywał , lecz wykazywał tylko brak swojej kompetencji do przywrócenia mnie do pracy. Brak kompetencji sądu nie świadczy o mojej niekompetencji ! Parodia procesów sądowych, w których nie przesłuchano żadnego świadka świadczy jedynie o głębokiej deprawacji systemu sądownictwa toczonego przez trąd podobnie jak system szkolnictwa wyższego. Jest to nie tylko moja opinia. 

Usunięcie mnie z uczelni uniemożliwiło mi uformowanie co najmniej kilkudziesięciu pracowników nauki i napisanie co najmniej kilkudziesięciu prac naukowych o znaczeniu międzynarodowym. Miało też poważne konsekwencje ‚wychowacze’ – wielu nauczycieli boi się podpisywać pod swoimi poglądami, wiedząc że to poglądy i lojalność w stosunku do trzymających władzę w nauce i edukacji są najważniejszym kryterium oceny naukowców. Nauczyciele akademiccy boją się też uczyć rzetelności i uczciwości naukowej – bo wiedzą już jakimi konsekwencjami to grozi. Tych ‚zasług’ nikt poza władzami UJ, nie może zapisać na swoje konto. 

Chciałbym wyrazić nadzieję, ze nowe władze UJ rozpoczną nowy, bardziej chwalebny rozdział w historii UJ. 

Józef Wieczorek

P.S. Oczywiście list był bezkuteczny

Jak nawiązać dialog z UJ ?

Jak nawiązać dialog z UJ ? 

List do rektora UJ ( dialog, pamięć, sumienie) 

16.01.2006

Józef Wieczorek
ul. Smoluchowskiego 4/1
30-069 Kraków
L.dz/ 16/01/2006/5

Szanowny Pan Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
Prof.dr hab. Karol Musioł

Półprawdy i brak odpowiedzialności nie scalają, lecz pogłębiają rozdarcie
Joachim Gauck 

Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy
ks. Jerzy Popiełuszko

Najpierw trzeba być człowiekiem prawdy, by można było stać się człowiekiem nauki. Wewnętrzna wierność prawdzie jest wartością, której ani ogień, ani robak nie niszczy.
ks. Józef Tischner

Dzięki lepszej komunikacji i dialogowi powinniśmy lepiej uświadomić sobie własne wartości i własną tożsamość oraz to, co nas łączy. Nie różnice przekonań i interesów, ale właśnie brak prawdziwej rozmowy jest naszym problemem.
Jan Szomburg

Odpowiedź na list a dnia 27.12.2005

Niniejszym potwierdzam otrzymanie pisma Pana Rektora z dnia 27.12.2005 ZRP-0461/145/2005 w odpowiedzi na moje pismo L.dz/ 5/12/2005/12 z dnia 5.12.2005 r. w którym jednak nie znalazłem podanego terminu rozmowy z Panem Rektorem o co się zwracałem. Także w znanym mi stanowisku Senatu UJ z dnia 21.12.2005 też nie znalazłem ani terminu spotkania, ani odpowiedzi na żadną z kwestii poruszonych w piśmie do Pana Rektora.

W tekście ‚UJ nie będzie oskarżycielem’ (Gazeta Wyborcza, 4 grudnia 2005 r (http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3047919.html: jasno Pan pisał ‚Chętnie rozmawiam ze wszystkimi osobami, które chcą podzielić się ze mną swoimi uwagami’ a z odpowiedzi na mój list jasno wynika, że nie pisał Pan prawdy wprowadzając w błąd społeczeństwo biorące Pańskie deklaracje za ‚dobrą monetę’. (także mnie! o czym świadczy mój list z 5.12.2005) .

Jest to złamanie m.in.. Akademickiego Kodeksu Wartości obowiązującego jak wiadomo w UJ. Takie wyprowadzanie w pole mediów i obywateli winno się spotkać z dezaprobatą, gdyż to Rektor winien być nie tylko strażnikiem obowiązującego prawa i zasad etycznych obowiązujących w uczelni ale sam winien być kryształowy i winien dawać przykład innym. Przypomnę: -Gazeta Wyborcza 1.12. 2005 – ‚Musiał: Uniwersytet Jagielloński ma być kryształowy’ rozmawiała Katarzyna Kolenda-Zaleska http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3042535.html
-‚ Nie może być tak, żeby ktoś mówił innym językiem w czasie wykładu, a postępował inaczej. Taką schizofrenię mieliśmy za PRL, kiedy to wiele ludzi mówiło co innego w domu, co innego na zebraniach. Uważam, że Uniwersytet Jagielloński nie jest miejscem, w którym na taką schizofrenię powinniśmy sobie pozwalać – powiedział Karol Musiał, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w ‚Poranku Radia Tok FM’ 


A jednak tak jest, i to Pan Rektor wykazuje taką schizofreniczną postawę co obniża prestiż UJ. Należałoby zastosować się do głoszonych przez siebie słusznych zasad, albo podać się dymisji. 

Jak mi wiadomo, chociażby z doniesień prasowych Pan Rektor przeprowadził rozmowy z domniemanymi współpracownikami SB PRL, natomiast nie przeprowadził takiej rozmowy ze mną, mimo prośby o rozmowę, co należy rozumieć za objaw niezgodnej z Konstytucją III RP a także z Europejską Kartą Naukowca dyskryminacji – w tym przypadku dyskryminacji osób, które ze służbą Bezpieczeństwa nie współpracowały. Co prawda o takich osobach w stanowisku Senatu UJ z 21 grudnia 2005 czytamy: ‚Wiele osób nie poddało się i broniąc swojej godności narażało się na szykany ze strony SB.’ ale jednocześnie takie osoby były wykluczane z UJ przez władze UJ na podstawie ustawodawstwa lat 80-tych. Tym samym rozumie się, że postawa Senatu jest schizofreniczna. 

Do stwierdzenia Senatu ‚Uważamy, iż naukowym opracowaniem mechanizmów współpracy pracowników uczelni z SB winni zająć się historycy.’ chciałbym zauważyć, że historycy, i to z komisji senackiej UJ, badania na temat krzywd wyrządzonych nauczycielom akademickim w okresie PRL-u już prowadzili (por. Alma Mater nr. 69 r. 2005, POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’). ale metody tych badań i ich wyniki muszą budzić konsternację każdego przyzwoitego człowieka. Uważam, że takie badania winni prowadzić przede wszystkim przyzwoici ludzie z różnych profesji.
Stwierdzenie :’Senat nie czuje się jednak uprawniony do oceny działań poszczególnych osób, zdając sobie sprawę, że zarówno warunki podejmowania współpracy, jej motywacje i realizacja a także stopień jej szkodliwości były różne. Do takiej oceny uprawniony jest jedynie sąd ‚ budzi zażenowanie. Sądy w przypadku spraw uczelnianych zwykle powołują się na autonomię uczelni twierdząc, że to władze uczelni mogą każdego ocenić jak tylko chcą i nikomu, nawet sądowi nic do tego. Np. jeśli władze uczelni oceniły, ze ktoś ‚psuł’ młodzież bez podania jakiegokolwiek uzasadnienia to sąd to w pełni aprobuje, bez rozpoznawania jakichkolwiek dowodów, powołując się na autonomię uczelni.

Sąd także potrafi twierdzić, że nie jest od tego aby dochodzić prawdy !!! gdy natomiast Uniwersytet dochodzenie do prawdy ma zapisane w Statucie ! bo bez działań na rzecz dochodzenia prawdy nie jest uniwersytetem, a co najwyżej budynkiem z napisem ‚Uniwersytet’ wprowadzającym obywateli w błąd.

Jednakże Senat UJ – chciałbym przypomnieć – takie decyzje sądowe chętnie aprobuje i wykorzystuje je do dyskredytowania niewygodnych nauczycieli i pozbawiania ich pracy w UJ. Niewątpliwie te sprawy ‚postawiły przed społecznością akademicką trudny problem natury moralnej’ znacznie ją przerastający, co dobrze obrazuje stanowisko Senatu UJ z dnia 21.12.2005 r., szczególnie jeśli się je rozpatrzy w szerszym kontekście jego poczynań. Wyprodukowano w ostatnim czasie wiele akademickich kodeksów etycznych i powołano wiele komisji etycznych, ale czemu to wszystko służy ?

Jak jasno widać z sytuacji na UJ ( i nie tylko na UJ), że jak ktoś współpracował z SB może się niczego nie obawiać – może mieć etat, warsztat pracy, może uczyć studentów, otrzymywać pensję, nagrody, dotacje na badania itd itp. no i ma mnóstwo obrońców, natomiast ci którzy nie chcieli współpracować z SB, usunięci na podstawie fałszywych oskarżeń ze strony władz UJ, pozbawiani etatu, warsztatu pracy, studentów itd. itp. nie mogą liczyć na żadne miłosierdzie, a nawet na dialog! 

W działaniach operacyjnych SB można np. przeczytać -Wiesław Zabłocki – Co o nas wiedzieli NSZZ ‚Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego w dokumentach SB. Arcana s. 228 [Informacja operacyjna z kolejnej rozmowy z kandydatem na TW ob. K.Sz. 26.05.1982] ..’K.Sz’ będąc w Instytucie Nauk Geologicznych przy ul. Oleandry zauważył, ze dr Wieczorek – b. działacz ‚Solidarności’ siedzi wieczorami w pracy, jest tam odwiedzany przez różnych ludzi, nosi plakietkę ‚Solidarności’. Jego postawa polityczna – zdecydowanie wroga, wskazuje, iż prowadzi jakąś działalność polityczną…. (opracował : Kpt.Stanisław Knapik, IPN Kr 08/292 t.2 k.209-210) . 
Z większością działań operacyjnych władz UJ podejmowanych dla usunięcia z uczelni niewygodnego nauczyciela akademickiego zapoznać się nie można . Nie wiadomo jak się one miały do działań operacyjnych SB, ale wygląda no to, że były one bardziej profesjonalne, bardziej skuteczne, a ponadto trwały znacznie dłużej, nawet po usunięciu. 

Można by się cieszyć ze stwierdzenia ‚Senat uznaje za słuszne zasady postępowania przyjęte przez Kolegium Rektorskie i Dziekańskie, zgodnie z którymi obowiązuje zasada domniemania niewinności’ ale niestety na UJ postępuje się zgodnie z zasadami domniemania winy w stosunku do niewygodnych osób, których to rzekomych win nie zamierza się udokumentować skazując ich na śmierć zawodową.
Szkoda, że Senat przed sformułowaniem takiego stwierdzenia nie zapoznał się z działaniami operacyjnymi najwyższych władz akademickich ( w tym Senatu UJ) prowadzonych przeciwko niewygodnym do dnia dzisiejszego nauczycielom akademickim. (np. sprawa brutalnego ataku w tekście ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?’ – Gazeta Wyborcza 22.12.2004, oczywiście bez możliwości obrony !).
Apel Senatu do mediów o rzetelne i odpowiedzialne przedstawianie spraw winien być skierowany przede wszystkim do siebie, zważywszy na aktywny udział Senatu w nierzetelnym i nieodpowiedzialnym informowaniu mediów w sprawach nauczycieli akademickich, w organizowaniu swoistych ‚jasełek akademickich’, czemu nawet Rada Etyki Mediów nie jest w stanie zapobiec.
Odnosi się wrażenie, że władze UJ utraciły zarówno pamięć, jak i sumienie.

Józef Wieczorek

Załączniki:
Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów – KONTRATEKSTY -niezależny magazyn publicystów ,Wydanie nr: 42, 9 grudnia 2005

Do wiadomości: 

Zespół Ocen Etycznych “Sumienie i Pamięć”,
Przewodniczący KRASP
Rada Etyki Mediów
Zespół do opracowania „Kodeksu dobrych praktyk szkół wyższych”
Rzecznik Praw Obywatelskich
Redakcja Gazety Wyborczej 

APPENDIX 

5.12.2005
Józef Wieczorek
ul. Smoluchowskiego 4/1
30-069 Kraków

Szanowny Pan Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
Prof.dr hab. Karol Musioł
L.dz/ 5/12/2005/12

dotyczy: poznania prawdy u źródła, pokrzywdzeni w PRLu

W nawiązaniu do słów Pana Rektora opublikowanych w tekście ‚UJ nie będzie oskarżycielem’ http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3047919.html

‚Zgodnie z uniwersyteckimi zasadami stosowana jest i będzie zasada domniemania niewinności, a podejmowane decyzje będą zgodne z obowiązującymi przepisami….’
‚Za oczywiste uważam dążenie do poznania prawdy u źródła.. ‚
Chętnie rozmawiam ze wszystkimi osobami, które chcą podzielić się ze mną swoimi uwagami’..

bardzo proszę o wyznaczenie mi terminu rozmowy w czasie której chciałbym się podzielić swoimi uwagami na temat stosowania na UJ zasady domniemania niewinności, inwigilacji SB, listy Wyrozumskiego – represjonowanych w PRLu (‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ 69 nr. Alma Mater )
Mam nadzieję, że nasza rozmowa będzie owocna dla poznania prawdy

Z poważaniem
Józef Wieczorek

Odpowiedź Rektora 
ZRP-0461/145/2005 

z dnia 26.12.2005

W zawiązku z pismem z dnia 5.12.2005 r. L.dz/ 5/12/2005/12 informuje Pana, ze Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego na posiedzeniu w dniu 21 grudnia 2005r. zajął stanowisko w sprawie list domniemanych współpracownikow Służby Bezpieczeństwa PRL.

Podpisał Rektor UJ prof.dr hab. Karol Musioł

Stanowisko Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego
w sprawie list domniemanych współpracowników
Służby Bezpieczeństwa PRL przyjęte na posiedzeniu
w dniu 21 grudnia 2005 roku.
http://www.uj.edu.pl/aktualnosci/pdfs/2005122101.pdf

APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO

Do: Rektor i Senat UJ


APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO
NA UJ

(w XXV rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce)

Wprowadzony 25 lat temu stan wojenny został formalnie zniesiony w 1983 r. ale jego pozostałości mają nadal wpływ na życie publiczne, a na uczelniach widoczne są gołym okiem i w decyzjach władz uczelniach, co w przypadku UJ ma już sporą dokumentację, jakkolwiek nie do końca ujawnioną dzięki instytucjom broniących spuścizny mentalnej i realnej stanu wojennego.

Władze uczelniane korzystając z ustawodawstwa roku 1982 r. pozbyły się z uczelni niewygodnych nauczycieli akademickich, zbyt wysoko cenionych przez studentów i młodych pracowników nauki.
Korzystając z ustawodawstwa roku 1983 r. nadal trzymają w szafach niewygodne dla siebie dokumenty, które nie mają szans ujrzenia światła dziennego, mimo że szafy esbeckie są już otwierane. Stan wojenny i jego następstwa na UJ są nadal w cenie i kształtują politykę decyzyjną najwyższych jego władz.

Istotą komunizmu było kłamstwo. Istotą uniwersytetu jest prawda. UJ nadal tkwi po uszy w kłamstwie i nie może się wybić na uniwersytet. Nie chodzi tu o mury czy etaty, lecz o wspólnotę ludzi poszukujących prawdy, co UJ ma zapisane w statucie, ale w praktyce ma to gdzieś!

Władze UJ nie zdobyły się do tej pory na słowo przepraszam w stosunku do osób pokrzywdzonych, preferując na uczelni udaczników – beneficjentów stanu wojennego i pisanie historii, w których nie ma miejsca na prawdę a wartości mają odwrócony znak. Władze UJ nie zdobyły się nawet na ocenę start poniesionych przez UJ w wyniku polityki kadrowej lat 80-tych. Do tej pory nie były w stanie zidentyfikować nazwisk komisji weryfikacyjnych. Władze nie są w stanie uzasadnić haniebnych, fabrykowanych przez akademickich ‚łomiarzy w kominiarkach’, oskarżeń, do tej pory je akceptują stojąc niezłomnie na gruncie zasad kłamstwa.

Nie są w stanie nawet ujawnić działań operacyjnych podejmowanych do dnia dzisiejszego przeciwko tym, którzy oskarżeni o ‚psucie’ młodzieży odmówili wypicia cykuty i nadal działają na rzecz elementarnej przyzwoitości w życiu akademickim co napawa taką trwogą akademickich Herodów. Ci, którzy akademickich Judaszów, Piłatów, Herodów nie uznają za niekwestionowane autorytety moralne są odsądzani od czci i wiary. Dla tych, którzy zostali obdarzeni poczuciem własnej wartości nie ma miejsca na uczelni służącej miejscem i honorami tym, którzy to poczucie w pogoni za stanowiskami, tytułami, pieniędzmi dawno już (często w stanie wojennym) utracili.

Nawołujący w mediach do poszukiwania prawdy, ukrywają ją skrzętnie w szafach, nawołujący do dialogu walą ‚łomami’ lub rażą ‚maczugami dalekiego zasięgu’.
Zasada ‚pełna tolerancja ( a nawet preferencja) dla katów, zero tolerancji dla ofiar ‚ dominuje w przestrzeni akademickiej.

Najwyższy już czas na ujawnienie prawdy. Najwyższy już czas aby katów nie uznawać za ofiary , a ofiary za katów. 25 lat od wprowadzenia stanu wojennego to wystarczający, a właściwie wystarczająco za długi, okres na uwolnienie akademickich serc i umysłów od spuścizny stanu wojennego.

Józef Wieczorek, 13 grudnia 2006 r.

wg zaświadczenia IPN nr. BU Kr III – 5532-359/03 z dnia 11.12.2006 r. Pokrzywdzony w rozumieniu art.6 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. r. O Instytucie Pamięci Narodowej

wg ‚zaświadczenia’ anonimowej do dnia dzisiejszego komisji UJ z dnia 5.12 2006 – oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką , bez podania do dnia dzisiejszego tj. do dnia 13 grudnia 2006 jakichkolwiek dowodów, uzasadnień tego oskarżenia.

 

 

Czy naprawdę Alma Mater nie wydaje wyroków ?

Czy naprawdę Alma Mater nie wydaje wyroków ?

W tekście ‚Alma Mater nie wydaje wyroków’ Dziennik Polski 20.12.2006 zapoznał czytelników ze Stanowiskiem rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego w sprawie inwigilacji na UJ w którym czytamy „Uniwersytet Jagielloński postępując zawsze zgodnie z prawem, nie przyjmuje na siebie roli sądu, prokuratora, adwokata, nie dysponuje również żadnymi narzędziami prawnymi, które pozwoliłyby zadecydować o dalszych losach pracowników” – stwierdza prof. Karol Musioł, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w komunikacie dotyczącym postępowania wobec pracowników uniwersytetu, którzy zostali zarejestrowani jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa.

Mniej zorientowanemu Szanownemu Czytelnikowi Dziennika Polskiego należy się także możliwość zapoznania się z innym stanowiskiem. Otóż Uniwersytet Jagielloński postępując zgodnie z ‚prawem’ lat 82-83 przyjmując na siebie rolę sądu, prokuratora, adwokata, dysponując narzędziami prawnymi, które pozwoliły zadecydować o dalszych losach pracowników skazywał ich na niebyt akademicki, naruszał ich godność osobistą przez formułowanie absurdalnych oskarżeń np. o negatywne oddziaływanie na młodzież, oskarżając pokrzywdzonych o podszywanie się pod ‚Solidarność’, utajniając do dnia dzisiejszego niewygodne dla siebie teczki, do tej pory nie zidentyfikował anonimowych członków komisji skazujących (wersyfikacja A.D. 1986) a nawet nie jest w stanie zidentyfikować nieanonimowego ich szefa – Aleksandra Koja.
UJ czynił to aby inne komisje, czy sądy, ze względu na swoje kompetencje (ich brak) nie mogły do pracy na UJ przywrócić pracowników co pozostawało zawsze w autonomicznej gestii władz UJ!!!

Sama nazwa ‚Rektorska Komisja ds. Inwigilacji Uniwersytetu Jagiellońskiego przez Służbę Bezpieczeństwa ‚ może być myląca bo przecież nie chodziło o poznanie inwigilacji UJ przez SB a tylko jak się okazuje o umycie rąk przez władze UJ.
Nie było i nie jest tajemnicą, że SB miało ‚swoich’ w każdym instytucie i to zwykle po dwóch, aby mogła ich kontrolować. Na UJ zatem tych przedstawicieli SB było znacznie, znacznie więcej. Komisja zresztą nie zapoznawała się z opiniami inwigilowanych pracowników UJ (przynajmniej tych niewygodnych) a rektor Musioł nie miał zamiaru nawet się z nimi spotkać. 

Metody badań komisji muszą budzić konsternację podobnie jak metody wcześniejszej, bo powołanej w 1990 r. Komisji Senackiej UJ , ‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL-u‚  ( Alma Mater, nr.69 , 2005r). szukającej pokrzywdzonych wśród beneficjentów. 

W ‚DP’ czytamy :Prof. Karol Musioł w wydanym wczoraj oświadczeniu przypomniał, że powołanie Rektorskiej Komisji ds. Inwigilacji Uniwersytetu Jagiellońskiego przez Służbę Bezpieczeństwa miało na celu wyjaśnienie z punktu widzenia etycznego. a nie prawnego, postępowania pracowników uniwersytetu posądzonych o współpracę z SB.
Niestety nie możemy np. przeczytać czy i w jaki sposób odniosła się komisja do ubiegłorocznej ‚spowiedzi’ Andrzeja Jankuna ‚ TW ‚ Żalgiris’ w Dzienniku Polskim (08-12-2005, Wyznania „Żalgirisa”), w której pominął swój udział w ciałach kolegialnych UJ, wtedy gdy był tajnym współpracownikiem SB? Czy Komisja zbadała akta pod kątem ew. wpływu TW na decyzje ciał kolegialnych ? Dla pokrzywdzonych w PRL akta SB nie są już tajne, ale akta UJ są tajne nadal, więc jasne jest, że pokrzywdzeni nie mają szans takich badań przeprowadzić. 

Józef Wieczorek

Dokumentacja dodatkowa:
Pokrzywdzony w rozumieniu ustawy o IPN ( zaświadczenie BU Kr III-5532-359/03)


Heroiczna walka władz UJ o (nie)poznanie prawdy 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=304


Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=37

Tekst przekazany Redakcji Dziennika Polskiego. Bez odzewu .

List otwarty z 5 grudnia 2006 r. do władz UJ


List otwarty z 5 grudnia 2006 r. do władz UJ
(w 20 rocznicę oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką przez anonimową komisję UJ)

Do:
Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

 

Upływa już 20 lat od czasu kiedy anonimowa komisja UJ, do tej pory niezidentyfikowana przez władze UJ (z wyjątkiem zmarłej przewodniczącej) dokonała zbrodni na prawdzie, do tej pory nierozliczonej, i do tej pory ukrywanej w tajnych teczkach UJ.

Mimo wielu pism, próśb i roszczeń, finansowani z kieszeni podatnika poszukiwacze ‚prawdy’, o której tak pięknie mówią w mediach, prawdy nie wyjęli z szaf akademickich, nadal bardziej tajnych niż szafy SB, niż szafa Lesiaka. To obrazuje prawdziwą naturę akademickiej GTW.

Najwyższe władze UJ kpiąc sobie z zasad etycznych i statutów przez siebie przyjmowanych, nadal przedkładają ‚prawo’ stanu wojennego nad elementarne prawa człowieka, nihilizm moralny nad elementarną przyzwoitość, ‚gówno prowdę’ nad ‚świętą prowdę’, żeby odnieść się do kategorii wyróżnionych w góralskiej teorii poznania spopularyzowanej przez ks. Prof. Józefa Tischnera.

Sfabrykowane przez ‚łomiarzy w kominiarkach’ zarzuty posłużyły do usunięcia z uczelni niewygodnego nauczyciela akademickiego, który w ciemnych latach PRL miał czelność uczyć studentów zasad przyzwoitości w życiu publicznym, uczyć myślenia szczególnie niebezpiecznego dla GTW, uczyć pracy naukowej zagrażającej dożywotnim ‚profesorom’.

Godni potomkowie Kaina wykonali perfekcyjnie swoją robotę – publicznie stawiając się jednak w roli ofiar.
Takie przypadki w środowisku akademickim się zdarzały, ale trwanie na twardych podstawach systemu zła stawia władze UJ w roli organów szczególnie szkodliwych dla nauki i edukacji w Polsce, zważywszy na rolę jaką w tych sferach spełnia Uniwersytet.

Ukrywanie spraw pod dywanem, dezinformowanie opinii publicznej, prowadzenie niecnymi metodami działań operacyjnych -jeszcze po latach-dla dyskredytowania nadal niewygodnego, bo obywatelsko działającego nauczyciela akademickiego, kompromituje władze UJ i posłuszne im gremia akademickie.

Granie teczkami i propagowanie ‚gówno prowdy;’ to nie są zajęcia godne nauczycieli akademickich.
Są to metody zasadniczo nie różniące się od tych jakie prowadziły służby specjalne w PRL, ale znacznie bardziej groźne, bo do tej pory nieujawnione opinii publicznej.

Produkty pracy esbeków określa się mianem szamba. A jakim terminem należy określać produkty akademickich autorytetów moralnych o wiele mniej prawdziwych od produktów esbeckich i jeszcze bardziej wstydliwie ukrywanych ?
Najwyższy czas aby w ramach niezbędnej reformy szkolnictwa wyższego nauczyciele kłamstwa, niszczyciele warsztatów pracy, mistrzowie marnotrawstwa środków publicznych i zasobów ludzkich zostali przeniesieni w stan nieszkodliwości, a społeczeństwo poznało prawdziwe oblicze tzw. autorytetów moralnych i intelektualnych.
Najwyższy czas aby zostały wprowadzone takie zmiany systemowe, które by zapobiegły w przyszłości podobnej degeneracji środowiska akademickiego.
Byłoby pożądane aby środowisko akademickie UJ dokonało samooczyszczenia dając właściwy przykład innym uczelniom.

Józef Wieczorek