APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO

Do: Rektor i Senat UJ


APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO
NA UJ

(w XXV rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce)

Wprowadzony 25 lat temu stan wojenny został formalnie zniesiony w 1983 r. ale jego pozostałości mają nadal wpływ na życie publiczne, a na uczelniach widoczne są gołym okiem i w decyzjach władz uczelniach, co w przypadku UJ ma już sporą dokumentację, jakkolwiek nie do końca ujawnioną dzięki instytucjom broniących spuścizny mentalnej i realnej stanu wojennego.

Władze uczelniane korzystając z ustawodawstwa roku 1982 r. pozbyły się z uczelni niewygodnych nauczycieli akademickich, zbyt wysoko cenionych przez studentów i młodych pracowników nauki.
Korzystając z ustawodawstwa roku 1983 r. nadal trzymają w szafach niewygodne dla siebie dokumenty, które nie mają szans ujrzenia światła dziennego, mimo że szafy esbeckie są już otwierane. Stan wojenny i jego następstwa na UJ są nadal w cenie i kształtują politykę decyzyjną najwyższych jego władz.

Istotą komunizmu było kłamstwo. Istotą uniwersytetu jest prawda. UJ nadal tkwi po uszy w kłamstwie i nie może się wybić na uniwersytet. Nie chodzi tu o mury czy etaty, lecz o wspólnotę ludzi poszukujących prawdy, co UJ ma zapisane w statucie, ale w praktyce ma to gdzieś!

Władze UJ nie zdobyły się do tej pory na słowo przepraszam w stosunku do osób pokrzywdzonych, preferując na uczelni udaczników – beneficjentów stanu wojennego i pisanie historii, w których nie ma miejsca na prawdę a wartości mają odwrócony znak. Władze UJ nie zdobyły się nawet na ocenę start poniesionych przez UJ w wyniku polityki kadrowej lat 80-tych. Do tej pory nie były w stanie zidentyfikować nazwisk komisji weryfikacyjnych. Władze nie są w stanie uzasadnić haniebnych, fabrykowanych przez akademickich ‚łomiarzy w kominiarkach’, oskarżeń, do tej pory je akceptują stojąc niezłomnie na gruncie zasad kłamstwa.

Nie są w stanie nawet ujawnić działań operacyjnych podejmowanych do dnia dzisiejszego przeciwko tym, którzy oskarżeni o ‚psucie’ młodzieży odmówili wypicia cykuty i nadal działają na rzecz elementarnej przyzwoitości w życiu akademickim co napawa taką trwogą akademickich Herodów. Ci, którzy akademickich Judaszów, Piłatów, Herodów nie uznają za niekwestionowane autorytety moralne są odsądzani od czci i wiary. Dla tych, którzy zostali obdarzeni poczuciem własnej wartości nie ma miejsca na uczelni służącej miejscem i honorami tym, którzy to poczucie w pogoni za stanowiskami, tytułami, pieniędzmi dawno już (często w stanie wojennym) utracili.

Nawołujący w mediach do poszukiwania prawdy, ukrywają ją skrzętnie w szafach, nawołujący do dialogu walą ‚łomami’ lub rażą ‚maczugami dalekiego zasięgu’.
Zasada ‚pełna tolerancja ( a nawet preferencja) dla katów, zero tolerancji dla ofiar ‚ dominuje w przestrzeni akademickiej.

Najwyższy już czas na ujawnienie prawdy. Najwyższy już czas aby katów nie uznawać za ofiary , a ofiary za katów. 25 lat od wprowadzenia stanu wojennego to wystarczający, a właściwie wystarczająco za długi, okres na uwolnienie akademickich serc i umysłów od spuścizny stanu wojennego.

Józef Wieczorek, 13 grudnia 2006 r.

wg zaświadczenia IPN nr. BU Kr III – 5532-359/03 z dnia 11.12.2006 r. Pokrzywdzony w rozumieniu art.6 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. r. O Instytucie Pamięci Narodowej

wg ‚zaświadczenia’ anonimowej do dnia dzisiejszego komisji UJ z dnia 5.12 2006 – oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką , bez podania do dnia dzisiejszego tj. do dnia 13 grudnia 2006 jakichkolwiek dowodów, uzasadnień tego oskarżenia.

 

 

Reklamy

Apel do apelowników nauki polskiej

Apel do apelowników nauki polskiej 


Apelowanie stało się pewnym stylem naszego życia publicznego. Na łamach dzienników, tygodników aż się roi od apeli. Apeluje się aby ludzie nie byli zbyt radykalni, aby lublili Unię Europejską, aby się moralnie prowadzili, no i generalnie aby byli lepsi niż są, i żeby budowali lepszy świat od tego który jest. Pod apelami czasem podpisów jest kilka, czasem kilkadziesiąt, a nawet więcej, Podpisy jednak często się powtarzają. Widać, że niektórzy lubią apelować stawiając się w sytuacji obywatela lepszego, bardziej rozumnego, bardziej odpowiedzialnego za losy kraju i ludzkości. 
Wykształcił się chyba swoisty cech apelowników, może jeszcze niezarejestrowany jako organizacja pożytku publicznego, ale rejestrowany w naszych mediach. Jaki jest jednak pożytek publiczny z tych apeli ? Trudno ocenić. Badań na ten temat nie ma. Nie zawsze jest oczywiste, że kierunek apelu jest właściwy. Czyż nie należałoby czasem zaapelować do apelujących, aby sami zwrócili uwagę na to, na co chcą zwracać uwagę pozostałej części obywateli? Apelujący zajmują niekiedy eksponowane stanowiska decydenckie i należą do odpowiadających za obecny kiepski stan rzeczy. 
Niektórzy apelują jakby w gorączce. Skoro nie byli obecni w apelu antyradykalnym, zaraz się w kilku jednoczą aby przygotowac apel moralny. Jak cisza apelowa trwa zbyt długo zaraz kombinują o co by jeszcze zaapelować aby o nich znowu media pisały i wyrażały zachwyty nad ich poziomem intelektualnym i moralnym, którego oczywiście podważać nie można. Apelant – osoba święta i krytyce nie podlega. Kto by skrytykował – to pieniacz, awanturnik, barbarzyńca w ogrodzie świątobliwych mężów ( a czasem i żon). 
Jak się porówna treść apeli i wypowiedzi poza-apelowe sygnatariuszy to jasno widać, że są one często sprzeczne. Tak jakby apelownikom chodziło tylko o zaistnienie medialne, natomiast treść tego zaistnienia jakby była nieistotna. 

Apelujący o rzeczywiste reformy w życiu akademickim jednocześnie w wywiadach wyrażają zadowolenie, że wreszcie wejdzie w życie ustawa o szkolnictwie wyższym przeciwko uchwalaniu której apelowali. Są przeciw, a nawet za. A może nic nie rozumieją z tego co podpisywali (albo co mówią), a może tego nawet nie czytali ? Jak dotąd chyba, żaden ośrodek badania opinii publicznej nie przeprowadził badań wśród apelowników aby sprawdzić dlaczego oni tak naprawdę apelują. A apelują przecież intelektualiści, profesorowie, i to często na wielu stanowiskach. Ostatnio kilku uczonych nauki polskiej apelowało : Zwracamy się do naszych kolegów – do ludzi nauki, nauczycieli akademickich, pedagogów i wychowawców – o wdrażanie norm moralnych w praktykę życia codziennego. Zwracamy się do światłych Polaków z apelem, aby włączyli się w życie publiczne kraju’. 
Wśród sygnatariuszy bez trudno jednak można odnaleźć tych, którzy na ogół są głusi na swe apele. Czy ktoś kto heroicznie walczy o autonomię względem prawa, o wykluczanie z publicznego życia akademickiego im niewygodnych, o nieujawnianie prawdy w tajnych teczkach akademickich zabezpieczonych – jest wiarygodnym wojownikiem o respektowanie norm moralnych ? Apelujący o dobre obyczaje w nauce nie mają zamiaru w najmniejszym stopniu dobrych obyczajów respektować a nawet dyskredytują tych, którzy ich apele wzięli na serio i usiłują walczyć z patologiami akademickimi. Los tych, którzy potraktowali apelowników jako autorytety moralne nie jest do pozazdroszczenia. Apele te bowiem przypominają apele Największego Językoznawcy o walkę o pokój, której to walki pokojowo nastawieni mieszkańcy tej ziemi nie mieli wielkich szans aby przetrwać. Hipokryzja apelowników często ma wymiary wręcz kosmiczne. 
Zwracam się zatem z apelem do apelowników aby przestali wreszcie apelować i sami zaczęli się stosować do elementarnych zasad przyzwoitości w życiu społecznym. Mam jednak świadomość, że ten apel to głos wołającego na puszczy zasiedlonej przez lwy gotowe do rozszarpania każdego kto im nie okaże szacunku przynależnego królom. 

Józef Wieczorek