OBRONA SOKRATESA – PLATON

OBRONA SOKRATESA – PLATON 

‘Więc naprzód moje prawo bronić się, obywatele, przeciw pierwszej fałszywej skardze na mnie i przeciw pierwszym oskarżycielom; potem przeciwko drugiej i drugim. Bo na mnie wielu skarżyło przed wami od dawna, i już od lat całych, a prawdy nic nie mówili….’

‘A ze wszystkiego najgłupsze to, że nawet nazwisk ich nie można znać ani ich wymienić.’

‘Jedni z zazdrości potwarzy w uszy wam nakładli, drudzy uwierzyli i z przekonania zrażają do mnie innych, a ze wszystkimi nieporadna godzina. Bo ani ich tutaj przed sąd nie można pociągnąć, ani nie przekonać żadnego, tylko po prostu tak człowiek musi niby z cieniami walczyć; broni się i zbija zarzuty, a nikt nie odpowiada.’

‘ – znajdują mnóstwo takich, którym się zdaje, ze coś wiedzą, a wiedzą mało albo wcale nic. Więc stąd ci, których oni na spytki biorą, gniewają się na mnie, a nie na nich: mówią, że to ostatni łajdak ten jakiś Sokrates i psuje młodzież. A jak ich ktoś pyta, co on robi takiego i czego on naucza, nie umieją nic powiedzieć, nie wiedzą; ‘

‘ Bo prawdy żaden by chyba nie powiedział: że się ich niewiedzę odsłania i udawanie mądrości. A że im widać na poważaniu zależy, a zaciekli są i dużo ich jest, a systematycznie i przekonująco na mnie wygadują, więc macie pełne uszy ich potwarzy; rzucanych na mnie od dawna a zajadle’

‘.. weźmy znowu ich skargę pod uwagę. Ona taka jest mniej więcej: Sokrates, powiadają, zbrodnie popełnia. Albowiem psuje młodzież, nie uznaje bogów, których państwo uznaje, ale inne duchy nowe.

Taka jest skarga. Przejdźmy ja punkt za punktem. Więc powiada, że jestem zbrodniarzem, bo psuję młodzież. A ja, obywatele, powiadam, że to Meletos jest zbrodniarz, bo sobie drwi z poważną miną, lekkomyślnie ludzi do sądu ciągnie i udaje, że mu serio idzie o rzeczy, na których mu nigdy nie zależało.’ 

‘ A jeszcze nam powiedz ,Meletosie, czy lepiej jest mieszkać wśród obywateli dzielnych, czy w społeczeństwie złych ludzi? Odpowiadaj przyjacielu! Ja cię przecież o nic trudnego nie pytam. Nieprawdaż, że źli ludzie zawsze coś złego zrobią tym, co z nimi najbliżej obcują, a dobrzy coś dobrego?

– No pewnie.

– – A czy istnieje taki człowiek, który by wolał od bliźnich doznawać czegoś złego raczej niż dobrego? Panie dobry, odpowiadaj! Przecież prawo nakazuje odpowiadać. Czy istnieje człowiek, który chce doznawać złego ?

– – Naturalnie, że nie.

– – A proszę cię, ty mnie tutaj przed sąd ciągniesz za to, że psuję młodzież i wyrabiam złych ludzi umyślnie, czy nieumyślnie?

– – A pewnie, że umyślnie.

– – Jak to Meletosie ? O tyleś ode mnie, starego, mądrzejszy, ty taki młodzik, żeś zrozumiał, jako iż źli ludzie źle robią swemu najbliższemu otoczeniu, a dobrzy dobrze. A ja bym miał aż tak zgłupieć, żebym i tego nawet nie pojmował, że jeśli kogoś w swym otoczeniu złym człowiekiem zrobię, mogę potem sam czegoś złego z jego strony, i takie straszne zło popełniam, umyślnie, jak mówisz ty ?

– W to ja ci nie uwierzę, Meletosie, a myślę, że i nikt inny. Więc albo nie psuję – albo psuje nieumyślnie, zaczem w obu wypadkach kłamiesz. A jeśli psuję nieumyślnie, to za takie, i to nieumyślne zbrodnie nie wolno ludzi tutaj do sądu ciągać, ale się samemu do tego wziąć; nauczać i kierować. Jasna rzecz, że jak się nauczę, to przestanę to robić, co nieumyślnie popełniam. A tyś obcowania ze mną unikał i uczyć mnie nie chciałeś, tylkoś mnie tu przed sądem postawił, gdzie wolno stawiać ludzi, którym kary potrzeba, a nie nauki.’

‘ Ale to, com już i przedtem mówił, że wielka przeciwko mnie nienawiść istnieje, i to z wielu stron, to bądźcie przekonani, ze jest święta prawda. I to jest to, co mnie zgubi; ani Meletos, ani Anytos, ale potwarz ze strony wielu i zawiść. One już i wielu innych i dzielnych ludzi zgubiły, a myślę, ze i gubić będą. Zgoła nie ma obawy, żeby to na mnie stanęło. ‘

‘..jeśli ja młodych ludzi psuję, a niektórych nawet już popsułem, toż by koniecznie – jedni z nich postarzeli się przecież – poznali, żem im kiedyś za młodu coś złego doradzał, musieliby więc tu przyjść i skarżyć mnie za to; a gdyby sami nie chcieli, to zawsze ktoś z bliskich, jakiś ojciec czy brat, czy inny krewny takiego, pamiętałby mi to, gdyby jego najbliższy był czego złego doznał ode mnie i dzisiaj by się mścił.’

‘Tymczasem znajdziecie coś wręcz przeciwnego, obywatele; oni wszyscy gotowi poprzeć mnie, którym tyle złego zrobił ich najbliższy,, jak powiada Meletos i Anytos. Jeszcze ci zepsuci mieliby powód, żeby mnie popierać; ale ci niezepsuci, starsi, ci krewni – cóż tych skłania do tego, żeby mnie popierać, jak nie słuszność i sprawiedliwość? To przekonanie, że Meletos kłamie, a ja mówię prawdę?

Otóż tyle by było, obywatele!

‚Przepowiadam wam więc, obywatele, którzyście mnie zabili, że przyjdzie na was kara zaraz po mojej śmierci, znacznie cięższa, na Zeusa, niż ta, którą mnie zabijacie. Bo wyście to dziś popełnili myśląc, że się pozbędziecie ciągłego rachunku sumienia w życiu; tymczasem wypadnie wam coś całkiem przeciwnego. Powiadam wam. Więcej się znajdzie takich, którzy was oskarżać będą; ci, których ja teraz byłem natchnieniem, a wyście tego nie widzieli. Będą tym przykrzejsi, im są młodsi: toteż was będą znacznie więcej oburzali.

Jeżeli sądzicie, że zabijając ludzi powstrzymacie kogoś od tego, żeby was nie ganił i nie łajał, że nie żyjecie jak się należy, to nie widzicie rzeczy jak należy. Bo pozbywać się tego w taki sposób, jak wy, to ani podobna, ani to pięknie; najłatwiej i najpiękniej nie gnębić drugich, ale samemu nad sobą pracować. Żeby być możliwie jak najlepszym. Tyle słów wieszczby na pożegnanie z tymi, którzy mnie skazali.’ 

UWAGI: Taka obrona mogła odbyć się w demokratycznym państwie prawa. Ale nie jest do pomyślenia w Polsce, również w III RP . Podobieństwa do ‚procesu’ Józefa W. są jednak czytelne, jak i czytelne są podobieństwa Meletosa do Andrzeja Ś. a Anytosa do Andrzeja R.

Z wystąpienia do Profesora Józefa Gierowskiego – Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego

z dnia 19. 12. 1986 r.

‚Chciałbym jednakże wyrazić zadowolenie z negatywnej oceny ‚etycznej’ mojej osoby a w szczególności za oskarżenie mnie o psucie młodzieży. Widać historie lubią się powtarzać.’

‚ Ja cykuty nie wypiję, gdyż studenci i asystenci potrzebują mnie a nie moich katów. Domagam się procesu publicznego, gdyż społeczeństwo ma prawo wiedzieć jakimi metodami niszczy się ludzi i ich pracę w Uczelni.’

Józef Wieczorek

BIBLIA

BIBLIA 

PSALM  22

17. Bo sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców

14. Rozwierają przeciwko mnie swoje paszcze, jak lew drapieżny i ryczący.

20. Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka; Pomocy moja, spiesz mi na ratunek! 

Z ‘PSAŁTERZA DAWIDÓW’ Jana Kochanowskiego  

‘Wilcy mię zewsząd srodzy otoczyli,
Zewsząd mię wilcy zawarli otyli;
Paszczęki na mię rozdarli straszliwe,
Jako lew srogi zwierzę łupiąc żywe.’

‘Zaskoczyła mię wściekłych psów gromada.
Obegnała mię niecnotliwa rada;
Przebili ręce, nogi mi przebili,
Wszytki me kości przez skórę zliczyli.’  

‘Ty mię, mój Panie, nie racz odstępować,
Tyś moja siła, Ty mię chciej ratować!
Szabli okrutnej, psom wściekłym, lwom srogim,
Obroń mię bystrym źwierzom jednorogim!’ 

 

 JÓZEF SPRZEDANY PRZEZ BRACI

Jakub mieszkał w kraju, w którym zatrzymał się jego ojciec, czyli w Kanaanie.
Oto są dzieje potomków Jakuba.
Józef jako chłopiec siedemnastoletni wraz ze swymi braćmi, synami żon jego ojca Bilhy i Zilpy, pasał trzody. Doniósł on ojcu, że źle mówiono o tych jego synach. Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami.  Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go bardziej niż wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać.
Pewnego razu Józef miał sen. I gdy opowiedział go braciom swym, ci zapałali jeszcze większą nienawiścią do niego. Mówił im bowiem: „Posłuchajcie, jaki miałem sen. Śniło mi się, że wiązaliśmy snopy w środku pola i wtedy snop mój podniósł się i stanął, a snopy wasze otoczyły go kołem i oddały mu pokłon”. Rzekli mu bracia: „Czyż miałbyś jako król panować nad nami i rządzić nami jak władca?” I jeszcze bardziej go nienawidzili z powodu jego snów i wypowiedzi.  A potem miał on jeszcze inny sen i tak opowiedział go swoim braciom: „Śniło mi się jeszcze, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd oddają mi pokłon”. A gdy to powiedział ojcu i braciom, ojciec skarcił go mówiąc: „Co miałby znaczyć ów sen? Czyż ja, matka twoja i twoi bracia mielibyśmy przyjść do ciebie i oddawać ci pokłon aż do ziemi?”  Podczas gdy bracia zazdrościli Józefowi, ojciec jego zapamiętał sobie ów sen.
Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: „Wiesz, że bracia twoi pasą trzodę w Sychem. Chcę cię więc posłać do nich”. Odpowiedział mu [Józef]: „Jestem gotów”. Wtedy [Jakub] rzekł do niego: „Idź i zobacz, czy bracia twoi są zdrowi i czy trzodom nic się nie stało, a potem mi opowiesz”. Po czym wyprawił go z doliny Hebronu, a on poszedł do Sychem.
I błąkającego się po polu spotkał go pewien człowiek. Zapytał go więc ów człowiek: „Kogo szukasz?” Opowiedział: „Szukam moich braci. Powiedz mi, proszę, gdzie oni pasą trzody”. A na to ów człowiek: „Odeszli stąd, ale słyszałem, jak mówili: Chodźmy do Dotain”. Józef udał się więc za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain. Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: „Oto nadchodzi ten, który miewa sny! Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów!” Gdy to usłyszał Ruben, [postanowił] ocalić go z ich rąk; rzekł więc: „Nie zabijajmy go!” I mówił Ruben do nich: „Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi. Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego”. Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu.
Gdy Józef przybył do swych braci, oni zdarli z niego jego odzienie – długą szatę z rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili do studni: studnia ta była pusta, pozbawiona wody. Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swych braci: „Cóż nam przyjdzie z tego, gdy zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom! Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem!” I usłuchali go bracia. I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali go Izmaelitom za dwadzieścia [sztuk] srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.
Gdy Ruben wrócił do owej studni i zobaczył, że nie ma w niej Józefa, rozdarł swoje szaty i przyszedłszy do braci, zawołał: „Chłopca nie ma! A ja, dokąd ja mam iść?”
A oni wzięli szatę Józefa i zabiwszy młodego kozła, umoczyli ją we krwi, po czym tę szatę posłali ojcu. Ci zaś, którzy ją przywieźli, rzekli: „Znaleźliśmy ją. Zobacz, czy to szata twego syna, czy nie”. [Jakub] rozpoznawszy ją zawołał: „Szata mego syna! Dziki zwierz go pożarł! Dziki zwierz rozszarpał Józefa!” I Jakub rozdarł swoje szaty, a potem przepasał biodra worem i opłakiwał syna przez długi czas. Gdy zaś wszyscy jego synowie i córki usiłowali go pocieszać, nie słuchał pociech, mówiąc: „Już w smutku zejdę za synem moim do Szeolu”. I ojciec jego [nadal] go opłakiwał.
Tymczasem Madianici sprzedali Józefa w Egipcie Potifarowi, urzędnikowi faraona, przełożonemu dworzan.

JÓZEF NIEWOLNIKIEM POTIFARA

Józef został uprowadzony do Egiptu. I kupił go od Izmaelitów, którzy go tam przyprowadzili, Egipcjanin Potifar, urzędnik faraona, dowódca straży przybocznej.
Pan był z Józefem i dlatego wiodło mu się dobrze i był w domu swego pana, Egipcjanina. Ten jego pan spostrzegł, że Bóg jest z Józefem i sprawia, że mu się dobrze wiedzie, cokolwiek czyni.  Darzył więc on Józefa życzliwością, tak iż stał się jego osobistym sługą. Uczynił go zarządcą swego domu, oddawszy mu we władanie cały swój majątek. A odkąd go ustanowił zarządcą swego domu i swojego majątku, Pan błogosławił domowi tego Egipcjanina przez wzgląd na Józefa. I tak spoczęło błogosławieństwo Pana na wszystkim, co [Potifar] posiadał w domu i w polu.  A powierzywszy cały majątek Józefowi, nie troszczył się już przy nim o nic, tylko o [to, aby miał takie] pokarmy, jakie zwykł jadać.
Józef miał piękną postać i miłą powierzchowność. Po tych wydarzeniach zwróciła na niego uwagę żona jego pana i rzekła do niego: „Połóż się ze mną”.  On jednak nie zgodził się i odpowiedział żonie swego pana: „Pan mój o nic się nie troszczy, odkąd jestem w jego domu, bo cały swój majątek oddał mi we władanie. On sam nie ma w swym domu większej władzy niż ja i niczego mi nie wzbrania, wyjąwszy ciebie, ponieważ jesteś jego żoną. Jakże więc mógłbym uczynić tak wielką niegodziwość i zgrzeszyć przeciwko Bogu?” I mimo że go namawiała codziennie, nie usłuchał jej i nie chciał położyć się przy niej, aby z nią żyć. Pewnego dnia, gdy wszedł do domu, aby spełniać swe obowiązki, i nikogo z domowników tam nie było, uchwyciła go ona za płaszcz i powiedziała: „Połóż się ze mną!” Lecz on [wyrwał się], zostawił płaszcz w jej ręku i wybiegł na dwór. A wtedy ona, widząc, że zostawił swój płaszcz i że wybiegł na dwór, zawołała domowników i powiedziała im tak: „Patrzcie, sprowadzono do nas tego Hebrajczyka, a on chce tu u nas swawolić! Przyszedł do mnie, aby się położyć ze mną, i zaczęłam głośno krzyczeć. A gdy tak krzyczałam głośno, zostawił u mnie swój płaszcz i pospiesznie wybiegł na dwór!” I zatrzymała jego płaszcz u siebie. A kiedy przyszedł pan Józefa do domu, opowiedziała o tym zajściu tak: „Wszedł do mnie ów sługa, Hebrajczyk, którego do nas sprowadziłeś, aby ze mną swawolić. A gdy zaczęłam krzyczeć, zostawił u mnie swój płaszcz i uciekł z domu”. Kiedy pan jego usłyszał te słowa swej żony, która mu dodała: „Tak postąpił ze mną twój sługa!” – zapałał wielkim gniewem. Polecił schwytać Józefa i oddać go do więzienia,

OSTRACYZM

OSTRACYZM 

 

Arystydes miał przydomek „Sprawiedliwego” i powszechnie uchodził za człowieka nieprzekupnego. Najpierw został zaszczycony takim przydomkiem , a potem budził zawiść. Przez ostracyzm skazany został na wygnanie. 

Plutarch pisze: Postępowanie przy ostracyzmie było takie: Każdy otrzymywał skorupkę i pisał nazwisko człowieka, którego chciał usunąć spośród obywateli. Otóż powiadają, że przy takim pisaniu imion na skorupkach któryś z niepiśmiennych i zupełnie prostych ludzi ze wsi podał wtedy swoją tabliczkę Arystydesowi jako jednemu z przygodnych ludzi i prosił, żeby mu napisał na niej imię Arystydesa. Ten zdziwiony zapytał, czy Arystydes wyrządził mu jakąś krzywdę. Na to tamten odpowiedział: ‘Żadnej. Ja nawet nie znam tego człowieka. Złości mnie tylko, gdy słyszę, że wszędzie nazywają go sprawiedliwym”. Usłyszawszy to Arystydes podobno nic nie odpowiedział, wpisał imię na skorupkę i wręczył ją temu człowiekowi. „. 

Z  PLUTARCHA   

UWAGI: Autor został objęty ostracyzmem polskiego środowiska geologicznego (i nie tylko geologicznego). Zgodnie z I wydaniem Dobrych Obyczajów, ostracyzm miał obejmować osoby łamiące zasady Dobrych Obyczajów. Problem w tym, że stosowano go do protestujących przeciwko ich łamaniu. Kiedy zwróciłem się do Komisji Etyki PAN  o zastosowanie ostracyzmu w stosunku do łamiących zasady etyczne, tak jak przewidywały Dobre Obyczaje, z ich  II wydania ostracyzm usunięto ! Los objętych ostracyzmem Komisji Etyki nie obchodzi.

CESARZ – KOTERIE I NOMINACJE

CESARZ – KOTERIE I NOMINACJE

z: CESARZ – Ryszard Kapuściński 

Uwaga: Gdy wyrażenia w nawiasach ( ) zastąpimy na wyrażenia w nawiasach  [ ] tekst będzie odnosił się również do sfery nauki polskiej. 



(Pałac) [instytut] dzielił się na frakcje i koterie, które toczyły ze sobą nieubłagane wojny osłabiając i niszcząc się nawzajem. I o to właśnie naszemu dostojnemu panu chodziło. O tę zapewniającą mu święty spokój równowagę. Jeżeli jakaś koteria brała górę, pan wkrótce obdarzał łaską koterię przeciwną i znowu przywracał paraliżujący uzurpatorów stan równowagi. Pan nasz naciskał klawisze – raz biały, raz czarny, – i wydobywał z fortepianu harmonijna i kojącą jego ucho melodię. A wszyscy poddawali się temu naciskaniu, bo jedyna racja ich istnienia była aprobata (cesarska) [dyrektorska] i gdyby (cesarz) [dyrektor] ją cofnął, jeszcze tego samego dnia zniknęliby z (pałacu) [ instytutu] bez śladu. Tak, oni nie byli kimś sami z siebie.

pewne koterie chcąc zyskać uznanie pana, gorliwie chciały porządek absolutny, tymczasem dostojnemu panu chodziło o porządek zasadniczy, to znaczy – porządek, ale jednak z pewnym marginesem nieporządku, na którym mogłaby się manifestować (monarsza) [dyrektorska] łagodność i wyrozumiałość. 

..Nawet najbardziej nieważąca nominacja miała (cesarskie) [dyrektorskie] autorstwo, a to dlatego, że źródłem wszelkiej władzy było nie państwo ani żadna inna instytucja, tylko najosobiściej dostojny pan. Jakież to niezmiernie doniosłe prawo! Bo z tej chwili spędzonej z (cesarzem) [dyrektorem], kiedy ogłaszał on nominacje i dawał błogosławieństwo, rodziła się szczególna międzyludzka więź, co prawda ujęta w reguły hierarchii, ale jednak więź, z niej wynikała jedna zasada, jaka kierował się pan nasz wywyższając lub strącając ludzi – zasada lojalności.

Mój przyjacielu, można by spisać bibliotekę donosów, jakie latami spływały do (cesarskiego) [dyrektorskiego] ucha…

A weźmy taką postać jak …X.. Była to może najwybitniejsza indywidualność w elicie, człowiek godzien najwyższych zaszczytów i stanowiska. Cóż z tego, kiedy – jak wspomniałem – łaskawy pan nigdy nie kierował się zasadą zdolności, tylko zawsze i wyłącznie zasadą lojalności.

Cesarz – rozwój i nawyk czytania

Cesarz – rozwój i nawyk czytania

z:CESARZ – Ryszard Kapuściński

Jakaś mania, przyjacielu, ogarnęła ten szalony i nieobliczalny świat, mania rozwoju. Wszyscy chcą się rozwijać! Każdy myśli, jak tu rozwinąć się, i to nie tak zwyczajnie, zgodnie z prawem bożym, że człowiek rodzi się, rozwija i umiera, ale rozwinąć się niebywale, dynamicznie i potężnie, rozwinąć się tak, żeby wszyscy podziwiali, zazdrościli, wymieniali, głowami kiwali. Skąd się to wzięło – nie wiadomo. Ludźmi owładnął jakiś owczy pęd, jakieś pazerne zaślepienie, bo dość, żeby hen, na drugim końcu świata ktoś się rozwinął, a zaraz wszyscy chcą się rozwijać, zaraz napierają, szturmują, żądają, żeby ich też rozwinąć, żeby podnieść i zrównać, a wystarczy, przyjacielu, żebyś zaniedbał te głosy, a natychmiast masz bunty, krzyki, przewroty, negacje, frustracje i zwisanie. 

..ale nasz pan z takiego wychodził założenia, że nawet najbardziej lojalnej prasy nie należy dawać w nadmiarze, gdyż może z tego wytworzyć się nawyk czytania, a potem już krok tylko do nawyku myślenia, a wiadomo, jakie to powoduje niewygody, utrapienia, kłopoty i zmartwienia. Bo powiedzmy, coś może być lojalnie napisane, ale zostanie nielojalnie odczytane, ktoś zacznie czyta ć rzecz lojalna, a zechce później nielojalnej, i tak pójdzie drogą, która go od (tronu) [fotela] będzie oddalać, od rozwoju odciągać, do warchołów prowadzić. Nie , nie pan nasz nie mógł do takiego rozpuszczenia, pobłądzenia dopuścić i dlatego w ogóle nie był entuzjastą nadmiernego czytania.

SELEKCJA REFORMATORÓW

SELEKCJA REFORMATORÓW

z: CESARZ – Ryszard Kapuściński 

.. pan nasz nie był przeciwko reformom, odwrotnie – zawsze odnosił się z sympatia do postępu i poprawy, ale nie mógł ścierpieć, żeby ktoś brał się do reform na własna rękę, bo to pierwsze stwarzało groźbą dowolności i anarchii, a po drugie – mogło wywołać wrażenie, ze w (cesarstwie) [instytucie] istnieją jacyś inni dobrotliwcy poza dostojnym panem.

Dlatego też, jeżeli zręczny i rozumny (minister) [pracownik] chciał na własnym podwórku dokonać bodaj najmniejszej reformy, musiał tak pokierować sprawą, tak ja przedstawić (cesarzowi) [dyrektorowi] tak oświetlić i formułować, aby wynikało w sposób niezbity, uznany i oczywisty, że łaskawym i troskliwym inicjatorem, twórcą im orędownikiem reformy jest osobiście jego (cesarska) [dyrektorska] mość, choćby w rzeczywistości pan nasz niezupełnie orientował się, o co w tej sprawie dokładnie chodzi.

Ale przecież nie wszyscy ( ministrowie) [pracownicy] mieli rozum! Zdarzali się ludzie młodzi, nie obyci z tradycją (pałacu)[instytutu] i ci, kierując się własną ambicją, samowolnie próbowali ten czy inny drobiazg zreformować. Jakby nie wiedzieli, że łamią w ten sposób zasadę lojalności i grzebią nie tylko siebie, ale także samą reformę, która nie mając (cesarskiego) [dyrektorskiego] autorstwa nigdy nie miała szansy ujrzeć światła dziennego. Powiem otwarcie, ze dobrotliwy pan wolał złych (ministrów) [pracowników]. A wolał tak dlatego, że pan nasz lubił korzystnie kontrastować. A jakżeby mógł korzystnie kontrastować, gdyby był otoczony przez dobrych (ministrów) [pracowników]. Lud straciłby orientację, u kogo szukać pomocy, na czyją dobroć i mądrość liczyć. Wszyscy byliby dobrzy i mądrzy. Jakiż bałagan zacząłby się wówczas w (cesarstwie) [instytucie].. Zamiast jednego słońca, świeciłoby pięćdziesiąt i każdy oddawałby hołd prywatnie wybranej planecie. O nie drogi przyjacielu, nie można narażać ludzi  na taką zgubna dowolność. Słońce musi być jedno, taki jest porządek natury, a wszelkie inne teorie są tylko nieodpowiedzialną i Bogu przeciwna herezją.

SZACHINSCHACH

SZACHINSCHACH – Kapuściński Ryszard 

[ Z moich wspomnień z jednostek nauki polskiej]

Uwaga: Gdy wyrażenia w nawiasach ( ) zastąpimy na wyrażenia w nawiasach [] tekst będzie odnosił się również do sfery nauki polskiej.

OBCY 

Co należy napisać, aby skończyć przeciwnika? Najlepiej dowieść , że to człowiek obcy.. 
Kim jest obcy? Obcy to przede wszystkim ktoś gorszy i jednocześnie – ktoś niebezpieczny. Gdyby tylko był gorszy, ale zachowywał się biernie! Gdzie tam! On będzie mącić , warcholić i niszczyć. Będzie skłócać, tumanić i rozbijać…….. 
………….któż może przeciwstawić się takiej władzy? Tylko ten, kto jest niespełna rozumu. Skoro jest to najlepsza władza, trzeba być wariatem, żeby z nią walczyć. Zdrowe społeczeństwo musi izolować takich pomyleńców, wysyłać do miejsc odosobnienia. 

AWANSE

Awansuje ten, kto jest (szachowi) [dyrektorowi] bardziej wygodny, kto potrafi mu lepiej i gorliwiej schlebiać, kto przekona go o swojej lojalności i poddaństwie. Inne wartości i zalety są zbędne. To klasa pasożytów, która szybko przywłaszcza sobie znaczną część (dochodów naftowych Iranu) [ pracy niewygodnych] i staje się właścicielami (kraju) [instytutu]. Wszystko im wolno, ponieważ ci ludzie zaspokajają największą potrzebę (szacha) [dyrektora] – potrzebę schlebiania. Dają mu również tak bardzo upragnione poczucie bezpieczeństwa..

WARTOŚCI 

‘ Jeżeli ktoś był na stanowisku i nie kradł, robiło się wokół niego pusto: wzbudzał podejrzenie. Inni mówili o nim – to na pewno szpieg, przysłali go, żeby szpiclował i donosił, ile kto kradnie… Jeżeli mogli, szybko pozbywali się takiego człowieka – psuł grę. W ten sposób wszystko stało na głowie, wartości miały odwrócony znak. Ktoś, kto chciał być uczciwy, był posądzany o to, że jest opłacanym lapsem. Jeżeli ktoś miał czyste ręce, musiał je głęboko chować, w czystości było coś wstydliwego, cos dwuznacznego. Im wyżej, tym kieszeń pełniejsza…… 

MONSTRA

Ci ludzie przypominali mu [mi] jakieś rozdwojone monstra, których jedne człony gięły się usłużnie przed kimś ważnym i władczym, a drugie w tym samym czasie deptały i młóciły kogoś słabego. Widocznie zyskiwało się dzięki temu jakąś wewnętrzną równowagę, co prawda żałosną i nikczemną, ale potrzebną dla utrzymania się na powierzchni i przetrwania.

MYŚLENIE 

Pamiętam, że wołał – Boże, po coś mnie pokarał tym strasznym kalectwem, jakim jest myślenie! Dlaczego nauczyłeś myśleć, zamiast nauczyć bydlęcej pokory! W końcu zasłabł….