Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres założycielski )

 

Niezależne Forum Akademickie pojawiło się w cyberprzestrzeni 4 lata temu  (oficjalnie 15 grudnia 200 4 r.) i od samego początku, a nawet przed początkiem, było obiektem rozpracowania operacyjnego, podejmowanego przez wiele chyba niezależnych ośrodków zaniepokojonych powstawaniem czegoś niezależnego, co w zależnym, zhierarchizowanym świecie akademickim nie miało prawa powstać.

Ciekawe, że po studiach różnych  materiałów SB i PZPR jakoś nasuwa sie skojarzenie  analogii  działań wobec NFA,  i tych, jakie były podejmowane od początku PRLu ( nawet wcześniej) przez odpowiednie służby dla zniewolenia myśli akademickiej.

Co to znaczy ? SB i PZPR przecież już nie ma. Tak, ale metody pozostały jako trwała spuścizna totalitaryzmu, silnie zadomowiona w sercach i umysłach świata akademickiego, który w demokratycznej większości bynajmniej nie widzi nic zdrożnego w działaniach SB czy PZPR, a widzi wiele zdrożnego w ujawnianiu tych działań. Ciekawe dlaczego ? Czyżby ujawnianie tych działań działało jak lustro, w którym środowisko nie chce się przejrzeć ?

Zanim powstało NFA funkcjonował PCN a wcześniej jeszczeWitryna Obywatelska Józefa Wieczorka ,  gdzie zamieszczane były teksty niepoprawne i budzące zainteresowanie środowiska, które doprowadziło do integracji niezadowolonych z obecnego stanu nauki i szkolnictwa wyższego.

W końcu podjęta została próba sformalizowania działalności. Na PCN pojawiło się ogłoszenie o woli powołania stowarzyszenia, które by formalnie działało na rzecz nauki i edukacji. Media się tym zainteresowały i nawet idee integracji rozpowszechniły, ale kiedy ogłoszenie ukazało się na forum znanej ze swej wybiórczości gazety, tumult się zrobił,   bo jakby strach wielu ogarnął tym do czego niezadowolenie może doprowadzić.

Do ataku ruszył niejaki „agaj” dyskredytując prowodyra stowarzyszenia jako osobę niewłaściwą, co nie było niczym nowym. Rzecz w tym, że w wolnym świecie każdy obywatel może założyć stowarzyszenie, jeśli tylko znajdzie nieco zwolenników i cel należyty. W świecie totalitarnym jest inaczej i to przyzwyczajenie chyba zadecydowało . „Agaj”, nie ujawniając jak i inni, swej twarzy i kręgosłupa, przedstawiał się jako naukowiec pierwszej wody (jak niemal wszyscy anonimowcy forumowi), obecnie zaoceaniczny, ztenure, a więc kompetentny do wyznaczania kto co może robić, a kto nie może. Zdaje się zarządzanie cyberprzestrzenią było jego specjalnością co innym nickom internetowym bardzo się podobało. Zwykle zniewoleni czekają tylko na swojego wodza.

Pojawianie się przywódcy ośmieliło nieśmiałych, którzy rozpoczęli protestować przeciwko ujawnianiu się osoby, która jawnie chce robić to o czym inni tylko szepcą na ucho. Twierdzili, że ktoś po ich grzbietach chce się wspinać, a oni z taką odwagą i poświęceniem chowają głowy w piasek. Czemu taki jeden tego nie zrobi ? Tchórz jeden ! Czemu chce nosić głowę wyprostowaną ?.

Ten akt niezadowolenia społeczeństwa akademickiego (noszącego jednak cechy społeczeństwa Ików) ostatecznie sam się wyciszył ( piasek z podręcznych strusiówek chyba usta i uszy wypełnił ?). Jako przykład mobbingu internetowego (cyberbulling) został później opisany na NFA, aby pokazać jak w cyberprzestrzeni najwięksi nawet tchórze anonimowo kopią ujawnionych, aby wykazać wyższość własnej nicości.

Po zebraniu na liście mailingowej ok. 50 osób można było już coś działać, rejestrować, publikować, protestować, rzecz w tym, że nawet ci ‚mailingowcy’ tak do końca ujawniać się nie chcieli, zebrać się nie potrafili, a co bardziej sprawni operacyjnie zabrali się za dezintegrację,  w czym największe osiągnięcia miał wybitny australijski troll i miłośnik Marksa. 

Okazało się, że ze stowarzyszenia nic nie wyjdzie, część się wycofała z listy i było jasne, że tak dalej działać się nie da. Trzeba było stworzyć platformę dla lepszej komunikacji i pozytywnej integracji,  co też nastąpiło w grudniu Roku Pańskiego 2004,  kiedy w cyberprzestrzeni powstała  platforma NFA, którą zarejestrowałem i o czym poinformowałem media i gremia akademickie.

Długo na reakcje nie trzeba było czekać.

Od razu zaprotestowało szefostwo Forum Akademickiego (tego zależnego FA). Tak być nie może,  aby ktoś do FA dodał N, i to na początku ! – argumentowano. Skończyło się jak widać, ale na prowodyra utworzono od tego momentu  zapis i na piśmie jego imię nie może się pojawić w zależnym FA, bo by wpływało negatywnie na zależnych.

Ciekawe,  bo dawniej takie metody wiązano z urzędem cenzury, a ten już nie istnieje. Cenzura jednak przetrwała wszelkie zawirowania historyczne i polityczne.

Nie wszyscy jednak kojarzą, że z momentem pojawienia się NFA w cyberprzestrzeni jest ściśle skorelowane w czasie pojawienie się forum dyskusyjnego i możliwości komentowania tekstów na FA , którego redakcję przez lata nie można było namówić aby tak się działo.

Dopiero chyba strach, przez utratą jakiejkolwiek wiarygodności po powstaniu NFA,  zmobilizował niemobilną redakcję FA do natychmiastowej riposty.

Jak widać od samego początku NFA miało pozytywny wpływ na kształt przestrzeni akademickiej, ale rzecz jasna nikt tego otwarcie nie przyzna, a wręcz odwrotnie.

Niedługo potem zbliżały się święta Bożego Narodzenia i nastał czas jasełek, ale o tym w kolejnym odcinku

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=556

2008-12-16 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres jasełek)

 

Po rozesłaniu informacji o zajęciu skrawka cyberprzestrzeni przez Niezależne Forum Akademickie można się było spodziewać wzrostu zainteresowania portalem. Wcześniej wejść nie było zbyt wiele, bo i internet nie był tak powszechny,  a i formuła PCN nie była optymalna.(okres założycielski)

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia zwykle kojarzone  przez istoty ery przed-internetowej z okresem jasełek. 

Jasełka istotnie nadchodziły również. Drugiego dnia Świąt okazyjnie zajrzałem do poczty i tu e-mail od (nie)znajomego dziennikarza ( znajomy z internetu), że napisał do Gazety Wyborczej w mojej obronie. Nie wiedziałem o co chodzi, bo GW nie przeglądałem. Okazało się, że w wigilię Wigilii nastąpił atak Heroda zaniepokojonego rodzeniem się niezależnej myśli akademickiej.

Herod stał na czele uczelni, która mnie wychowała, zapewne zaniepokoił się, że też ponosi współodpowiedzialność. W jakiejś formie mnie wyróżnił spośród innych, więc to był sygnał, że NFA jest poważną stroną. Na muchę wystarczy klapka, a tu armata dużego kalibru. Widocznie strach miał wielkie oczy i zobaczył co najmniej niedźwiedzia.

Odpowiedziałem na atak – tekstem..Jasne, że w organie (rzekomo)walczącym o demokrację i wolność słowa niewygodne słowo się knebluje, a niewygodnych wdeptuje się w błoto. 
Rada Etyki Mediów wypowiedziała się po mojej stronie, ale nadredaktor , wybitny manipulator i człowiek złej woli, jak mówił Herbert, miał to gdzieś. Nic nie poszło drukiem, a tekst Heroda zdjęto czym prędzej ze strony, jak zaczęło śmierdzieć w cyberprzestrzeni.

Czułem tu sprawę w kontekście i nie pomyliłem się, że chodzi tu o dobrze przygotowane działania operacyjne dla zdyskredytowania założyciela NFA.

W działaniach rzecz jasna brały udział najwyższe władze najstarszej polskiej uczelni, która nie była w stanie mnie wychować, a na której wychowałem niemały zastęp młodych ludzi.

Jasne, że miecz został przekazany Herodowi, a ślady skrupulatnie pozacierano. No cóż, robili to fachowcy ( nie tacy jak w esbecji !) , którzy nie muszą się zresztą obawiać naszego, równie fachowego wymiaru (nie)sprawiedliwości.

Nawet się nie spodziewałem, że moją (nie)skromną osobą już w listopadzie zajmował się senat UJ, bo to czym się zajmował nie pochwalił się . Jak zwykle. Miecz został odlany, dobrze zahartowany, ale wręczony Herodowi, aby ciosem w plecy, a najlepiej poprzez ścięcie głowy – rozwiązać problem.

Sfabrykowano podkładkę, że destabilizuję polskie środowisko akademickie, co w gruncie rzeczy było szczególnym wyróżnieniem. Wcześniej destabilizowałem co najwyżej zakład, potem instytut, a w końcu całą uczelnię, dla której stanowiłem zagrożenie jeszcze w okresie komunistycznym, jak mi oznajmił rektor-elekt , trzęsąc portkami przed tym co go może spotkać jak ja zostanę na uczelni. Pozbył się mnie realizując politykę partii i esbecji, ale nie do końca. Trzeba odradzającemu potworowi akademickiemu, jak mnie postrzegano. odrąbać głowę!

Cios padł – głowa pozostała, i to podniesiona ! Ale zadający ciosy chyba trochę się zachwiali. Sąd jednak przyszedł z pomocą. Uznał, że ja się mogę bronić bo mam stronę internetową.

Zapewne uznał, że jak ja coś napiszę to tak jest co każdy widzi i żadna obrona sądowa nie jest tu potrzebna. Co innego z organem nadredaktora. Nie uznał, że ten organ ma cokolwiek napisać, czy to mojego, czy swojego. Któż bowiem o zdrowych zmysłach na serio weźmie to co w GW jest napisane !

Więc stanęło na tym – jak stoi. NFA nie ma tyle szmalu co Agora więc dalsze sądzenie się nie ma sensu, ale wykładnia sądowa moim zdaniem całkiem wyłożyła to jak jest naprawdę i co jest chlubą NFA .

Ja piszę prawdę, a GW – nie !

I  tak by można te jasełka zakończyć, chociaż trzeba pamiętać, że prawda nie zawsze wygrywa. Raczej nader rzadko.

Tym razem wygrała, chociaż z NFA wsparcia nie dostałem, bo ja nie jestem jakiś Wolszczan, czy Kus, których bronią całe zastępy .

Ja jak się nie obronię sam, to nikt mnie nie obroni, a jest niemal pewne, że raczej przyłoży lepiej i precyzyjniej niż sam Herod.

Miłych Jasełek życzy Herodom i ich pretorianom oraz halabardnikom życzy – nadal przy klawiaturze w 4 czwartą rocznicę  NFA 

Założyciel i redaktor NFA

Józef Wieczorek

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=557

2008-12-19 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

Rok 2005 to był rok ustawiania ustawy o szkolnictwie wyższym. W ramach walki o autonomie uczelni, rektorzy w poprzednim roku poszli do prezydenta-choć nie magistra, aby im ustawił tak ustawę, aby im było dobrze. Oczywiście chodziło o to, aby autonomia uczelnie nie była naruszana, bo podporządkowywanie się politykowi a ignorowanie środowiska akademickiego zapewnia właśnie zachowanie autonomii uczelni – nieprawdaż ? ! Prawdaż, prawdaż. Wola prezydenta jest wolą ludu mu podległego, więc autonomia jest zapewniona i żaden wichrzyciel tego nie może naruszać. Rzecz w tym, że od samego początku NFA ‚wichrzyło’ w sprawie ustawy, i to nie tylko na platformie www.nfa.pl

Jak ukazała się Europejska Karta Naukowca zaraz opracowaliśmy Stanowisko NIEZALEŻNEGO FORUM AKADEMICKIEGO w sprawie projektu ustawy ‚Prawo o szkolnictwie wyższym’ w świetle ‚Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu Postępowania przy Zatrudnianiu Naukowców http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=73

które podpisało aż 9 osób ! Opozycja jak się patrzy, zważywszy, że były to osoby albo ‚zagraniczne’, albo ‚wykluczone’, czy to przez wiek,  czy przez środowisko. Ale sygnał był i go przekazałem w setkach e-maili do decydentów ! narażając się oczywiście na działania antyspamerskie, bo przecież oddolne działania obywatelskie nie są u nas przewidywane przez żaden system, nawet system cyberprzestrzeni, która jest w stanie pomieścić wiele, ale na opozycję ma swoje filtry.

Oczywiście wśród zwolenników integracji europejskiej nie było zwolennika zastosowania zaleceń europejskich, który by naruszały dotychczasowe zdobycze środowiska w ramach naruszania autonomii, uzyskane przez decydentów jakoś działających w symbiozie z władzami totalitarnego państwa.

Potem jeszcze rozprzestrzeniałem sprawę mediatora, którą postulowałem do rozpatrzenia, jeszcze przed ukazaniem się EKN http://www.mobbing-jwieczorek.ans.pl/mediator.htm

To zostało zauważone i podjęte nawet w komisji sejmowej, ale bez echa i konsekwencji.

Echem się odbiła natomiast sprawa lustracji –  Stanowisko Niezależnego Forum Akademickiego w sprawie lustracji środowiska akademickiego http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=63 popisane aż przez 7 osób .

Też była sprawa w sejmie i mowa o takich środowiskach, które chcą lustrować to co w lustrze nie powinno być widoczne. Antylustratorzy (niektórzy w randze TW) kpili sobie z posłów, że ci pomylili sobie ustawy i że takie zapisy mają być w ustawie lustracyjnej, a nie w ustawie o szkołach wyższych. To był ‚piękny’ argument, bo jak za 2 lata na forum publicznym została postawiona ustawa lustracyjna, wówczas ci sami twierdzili, że jest ona do bani, bo nie da się zastosować na uczelniach, które obowiązuje ustawa o szkolnictwie wyższym, gdzie o lustracji ani słowa !

Jakoś sobie nie przypominam, aby ktoś oprócz mnie, ta haniebną hipokryzję nagłaśniał.

Fakt, że ustawa prezydencko-rektorska ostatnim rzutem na taśmę upadającego Sejmu została uchwalona i bubel ten obowiązuje do dnia dzisiejszego.

Jasne jest, że kilkuosobowa, jawna opozycja, w dodatku nieformalna. nie może wiele zdziałać, poza nagłaśnianiem tego czego większość nie chce słuchać.

Ale zainteresowanie NFA rosło. Liczba subskrybentów przekroczyła szybko 100, a ilość wizyt 100 tysięcy, więc trzeba było ten stan jakoś sformalizować i spróbować zyskać większą siłę przebicia.

Walenie głową w mur winno być szkodliwie dla muru, a nie dla głowy !

————-

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 
(okres założycielski )
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=556

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 

 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=566

2009-01-02

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres fundacyjny)

Jasne było od początku, że trzeba działać oficjalnie, aby niezależny głos akademicki się więcej liczył. Portal już był, była zatem platforma do działania, ale stowarzyszenie było tylko wirtualne, a nie realne i nie było jakoś nadziei aby coś się zmieniło. Co prawda w mediach występowaliśmy jako stowarzyszenie ( w stadium powstawania) ale trzeba było kiedyś powstać, a nie tylko powstawać w nieskończoność .

Postulowałem aby zrobić fundację co jest łatwiejsze do realizacji niż stowarzyszenie. Namawiałem do tego amerykańskich członków grupy. Niestety chęci nie było, a u mnie nie było funduszy, no i jakiegoś wsparcia personalnego. Ostatecznie zdecydowałem się na wersje minimalną dla spełnienia wymogów formalnych do czego wystarczyły moje honoraria za kilka publikacji prasowych. Jednocześnie podjąłem próbę prowadzenia działalności wieloosobowej w strukturach zarządu i rady, co zostało wpisane do statutu. Oczywiście można było fundacją zarządzać np. w 2 osoby, tak jak to robi np. Adam Małysz z żoną, ale lepiej było wciągnąć dla dobra sprawy więcej osób.

Udało się kilka takich osób namówić, ale bez entuzjazmu. Podobnie było z redakcją portalu, gdzie trzeba było odwalać robotę w niemal 90% , przy wsparciu głównie technicznym, jednak bardzo potrzebnym. Najważniejsza osoba wśród wspierających mnie nie chciała się jednak ujawnić.

Ci, którzy mieli udział w budowie promilowy, później twierdzili, że to oni tyrają, a ja z tego korzystam ! Na całe szczęście w przypadku działalności internetowej jest dokumentacja działań i ich rezultatów, a więc sytuacja jest lepsza niż w przypadku np. uczelni, gdzie wykonywano podobne skoki na rezultaty pracy.

Rejestracja fundacji przeszła sprawnie, tak u notariusza, jak i w sądzie. Gorzej było z jej prowadzeniem, bo to sporo biurokracji, księgowania, sprawozdawania, oprócz tego co wymagało prowadzenie portalu. To jest robota na kilka osób, ale jak robota nie jest płatna, a jeszcze wymaga nakładów, to nikt nie chce robić a tylko kontrolować robiącego i jeszcze dezintegrować robotę, z czym od samego początku było problem.

Kilka osób pisało od czasu do czasu teksty na NFA, sporo dyskutowało na forum. Gorące tematy cieszyły się powodzeniem, a ilość internautów odwiedzających portal i ilość subskrybentów nowości portalu rosły dość szybko.

Serwis NFA umieszczony został na wielu stronach, na wszystkich kontynentach i jak wynikało ze statystyki odwiedzany był przez internautów z wielu krajów, z wielu uczelni i instytucji, tak krajowych, jak i zagranicznych.

Minister do NFA nastawiony był przychylnie, mimo że systemu nauki nie za bardzo chciał reformować. O wsparciu dla NFA nie było co jednak marzyć. Stawało się jasne, po wielu wysiłkach, że ze sponsoringiem nie będzie łatwo mimo rosnącego zainteresowania NFA.

No cóż . Sponsorzy lgną raczej do decydentów, a nie do dysydentów. Niezależność kosztuje !

Najbardziej we znaki dawały się problemy techniczne ze względu na ubóstwo fundacji niezdolnej do przejścia na bardziej wydajną, ale i bardziej kosztowną platformę.

Ciągły spam, ataki hakerskie, no i nokautowanie przeciwników przez dyskutantów, co prowadziło nawet do gróźb prokuratorskich, które by mogły doprowadzić do likwidacji NFA. Trudno to było opanować.

Tym niemniej po roku działalności fundacja miała swojej sukcesy, odbyto spotkania jawne na Politechnice Warszawskiej i przekazano kilka  wystąpień do decydentów. NFA stało się powszechnie znane w środowisku akademickim.

Postulaty zmian w systemie nauki podpisało 200 osób z różnych ośrodków, głównie jednak zagranicznych. Niestety w Polsce trudno znaleźć osoby, które by o zmiany odważyły się walczyć jawnie. Na ogół liczą, że ktoś to ma za nich zrobić, a oni mają tylko z tego korzystać. Takie jest konsumpcyjne nastawienie, jakże inne od tego z okresu Solidarności o czym nawet nie można pisać, bez narażania się na oskarżenia o ciągoty lustracyjne. 

————–

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 
(okres założycielski )
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=556

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 
(okres jasełek)
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=557

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=567

2009-01-09

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres lustracyjny)

Józef Wieczorek

Do historii polskiego życia akademickiego przejdzie niewątpliwie okres walki z próbami rozliczenia się z okresem PRL, przynajmniej na gruncie zlustrowania beneficjentów tego systemu. Jak można się było spodziewać, przeciwko temu społeczność akademicka się zbuntowała i tylko nieliczne grupy głosiły potrzebę lustracji. Również na NFA taka potrzeba była artykułowana, co spotykało się oczywiście z dezaprobatą i protestami.

No cóż, środowisko akademickie jest u nas podzielone i mówi jednym głosem jedynie w sprawach finansowych . Tam gdzie chodzi o przyzwoitość to podziały są wyraźne . To co dla jednych jest przyzwoite, dla innych jest niedopuszczalne. Generalnie przyzwoitość nie jest dobrze widziana w tym środowisku, bo narusza jego autonomiczny błogostan.

Krzyk antylustracyjny był silny, a argumenty też poważne, bo niby jak tu lustrować skoro nie ma takiego zapisu w ustawie o szkolnictwie wyższym ? Rzecz w tym, że argumentowali tak ci sami, którzy w okresie tworzenia ustawy o szkolnictwie wyższym w 2005 r. krzyczeli przeciwko zapisom lustracyjnych, argumentując że to posłowie sobie ustawy pomylili ! Lustrowanie winno być w ustawie lustracyjnej, a nie w ustawie o szkolnictwie wyższym. Po 2 latach to nieumieszczenie lustracji w ustawie akademickiej było bardzo przydatne do buntu antylustracyjnego.

Jak na NFA sprawy lustracyjne zostały podniesione wielu antylustratorów zbuntowało się przeciwko NFA, a szalę goryczy przelało zaproszenie prezesa NFA do Pałacu, gdzie Prezydent kraju chciał się spotkać ze śmiałkami prolustracyjnymi.

Na NFA argumentowano czemu kogoś takiego się zaprasza, czemu taki jeden jest zauważony, czemu się pcha na salony, kiedy tylu dostojnych mieszkańców podręcznych strusiówek działa na NFA.

Sam fakt, że prezydent nie dał ogłoszenia typu „Wszystkie nicki enefowskie przybywajcie do mnie !” a tylko po imieniu i nazwisku, na jawny adres się zwrócił – to dał plamę. Nie ma co !

Widać dlaczego tak prezydent nie jest lubiany w znacznej części środowiska akademickiego, szczególnie tej, która swój żywot spędza z głową w piasku i ma pretensje jak inni tego nie doceniają. Niezapraszanie anonimowych herosów walki o reformy w nauce i edukacji – to obciach ! Kancelaria winna przecież wiedzieć, kto tak naprawdę stworzył NFA , kto tym zarządza, dzięki komu to się trzyma i kto tyra aby to wyglądało jak wygląda, kto jest kto, a nawet kto kim nie jest. W szczególności winna wiedzieć kto jest takim, czy innym nickiem i go zapraszać w dowód uznania jego nickowatości.

Ta gorycz rozlała się także na niektórych członków strukturalnych NFA, którzy co prawda struktury . NFA nie za bardzo chcieli budować, ale przecież figurować – figurowali. Były głosy, że wielu wchodzi na NFA tylko po to aby obejrzeć, że ci tam figurują i aby zakrzyknąć’Mordo ty moja’ i nic więcej. Bez nich NFA nie ma sensu istnienia. Doprawdy takie głosy były.

Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło i z częścią budowniczych struktur destrukcyjnych, istną V kolumną NFA, z zadowoleniem trzeba się było rozstać.

Mimo apeli o tworzenie alternatywnych sposobów zaspokajania swoich frustracji, dewiacji, alienacji, na portalu nadal prowadzono działania destrukcyjne i dezintegracyjne, aż do całkowitego wyłączenia portalu na niemal trzy miesiące.

Fakt, że byłem bliski tego, aby to w końcu rzucić, bo co prawda takie działania znałem z ‚realu’ akademickiego, ale tworzenie specjalnej platformy do (samo)destrukcji nie było moim celem.

W końcu zadania NFA od początku zostały jasno określone i realizowane w miarę możliwości.

Mimo braku chętnych do jawnej i wytężonej pracy, zarówno redakcyjnej (wiele apeli bez odzewu !) jak i ‚projektowej’,  portal działał już ponad 2 lata i cieszył się uznaniem wielu, także na samej ‚górze’.

Realizowany był też projekt analizy Europejskiej Karty Naukowca, co oczywiście również spotkało się z oburzeniem tych co w przedsięwzięciu – mimo apeli – nie zamierzali brać udziału.

Sam fakt, że coś mimo tumiwisizmu jednych, jest jednak realizowane – jak zwykle uznano za skandal. Za szczególne odstępstwo od akceptowanych w środowisku reguł uznano zamieszczanie na portalu tekstów, które sam napisałem ! Niestety  NFA nie miało funduszy na budowę kliniki. o czym lojalnie informowałem niedoszłych pacjentów.  

Obraz na NFA (przez zniknięciem NFA z cyberprzestrzeni) nie był jednak pełny, bo jednocześnie otrzymywałem listy z gratulacjami, z życzeniami – ‚tak trzymać’, żeby tu nie wymieniać tych z komplementami i podziwami.

Mimo okresowego sukcesu destruktorów należało NFA uratować dla sporej grupy środowiska akademickiego, dla którego mimo wszystko NFA stanowiło już istotną wartość.

Po niemal 3 miesięcznej przerwie, mimo strat w zawartości i funkcjonalności NFA ruszyło ponownie. 

[tekst pisany przed kolejnym świętem Konstytucji 3 Maja, bo jakoś pokazuje u Polaków (także akademickich) stałość tendencji destrukcyjnych wobec każdej próby konstrukcji. U beneficjentów akademickich PRL ta tendencja jakby została podniesiona do n-tej potegi]


 

Józef Wieczorek

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=566

 Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres fundacyjny)

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=567

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=593

2009-05-02

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA –  

(okres budowy strefy NFA – Strefy Wolnej Myśli Akademickiej) 

Mimo zintegrowanych wysiłków, NFA nie udało się wyeliminować z cyberprzestrzeni.


 

Pokiereszowany portal (bez niektórych tekstów i funkcji) został zainstalowany na przyjaznym serwerze, a doświadczenia dały wiele do myślenia. Trzeba być zabezpieczonym na dalsze ataki i integrowanie się populacji akademickich przeciw wolności niewygodnego słowa. Każdy mógł zaobserwować, że tylko narastająca nienawiść i zawiść jest w stanie doprowadzić do integracji środowiska.( na rzecz niszczenia obiektu swej nienawiści i zawiści) . Integracja pozytywna środowiska akademickiego to marzenie ‚ściętej głowy’. Zintegrować pozytywnie to się może środowisko moherowe, ale nie akademickie.

Reakcją na działania negatywne (dezintegrujące) mogły być jedynie działania pozytywne – zgodne ze statutem NFA – działania na rzecz zajęcia większej części cyberprzestrzeni, którą nie tak łatwo będzie zakneblować.

W gruncie rzeczy jest to reakcja np. dla mnie jak najbardziej naturalna i udokomentowana.  Zintegrowane działania najwyższych czynników akademickich i wykluczenie mnie ze środowiska akademickiego i finansowania, bynajmniej nie spowodowały zniknięcia ze sceny akademickiej, ale zaowocowały wzmożoną jak zwykle aktywnością i jak łatwo się przekonać, po odejściu z jednostek z nazwy naukowych i finansowanych z kieszeni podatnika, mój dorobek publikacyjny znacznie wzrósł !

Po prostu, jako niezależny badacz nie byłem co prawda finansowany, ale możliwość zniszczenia mojej działalności została drastycznie ograniczona. Rezultat – wzrost dorobku naukowego ! Fakt, że tylko okresowo, bo przecież bez pieniędzy długo nie da się ciągnąć. Tym niemniej zwiększenie wydajności pracy związane z faktem wydostania się poza zasięg akademickich maczug dalekiego zasięgu – był oczywisty.

Prosty wniosek – kiepski stan nauki w Poslce jest rezultatem nie tyle słabego finansowania jednostek z nazwy naukowych, ale jest rezultatem przeznaczania tych finansów, księgowanych po stronie wydatków na naukę, na niszczenie ludzi nauki i ich warsztatów pracy.

Tym samym przy obecnym systemie zwiększenie finansowania wcale nie musi przynosić wzrostu poziomu naukowego, a wręcz przeciwnie – może spowodować bardziej dokładne zniszczenie niewygodnych ( z jakiegoś powodu) naukowców i ich warsztatów pracy.

Zatem wzrost finansowania musi dotyczyć jedynie działalności pozytywnej na rzecz nauki.

Jaki jest szeroki zasięg takich destrukcyjnych działań – wykazała także historia NFA rejestrująca życie akademickie bez cenzury – w pełnej krasie. Oczywiste było zatem powtórzenie w cyberprzestrzeni sytuacji dobrze mi znanej z realu.

Ucieczka do przodu, rozbudowa platformy NFA w całą strefę NFA – Strefę Wolnej Myśli Akademickiej – zabezpieczyła nie tylko platformę- Matkę NFA , ale zwiększyła zasięg oddziaływania na środowisko akademickie. Kapitał NFA pozostał humorystyczny. ale rezultaty – wzrosły.

Platforma-matka NFA http://www.nfa.pl/ wydała na świat cybernetyczny, kilkoro już dzieci, które rosną zdrowo i cało, zwiększając zainteresowanie NFA.

Do tej pory powstały:

Niezależne Forum Akademickie – Media pod lupą NFA http://nfajw.wordpress.com/

Niezależne Forum Akademickie – Patologie http://nfapat.wordpress.com/

Niezależne Forum Akademickie – Who is who http://nfawww.wordpress.com/

Lustracja i weryfikacja naukowców PRL http://lustronauki.wordpress.com/

Mediator Akademicki kontra Mobbing http://nfamob.wordpress.com/

Blog akademickiego nonkonformisty http://blogjw.wordpress.com/


i niektóre dzieci już przerosły już matkę, bo strony medialna i lustracyjna notują na ogół więcej wejść dziennie niż platforma podstawowa.

Co prawda działania operacyjne nie całkiem ustały, ale nie są już tak skuteczne.Zainstalowany w cyberprzestrzeni zintegrowany system obrony wolnej myśli akademickiej nie tak łatwo zlikwidować. Kagańca nie da się założyć, a mur obojętności wobec działań dezintegrujących powoduje, że ‚integryści z nienawiści’ co najwyżej sobie głowy rozbijają, o ile zdecydują się na wyciąganie ich z podręcznych strusiówek.

Jest też jasne, kto NFA tworzył i go rozwijał, a kto niszczył lub pasożytował.Niektórzy głosili się budowaniczymi NFA bo jak wpisywali adres www.nfa.pl – niczym ‚Sezamie otwórz się !’ otwierała się strona w ciągle nowej szacie, co uwazali za produkt ich geniuszu akademickiego. Innymi słowy część ‚forumowiczów’ uważała, że dysponuje jakąś vis vitalis, którą formują NFA, podobnie jak przed kilku wiekami sądzono, że jakaś siła plastyczna – vis vitalis– powodowała tworzenie skamieniałości.

Podobnie jak ze skamieniałościami, tak i z NFA, okazało się, że były to poglądy błędne.

Zastanawiajace jest jednak długotrwałe utrzymywanie się prymitywizmu intelektualnego, mimo w tysiącach procentów liczonego wzrostu formalnego wykształcenia. 

NFA nie powstało z nienawiści, czy zawiści. NFA powstało jako odpowiedź na kneblowanie wolnej myśli, jako przestrzeń działania na rzecz pozytywnych zmian w systemie nauki, otwarta na wszystkich, którzy kontruktywnie chcą na tej platformie działać. Niestety zniewolone przez lata środowisko akademickie nie za bardzo jest zdolne do konstruktywnej, jawnej, działalności.

Wiele różnych ‚forów’ akademickich w ciągu ostatnich lat pojawiło w cyberprzestrzeni i albo już zniknęły, albo gdzieś wegetują, bez większego znaczenia. Zamiast zrobić coś lepszego od NFA (skoro lepszego NFA nie chcą budować) inni koncentrują się tylko nad tym jakby to NFA rozwalić.

Fakt, przykład dali rektorzy, uznając założyciela NFA za osobnika destabilizującego poddane im środowisko akademickie. I ci, i ci, jednak okazali się nieudacznikami.

Projekt NFA mimo działań operacyjnych i dezintegracyjnych nadal jest realizowany i jest nadzieja, że nadal będzie się rozwijał. 

Od środowiska akademickiego zależy jak szybko i jak szeroko. Czy jednak wyselekcjonowane podczas czystek lat 80-tych ( i wcześniejszych) środowisko wykazujące nader wiele cech społeczeństwa Ików  jest w stanie działać otwarcie pro publico bono ? 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres założycielski )

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres jasełek)

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

 Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres fundacyjny)

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres lustracyjny)

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=594

2009-05-08

Reklamy

Czy można się uchronić przed mobbingiem w pracy ?

Czy można się uchronić przed mobbingiem w pracy ? 

Relacje w pracy, czy to między  pracownikami, czy to między przełożonymi a podwładnymi, bywają chore. Często mają charakter szykan psychicznych zwanych mobbingiem lub molestowaniem moralnym. Mówi się nawet, że mobbing jest wszechobecny, a zatem uciec przed nim trudno, o ile to jest w ogóle możliwe. Niektórzy nietypowi pracownicy, czymś się wyróżniający spośród innych,  niewygodni dla przełożonych,  są chyba na mobbing skazani.

Zwykle ludzi nurtują pytania: Kto jest za mobbing odpowiedzialny ? Czy sam pracownik, który  z jakiegoś powodu podatny na mobbing ? Czy też pracodawca z punktu widzenia prawa pracy odpowiedzialny za tworzenie warunków pracy – takich, aby do mobbingu nie dochodziło ?

Najczęściej to pracodawca jest winny, choć rzadko tak sądy orzekają  i winni na ogół za to nie ponoszą odpowiedzialności. Pracodawca lub bezpośredni zwierzchnik pracownika należą do najczęstszych mobberów  –  mówimy wtedy o mobbingu pionowym, odgórnym. Natomiast mobbing oddolny, skierowany ku przełożonemu jest rzadki, chociaż i z takimi przypadkami się spotykamy. Przy ustalaniu winnego mamy jednak zwykle sytuację odwrotną tzn. polscy pracodawcy, przełożeni skarżą się, że to oni są szykanowani ze strony niezrównoważonych pracowników.  To byłaby sytuacja anomalna w skali światowej,  ale do tej pory naukowo nie jest udokumentowana. Rozstrzygnięcie jak jest naprawdę  nie jest jednak trudne. Wystarczy wystąpić z propozycją mediacji i wtedy przełożeni taką mediację odrzucają, gdy szykanowani  pracownicy – przyjmują. Bo zwykle jest tak, że to szykanowany realnie chce problem rozwiązać polubownie aby w  pracy jakoś przeżyć. Mobberowi na tym nie zależy, wręcz przeciwnie.

Z drugiej strony faktem jest, że pewni  pracownicy są szczególnie podatni na mobbing, bądź ze strony przełożonych, bądź ze strony kolegów ( mobbing horyzontalny). I można na  ich cechy osobowości zwalać winę. Ale czy zawsze to jest wina ? Czy zasadne jest kogoś winić za to, że jest zdolniejszy, bardziej wydajny, bardziej aktywny od swojego przełożonego, czy swoich kolegów, co jest bardzo  częstym powodem szykan jakie go spotykają ?  Niestety głównym powodem mobbingu  jest to, że ktoś się z szarej masy  czymś wyróżnia,  czego natura ludzka nie znosi,  i nigdy nie znosiła, o czym wystarczy się przekonać np. czytając Biblię.  Ludzka zawiść nie ma żadnych granic i  nie zawsze kończy się tylko na mobbingu. Ale i  mobbing wcale nie jest małą karą za wyróżnianie się z masy. Mobbing prowadzi do wykluczenia, do wyeliminowania ze społeczeństwa, z korporacji zawodowej, prowadzi do  utraty zdrowia uniemożliwiając pracę, a nawet to zakończenia egzystencji na tej ziemi.

Co więcej eliminowanie przeciwników na drodze mobbingu jest nie tylko skuteczne, ale jest jakby bardziej bezpieczne, bo udowodnienie odpowiedzialności za mobbing i jego skutki – trudne i niepewne. Stąd mobbing to bardzo ulubiona forma wykańczania niewygodnych.

Czy można zatem uchronić się przed mobbingiem w pracy ? W wielu przypadkach można, szczególnie jeśli nie jest się wcześniej rozpoznanym jako niewygodny i jeśli dołożymy starań aby w nowym miejscu pracy z masy się nie wyróżniać. To nie jest jednak proste bo każdy inteligentny musi zdawać sobie sprawę, że wcześniej czy później zostanie rozpoznany, zidentyfikowany jako realny czy wyimaginowany ( w gruncie rzeczy nie jest to takie istotne) obiekt zagrożenia. Drugie pytanie to – czy człowiek winien wyrzekać się swojego jestectwa, swoich zdolności, swojej aktywności, swojej twarzy, aby innych nie raziła ?  To jest droga donikąd . Od mobbingu można się w ten sposób na jakiś czas uchronić, ale czy  taką cenę warto ponosić ? Człowiek winien się rozwijać, przekazywać społeczeństwu to co ma najlepszego a nie bać się, że to innych może denerwować, mobilizować do szykan, do działań godzących w godność drugiego człowieka.

Takie warunki do rozwoju winno zapewnić człowiekowi, każdemu obywatelowi, normalne państwo poprzez swoje prawo,  poprzez organizację pracy, poprzez stosowane normy społeczne.

Niestety w państwie  na ogół człowiek jest osamotniony, bezsilny, wobec arogancji władzy,  swoich przełożonych,  wobec niezależnych od sprawiedliwości  i moralności sądów, wobec znieczulicy społecznej.

Warto przywołać tu encyklikę  DEUS CARITAS EST  Ojca Świętego Benedykta XVI

określającą  jakie państwo jest nam potrzebne  Nie państwo, które ustala i panuje nad wszystkim, jest tym, którego potrzebujemy, ale państwo, które dostrzeże i wesprze, w duchu pomocniczości, inicjatywy podejmowane przez różnorakie siły społeczne, łączące w sobie spontaniczność i bliskość z ludźmi potrzebującymi pomocy’ .

Niestety mimo oczywistych potrzeb takiego państwa jeszcze nie zbudowaliśmy. W Polsce na ogół słyszymy, że trzeba budować społeczeństwo obywatelskie, ale struktury obywatelskie tworzone oddolnie, także te które mają na celu zmiany systemowe zapobiegające m.in. mobbingowi raczej nie mogą liczyć na pomoc państwa.  Liczne fundusze pomocowe tak są skonstruowane, że trafiają zwykle do struktur zależnych od decydentów, a nie do struktur niezależnych, niewygodnych dla decydentów. Oddolne tworzenie społeczeństwa obywatelskiego raczej nie jest mile widziane.

Tak samo nie są mile widziane inicjatywy niewygodnych zmian prawnych, co można  udokumentować na przykładzie m.in. sprawy mediatora akademickiego.  W wielu krajach na uczelniach funkcjonuje instancja mediatora akademickiego, który ma na celu rozwiązywania różnych problemów, konfliktów  mających miejsce w środowisku akademickim. U nas taka instancja nie ma jak dotychczas szans na powstanie mimo zaleceń Komisji Europejskiej w tym względzie i oddolnych inicjatyw aby taką instancję wprowadzić.  Polskie ustawy skazują pracownika akademickiego ( i nie tylko akademickiego) na  drogę sądową, gdy droga mediacji, droga polubowna, jest dyskredytowana. Zamiast konflikty wygaszać, rozwiązywać je u źródła – wyraźnie się je  zaostrza.  Bo czy po nawet wygranym procesie pracownik ma szanse na przeżycie w swoim miejscu pracy ?  – a nawet w innym, skoro świat jest taki mały.

To poważna patologia naszego prawa, naszego państwa, w którym wyróżniający się obywatel musi liczyć się z nieprzyjaznymi dla niego działaniami i z osamotnieniem wobec problemów,  które przecież nie są tylko jego własnymi,  bo osłabiają całe społeczeństwo.

Nie ma jednak innej drogi jak tworzenie struktur obywatelskich dla obrony praw nękanych pracowników. Powstało już wiele stowarzyszeń antymobbingowych, których skuteczność działania nie jest wystarczająca, ale przynajmniej osoby mobbingowane mają szanse aby się do kogoś zwrócić o poradę. Najgorzej być samemu w takich sytuacjach. Nawet telefoniczna rozmowa z osobą znającą problemy osób mobbingowanych może stanowić istotne wsparcie.

Niezbędne jest utworzenie specjalnego internetowego serwisu antymobbingowego, który stanowiłby źródło podstawowych informacji dla osób mobbingowanych. Aktywność w ramach ruchu antymobbingowanego może być skutecznym sposobem na wyjście z depresji, z załamania.

Pomagając innym można pomoc i sobie samemu. Człowiek, który ma poczucie własnej wartości uzasadnione swoją działalnością  ma większe szanse nie tylko na przetrwanie, ale także na zrobienie wiele dla innych.  

Józef Wieczorek, Kraków, Niezależne Forum Akademickie, www.nfa.pl  

Appendix:  

Polskie stowarzyszenia antymobbingowe  

OGÓLNOPOLSKIE STOWARZYSZENIE ANTYMOBBINGOWE OSA 

http://republika.pl/osa_stow/start.html

Punkty konsultacyjne: Gdańsk, Kielce, Lublin, Białystok, Jelenia Góra, Warszawa, Gorzów Wielkopolski, Łęczyca, Grudziądz, Krapkowice, Racibórz, Puławy 

KRAJOWE STOWARZYSZENIE ANTYMOBBINGOWE – WROCŁAW http://MOBBING.MOST.ORG.PL/

Oddział w Krakowie http://www.nomobbing.pl/

STOWARZYSZENIE CENTRUM ANTYMOBBINGOWE  http://republika.pl/antymobbing  

Stowarzyszenie Demokratyczna Unia – Kobiet Klub Wrocławski

http://www.umwd.pl/organizacje/news/mobing.htm 

STOWARZYSZENIE ANTYMOBBINGOWE P.P. BARBARY GRABOWSKIEJ

http://www.trojmiasto.pl/ob.phtml?id_ob=12333 

Polskie strony internetowe poświęcone mobbingowi 

Mobbing da się zwalczyć http://www.mobbing.edu.pl/

Mobbing  http://www.mobbing.pl/czym_jest_mobbing.php  

Mobbing akademicki na uczelniach i w instytucjach naukowych

http://www.mobbing-jwieczorek.ans.pl/  

Niezależne Forum Akademickie – www.nfa.pl

Mobbing w środowisku akademickim  http://www.nfa.pl/articles.php?topic=25 

Tekst opublikowany w : Zeszyty Karmelitańskie 4(37) październik-grudzień 2006. Dotknięci Chorobą, s. 65-69. Poznań 2006

PIĄTA KLEPKA

PIĄTA KLEPKA

 

APEL DO PROFESORÓWDOKTORÓWHABILITOWANYCHNAUKIPOLSKIEJ

posiadaczy jedynie słusznej prawdy, niepodważalnej pod karą dożywotniej śmierci naukowej 

Klepki w łebki powstawiajcie sobie wreszcie. 

Do bednarza mości panowie ‚profesorowie’.

Do bednarza !!!

HOMO NON-CAMEL

HOMO NON-CAMEL

To jako niezbity dowód, że nie jestem wielbłądem.

STOWARZYSZENIE NA RZECZ DYRDYMOLENIA INTERNETOWEGO

STOWARZYSZENIE NA RZECZ DYRDYMOLENIA INTERNETOWEGO

(Podsumowanie jednej z dyskusji internetowych na forum Gazety Wyborczej – dyskusji poświęconej rzekomo próbie utworzenia jakiegoś ‚stowarzyszenia’ internautów na rzecz reform w nauce,05.03.2004)

Iternauci domagają się posumowania. To mój komentarz:

Niestety dyskusja (dyrdymancja) niewiele wniosła pod względem merytorycznym i
sprowadzała sie głównie do dyrdymolenia na tematy, o których dyrdymanci nie
mają na ogół większego albo żadnego pojęcia i nie mają ochoty i /lub kompetencji aby to pojęcie posiąść. Wyjątki raczej potwierdzają jedynie regułę. Daje to niewesoły obraz części środowiska rzekomo pro-reformatorskiego i może służyć do ośmieszenia przez establishment, który w części i tak jest bardziej pro-reformatorski od tego co się na tym forum dyrdymoliło. Skoro dyrdymanci nie chcą się podpisać pod tym co dyrdymolą, i nigdy by tego nie dyrdymolili publicznie to widać przynajmniej, że nie stracili resztek dyrdymanckiego samokrytycyzmu. I to jest jeden wniosek optymistyczny.
Skoro jednak sądzą, że to co nardymolili może się na coś przydać tym przeciwko którym dyrdymolili to jest objaw daleko zaawansowanej dyrdymonii, której najlepsi dyrdymanccy lekarze nie będą w stanie uleczyć.
Widać, że polskie piekło jest nadal środowiskiem (dyrdymowiskiem) tzw. nauki
polskiej i tak chyba pozostanie na zawsze bez względu czy jakiekolwiek reformy
zostaną przeprowadzone. Ktoś kto nie chce dyrdymolić zawsze zostanie uznany za
niewiarygodnego bo wiarygodni z samej definicji będą tylko dyrdymanci.
Dyrdymancja daje jednak podstawy do utworzenia STOWARZYSZENIA NA RZECZ
DYRDYMOLENIA INTERNETOWEGO, tylko który dyrdymant zechce sie pod tym podpisać.

Projekt statutu stowarzyszenia:

Celem stowarzyszenia jest inicjowanie i podtrzymywanie dyrdymancji
internetowych na jakikolwiek temat

Członkiem Stowarzyszenia może zostać każdy dyrdymant, który zobowiązuje się do
dyrdymolenia internetowego w szczególności na taki temat,  na którym się nie zna
i poznać się nie chce

Obowiązkiem każdego członka-dyrdymanta jest dyrdymolić jak najdłużej, nigdy
się nie zgadzać z tym co się samemu dyrdymoli, czyli być za a nawet przeciw,
lub być przeciw a nawet za.

DYRDYMAŁOWIE WSZYSTKICH FORÓW ŁĄCZCIE SIĘ!!!

KONTR-DYRDYMANCJA NIGDY NIE PRZEJDZIE!!!

NICH ŻYJE I UMACANIA SIĘ ODWIECZNA PRZYJAŹŃ DYRDYMAŁÓW INTERNETOWYCH !!!

Apel do apelowników nauki polskiej

Apel do apelowników nauki polskiej 


Apelowanie stało się pewnym stylem naszego życia publicznego. Na łamach dzienników, tygodników aż się roi od apeli. Apeluje się aby ludzie nie byli zbyt radykalni, aby lublili Unię Europejską, aby się moralnie prowadzili, no i generalnie aby byli lepsi niż są, i żeby budowali lepszy świat od tego który jest. Pod apelami czasem podpisów jest kilka, czasem kilkadziesiąt, a nawet więcej, Podpisy jednak często się powtarzają. Widać, że niektórzy lubią apelować stawiając się w sytuacji obywatela lepszego, bardziej rozumnego, bardziej odpowiedzialnego za losy kraju i ludzkości. 
Wykształcił się chyba swoisty cech apelowników, może jeszcze niezarejestrowany jako organizacja pożytku publicznego, ale rejestrowany w naszych mediach. Jaki jest jednak pożytek publiczny z tych apeli ? Trudno ocenić. Badań na ten temat nie ma. Nie zawsze jest oczywiste, że kierunek apelu jest właściwy. Czyż nie należałoby czasem zaapelować do apelujących, aby sami zwrócili uwagę na to, na co chcą zwracać uwagę pozostałej części obywateli? Apelujący zajmują niekiedy eksponowane stanowiska decydenckie i należą do odpowiadających za obecny kiepski stan rzeczy. 
Niektórzy apelują jakby w gorączce. Skoro nie byli obecni w apelu antyradykalnym, zaraz się w kilku jednoczą aby przygotowac apel moralny. Jak cisza apelowa trwa zbyt długo zaraz kombinują o co by jeszcze zaapelować aby o nich znowu media pisały i wyrażały zachwyty nad ich poziomem intelektualnym i moralnym, którego oczywiście podważać nie można. Apelant – osoba święta i krytyce nie podlega. Kto by skrytykował – to pieniacz, awanturnik, barbarzyńca w ogrodzie świątobliwych mężów ( a czasem i żon). 
Jak się porówna treść apeli i wypowiedzi poza-apelowe sygnatariuszy to jasno widać, że są one często sprzeczne. Tak jakby apelownikom chodziło tylko o zaistnienie medialne, natomiast treść tego zaistnienia jakby była nieistotna. 

Apelujący o rzeczywiste reformy w życiu akademickim jednocześnie w wywiadach wyrażają zadowolenie, że wreszcie wejdzie w życie ustawa o szkolnictwie wyższym przeciwko uchwalaniu której apelowali. Są przeciw, a nawet za. A może nic nie rozumieją z tego co podpisywali (albo co mówią), a może tego nawet nie czytali ? Jak dotąd chyba, żaden ośrodek badania opinii publicznej nie przeprowadził badań wśród apelowników aby sprawdzić dlaczego oni tak naprawdę apelują. A apelują przecież intelektualiści, profesorowie, i to często na wielu stanowiskach. Ostatnio kilku uczonych nauki polskiej apelowało : Zwracamy się do naszych kolegów – do ludzi nauki, nauczycieli akademickich, pedagogów i wychowawców – o wdrażanie norm moralnych w praktykę życia codziennego. Zwracamy się do światłych Polaków z apelem, aby włączyli się w życie publiczne kraju’. 
Wśród sygnatariuszy bez trudno jednak można odnaleźć tych, którzy na ogół są głusi na swe apele. Czy ktoś kto heroicznie walczy o autonomię względem prawa, o wykluczanie z publicznego życia akademickiego im niewygodnych, o nieujawnianie prawdy w tajnych teczkach akademickich zabezpieczonych – jest wiarygodnym wojownikiem o respektowanie norm moralnych ? Apelujący o dobre obyczaje w nauce nie mają zamiaru w najmniejszym stopniu dobrych obyczajów respektować a nawet dyskredytują tych, którzy ich apele wzięli na serio i usiłują walczyć z patologiami akademickimi. Los tych, którzy potraktowali apelowników jako autorytety moralne nie jest do pozazdroszczenia. Apele te bowiem przypominają apele Największego Językoznawcy o walkę o pokój, której to walki pokojowo nastawieni mieszkańcy tej ziemi nie mieli wielkich szans aby przetrwać. Hipokryzja apelowników często ma wymiary wręcz kosmiczne. 
Zwracam się zatem z apelem do apelowników aby przestali wreszcie apelować i sami zaczęli się stosować do elementarnych zasad przyzwoitości w życiu społecznym. Mam jednak świadomość, że ten apel to głos wołającego na puszczy zasiedlonej przez lwy gotowe do rozszarpania każdego kto im nie okaże szacunku przynależnego królom. 

Józef Wieczorek