Reformy bez głowy

Reformy bez głowy 

Ostatnie raporty NIK o marnotrawstwie grosza publicznego w szkolach wyższych i w KBN wywołują sporo emocji. Informuje na ten temat prasa, ale rektorzy uczelni, jak również KBN, odrzucają zarzuty NIK oraz mediow. Raporty NIK mają być upolitycznione a media podają informacje nierzetelne. Jeśli głos zabierze ktoś niezależny to zostanie ochrzczony mianem frustrata, nieudacznika, ignoranta. Zamiast dyskusji merytorycznej – epitety. Prasa po kontroli NIK lamentuje, że zmarnowano aż 2 mln zł z kieszeni podatnika. Jeśli KBN zmarnowałby tylko 2 mln zł to nie byłoby powodu do lamentu, lecz powód do uznania. Gdyby tak było, to nie powinno się reformować KBN, lecz inne ministerstwa aby wzorem KBN marnotrawiły najwyżej 2 mln w swojej działalności. Tak jednak nie jest. To KBN ma być reformowane i głównie aspekt finansowy jest przedmiotem planowanej reformy. Chodzi o to aby finanse były w rękach ministra a nie uczonych. Można się domyślać, że nie chodzi tu o 2 mln, lecz o znacznie poważniejsze marnotrawstwo pieniędzy publicznych.

Bazy niedanych KBN
Niestety merytoryczna dyskusja na temat marnotrawstawa grosza publicznego jest trudna, gdyż KBN nie udziela rzetelnych informacji na ten temat naruszając tym samym ustawę z dnia 6 września 2001 roku o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. Nr 112 z dnia 8 października 2001 r.)

KBN mimo wielu już lat pracy nad bazami danych rzetelnych baz danych nie posiada. KBN bierze aktywny udział w budowie społeczeństwa informacyjnego. Ma wyodrębnione struktury zajmujące się tą budową, ale informacje na temat wykorzystania pieniędzy podatnika na badania są tajne. Jeszcze w 1996 r. podsekretarz stanu J.K. Frąckowiak informował mnie, że KBN nie prowadzi wykazu publikacji ukazujących się w wyniku realizacji grantów. Prowadzi tylko wykaz tematów i kwot wydanych na te tematy. Co zrobiono za te pienišdze nie było przedmiotem zainteresowania KBN. Jeśli pytał o to podatnik to traktowano go jak gamonia, który nie wie jak do danych trafić, lub jak analfabetę funkcjonalnego, który nie umie zrozumieć prostego tekstu czy tabeli.

Jeśli amerykańscy uczeni wyślą sondę badawczą na Marsa a ta milczy, to uczeni grzecznie tłumaczą się przed zainteresowanymi podatnikami amerykańskimi czemu tak się stało. Jeśli nie potrafią wytłumaczyć to mogą nie dostać pieniędzy na dalsze badania. U nas podatnik traktowany jest jak intruz przeszkadzający w jedynie słusznym wydawaniu pieniędzy przez KBN. Podatnik nie ma wpływu na wydawanie jego pieniędzy.

Kiedy sprawdziłem bazę danych KBN w internecie, do której odsyłali mnie ministrowie nauki, stwierdziłem, że co najwyżej 10% projektów badawczych kończy się jakimiś wynikami dostępnymi dla podatnika. W tabelach, tam gdzie winny być opisane wyniki badań rubryki były na ogół puste, a obecnie je na ogół zlikwidowano. Nie ma na ogół żadnych informacji na ten temat. Czyli nie wiadomo na co zostały przeznaczone pieniądze podatnika. Narusza to obywatelskie prawa podatnika do informacji!!! Tam gdzie są podane rezultaty często widać jak mierne one są. Można powątpiewać czy rezultaty warte są tych nakładów jakie zostały przeznaczone na dany projekt. Bardzo często rezultaty (o ile są) są mizerniejsze od rezultatów projektów beznakładowych, realizowanych przez entuzjastów, pozbawionych finansowania przez KBN. Odnosi się wrażenie, że ministrowie nie wiedzieli czym się kończą projekty i co zawierają ‚bazy danych’. Inna interpretacja, że to ja jestem analfabetą funkcjonalnym, nie jest tu zasadna. Prawdziwość moich informacji można sprawdzić na stronie http://www.opi.org.pl/. Wcześniej te ‚wyniki’ widniały na stroniehttp://badis.man.poznan.pl/

Ja nie mam trudności w rozumieniu logicznie i przejrzyście opracowanych tabel ani tekstów, i nie mam trudności w zapoznaniu się z wynikami projektów badawczych realizowanych w innych krajach, mimo że na te badania nie płacę ani złotówki. Nie mam jednak dostępu do wyników badań, które współfinansuję wraz z innymi podatnikami. To nie może być zgodne z prawem!!!

Należy domagać się bezwłocznego umieszczenia informacji o rezultatach projektów badawczych i o zwrot pieniędzy na projekty, które nie zakończyły się istotnymi rezultatami. To są sumy dziesiątek, jeśli nie setek milionów złotych !

Parametryczna lipa
KBN wprowadził ostatnio zasady parametrycznej oceny jednostek naukowych.Według tej oceny KBN kategoryzuje jednostki i finansuje je w zależności, którą kategorię jednostka otrzymała. Rzecz w tym, że brak jest bazy danych tych parametrów. Jeśli parametry nie są znane, nie może być mowy o ocenie parametrycznej. Jeśli parametry brane są z sufitu, to to jest oszustwo. Ważnym parametrem jest m.in. liczba profesorów zatrudnionych w jednostce. Ale z niedawnej wypowiedzi przewodniczącego KRASP na łamach ‚Rzeczpospolitej’ wynika, że nie ma bazy danych także odnośnie profesorów. Profesor może być zatrudniony na kilku, a nawet kilkunastu etatach. Na to zezwala nasze kuriozalne prawo. Profesor może odstawiać lipę (czy można rzetelnie pracować na kilkunastu etatach ???), ale od tej lipy zależy poziom finansowania jednostki. Ta lipa może być do n-tej potegi, bo nie ma bazy danych, i lipa profesorska może być liczona wielokrotnie. Lipa to jest dobra na przeziębienie, ale nie na podział pieniędzy podatnika księgowanych po stronie wydatków na naukę.

Co tak naprawdę KBN finansuje za pieniądze podatnika
KBN został powołany aby finansować za pieniądze podatnika naukę prowadzoną w Polsce.W rzeczywistości widzimy, że KBN w zróżnicowany sposób finansuje przede wszystkim uznawane przez siebie jednostki z nazwy naukowe. Jeśli ktoś pracuje naukowo, tj. tworzy prace naukowe publikowane w dostępnych periodykach a nie jest zatrudniony w takiej jednostce, to nie ma szans na otrzymanie pieniędzy od KBN. Można samemu tworzyć realną jednoosobową jednostkę naukową ale to do nauki polskiej się nie liczy. Gdyby dokonać rzeczywistej oceny parametrycznej jednostek jednoosobwych i jednostek uznawanych przez KBN to by się zapewne okazało, że jednostki jednoosobowe są bardziej naukowo wydajne. Ala ta wydajność naukowa przekreśla je w systemie KBN. Ktoś powie, skoro ktoś pracuje naukowo to niech się zatrudni w jednostce uznawanej przez KBN. Rzecz w tym, że takie jednostki zbyt wydajnych i zainteresowanych autentyczną działalnościš badawczą zatrudniać nie chcą. Wolą dobierać sobie badaczy na bazie kryteriów genetyczno-towarzystkich, a nie merytorycznych. I to nie jest margines nauki w Polsce. To jest raczej standard. Jeśli ja jestem w błędzie i jest inaczej, to oczekuję od decydentów realnych decyzji w zakresie zatrudniania aktywnych naukowo a zwolnienie jednostek nieaktywnych, finansowanych przez podatnika.

Gdyby KBN płacił za rezultaty badań, bez wzgledu na miejsce zatrudnienia czy niezatrudnienia badacza to za mniejsze pieniądze mielibyśmy więcej uznawanych w nauce światowej publikacji.

Ale jak wskazuje analiza danych o projektach badawczych KBN finansuje obiecanki-cacanki a nie rezultaty badań naukowych.

Jak podała 2 lata temu ‚Rzeczpospolita’ na jednego naukowca w Polsce przeznacza się tylko 45 667 USD. Ponieważ nakłady na naukę ostatnio nieco spadły być może jest to obecnie kwota nieco niższa. Jest to kwota niewątpliwie skromna w porównaniu z wydatkami w krajach zachodnich, nawet kilkakrotnie większymi, ale jest to kwota olbrzymia w porównaniu z kwotą 0 zł przeznaczaną na finansowanie jednoosobowych jednostek aktywnych naukowo.

Warto zaznaczyć, że przy układaniu rankingów uczelni m.in. uwzględnia się ilość finansowanych przez KBN projektów a nie jakość rezultatów osiągniętych w efekcie ich realizacji. Im więcej otrzymanych pieniędzy tym wyższe miejsce w rankingu. Rezultaty nie mają znaczenia. Im większe marnotrawstwo tym lepiej ! ?

W procesie przyznawania grantów KBN wygrywali na ogół sami swoi, członkowie jury oceniających projekty, ich rodziny i koledzy. To się na ogół nazywa sytuacją korupcjogenną, lub wręcz jasno korupcją czy nepotyzmem. Ale w nauce polskiej to się określa stosunkami przyjacielskimi. Jeśli ktoś jest przyjacielem samego siebie czy swoich pociech to wszystko jest w porzšdku. Ten proceder nieco ostatnio ograniczono. Członkowie jury już nie mogą bezpośrednio wygrywać konkursów (czyli samym sobie przyznawać pieniędzy na badania ) chyba, że są promotorami. Wtedy w czasie głosowania wychodzą za drzwi. Rzecz w tym, że często mimo wychodzenia za drzwi też wygrywają. Okazuje się, że nadal są najlepsi, a rezultaty badań nadal są tajne.

Labirynt finansowo-wynikowy
Uczeni wołają: dajcie nam pieniądze a wyniki same przyjdą. Otóż tak nie jest. Niektórzy pieniądze otrzymują, i to znaczne, a wyniki nie przychodzą. Jakby zagubiły się w skomplikowanym labiryncie. W naszym systemie nauki nić Ariadny została przerwana. Czy planowana reforma naprawi nić Ariadny ? Czy między nakładami na badania a jej wynikami będzie jakikolwiek związek?

Obecnie go nie ma. Wyniki ‚najlepszych z najlepszych’, którzy na badania dostali 100, 200, 300, 400 500 i więcej tysięcy złotych są nierzadko żadne, albo nie są dostępne dla podatnika. Nie ma żadnej korelacji między nakładem na badania a ich wynikami. Niejednokrotnie badania beznakładowe przynoszą lepsze wyniki, ale KBN nie chce płacić za wyniki, płaci za obiecanki i nie widać zmian na lepsze mimo wielu już prób reformowania KBN. 14 listopada 2002 r. KBN ogłosił projekt ustawy o finansowaniu nauki, już w ramach Ministerstwa Nauki, w które KBN ma być przekształcony. Nie ma w nim planu powiązania nakładów na badania z wynikami badań. Nie ma planu ujawniania podatnikom rezultatów badań finansowanych z jego kieszeni. Nie ma planu finansowania badań prowadzonych przez jednoosobowe jednostki naukowe, lub alternatywnie planów zatrudniania aktywnych naukowo w jednostkach badawczych. Nie ma planu zwrotu pieniędzy wydanych przez KBN na badania, których rezultatów do tej pory nie ma, jak wynika z tzw. baz danych KBN.

Raczej w wielu sprawach jest petryfikacja stanu obecnego, z tym że sprawy finansowe z rąk uczonych przejmuje Minister Nauki. Projekt ustawy nie jest powiązany z rozwiązaniami systemowymi w nauce, stąd jego pozytywne znaczenie jest raczej wątpliwe.

Bieda uczelni
Nie jest prawdą, że w uczelniach ludzie nie chcą pracować bo płace są niskie. Nie jest prawdą, że przemysł odbiera najlepszych, bo lepiej płaci. To przemysł u nas upada i nie tworzy zaplecza badawczego. Może właśnie dlatego upada, że takiego zaplecza nie tworzy, a uczelnie, wydziały, kierunki studiów, rosną jak grzyby po deszczu, mimo biedy. Uczelnie zatrudniają często byłych polityków, zapewne idealistów, którzy nie chcieli się zatrudnić w dobrze płatnym przemyśle a tylko na biednych uczelniach aby realizować swoje posłannictwo szukania prawdy, której nie mogli znaleźć w polityce. Może jakiś przedszkolak w to uwierzy, ale i to nie jest pewne.

Werbalnie i statutowo ci, którzy są zatrudnieni na uczelniach to członkowie korporacji nauczanych i nauczających poszukujących prawdy. Niektórzy tak intensywnie szukają prawdy, że zatrudniają się w kilku, kilkunastu uczelniach naraz.

Warto tu podkreślić, że osób posiadających duży dorobek naukowy i edukacyjny, cieszących się zbyt dużym poważaniem u studentów uczelnie nie chcą zatrudniać. Zbyt duży to kontrast z producentami bubli edukacyjnych zatrudnionymi dożywotnio na uczelniach.

Jeśli jest inaczej, to należy oczekiwać od Panów Rektorów realnych decyzji w sprawie obniżenia intensywności poszukiwania prawdy i zatrudniania nauczycieli tylko na jednym akademickim etacie z zakazem produkowania bubli edukacyjnych.

Reformy bez głowy
Czy przejęcie finansów przez Ministra i urzędnikow zmieni coś na lepsze? Wątpliwe. To jest przecież powrot do niechlubnej przeszłości. Zmienić sposób finansowania nauki w Polsce na pewno należy, ale trzeba to zrobić z głową.

Jeśli dach cieknie nie ma sensu malować mieszkania. Wyrzuci się jedynie pieniądze na darmo. U nas jednak tak przeprowadza się reformy. Reformując szkolnictwo pod hasłem ‚od przedszkola do doktora’ nie zreformowano głowy – tj. uczelni wyższych, które przecież kształcą nauczycieli. Tym samym nauczyciele zamiast być lokomotywą przemian stali się jej hamulcowymi. Reforma oświaty musi objąć szkolnictwo wyższe. A reforma nauki nie może być oderwana od szkolnictwa wyższego. To musi być kompatybilne. Ktoś kto nie jest kreatywny nie nauczy innych kreatywności. A obecnie uczelnie nie chcą ludzi kreatywnych, lecz wyrobników dydaktycznych dla zapewnienia uczelni pieniędzy otrzymywanych od ‚łebka’. Ilość nie chce przechodzić w jakość, więc mamy produkcję ogromnej ilości dyplomów a nie kreatywnych absolwentów. Mamy bubel edukacyjny, wielkie oszustwo edukacyjne dla zapewnienia zatrudnionym na uczelniach lepszego bytu. Na uczelniach zagranicznych profesorowie ‚stają na głowie’ aby zyskać jak najlepsze noty u studentów. U nas tym którzy u studentów zyskują poważanie ‚głowy się ścina’ a następnie roznieca się lament nad powiększającą się luką pokoleniową.

Uczelnie mają mentalność żebraków. Lamentują, że są biedne. To prawda. Ale uczelnie chcą jedynie pieniędzy, a nie chcą wędki, ani nawet bułki. Jeśli ktoś zaproponuje obniżkę kosztów funkcjonowania uczelni, przez przyjęcie nauczycieli bardziej efektywnych, otrzyma odpowiedź – ‚nie widzę możliwości’ . Epidemia krótkowzroczności u decydentów edukacyjnych trwa mimo zmian ustrojowych bez obniżenia intensywności .

Jak wyjść z labiryntu
Niektórzy twierdzą, że brak jest polityki w dziedzinie nauki. Nie jest to takie pewne. Skoro usuniętych w okresie stalinowskim przywracano do pracy w czasie odwilży, a usuniętych w okresie jaruzelskim nadal nie, to jest to określona polityka – bez odwilży w dziedzinie nauki. Luka pokoleniowa jest rezultatem takiej polityki. Uczelnie rozliczane są z ilości, a nie z jakości. Nadal istnieje powołana 50 lat temu PAN odseparowana od szkolnictwa wyższego co zwiększa koszty badań a obniża poziom edukacji. Mimo planowanych reform nie przewiduje się rychłego włączenia struktur PAN w struktury uczelni wyższych. Bez kompleksowej reformy nauki i szkolnictwa (w tym wyższego) nic tak naprawde się nie zmieni. Na obecną strukturę nauki można przeznaczyć z budżetu wielokrotnie więcej pieniedzy, a może nawet tyle co sam budżet, a poprawa nie będzie widoczna. Sedno sprawy tkwi w tym, aby powiązać nakłady z wynikami, aby powiązać naukę z edukacją i gospodarką, aby poddać rzeczywistej kontroli wydawanie pieniędzy podatnika księgowanych po stronie wydatków na naukę. Bez tego nie będzie wyników, które nie przyjdą za pieniędzmi, lecz zagubią się w labiryncie. Z obecnych 0,338 % PKB księgowanych po stronie wydatków na naukę, zapewne tylko niewielka część idzie na naukę, a spora część na działalność paranaukową lub wręcz antynaukową. Gdyby efektywnie zagospodarować te 0,338% to poprawa efektywności badań winna być widoczna, a społeczeństwo może by łatwiej było przekonać do potrzeby wydawania na naukę 3,38%.

 
Józef Wieczorek

UWAGA: Skrócona wersja tego tekstu ukazała się w ŻYCIU z dnia 18.11.2002
Reklamy

Reformy na szczycie akademickim

Uczelnie: równanie w górę, a nie w dół

Uczelnie: równanie w górę, a nie w dół

Tekst „Uczelnie: równaj w dół”- Rozmowa z Karolem Modzelewskim – GW 2008-04-12 jakby potwierdza moje obserwacje, że część populacji ludzkiej widzi świat na opak i tam gdzie góra widzi dół, a tam gdzie białe, widzi czarne. Fakty nie mają znaczenia. Nie wiem jakie są tego uwarunkowania, czy genetyczne, czy środowiskowe, ale tak jest.

Takie widzenie może być jednak groźne, tak jak groźnie brzmi ‚zajawka’ tekstu :” To nie są żarty. I w tych sprawach żartów ze strony środowiska naukowego nie będzie„. Czy to znaczy, że środowisko naukowe wydaje wojnę rządowi, bo planowane reformy „grożą poziomowi cywilizacyjnemu Polski” ?

Nie ma jednak zapowiedzi kto będzie marszałkiem, jaki jest sztab i kto poprowadzi hufce zbrojne ? Skoro środowisko jest niedoinwestowane, to i o zbroję może być trudno. Marnie to widzę.

W ostatnich latach środowisko akademickie wykazało się dwukrotnie solidarnością w walce o utrzymanie poziomu cywilizacyjnego.

Raz, kiedy walczyło o utrzymanie podatkowego status quo jednak bez konieczności ujawniania przychodu naukowego. Ten bój wygrało i koszty uzyskania niejawnego przychodu pozostały takie same. Rząd i moherowy podatnik przegrali – środowisko wygrało, ale groźba zapaści nie została zażegnana.

Kolejna walka o utrzymanie poziomu cywilizacyjnego, rozumianego tym razem jako utrzymanie niejawności teczek środowiska akademickiego, też została wygrana. Beneficjenci systemu pozostali górą i jakoś nikt nie płacze, że spadkobiercy barbarzyństwa azjatyckiego dominują nad spadkobiercami barbarzyństwa europejskiego.

Ostatnio rząd zaproponował aby system nauki skonstruowano według porządku zachodniego, a nie wschodniego – jak o tej pory. I okazuje się, że to zagraża poziomowi cywilizacyjnemu Polski.

No cóż, cywilizacja (lub raczej jej brak) ostatnich dekad przyszła ze wschodu i beneficjenci tego systemu mogliby stracić grunt pod nogami. To nie są żarty ! To mobilizuje. Zobaczymy. Do trzech razy sztuka.

Wiceprezes PAN zdaje jednak sobie sprawę, że doszło już do „dramatycznego obniżenia przeciętnego poziomu szkół wyższych w Polsce i patologii w środowisku naukowym.” ale zamiast przedstawić projekt wyraźnej poprawy przeciętnego poziomu szkół wyższych w Polsce i zmniejszenia patologii w środowisku naukowym, ogranicza się tylko do dyskredytowania planu rządowego.

Plan jest daleki od doskonałości, ale jednak zakłada równanie w górę, a nie w dół. Natomiast utrzymywanie status quo prowadzącego do „dramatycznego obniżenia przeciętnego poziomu szkół wyższych w Polsce i patologii w środowisku naukowym” grozi zapaścią cywilizacyjną i za to zwolennicy zachowania obecnego systemu winni ponosić odpowiedzialność.

Autor mówi o „grzechach zaniechania ze strony wszystkich ekip rządzących wolną Polską’ co jest zgodne z prawdą, ale skoro pomija grzechy zaniechania ze strony wszystkich ekip rządzących sferą akademicką w wolnej Polsce to może mieć trudności z otrzymaniem rozgrzeszenia.

Czyżby miał aż tak krótką pamięć, że nie pamięta, że np. ostatnią ustawę o szkolnictwie wyższym, raptem przed 3 laty, tworzyli profesorowie – rektorzy ! głównie z KRASP i to oni przyczynili się do przyjęcia ustaw – co oznaczało zmiany na gorsze.

A autor mówi o solidarności PAN i KRASP ! czyli o współodpowiedzialności – jak rozumiem – za zmiany na gorsze. To nie jest grzech ?

Autor obarcza odpowiedzialnością polityków, a nie profesorów, ale nie wyjaśnia dlaczego. Fakt, że politycy nie są bez winy, ale co mieli zrobić jak profesorowie przyszli do nich aby ich wzięli w opiekę bo sami dopiero raczkują ?

Jakoś profesorom nie przeszkadzało, że patronat nad ustawą weźmie prezydent, choć nawet nie magister. Wręcz przeciwnie. Jak bubel przepchano w Sejmie to teraz krzyk, że politycy są grzeszni. Nie da się tego ukryć, ale grzechy profesorów są tak ciężkie, że jak widać sami nie są w stanie ich uradzić. Jak ktoś nie pomoże, żadne okręty, nawet flagowe, nie utrzymają się na fali i pójdą na dno jak Titanic !

Wiązanie etosu środowiska naukowego z pensjami to grube nieporozumienie. Jak zauważyłem, to jedni mają pensję (albo nawet kilka) a inni etos i jakoś nie może dojść do zbliżenia tych parametrów. Jakoś wrażliwość moralna zwykle wyklucza się z wrażliwością materialną.

Zgodzić się trzeba jednak z autorem, że w PANie jest dziadostwo, z tym, że dziadostwo płacowe nie jest tym najważniejszym. Erozja etyki zawodowej wśród uczonych to nie jest wina polityków, tylko autonomicznego środowiska akademickiego, które całkiem straciło kompas.

W sprawie habilitacji autor ripostuje : “Usunięcie poprzeczki nie sprawi, że będziemy wyżej skakać.” Jasne. Tylko co to ma wspólnego z projektem reformy ? Sam autor wie, że poziom się obniżył.

Habilitacja widocznie nie jest tą poprzeczką. Albo została źle ustawiona, albo jest podwyższana czy obniżana w zależności od zawodnika, albo część zawodników przechodzi pod poprzeczką i sędziowie tego nie widzą ( lub zobaczyć nie chcą) .

Widać nie jest to dobry parametr i w wielu krajach dawno już zauważono, że inne parametry są lepsze, tak jak w wielu krajach zauważono, że np. system komunistyczny jest gorszy niż kapitalistyczny i argument aby komunizmu nie znosić, bo przecież funkcjonuje nadal na Kubie, czy w Chinach, nie wszystkich przekonywał.

Teraz wielu argumentuje, że przeciez halitacja jeszcze się ostała w niektórych refugiach, to dlaczego u nas rezygnować z takiego skansenu ? Skanseny też mogą przynosić dochody !

Projekt rządowy zakłada podwyższenie poprzeczki i kontrolę miedzynardową jej zawieszenia. Fakt, że budzi to protesty obecnych sędziów, jak i zawodników, słusznie zaniepokojonych, że takie ‚numery’ jak dotychczas już nie przejdą ! Stąd próba reaktywacji FJN w nieco okrojonej wersji ( Front Jedności Naukowców, dawniej Front Jedności Narodu).

 Autor co prawda zauważa, że ‚ Prawdziwe, ostre konkursy mogłyby w przyszłości zastąpić habilitację.” ale nie podaje dlaczego do tej pory takie konkursy nie zostały wprowadzone, i z jakiego powodu.

Przecież istnieje obowiązek zatrudniania na uczelniach na podstawie konkursów  i są one organizowane, czy raczej ustawiane, fikcyjne, na konkretną osobę, czasem żonę, czasem córkę, czasem kolege itp. I nie robią tego politycy , tylko profesorowie, którzy przeszli przez CK i odpowiadają przyjętym standardom ?

Czyżby autor jako wiceprezes PAN tego nie wiedział ? Kto zabrania profesorom, rektorom, dziekanom, aby byli uczciwi ? Politycy ?

Fakt, że nie ma sankcji za ustawianie, bo twórcy ustaw- sami ustawiacze, tego tak nie ustawili . Więc “hulaj dusza” . PAN to nie PZPN – autonomia jest, więc niech tylko spróbują nas ograniczyć w ustawianiu naszych – na swoim. Degrengolada totalna.!

A co autor zrobił jako profesor aby było inaczej ?

Ja jako zwykły, moherowy obywatel, przedłożyłem projekt zmian, w tym m.in. zastąpienie modelu tytularnego – dorobkowym, i wprowadzenie obowiązkowych rzetelnych konkursów pod rygorem unieważnienia, a nawet degradacji z I do II czy niższej ligi akademickiej ( jak w piłce nożnej) i rzad to włączył do swojego programu. Moim zdaniem słusznie.

Widać, że rzad jest otwarty na pozytywne zmiany a decydenci akademiccy – nie ! I to jest główny problem. – główny bastion oporu, i główna obawa, że nawet najlepszy projekt zmian może zostać tak przerobiony, że obecna mizeria pozostanie na wieki.

Twierdzenie “pani minister mówi, że ‚okręty flagowe’ dostaną prawo doktoryzowania zaraz po licencjacie. To chyba żart jakiś! Droga w świetlaną przyszłość ma polegać na obniżaniu wymagań?” stanowi tylko dowód manipulacji jakie stosuje Pan profesor.

Plan ministerialny mówi o pewnej liczbie ( do 100) najzdolniejszych ( a nie najmniej zdolnych) liecencjatów, aby mogli aplikować o granty doktorskie, t ym samym aby najlepszym dać szansę na szybki rozwój. O żadnym obniżaniu nie ma tu mowy, co najwyżej o możliwości obniżania wieku potencjalnych doktorów, jeśli wysokim wymaganiom sprostają.

I jeszcze straszak 68 roku. Co to ma wspólnego z proponowanymi zmianami ? Obawa upolityczniania uczelni ? Czy nie zauważył Pan , że i obecnie uczelnie są lądowiskami dla upadłych polityków ? Czy nie zauważył Pan, że część polityków dopiero nabiera tempa ‚rozwoju’ naukowego ( habilitacyjnego ) jak dochodzi do stanowisk politycznych ? Widać, że polityka takiego ‚rozwoju’ nie hamuje, wręcz przeciwnie – łatwiej wtedy o właściwą ‚obstawę’ habilitacyjną .

Co innego gdyby chodziło o uznany na arenie międzynarodowej dorobek . Wtedy byłby problem – i stąd opór.

Całkiem Pan pomija lata 80-te wycinając z historii nauki w Polsce bardzo istotny jej okres, kiedy wycinano niepokornych, a naukowcy z plasteliny lepili swoje kariery co jest tak widoczne w obecnym pejzażu akademickim i tłumaczy heroiczność oporu beneficjentów nie do końca upadłego systemu komunistycznego.

Oskarżanie polityków, że nieprzygotowali dla środowiska akademickiego reform najlepiej świadczy o braku aktywności i kreatywności środowiska. To naukowcy winni przygotować pozytywne, odpowiedzialne projekty zmian i walczyć aby politycy, posłowie te zmiany zaakceptowali. Niestety tak nie jest.

Żadanego konstruktywnego projektu zmian ze strony PAN czy KRASP chyba nie było, a w każdym razie nie był konsultowany “ze wszystkimi zainteresowanymi”.

Postulat autora, że “jego reformy trzeba dokonywać kompleksowo, w konsultacji ze wszystkimi zainteresowanymi. “ jest spełniany o dziwo przez ministerstwo, czego nie można powiedzieć o gremiach akademickich !

Znacznie łatwiej można spotkać się z ministrem, ba – z prezydentem, niż z rektorami nawołującymi do dialogu, ale ograniczającymi się do dialogu ‚wsobnego’ !

Pozostała jeszcze sprawa CK, której trzeba by poświęcić osobny tekst, ale sporo informacji na ten temat zawiera raport NIK ( Informacja o wynikach kontroli nadawania stopni i tytułu naukowego W a r s z a w a  l u t y 2 0 0 8 r .http://bip.nik.gov.pl/pl/bip/wyniki_kontroli_wstep/inform2008/2007158/px_2007158.pdf

Niestety CK nie daje sobie rady aby zapobiec dramatycznemu obniżeniu przeciętnego poziomu szkół wyższych w Polsce i patologii w środowisku naukowym. Coś z CK trzeba zrobić.

Józef Wieczorek, Niezależne Forum Akademickie, www.nfa.pl

=================

—– Original Message —–

Sent: Sunday, April 13, 2008 9:00 PM
Subject: Uczelnie równanie w górę, a nie w dół
przesyłam polemikę z tekstem  Uczelnie: równaj w dół
 
Józef Wieczorek

 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=500

2008-04-13