Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres założycielski )

 

Niezależne Forum Akademickie pojawiło się w cyberprzestrzeni 4 lata temu  (oficjalnie 15 grudnia 200 4 r.) i od samego początku, a nawet przed początkiem, było obiektem rozpracowania operacyjnego, podejmowanego przez wiele chyba niezależnych ośrodków zaniepokojonych powstawaniem czegoś niezależnego, co w zależnym, zhierarchizowanym świecie akademickim nie miało prawa powstać.

Ciekawe, że po studiach różnych  materiałów SB i PZPR jakoś nasuwa sie skojarzenie  analogii  działań wobec NFA,  i tych, jakie były podejmowane od początku PRLu ( nawet wcześniej) przez odpowiednie służby dla zniewolenia myśli akademickiej.

Co to znaczy ? SB i PZPR przecież już nie ma. Tak, ale metody pozostały jako trwała spuścizna totalitaryzmu, silnie zadomowiona w sercach i umysłach świata akademickiego, który w demokratycznej większości bynajmniej nie widzi nic zdrożnego w działaniach SB czy PZPR, a widzi wiele zdrożnego w ujawnianiu tych działań. Ciekawe dlaczego ? Czyżby ujawnianie tych działań działało jak lustro, w którym środowisko nie chce się przejrzeć ?

Zanim powstało NFA funkcjonował PCN a wcześniej jeszczeWitryna Obywatelska Józefa Wieczorka ,  gdzie zamieszczane były teksty niepoprawne i budzące zainteresowanie środowiska, które doprowadziło do integracji niezadowolonych z obecnego stanu nauki i szkolnictwa wyższego.

W końcu podjęta została próba sformalizowania działalności. Na PCN pojawiło się ogłoszenie o woli powołania stowarzyszenia, które by formalnie działało na rzecz nauki i edukacji. Media się tym zainteresowały i nawet idee integracji rozpowszechniły, ale kiedy ogłoszenie ukazało się na forum znanej ze swej wybiórczości gazety, tumult się zrobił,   bo jakby strach wielu ogarnął tym do czego niezadowolenie może doprowadzić.

Do ataku ruszył niejaki „agaj” dyskredytując prowodyra stowarzyszenia jako osobę niewłaściwą, co nie było niczym nowym. Rzecz w tym, że w wolnym świecie każdy obywatel może założyć stowarzyszenie, jeśli tylko znajdzie nieco zwolenników i cel należyty. W świecie totalitarnym jest inaczej i to przyzwyczajenie chyba zadecydowało . „Agaj”, nie ujawniając jak i inni, swej twarzy i kręgosłupa, przedstawiał się jako naukowiec pierwszej wody (jak niemal wszyscy anonimowcy forumowi), obecnie zaoceaniczny, ztenure, a więc kompetentny do wyznaczania kto co może robić, a kto nie może. Zdaje się zarządzanie cyberprzestrzenią było jego specjalnością co innym nickom internetowym bardzo się podobało. Zwykle zniewoleni czekają tylko na swojego wodza.

Pojawianie się przywódcy ośmieliło nieśmiałych, którzy rozpoczęli protestować przeciwko ujawnianiu się osoby, która jawnie chce robić to o czym inni tylko szepcą na ucho. Twierdzili, że ktoś po ich grzbietach chce się wspinać, a oni z taką odwagą i poświęceniem chowają głowy w piasek. Czemu taki jeden tego nie zrobi ? Tchórz jeden ! Czemu chce nosić głowę wyprostowaną ?.

Ten akt niezadowolenia społeczeństwa akademickiego (noszącego jednak cechy społeczeństwa Ików) ostatecznie sam się wyciszył ( piasek z podręcznych strusiówek chyba usta i uszy wypełnił ?). Jako przykład mobbingu internetowego (cyberbulling) został później opisany na NFA, aby pokazać jak w cyberprzestrzeni najwięksi nawet tchórze anonimowo kopią ujawnionych, aby wykazać wyższość własnej nicości.

Po zebraniu na liście mailingowej ok. 50 osób można było już coś działać, rejestrować, publikować, protestować, rzecz w tym, że nawet ci ‚mailingowcy’ tak do końca ujawniać się nie chcieli, zebrać się nie potrafili, a co bardziej sprawni operacyjnie zabrali się za dezintegrację,  w czym największe osiągnięcia miał wybitny australijski troll i miłośnik Marksa. 

Okazało się, że ze stowarzyszenia nic nie wyjdzie, część się wycofała z listy i było jasne, że tak dalej działać się nie da. Trzeba było stworzyć platformę dla lepszej komunikacji i pozytywnej integracji,  co też nastąpiło w grudniu Roku Pańskiego 2004,  kiedy w cyberprzestrzeni powstała  platforma NFA, którą zarejestrowałem i o czym poinformowałem media i gremia akademickie.

Długo na reakcje nie trzeba było czekać.

Od razu zaprotestowało szefostwo Forum Akademickiego (tego zależnego FA). Tak być nie może,  aby ktoś do FA dodał N, i to na początku ! – argumentowano. Skończyło się jak widać, ale na prowodyra utworzono od tego momentu  zapis i na piśmie jego imię nie może się pojawić w zależnym FA, bo by wpływało negatywnie na zależnych.

Ciekawe,  bo dawniej takie metody wiązano z urzędem cenzury, a ten już nie istnieje. Cenzura jednak przetrwała wszelkie zawirowania historyczne i polityczne.

Nie wszyscy jednak kojarzą, że z momentem pojawienia się NFA w cyberprzestrzeni jest ściśle skorelowane w czasie pojawienie się forum dyskusyjnego i możliwości komentowania tekstów na FA , którego redakcję przez lata nie można było namówić aby tak się działo.

Dopiero chyba strach, przez utratą jakiejkolwiek wiarygodności po powstaniu NFA,  zmobilizował niemobilną redakcję FA do natychmiastowej riposty.

Jak widać od samego początku NFA miało pozytywny wpływ na kształt przestrzeni akademickiej, ale rzecz jasna nikt tego otwarcie nie przyzna, a wręcz odwrotnie.

Niedługo potem zbliżały się święta Bożego Narodzenia i nastał czas jasełek, ale o tym w kolejnym odcinku

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=556

2008-12-16 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres jasełek)

 

Po rozesłaniu informacji o zajęciu skrawka cyberprzestrzeni przez Niezależne Forum Akademickie można się było spodziewać wzrostu zainteresowania portalem. Wcześniej wejść nie było zbyt wiele, bo i internet nie był tak powszechny,  a i formuła PCN nie była optymalna.(okres założycielski)

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia zwykle kojarzone  przez istoty ery przed-internetowej z okresem jasełek. 

Jasełka istotnie nadchodziły również. Drugiego dnia Świąt okazyjnie zajrzałem do poczty i tu e-mail od (nie)znajomego dziennikarza ( znajomy z internetu), że napisał do Gazety Wyborczej w mojej obronie. Nie wiedziałem o co chodzi, bo GW nie przeglądałem. Okazało się, że w wigilię Wigilii nastąpił atak Heroda zaniepokojonego rodzeniem się niezależnej myśli akademickiej.

Herod stał na czele uczelni, która mnie wychowała, zapewne zaniepokoił się, że też ponosi współodpowiedzialność. W jakiejś formie mnie wyróżnił spośród innych, więc to był sygnał, że NFA jest poważną stroną. Na muchę wystarczy klapka, a tu armata dużego kalibru. Widocznie strach miał wielkie oczy i zobaczył co najmniej niedźwiedzia.

Odpowiedziałem na atak – tekstem..Jasne, że w organie (rzekomo)walczącym o demokrację i wolność słowa niewygodne słowo się knebluje, a niewygodnych wdeptuje się w błoto. 
Rada Etyki Mediów wypowiedziała się po mojej stronie, ale nadredaktor , wybitny manipulator i człowiek złej woli, jak mówił Herbert, miał to gdzieś. Nic nie poszło drukiem, a tekst Heroda zdjęto czym prędzej ze strony, jak zaczęło śmierdzieć w cyberprzestrzeni.

Czułem tu sprawę w kontekście i nie pomyliłem się, że chodzi tu o dobrze przygotowane działania operacyjne dla zdyskredytowania założyciela NFA.

W działaniach rzecz jasna brały udział najwyższe władze najstarszej polskiej uczelni, która nie była w stanie mnie wychować, a na której wychowałem niemały zastęp młodych ludzi.

Jasne, że miecz został przekazany Herodowi, a ślady skrupulatnie pozacierano. No cóż, robili to fachowcy ( nie tacy jak w esbecji !) , którzy nie muszą się zresztą obawiać naszego, równie fachowego wymiaru (nie)sprawiedliwości.

Nawet się nie spodziewałem, że moją (nie)skromną osobą już w listopadzie zajmował się senat UJ, bo to czym się zajmował nie pochwalił się . Jak zwykle. Miecz został odlany, dobrze zahartowany, ale wręczony Herodowi, aby ciosem w plecy, a najlepiej poprzez ścięcie głowy – rozwiązać problem.

Sfabrykowano podkładkę, że destabilizuję polskie środowisko akademickie, co w gruncie rzeczy było szczególnym wyróżnieniem. Wcześniej destabilizowałem co najwyżej zakład, potem instytut, a w końcu całą uczelnię, dla której stanowiłem zagrożenie jeszcze w okresie komunistycznym, jak mi oznajmił rektor-elekt , trzęsąc portkami przed tym co go może spotkać jak ja zostanę na uczelni. Pozbył się mnie realizując politykę partii i esbecji, ale nie do końca. Trzeba odradzającemu potworowi akademickiemu, jak mnie postrzegano. odrąbać głowę!

Cios padł – głowa pozostała, i to podniesiona ! Ale zadający ciosy chyba trochę się zachwiali. Sąd jednak przyszedł z pomocą. Uznał, że ja się mogę bronić bo mam stronę internetową.

Zapewne uznał, że jak ja coś napiszę to tak jest co każdy widzi i żadna obrona sądowa nie jest tu potrzebna. Co innego z organem nadredaktora. Nie uznał, że ten organ ma cokolwiek napisać, czy to mojego, czy swojego. Któż bowiem o zdrowych zmysłach na serio weźmie to co w GW jest napisane !

Więc stanęło na tym – jak stoi. NFA nie ma tyle szmalu co Agora więc dalsze sądzenie się nie ma sensu, ale wykładnia sądowa moim zdaniem całkiem wyłożyła to jak jest naprawdę i co jest chlubą NFA .

Ja piszę prawdę, a GW – nie !

I  tak by można te jasełka zakończyć, chociaż trzeba pamiętać, że prawda nie zawsze wygrywa. Raczej nader rzadko.

Tym razem wygrała, chociaż z NFA wsparcia nie dostałem, bo ja nie jestem jakiś Wolszczan, czy Kus, których bronią całe zastępy .

Ja jak się nie obronię sam, to nikt mnie nie obroni, a jest niemal pewne, że raczej przyłoży lepiej i precyzyjniej niż sam Herod.

Miłych Jasełek życzy Herodom i ich pretorianom oraz halabardnikom życzy – nadal przy klawiaturze w 4 czwartą rocznicę  NFA 

Założyciel i redaktor NFA

Józef Wieczorek

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=557

2008-12-19 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

Rok 2005 to był rok ustawiania ustawy o szkolnictwie wyższym. W ramach walki o autonomie uczelni, rektorzy w poprzednim roku poszli do prezydenta-choć nie magistra, aby im ustawił tak ustawę, aby im było dobrze. Oczywiście chodziło o to, aby autonomia uczelnie nie była naruszana, bo podporządkowywanie się politykowi a ignorowanie środowiska akademickiego zapewnia właśnie zachowanie autonomii uczelni – nieprawdaż ? ! Prawdaż, prawdaż. Wola prezydenta jest wolą ludu mu podległego, więc autonomia jest zapewniona i żaden wichrzyciel tego nie może naruszać. Rzecz w tym, że od samego początku NFA ‚wichrzyło’ w sprawie ustawy, i to nie tylko na platformie www.nfa.pl

Jak ukazała się Europejska Karta Naukowca zaraz opracowaliśmy Stanowisko NIEZALEŻNEGO FORUM AKADEMICKIEGO w sprawie projektu ustawy ‚Prawo o szkolnictwie wyższym’ w świetle ‚Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu Postępowania przy Zatrudnianiu Naukowców http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=73

które podpisało aż 9 osób ! Opozycja jak się patrzy, zważywszy, że były to osoby albo ‚zagraniczne’, albo ‚wykluczone’, czy to przez wiek,  czy przez środowisko. Ale sygnał był i go przekazałem w setkach e-maili do decydentów ! narażając się oczywiście na działania antyspamerskie, bo przecież oddolne działania obywatelskie nie są u nas przewidywane przez żaden system, nawet system cyberprzestrzeni, która jest w stanie pomieścić wiele, ale na opozycję ma swoje filtry.

Oczywiście wśród zwolenników integracji europejskiej nie było zwolennika zastosowania zaleceń europejskich, który by naruszały dotychczasowe zdobycze środowiska w ramach naruszania autonomii, uzyskane przez decydentów jakoś działających w symbiozie z władzami totalitarnego państwa.

Potem jeszcze rozprzestrzeniałem sprawę mediatora, którą postulowałem do rozpatrzenia, jeszcze przed ukazaniem się EKN http://www.mobbing-jwieczorek.ans.pl/mediator.htm

To zostało zauważone i podjęte nawet w komisji sejmowej, ale bez echa i konsekwencji.

Echem się odbiła natomiast sprawa lustracji –  Stanowisko Niezależnego Forum Akademickiego w sprawie lustracji środowiska akademickiego http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=63 popisane aż przez 7 osób .

Też była sprawa w sejmie i mowa o takich środowiskach, które chcą lustrować to co w lustrze nie powinno być widoczne. Antylustratorzy (niektórzy w randze TW) kpili sobie z posłów, że ci pomylili sobie ustawy i że takie zapisy mają być w ustawie lustracyjnej, a nie w ustawie o szkołach wyższych. To był ‚piękny’ argument, bo jak za 2 lata na forum publicznym została postawiona ustawa lustracyjna, wówczas ci sami twierdzili, że jest ona do bani, bo nie da się zastosować na uczelniach, które obowiązuje ustawa o szkolnictwie wyższym, gdzie o lustracji ani słowa !

Jakoś sobie nie przypominam, aby ktoś oprócz mnie, ta haniebną hipokryzję nagłaśniał.

Fakt, że ustawa prezydencko-rektorska ostatnim rzutem na taśmę upadającego Sejmu została uchwalona i bubel ten obowiązuje do dnia dzisiejszego.

Jasne jest, że kilkuosobowa, jawna opozycja, w dodatku nieformalna. nie może wiele zdziałać, poza nagłaśnianiem tego czego większość nie chce słuchać.

Ale zainteresowanie NFA rosło. Liczba subskrybentów przekroczyła szybko 100, a ilość wizyt 100 tysięcy, więc trzeba było ten stan jakoś sformalizować i spróbować zyskać większą siłę przebicia.

Walenie głową w mur winno być szkodliwie dla muru, a nie dla głowy !

————-

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 
(okres założycielski )
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=556

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 

 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=566

2009-01-02

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres fundacyjny)

Jasne było od początku, że trzeba działać oficjalnie, aby niezależny głos akademicki się więcej liczył. Portal już był, była zatem platforma do działania, ale stowarzyszenie było tylko wirtualne, a nie realne i nie było jakoś nadziei aby coś się zmieniło. Co prawda w mediach występowaliśmy jako stowarzyszenie ( w stadium powstawania) ale trzeba było kiedyś powstać, a nie tylko powstawać w nieskończoność .

Postulowałem aby zrobić fundację co jest łatwiejsze do realizacji niż stowarzyszenie. Namawiałem do tego amerykańskich członków grupy. Niestety chęci nie było, a u mnie nie było funduszy, no i jakiegoś wsparcia personalnego. Ostatecznie zdecydowałem się na wersje minimalną dla spełnienia wymogów formalnych do czego wystarczyły moje honoraria za kilka publikacji prasowych. Jednocześnie podjąłem próbę prowadzenia działalności wieloosobowej w strukturach zarządu i rady, co zostało wpisane do statutu. Oczywiście można było fundacją zarządzać np. w 2 osoby, tak jak to robi np. Adam Małysz z żoną, ale lepiej było wciągnąć dla dobra sprawy więcej osób.

Udało się kilka takich osób namówić, ale bez entuzjazmu. Podobnie było z redakcją portalu, gdzie trzeba było odwalać robotę w niemal 90% , przy wsparciu głównie technicznym, jednak bardzo potrzebnym. Najważniejsza osoba wśród wspierających mnie nie chciała się jednak ujawnić.

Ci, którzy mieli udział w budowie promilowy, później twierdzili, że to oni tyrają, a ja z tego korzystam ! Na całe szczęście w przypadku działalności internetowej jest dokumentacja działań i ich rezultatów, a więc sytuacja jest lepsza niż w przypadku np. uczelni, gdzie wykonywano podobne skoki na rezultaty pracy.

Rejestracja fundacji przeszła sprawnie, tak u notariusza, jak i w sądzie. Gorzej było z jej prowadzeniem, bo to sporo biurokracji, księgowania, sprawozdawania, oprócz tego co wymagało prowadzenie portalu. To jest robota na kilka osób, ale jak robota nie jest płatna, a jeszcze wymaga nakładów, to nikt nie chce robić a tylko kontrolować robiącego i jeszcze dezintegrować robotę, z czym od samego początku było problem.

Kilka osób pisało od czasu do czasu teksty na NFA, sporo dyskutowało na forum. Gorące tematy cieszyły się powodzeniem, a ilość internautów odwiedzających portal i ilość subskrybentów nowości portalu rosły dość szybko.

Serwis NFA umieszczony został na wielu stronach, na wszystkich kontynentach i jak wynikało ze statystyki odwiedzany był przez internautów z wielu krajów, z wielu uczelni i instytucji, tak krajowych, jak i zagranicznych.

Minister do NFA nastawiony był przychylnie, mimo że systemu nauki nie za bardzo chciał reformować. O wsparciu dla NFA nie było co jednak marzyć. Stawało się jasne, po wielu wysiłkach, że ze sponsoringiem nie będzie łatwo mimo rosnącego zainteresowania NFA.

No cóż . Sponsorzy lgną raczej do decydentów, a nie do dysydentów. Niezależność kosztuje !

Najbardziej we znaki dawały się problemy techniczne ze względu na ubóstwo fundacji niezdolnej do przejścia na bardziej wydajną, ale i bardziej kosztowną platformę.

Ciągły spam, ataki hakerskie, no i nokautowanie przeciwników przez dyskutantów, co prowadziło nawet do gróźb prokuratorskich, które by mogły doprowadzić do likwidacji NFA. Trudno to było opanować.

Tym niemniej po roku działalności fundacja miała swojej sukcesy, odbyto spotkania jawne na Politechnice Warszawskiej i przekazano kilka  wystąpień do decydentów. NFA stało się powszechnie znane w środowisku akademickim.

Postulaty zmian w systemie nauki podpisało 200 osób z różnych ośrodków, głównie jednak zagranicznych. Niestety w Polsce trudno znaleźć osoby, które by o zmiany odważyły się walczyć jawnie. Na ogół liczą, że ktoś to ma za nich zrobić, a oni mają tylko z tego korzystać. Takie jest konsumpcyjne nastawienie, jakże inne od tego z okresu Solidarności o czym nawet nie można pisać, bez narażania się na oskarżenia o ciągoty lustracyjne. 

————–

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 
(okres założycielski )
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=556

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

 
(okres jasełek)
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=557

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=567

2009-01-09

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres lustracyjny)

Józef Wieczorek

Do historii polskiego życia akademickiego przejdzie niewątpliwie okres walki z próbami rozliczenia się z okresem PRL, przynajmniej na gruncie zlustrowania beneficjentów tego systemu. Jak można się było spodziewać, przeciwko temu społeczność akademicka się zbuntowała i tylko nieliczne grupy głosiły potrzebę lustracji. Również na NFA taka potrzeba była artykułowana, co spotykało się oczywiście z dezaprobatą i protestami.

No cóż, środowisko akademickie jest u nas podzielone i mówi jednym głosem jedynie w sprawach finansowych . Tam gdzie chodzi o przyzwoitość to podziały są wyraźne . To co dla jednych jest przyzwoite, dla innych jest niedopuszczalne. Generalnie przyzwoitość nie jest dobrze widziana w tym środowisku, bo narusza jego autonomiczny błogostan.

Krzyk antylustracyjny był silny, a argumenty też poważne, bo niby jak tu lustrować skoro nie ma takiego zapisu w ustawie o szkolnictwie wyższym ? Rzecz w tym, że argumentowali tak ci sami, którzy w okresie tworzenia ustawy o szkolnictwie wyższym w 2005 r. krzyczeli przeciwko zapisom lustracyjnych, argumentując że to posłowie sobie ustawy pomylili ! Lustrowanie winno być w ustawie lustracyjnej, a nie w ustawie o szkolnictwie wyższym. Po 2 latach to nieumieszczenie lustracji w ustawie akademickiej było bardzo przydatne do buntu antylustracyjnego.

Jak na NFA sprawy lustracyjne zostały podniesione wielu antylustratorów zbuntowało się przeciwko NFA, a szalę goryczy przelało zaproszenie prezesa NFA do Pałacu, gdzie Prezydent kraju chciał się spotkać ze śmiałkami prolustracyjnymi.

Na NFA argumentowano czemu kogoś takiego się zaprasza, czemu taki jeden jest zauważony, czemu się pcha na salony, kiedy tylu dostojnych mieszkańców podręcznych strusiówek działa na NFA.

Sam fakt, że prezydent nie dał ogłoszenia typu „Wszystkie nicki enefowskie przybywajcie do mnie !” a tylko po imieniu i nazwisku, na jawny adres się zwrócił – to dał plamę. Nie ma co !

Widać dlaczego tak prezydent nie jest lubiany w znacznej części środowiska akademickiego, szczególnie tej, która swój żywot spędza z głową w piasku i ma pretensje jak inni tego nie doceniają. Niezapraszanie anonimowych herosów walki o reformy w nauce i edukacji – to obciach ! Kancelaria winna przecież wiedzieć, kto tak naprawdę stworzył NFA , kto tym zarządza, dzięki komu to się trzyma i kto tyra aby to wyglądało jak wygląda, kto jest kto, a nawet kto kim nie jest. W szczególności winna wiedzieć kto jest takim, czy innym nickiem i go zapraszać w dowód uznania jego nickowatości.

Ta gorycz rozlała się także na niektórych członków strukturalnych NFA, którzy co prawda struktury . NFA nie za bardzo chcieli budować, ale przecież figurować – figurowali. Były głosy, że wielu wchodzi na NFA tylko po to aby obejrzeć, że ci tam figurują i aby zakrzyknąć’Mordo ty moja’ i nic więcej. Bez nich NFA nie ma sensu istnienia. Doprawdy takie głosy były.

Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło i z częścią budowniczych struktur destrukcyjnych, istną V kolumną NFA, z zadowoleniem trzeba się było rozstać.

Mimo apeli o tworzenie alternatywnych sposobów zaspokajania swoich frustracji, dewiacji, alienacji, na portalu nadal prowadzono działania destrukcyjne i dezintegracyjne, aż do całkowitego wyłączenia portalu na niemal trzy miesiące.

Fakt, że byłem bliski tego, aby to w końcu rzucić, bo co prawda takie działania znałem z ‚realu’ akademickiego, ale tworzenie specjalnej platformy do (samo)destrukcji nie było moim celem.

W końcu zadania NFA od początku zostały jasno określone i realizowane w miarę możliwości.

Mimo braku chętnych do jawnej i wytężonej pracy, zarówno redakcyjnej (wiele apeli bez odzewu !) jak i ‚projektowej’,  portal działał już ponad 2 lata i cieszył się uznaniem wielu, także na samej ‚górze’.

Realizowany był też projekt analizy Europejskiej Karty Naukowca, co oczywiście również spotkało się z oburzeniem tych co w przedsięwzięciu – mimo apeli – nie zamierzali brać udziału.

Sam fakt, że coś mimo tumiwisizmu jednych, jest jednak realizowane – jak zwykle uznano za skandal. Za szczególne odstępstwo od akceptowanych w środowisku reguł uznano zamieszczanie na portalu tekstów, które sam napisałem ! Niestety  NFA nie miało funduszy na budowę kliniki. o czym lojalnie informowałem niedoszłych pacjentów.  

Obraz na NFA (przez zniknięciem NFA z cyberprzestrzeni) nie był jednak pełny, bo jednocześnie otrzymywałem listy z gratulacjami, z życzeniami – ‚tak trzymać’, żeby tu nie wymieniać tych z komplementami i podziwami.

Mimo okresowego sukcesu destruktorów należało NFA uratować dla sporej grupy środowiska akademickiego, dla którego mimo wszystko NFA stanowiło już istotną wartość.

Po niemal 3 miesięcznej przerwie, mimo strat w zawartości i funkcjonalności NFA ruszyło ponownie. 

[tekst pisany przed kolejnym świętem Konstytucji 3 Maja, bo jakoś pokazuje u Polaków (także akademickich) stałość tendencji destrukcyjnych wobec każdej próby konstrukcji. U beneficjentów akademickich PRL ta tendencja jakby została podniesiona do n-tej potegi]


 

Józef Wieczorek

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=566

 Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres fundacyjny)

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=567

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=593

2009-05-02

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA –  

(okres budowy strefy NFA – Strefy Wolnej Myśli Akademickiej) 

Mimo zintegrowanych wysiłków, NFA nie udało się wyeliminować z cyberprzestrzeni.


 

Pokiereszowany portal (bez niektórych tekstów i funkcji) został zainstalowany na przyjaznym serwerze, a doświadczenia dały wiele do myślenia. Trzeba być zabezpieczonym na dalsze ataki i integrowanie się populacji akademickich przeciw wolności niewygodnego słowa. Każdy mógł zaobserwować, że tylko narastająca nienawiść i zawiść jest w stanie doprowadzić do integracji środowiska.( na rzecz niszczenia obiektu swej nienawiści i zawiści) . Integracja pozytywna środowiska akademickiego to marzenie ‚ściętej głowy’. Zintegrować pozytywnie to się może środowisko moherowe, ale nie akademickie.

Reakcją na działania negatywne (dezintegrujące) mogły być jedynie działania pozytywne – zgodne ze statutem NFA – działania na rzecz zajęcia większej części cyberprzestrzeni, którą nie tak łatwo będzie zakneblować.

W gruncie rzeczy jest to reakcja np. dla mnie jak najbardziej naturalna i udokomentowana.  Zintegrowane działania najwyższych czynników akademickich i wykluczenie mnie ze środowiska akademickiego i finansowania, bynajmniej nie spowodowały zniknięcia ze sceny akademickiej, ale zaowocowały wzmożoną jak zwykle aktywnością i jak łatwo się przekonać, po odejściu z jednostek z nazwy naukowych i finansowanych z kieszeni podatnika, mój dorobek publikacyjny znacznie wzrósł !

Po prostu, jako niezależny badacz nie byłem co prawda finansowany, ale możliwość zniszczenia mojej działalności została drastycznie ograniczona. Rezultat – wzrost dorobku naukowego ! Fakt, że tylko okresowo, bo przecież bez pieniędzy długo nie da się ciągnąć. Tym niemniej zwiększenie wydajności pracy związane z faktem wydostania się poza zasięg akademickich maczug dalekiego zasięgu – był oczywisty.

Prosty wniosek – kiepski stan nauki w Poslce jest rezultatem nie tyle słabego finansowania jednostek z nazwy naukowych, ale jest rezultatem przeznaczania tych finansów, księgowanych po stronie wydatków na naukę, na niszczenie ludzi nauki i ich warsztatów pracy.

Tym samym przy obecnym systemie zwiększenie finansowania wcale nie musi przynosić wzrostu poziomu naukowego, a wręcz przeciwnie – może spowodować bardziej dokładne zniszczenie niewygodnych ( z jakiegoś powodu) naukowców i ich warsztatów pracy.

Zatem wzrost finansowania musi dotyczyć jedynie działalności pozytywnej na rzecz nauki.

Jaki jest szeroki zasięg takich destrukcyjnych działań – wykazała także historia NFA rejestrująca życie akademickie bez cenzury – w pełnej krasie. Oczywiste było zatem powtórzenie w cyberprzestrzeni sytuacji dobrze mi znanej z realu.

Ucieczka do przodu, rozbudowa platformy NFA w całą strefę NFA – Strefę Wolnej Myśli Akademickiej – zabezpieczyła nie tylko platformę- Matkę NFA , ale zwiększyła zasięg oddziaływania na środowisko akademickie. Kapitał NFA pozostał humorystyczny. ale rezultaty – wzrosły.

Platforma-matka NFA http://www.nfa.pl/ wydała na świat cybernetyczny, kilkoro już dzieci, które rosną zdrowo i cało, zwiększając zainteresowanie NFA.

Do tej pory powstały:

Niezależne Forum Akademickie – Media pod lupą NFA http://nfajw.wordpress.com/

Niezależne Forum Akademickie – Patologie http://nfapat.wordpress.com/

Niezależne Forum Akademickie – Who is who http://nfawww.wordpress.com/

Lustracja i weryfikacja naukowców PRL http://lustronauki.wordpress.com/

Mediator Akademicki kontra Mobbing http://nfamob.wordpress.com/

Blog akademickiego nonkonformisty http://blogjw.wordpress.com/


i niektóre dzieci już przerosły już matkę, bo strony medialna i lustracyjna notują na ogół więcej wejść dziennie niż platforma podstawowa.

Co prawda działania operacyjne nie całkiem ustały, ale nie są już tak skuteczne.Zainstalowany w cyberprzestrzeni zintegrowany system obrony wolnej myśli akademickiej nie tak łatwo zlikwidować. Kagańca nie da się założyć, a mur obojętności wobec działań dezintegrujących powoduje, że ‚integryści z nienawiści’ co najwyżej sobie głowy rozbijają, o ile zdecydują się na wyciąganie ich z podręcznych strusiówek.

Jest też jasne, kto NFA tworzył i go rozwijał, a kto niszczył lub pasożytował.Niektórzy głosili się budowaniczymi NFA bo jak wpisywali adres www.nfa.pl – niczym ‚Sezamie otwórz się !’ otwierała się strona w ciągle nowej szacie, co uwazali za produkt ich geniuszu akademickiego. Innymi słowy część ‚forumowiczów’ uważała, że dysponuje jakąś vis vitalis, którą formują NFA, podobnie jak przed kilku wiekami sądzono, że jakaś siła plastyczna – vis vitalis– powodowała tworzenie skamieniałości.

Podobnie jak ze skamieniałościami, tak i z NFA, okazało się, że były to poglądy błędne.

Zastanawiajace jest jednak długotrwałe utrzymywanie się prymitywizmu intelektualnego, mimo w tysiącach procentów liczonego wzrostu formalnego wykształcenia. 

NFA nie powstało z nienawiści, czy zawiści. NFA powstało jako odpowiedź na kneblowanie wolnej myśli, jako przestrzeń działania na rzecz pozytywnych zmian w systemie nauki, otwarta na wszystkich, którzy kontruktywnie chcą na tej platformie działać. Niestety zniewolone przez lata środowisko akademickie nie za bardzo jest zdolne do konstruktywnej, jawnej, działalności.

Wiele różnych ‚forów’ akademickich w ciągu ostatnich lat pojawiło w cyberprzestrzeni i albo już zniknęły, albo gdzieś wegetują, bez większego znaczenia. Zamiast zrobić coś lepszego od NFA (skoro lepszego NFA nie chcą budować) inni koncentrują się tylko nad tym jakby to NFA rozwalić.

Fakt, przykład dali rektorzy, uznając założyciela NFA za osobnika destabilizującego poddane im środowisko akademickie. I ci, i ci, jednak okazali się nieudacznikami.

Projekt NFA mimo działań operacyjnych i dezintegracyjnych nadal jest realizowany i jest nadzieja, że nadal będzie się rozwijał. 

Od środowiska akademickiego zależy jak szybko i jak szeroko. Czy jednak wyselekcjonowane podczas czystek lat 80-tych ( i wcześniejszych) środowisko wykazujące nader wiele cech społeczeństwa Ików  jest w stanie działać otwarcie pro publico bono ? 

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres założycielski )

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres jasełek)

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres ustawiania ustawy)

 Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA

(okres fundacyjny)

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA 

(okres lustracyjny)

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=594

2009-05-08

Reklamy

Czas skończyć z celebrą akademickich dworów

Czas skończyć z celebrą akademickich dworów

Józef Wieczorek 08-04-2008 Rzeczpospolita 

Polak bez habilitacji nie ma szansy na zatrudnienie na polskiej uczelni na stanowisku profesora – pisze prezes Niezależnego Forum Akademickiego

Stan nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce budzi zaniepokojenie, mimo że liczba młodych Polaków pobierających wyższe wykształcenie przekroczyła już 50 proc. O czym zdaje się nie wiedzieć obecny rząd, zakładający osiągnięcie takiego stanu na koniec swojej kadencji. Kto jak kto, ale rząd powinien znać stan aktualny i mieć realne plany polepszenia go. Jeśli więc założenia zostały osiągnięte, nim rząd zaczął rządzić, to może nie ma już nic do roboty?

Czy kandydat umie pisać?

Tak dobrze jednak nie jest. Statystyka nie powinna wprowadzać w błąd. To, co obecnie traktuje się jako poziom wyższy (dyplomy magistra, licencjata), jest poziomem raczej niskim, a niektórzy uważają, że dawna matura była na wyższym poziomie niż dyplom obecnych uczelni. Zapewne dostrzegła to i Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, która zaleca, aby rozprawy doktorskie sprawdzały, czy kandydat na doktora umie pisać – proszę sobie wyobrazić! – po polsku. Dawniej odbywało się to na poziomie matury, a dziś na poziomie doktoratu! A i tak – jak kilka lat temu podkreślał prof. Janusz Tazbir – 40 – 70 proc. doktoratów nie spełnia standardów.

Niewykluczone, że dawniejsza matura była na wyższym poziomie niż dyplom obecnych wyższych uczelni

Widać komisje profesorskie promujące takich doktorów też tych standardów nie spełniają, ale nadal działają na froncie produkcji dyplomów bez wartości. Krzywa rośnie! A to najważniejsze, bo przynosi uczelniom wpływy finansowe, no i odpowiednią liczbę stopni i tytułów potrzebnych do akredytacji.

Porządek wschodni

1 maja 2004 r. Polska znalazła się w Unii Europejskiej, ale ten fakt chyba nie został zauważony przez decydentów nauki i szkolnictwa wyższego i nasz system nauki nadal funkcjonuje według porządku wschodniego, a nie zachodniego. Kwalifikacje naukowców utytułowanych na Wschodzie wątpliwości nie budzą, do naszego systemu świetnie się nadają, co innego z naukowcami polskimi, którzy zdecydowali się na uprawianie nauki na nadal podejrzanych uczelniach zachodnich – ci, jeśli nie ukryją swojego polskiego obywatelstwa, raczej szans na stanowisko profesorskie w Polsce nie mają. Wygląda to paradoksalnie, ale rzecz w tym, że paradoksami nasz system nauki stoi, a tak naprawdę – leży.

Po wejściu do UE Polska jakby stanęła na rozdrożu. Co wybrać – porządek wschodni (tak u nas zadomowiony, z licznymi tytułami, z akademicką celebrą, polityką prorodzinną stosowaną do obsadzania dożywotnich etatów akademickich, ustawianiem konkursów dla zaspokojenia potrzeb hierarchów akademickich i ich dworów) czy zachodni (kłopotliwy, bo mobilny, przedkładający – o zgrozo – dorobek naukowy nad tytuły).

Dotąd klarownej decyzji nie podjęto. Nauka w Polsce znalazła się na rozstajach dróg i nadal rozgląda się za drogowskazem.

Europejski drogowskaz

Drogowskaz już jednak jest. Komisja Europejska opublikowała 11 marca 2005 r. Europejską kartę naukowca i kodeks postępowania przy rekrutacji naukowców, aby ich wprowadzenie przyczyniło się do stworzenia europejskiej przestrzeni badawczej bardziej przyjaznej dla naukowców i dającej szansę na zmniejszenie dystansu Europy do USA. Skuteczność tych działań może jednak budzić obawy, bo karta i kodeks to jedynie zalecenia dla członków UE, a nie obowiązujący akt prawny. Zainteresowanie w Polsce tymi zaleceniami jest nader skromne, jakby drogowskaz schowany był we mgle, a decydenci, obchodząc go wkoło, nie zauważali właściwego kierunku.

A może nie chcą zauważyć, zważywszy, że wskazuje:

1) kompatybilność karier naukowych (bez habilitacji i bez profesur belwederskich – specjalności polskiej kuchni akademickiej),

2) rekrutację kadr poprzez rzeczywiste (a nie ustawiane jak u nas) konkursy na stanowiska akademickie,

3) jawność dorobku i procedur (utajnianie teczek akademickich na wieki – wykluczone!),

4) mobilność kadry wykluczającą „chów wsobny”, w czym jesteśmy mistrzami.

Ustawiaczy nikt nie ściga

Beneficjenci dotychczasowego systemu za takim drogowskazem, choćby go zauważyli, nie pójdą. To by była dla nich katastrofa, droga ku przepaści.

Na razie preferuje się wygodną postawę według reguły: skoro nie ma nakazu, aby kartę i kodeks wprowadzić, lecz co najwyżej się to zaleca, nie ma się czym przejmować. Zalecenia te zostały pominięte przy tworzeniu ustawy o szkolnictwie wyższym w 2005 r.

Oddolna inicjatywa Niezależnego Forum Akademickiego wdrożenia Europejskiej karty naukowca do nowego aktu prawnego została zignorowana. Nie wszystkim jest, jak widać, po drodze do porządku zachodniego.

Kilkuletnia działalność Niezależnego Forum Akademickiego wskazuje, że krajowi beneficjenci systemu nie bardzo się kwapią do zmian realnych, co najwyżej je pozorują. Demokratyczna większość jest co prawda za zmianami, ale takimi, aby wszystko zostało po staremu. Zdecydowana mniejszość chce zmian realnych, ale większość tej mniejszości boi się o nie walczyć otwarcie – wie, czym to grozi!

Najwyższy czas, aby do reformowania systemu nauki włączyć Polaków „zagranicznych”, mających stały kontakt z nauką światową

W lepszej sytuacji są Polacy „zagraniczni” i to oni na ogół podpisują petycje, aby obecny system zmienić. Mają w tym interes, bo gdy wszystko pozostanie po staremu, do emerytury nie mają po co wracać do kraju. Jeśli za granicę wyjechali stosunkowo wcześnie i nie zdobyli u nas stopni naukowych, nie zostali utytułowani, to po powrocie nie mają co liczyć na etat. Konkursy rozpisuje się na samych swoich, a ustawiaczy, w przeciwieństwie np. do ustawiaczy meczów piłkarskich, nikt nie ściga – bo to taki jest obyczaj w nauce.

Nie dyskryminować aktywnych

Ktoś, kto jest Polakiem, nie ma zresztą wielu szans na zatrudnienie na stanowisku profesora, jeśli nie ma habilitacji, mimo że w wypadku cudzoziemca jest to możliwe. Zdarzają się przypadki zrzekania się obywatelstwa polskiego, aby otrzymać stanowisko profesora na polskiej uczelni. Jest to istotny powód tego, że polscy naukowcy nie mają zamiaru wracać do kraju przed emeryturą, ale też jest to powód, aby włączyć się do działań na rzecz zmiany systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Dopóki będzie w nim obowiązywał porządek wschodni, a nie zachodni, nie ma co liczyć, że tzw. nauka polska będzie się liczyła w świecie.

Konieczne są nie tylko większe pieniądze, nie tylko możliwość zróżnicowania wynagradzania pracowników w zależności od osiągnięć. Potrzebna jest przede wszystkim kompatybilność systemowa, konieczne są zmiany prawne, które nie będą dyskryminowały zbyt aktywnych, zbyt niezależnych Polaków robiących karierę naukową poza granicami kraju. Konieczne są otwarte, rzeczywiste konkursy na stanowiska naukowe, konieczna jest ocena pracowników przez gremia międzynarodowe, jawność dorobku naukowego itd.

Najwyższy czas, aby do reformowania systemu nauki włączyć Polaków „zagranicznych”, mających stały kontakt z nauką światową i zachowujących niemal ciągły kontakt z krajem. Ich doświadczenia należałoby wykorzystać. Jeszcze jest czas.

 

Autor, doktor geologii, paleontolog, pracował w Polskiej Akademii Nauk oraz na Uniwersytecie Jagiellońskim, był działaczem Polskiego Towarzystwa Geologicznego i redaktorem „Annales Societatis Geologorum Poloniae”, współorganizatorem NSZZ „Solidarność” w Instytucie Nauk Geologicznych UJ w 1980 r. Ostatnio wydał książkę „Drogi i bezdroża nauki w Polsce”, jest prezesem Fundacji Niezależne Forum Akademickie, redaktor portalu NFA www.nfa.pl

Co w akademickiej trawie piszczy ?

Akademicka optyka

List do Przewodniczącego KRASP- O kłopotach w awansowaniu młodych naukowców

List do Przewodniczącego KRASP –

O kłopotach w awansowaniu młodych naukowców 

Przewodniczący KRASP 
Prof. dr hab. inż. Tadeusz Luty 
Rektor Politechniki Wrocławskiej 
ul. Wybrzeże Wyspiańskiego 27 
50-370 Wrocław
 

W odpowiedzi na apel KRASP o ‚ogólnopolską debatę o kłopotach w awansowaniu młodych naukowców’ patrz http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3012846.html na portalu NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE został otwarty GORĄCY TEMAT Debata o kłopotach w awansowaniu młodych naukowców http://www.nfa.pl/news.php?id=150 którego podsumowanie zostało przedstawione w tekście pod tytułem ‚O kłopotach w awansowaniu młodych naukowców’ http://www.nfa.pl/articles.php?id=203 (także w załączniku). Autor podsumowania pisze pod pseudonimem z obawy o możliwość kłopotów przy awansowaniu.

Jest to niestety standard w systemie nauki i edukacji w Polsce, że osoby boją się wypowiadać swoim, pełnym głosem z uzasadnionej obawy przed konsekwencjami. Działania operacyjne jakie podejmowane są przeciwko mówiącym otwarcie odnoszą swój skutek. 

Zacytuję Romana Ingardena: ‚Swoboda dyskusji? -Ależ oczywiscie, tak. To niezbędny warunek wszelkiego postępu w nauce i czynnik równie istotny dla wszelakiego rozwoju kulturalnego i społecznego ‚. Niestety ten warunek postępu w nauce nie jest spełniony ! 

Ks. J. Tischner pisał :‚Dialog oznacza, że ludzie wyszli z kryjówek, zbliżyli się do siebie, rozpoczęli wymianę zdań. Początek dialogu- wyjście z kryjówki – jest już dużym wydarzeniem. Trzeba się wychylić , przekroczyć próg, wyciągnąć rękę, znaleźć wspólne miejsce do rozmowy.’ Ale to juz historia. Żeby przetrwac ludzie znowu schowali się do kryjówek, szczególnie ludzie ze środowiska akademickiego o ile nie zostali wcześniej z niego wykluczeni za wychylanie się. Dialog natomiast myli się z monologiem. 

Przypomnę, że NFA (www.nfa.pl) to wolny głos środowiska akademickiego adresowany zarówno do studentów, doktorantów, naukowców, nauczycieli akademickich, jak i decydentów otwartych na głębokie reformy nauki i edukacji w Polsce. Może warto z tym głosem nawiązać dialog ? Jest słyszalny na wszystkich już kontynentach i w wielu środowiskach akademickich – nie tylko w Polsce. 

Z poważaniem 
Prezes fundacji NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE 
Józef Wieczorek 

—– Original Message —– 
From: J.Wieczorek 
To: KRASP – Biuro ; KRASP – Prof. Tadeusz Luty 
Cc: Minister Edukacji i Nauki ; RGSW ; SRiZUN ; KRUN 
Sent: Monday, March 13, 2006 3:37 PM 
Subject: O kłopotach w awansowaniu młodych naukowców 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=204

Zgłoszenie bez odpowiedzi

Zgłoszenie bez odpowiedzi 

MOTTO: 

Stał się cud pewnego razu,oj 
Przemówił dziad do obrazu, oj, 
A obraz doń ani słowa, oj 
Taka była ich rozmowa, oj
 

pieśń dziadowska podobno z XVII wieku, dziwnie nawiązująca do dialogu w środowisku akademickim w wieku XXI 


Niniejszym jako prezes fundacji Niezależne Forum Akademickie załączam list do prezesa Fundacji Rektorów 
Polskich wraz ze zgłoszeniem na I Konferencję Zimową Fundacji Rektorów Polskich. Niestety list pozostał bez odpowiedzi i tym samym mój udział w Konferencji nie dochodzi do skutku. Na NFA nie zamieszczę zatem merytorycznego sprawozdania z konferencji, której program (poniżej) dotyczy problemów jak najbardziej interesujących NFA. 
Nie wiem czym organizatorzy konferencji kierowali się w nałożonym -jak odbieram – ostracyzmie na NFA 
Fakt, ze zgodnie z informacjami http://www.frp.org.pl/konfzim07.htmkonferencja miała być dla rektorów, towarzyszy (-ek) ich życia i kierowców, a ja żadnych z tych kryteriów nie spełniam i nie rokuję nawet nadziei abym kiedykolwiek spełnił. Tym niemniej w ramach środowiskowego dialogu, o czym NFA zostało informowane zarówno przez Kancelarię Prezydenta RPhttp://www.nfa.pl/articles.php?id=337, jak i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego http://www.nfa.pl/articles.php?id=339 (informacja także dla KRASPhttp://www.nfa.pl/articles.php?id=346 ) winny zostać wypracowane reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Skoro strony tego dialogu zostaną ograniczone do rektorów,. towarzyszy (-ek) ich życia i kierowców a pozostała część środowiska akademickiego zostanie zignorowana niezgodnie z ustawą zasadniczą, ustawą o szkolnictwie wyższym i statutami uczelnianymi, to możemy mieć sytuację konfliktową, prowadzącą do destabilizacji życia akademickiego w Polsce. 

Proszę zwrócić uwagę na wysokie koszty udziału w konferencji organizowanej przez rektorów biednych uczelni. Ja za znacznie mniejsze kwoty spędzam w tych regionach znacznie dłuższe okresy, i to z pożytkiem. Dlatego tez zgłaszałem pobyt niezależny ograniczony tylko do części merytorycznej bo takie koszty mógłbym pokryć. Gdybym natomiast opłacił to co wymagają organizatorzy – NFA przestało by istnieć, bo by zbankrutowało. Proszę przy tym zauważyć, że -w przeciwieństwie do ‚platform’ KRASP czy FRP – NFA stanowi platformę dyskusji nie tylko dla władz NFA , ew. ich towarzyszy (-ek) życia i kierowców, lecz dla szerokiego środowiska akademickiego, zarówno z Polski, jak i spoza kraju. Na platformę otwartego dialogu akademickiego jaką jest NFA bezpłatnie zapraszani byli także rektorzy uczelni polskich http://www.nfa.pl/articles.php?id=346. 
Niestety dialog w środowisku akademickim przypomina rozmowy dziada z obrazem ! 

Nie wiem czy brak reakcji na moje zgłoszenie nie wynika z życzliwości do mojej osoby i obawy, że mógłbym się źle czuć w tym środowisku. Być może nie potrafiłbym się dobrze bawić przy ognisku, ani dobrze strzelać (ostatnio strzelałem na poligonie w Wicku na zakończenie wojskowego szkolenia studentów i to tylko z broni większego kalibru – artyleria przeciwlotnicza) ale mógłbym to zrekompensować np. ładunkiem nauki geologicznej, która doprowadziła rejon Krynicy do rozkwitu po odkryciu źródeł mineralnych przez geologa Rudolfa Zubera. Teren znam i mógłbym być przewodnikiem i tym samym mógłbym niejako zarobić na opłaty konferencyjne a nawet więcej, gdybym był należycie potraktowany i wynagrodzony z zasadami gospodarki rynkowej. 
Region ten mógłby być wzorcem dla lepszej współpracy między nauką i gospodarką bo przełożenie np. wiedzy geologicznej na rozwój rejonu jest tu oczywiste, jakkolwiek 
jakby ostatnio zaniechane. Nie widać z programu konferencji aby coś się miało zmienić, mimo różnych projektów na wysokich szczeblach.
 

====================================== 
—– Original Message —– 
From: J.Wieczorek 
To: Fundacja Rektorów Polskich 
Sent: Tuesday, February 20, 2007 7:20 PM 
Subject: zgłoszenie 

Fundacja Rektorów Polskich 

Przewodniczący 

I KONFERENCJI ZIMOWEJ FUNDACJI REKTORÓW POLSKICH 

Prof. Jerzy Woźnicki 

W załączniku przesyłam wypełniony formularz zgłoszenia na I Konferencję Zimową Fundacji Rektorów Polskich w charakterze niezależnego uczestnika.Pobyt zamierzam zorganizować sobie samodzielnie. Jestem zainteresowany programem konferencji z której chciałbym przedstawić sprawozdanie na stronach Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl budzącego spore zainteresowanie polskiego środowiska akademickiego zarówno krajowego, jak i zagranicznego. 

Z poważaniem 

Józef Wieczorek 
================================== 

Proszę o zapoznanie się z wypełnionym formularzem : 
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY 

UDZIAŁU W I KONFERENCJI ZIMOWEJ FUNDACJI REKTORÓW POLSKICH DLA REKTORÓW/PROREKTORÓW I KADENCJI 
KRYNICA Zdrój , 21-25 MARCA 2007 r. 

Program Konferencji: 

http://www.frp.org.pl/pliki/programKZ07.pdf 

Program 
Przewodniczący Konferencji: Jerzy Woźnicki 
Przyjazd i rejestracja uczestników, obiad – 21 marca 2007 r. (środa) – godz. 1400 – 1600 

Inauguracja Konferencji Zimowej – 
21 marca 2007 r. (godz. 16.30-18.00) 
1630 – 1800 Powitanie uczestników, otwarcie Konferencji 
Sesja otwierająca:, „Ustawodawstwo polskie dotyczące szkolnictwa wyższego: okres 1920-2005 – przesłanie dla przyszłości” (J. Woźnicki) 
19.00 uroczysta kolacja 

Dzień I Konferencji Zimowej Rektorów – 22 marca 2007 r. (godz. 9.00-15.00) 
900 – 1030 sesja I – Kultura instytucjonalna uczelni w świetle Kodeksu: „Dobre praktyki w szkołach wyższych”, debata rektorów (wprowadzenie: A. Szostek i J. Woźnicki) 
1030 -1100 przerwa na kawę – Centrum Konferencyjne 
1100 -1300 sesja II – wykład pt: „Europejskie perspektywy rozwoju nauki- wnioski i szanse dla Polski” (A. Siemaszko) 
1300 -1400 obiad w Centrum Konferencyjnym 
1400 -1500 sesja III – Dyskusja, pytania i odpowiedzi 
Popołudnie – zwiedzanie strzelnicy myśliwskiej LZD AR Kraków , pokaz strzelania , kolacja i zabawa przy ognisku 

Dzień II Konferencji Zimowej Rektorów – 23 marca 2007 r. (godz. 9.00-15.00) 
900 – 1030 sesja I – Debata panelowa „Elitarność w szkolnictwie wyższym” (J. Axer, K Chałasińska-Macukow, R. Górecki, T. Luty, M. Zdanowski ) 
1030 -1130 przerwa na kawę – Centrum Konferencyjne 
1130 -1230 sesja II – Prezentacja założeń projektu FRP – ISW pn. „Benchmarking instytucjonalny w szkolnictwie wyższym- założenia systemu”: (wprowadzenie: J. Woźnicki, komentarz: J. Bieliński, S. Chwirot, T. Skarbek,) 
1230 -1330 obiad w Centrum Konferencyjnym 

1330 -1500 sesja III – Debata panelowa „Akredytacja europejska – uwarunkowania i perspektywy” (J. Błażejowski, S. Chwirot, A. Kraśniewski, Z. Marciniak) 

Popołudnie – wyjazd autokarem „Szlakiem cerkwi” – Powroźnik , Tylicz, kolacja 

Dzień III Konferencji Zimowej Rektorów – 24 marca 2007 r. (godz. 9.00-14.00) 
900 – 1030 sesja I – Debata panelowa „Szkolnictwo wyższe a wymagania rynku pracy -akademickość, zawodowość, zatrudnialność” – (A. Hamrol, E. Kryńska, K. Pawłowski ) 
1030 -1100 przerwa na kawę – Centrum Konferencyjne 
1100 -1300 sesja zamykająca: Debata panelowa rektorów: doświadczenia I kadencji rektorskiej (A. Budnikowski, T. Krzyżyński, W. Kurnik, K. Musioł, L. Pączek, J. 
Żmija) 

1300 -1400 obiad w Centrum Konferencyjnym 
Popołudnie – wyjazd kolejką gondolową na Jaworzynę Krynicką, kolacja 

25 marca 2007 (niedziela) 
godz. 9.30 śniadanie 
godz. 10.00-12.00 wyjazd uczestników 
Ze względu na wyjazdy terenowe wskazane jest zabranie ze sobą odpowiedniego obuwia i ciepłej odzieży .

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=358

2007-03-17

Czy naprawdę ranga i prestiż ?

Józef Wieczorek 

Czy naprawdę ranga i prestiż ? 

Z zainteresowaniem zapoznałem się z rozmową z prof. Januszem Tazbirem, przewodniczącym Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów zamieszczoną w Forum Akademickim nr.11, 2006 pod tytułem ‚Ranga i prestiż’.http://www.forumakad.pl/archiwum/2006/11/19_rozmowa_forum.html 

Myślę, że może ona być wyjściem do szerszej debaty na temat ścieżki naukowej i mechanizmów ją kontrolujących. Taką debatę prowadzi od pewnego czasu na swoich stronach Niezależne Forum Akademickie www.nfa.pl , ale jak to bywa z debatami niewygodnymi dla decydentów, nie biorą oni udziału w tej debacie. Skoro ktoś jest zadowolony ze swojego decydenckiego miejsca w systemie nauki na ogół bardzo go sobie ceni i nie zamierza ani go zmieniać, ani nawet na temat możliwości zmiany miejsca dyskutować. Oczywiście najwięcej dyskutują niezadowoleni z obecnego stanu rzeczy, którzy chcą zmian, co jest rzeczą jak najbardziej normalną i znaną z historii ludzkości. 
Niestety jak widać znakomicie z przebiegu dyskusji na NFA zdecydowana większość także tych niezadowolonych nie zamierza się ujawnić bo niemal każdy wie co go za to może spotkać w naszym systemie. Kto ma inną od decydentów‚fizjologię smaku’ raczej nie ma szans na przebicie się w górę, ale raczej jest niemal pewne, że zostanie wtłoczony w dół . A kto by chciał sam sobie taki dół kopać ? To jedynie jednostki poświęcają się dla dobra ogółu biorą na siebie ciężar podejmowania dyskusji z ‚generalicją’ naszej nauki, co skutkuje zwykle działaniami na rzecz kneblowania im ust, dyskredytowania bez możliwości obrony, czy szykanowania i wykluczania z jednomyślnego środowiska. To już są cechy systemu autokratycznego , a nie demokratycznego. Ale taki jest system nauki w Polsce. 
Pan profesor broniąc zasadniczo obecnego status quo nie jest zbyt przekonywający, a szereg argumentów jest co najmniej mocno dyskusyjnych. 
Pan profesor mówi :‚Postulaty zniesienia mechanizmów kontrolujących poziom profesury wydają mi się głęboko niesłuszne. Konieczny jest sprawdzian poziomu kandydata przez gremium fachowców w danej dziedzinie.”. Niestety nie podaje kto takie postulaty podnosi. Np. NFA przygotowało Postulaty zmian w systemie nauki w Polsce http://www.nfa.pl/news.php?id=2486 a bynajmniej nie jest za zniesieniem mechanizmów kontrolujących poziom profesury, i nie tylko profesury, a wręcz przeciwnie. Jest za likwidacją habilitacji i profesur ‚belwederskich’, ale za podwyższeniem wymagań i wprowadzeniem rzeczywistych, obowiązujących w systemie anglosaskim, mechanizmów merytorycznych, które delikatnie mówiąc niedomagają w obecnym systemie kontrolnym. 

Pan profesor zdaje sobie sprawę z wielu patologii polskiego systemu o czym najlepiej świadczy wypowiedź ‚Marny doktor będzie kiepsko kształcił, marny doktor habilitowany nie będzie starał się kształcić dobrych doktorów, ażeby go nie przerośli, a marny profesor nie będzie popierał dobrych habilitacji.’ do której zasadności nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Tak właśnie u nas jest i stąd mamy tak wiele marnych doktorów bo są kształceni przez marnych profesorów habilitowanych i jak widać ten obecny broniony zażarcie system wcale tej deprecjacji nie był w stanie zapobiec. 
W obecnym systemie dobrzy doktorzy, którzy kształcili dobrych magistrów formując ich na dobrych naukowców niestety nie mają wiele szans, a marni profesorowie, którzy i solidnego magistra nie są w stanie samodzielnie wypromować – mają nie tylko szanse, ale i dożywotnią władzę i utrzymanie przez podatnika. 
Przy zachowaniu obecnego systemu także doktorzy, a nawet niehabilitowani profesorowie np. z Oxfordu, czy Harvarda zdają sobie sprawę, że nie bardzo mają po co wracać do kraju. Bo co ich może czekać na polskich uczelniach ? Ten wstydliwy temat jakoś jest przemilczany na najwyższych szczeblach decydenckich. 
O tym, że Pan profesor znakomicie zdaje sobie sprawę z patologicznych mechanizmów funkcjonujących w naszym systemie świadczy również wypowiedź ‚U nas większość profesorów swoje kariery naukowe, od magistra do profesora, robi w jednej uczelni,’ . Tak właśnie jest i temu CK nie była w stanie zapobiec. Dlaczego ci, którzy ‚ nierzadko publikując większość prac w przysłowiowych już zeszytach naukowych tej uczelni’ stali się profesorami ? Dlaczego CK ich dopuściła do profesury ? 
Nie bez przyczyny to właśnie marni profesorowie boją się radykalnych zmian w systemie nauki bo zdają sobie sprawę, że wprowadzenie ostrych kryteriów merytorycznych może ich wyeliminować z systemu decydenckiego, a także obniża szanse ich rodzin nader często lokowanych na tych samych uczelniach, wydziałach, zakładach pod swoimi skrzydłami, w ramach fikcyjnych, ustawianych ‚konkursów’ na obsadzanie etatów akademickich. 
To jest jedna z głównych przyczyn silnego oporu materii profesorskiej przed gruntownymi zmianami naszego systemu. 
Ustawiacze przetargów gospodarczych, meczów sportowych mają szanse trafić do prokuratury. Ale czy ktoś został pozwany do prokuratury za ustawianie ‚konkursów’ akademickich ? Czy prokuratura byłaby w stanie podołać takiemu zwiększeniu obowiązków? 
Więc funkcjonuje rozwiązanie prostsze. Ustawiacze konkursów do końca życia ‚robią’ za niekwestionowane autorytety moralne i intelektualne, a ci którzy by śmieli ten system zakwestionować, to nieudacznicy, miernoty, frustraci, itp. itd…… (w miejsce kropek można wstawić dowolne inwektywy). 
Zresztą nie tylko krytyka systemu, ale najzwyklejsza w świecie krytyka naukowa u nas bezkarnie nie istnieje, mimo że nauka tam się kończy gdzie kończy się możliwość krytyki naukowej. Ale niestety dopiero tam się zaczyna tzw. nauka polska słusznie wyodrębniona od nauki sensu stricto, tak jak kiedyś w sposób absolutnie zasadny wyodrębniano demokrację socjalistyczną od demokracji sensu stricto . 

Nie za bardzo mogę się zgodzić ze stwierdzeniem ‚ Tak naprawdę to przecież nie państwo decyduje o tym, komu nadać tytuł, lecz środowisko naukowe, a prezydent tylko ten tytuł wręcza. A poza tym, czy to nie nadaje rangi, jeśli właśnie profesorom, sędziom czy generałom nominacje wręcza prezydent?’ 
Lepiej by było rangę profesorów podnieść przez wprowadzenie oceny ich działalności, ich dorobku przez gremia międzynarodowe , gdyż z natury rzeczy nauka jest globalna, a nie krajowa. To prestiż prezydenta może być narażony na szwank przez wręczanie tytułu miernym profesorom uprawiającym naukę tajną (dorobek ‚naukowy’ niejawny !) lub regionalną ( w mediach słyszymy o np. o nauce bydgoskiej czy wrocławskiej itp.) 
Jeśli dobrze pamiętam był też problem z odebraniem plagiatorowi tytułu profesora przez środowisko naukowe, bo nie byłoby to zgodne z prawem. Tytuł może odebrać ten kto go nadaje i zgodnie z prawem może to zrobić dopiero prezydent, i nie wiem czy środowisko może go do tego zmusić jeśli nie będzie chciał ? 
Pan profesor pisze ‚ Bardzo charakterystyczne jest, to wręcz reguła, że za zniesieniem habilitacji są ci, którzy habilitacji nie przeszli ‚. 
Jest to stwierdzenie bardzo nieścisłe. Panie profesorze, za zniesieniem habilitacji jest wielu, którzy przeszli bardzo dobrze habilitację, a mimo to twierdzą, że habilitacja, tak jak i tytuł profesora ‚belwederskiego’ wcale im do szczęścia nie jest potrzebny. Za utrzymaniem obecnego status quo są natomiast często ci, dla których przy wprowadzeniu ostrych kryteriów merytorycznych nie byłoby miejsca w systemie nauki. I wiedzą dlaczego nie chcą takich zmian a postulatorów takich zmian odsądzają od czci i wiary. 
Obecnie często nie ma miejsca w nauce dla tych, którzy zagrażają, jak się mówi – ‚utytłanym’. Żeby nie odnosić się do mitologii lecz do faktów warto zaglądać na www.nfa.pl gdzie można się przekonać jak działa kuchnia akademicka w Polsce. Potrawy z tej kuchni nie zawsze są strawne, a fizjologia smaku niestety często decyduje – być, czy nie być w systemie nauki w Polsce. 
Panie profesorze, jak się mówi źle o tzw. wiecznych doktorach należałoby też wspomnieć o wiecznych profesorach. Rzecz w tym, że wieczny doktor wiele szkód w nauce zrobić nie może czego nie można powiedzieć o wiecznych profesorach m.in. odpowiadających za wieczność ( a także doczesność) doktorów, a szerzej mówiąc za kiepski stan nauki w Polsce. 

Czy nie zauważył Pan, że profesorowie tak narzekający na to, że nie mogą się rzekomo pozbyć marnych doktorów, nie mają najmniejszych problemów z pozbywaniem się doktorów (w konsekwencji wiecznych ) przerastających ich wiedzą i intelektem? Czy to nie jest paradoks ? 

Co do skali grzechów to też nie wiem czy pańskie obserwacje są całkiem trafne. Pisze Pan ‚Obserwujemy taką zależność, iż w uczelniach, które mają silną pozycję i liczną obsadę kadrową, postępowania są bardziej rygorystyczne, a tam, gdzie kadry brakuje, przymyka się czasem oko na różne grzechy’. Niestety i w tzw. silnych uczelniach na grzechy nie tylko przymyka się nader często oko, lecz z reguły grzechy zamiata się pod dywan. i nie zawsze wiadomo co pod nim słychać. Jak już kiedyś sformułowałem ‚Jeśli dywan jest kiepski, stary i wytarty, to słychać niemal wszystko, gdzie się tylko ucho przyłoży. Takie dywany są na ogół w biedniejszych prowincjonalnych uczelniach. Jeśli dywan jest gruby i najlepszej jakości, nie słychać niczego. Takie dywany są na ogół w uczelniach dużych, w miastach królewskich…. Konkluzja detektywa dywanowego 
Skandale tam największe, gdzie najciszej !!!’ 
– 
Co słychać pod dywanem ? http://www.naukowcy.republika.pl/dywan1.html 

Pisze Pan także ‚Najgłośniej zawsze słychać wypowiedzi niezadowolonych i tych, którym się nie powiodło.’ A czy z historii może Pan dać przykłady przeprowadzenia głębokich zmian w jakiejś dziedzinie przez tych, którzy byli zadowoleni ze status quo,. którym jest dobrze i nic innego nie chcę tylko z tego dobrobytu korzystać do końca swego żywota ? 
Twierdzi Pan: ‚Ci, którzy chcą konsekwentnie robić karierę naukową, z reguły się nie wypowiadają, tylko te kariery robią.’ 
Przykłady takich konsekwentnych karier mamy pod dostatkiem, także robionych przez obecnych polityków, którzy cicho siedzą, ustawiają się jak należy i – cała naprzód, aby zdążyć jeszcze przed upadkiem politycznym Potem jak się ma stopnie, tytuły inni mogą im nagwizdać. Oparcie jest. 
Czy nie zastanawiał się Pan dlaczego niektórzy czekają np. z habilitacja, aż się gdzieś dopchają na wysokie stołki ? Czy to nie dziwne, że dopiero wtedy znajdują czas na pracę naukową ? A może o jakieś inne uwarunkowania tu chodzi ? 

Miło mi czytać pański apel ‚Pamiętajmy jednak, że pracownik naukowy powinien być nie tylko wzorem badacza, ale także wzorem człowieka.’ pod którym mogę się podpisać i namówić innych do popisania się. Ja wręcz uważam, że polskie środowisko akademickie charakteryzuje dehumanizacja. To jest porażające co się w tym środowisku dzieje. A wielu wręcz boi się człowieczeństwa, bo mogłoby z tego środowiska wypaść. 
Natomiast stwierdzenie ‚W poprzedniej epoce do awansu potrzebna była tak zwana opinia moralno−polityczna. To, jako przeżytek, wykreślono, ale nie pojawiło się nic innego dotyczącego poziomu etycznego, a powinno.’ nie do końca jest uprawnione. Opinie moralne z poprzedniej epoki nadal obowiązują i są podtrzymywane przynajmniej w tych czołowych uczelniach ( żeby nie być gołosłownym podaję udokumentowany mój przykład – 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=304 Heroiczna walka władz UJ o (nie)poznanie prawdy) a walka o o zakłamywanie historii środowiska akademickiego, żeby wejść na podwórko Pana profesora, nadal trwa (np. 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=141 
POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII a biorą w niej udział także członkowie Centralnej Komisji, więc nie można o tym milczeć. 

Józef Wieczorek 

PS. 
Załączam tekst Postulaty zmian w systemie nauki w Polsce w raz z podpisami nadal dodawanymi pod adresemhttp://www.nfa.pl/news.php?id=2486 i zachęcam do merytorycznej dyskusji. Zapewniam Pana, że wszelkie uwagi, w pierwszej kolejności te krytyczne , zamieszczę niezwłocznie na stronie www.nfa.pl. Strona NFA jest otwarta dla tych, którzy są innego zdania co niestety nie jest typowe, a nawet jest całkiem odmienne od tego co się dzieje w polskim systemie nauki. 

2006-12-01

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=324