Do przyjaciół gówniarzy

Witkacy 

Do przyjaciół gówniarzy

 

Motto:
Kto się za ten wiersz obraża
ten się sam za gówniarza uważa.

Przeglądam w myśli wszystkich mych przyjaciół twarze

I myślę sobie, och, psiakrew! czyż wszyscy są gówniarze?
Ach, nie! Jest kilku wiernych, z tymi pojechałbym nawet do Kielc.
A reszta? Ach, reszta, to jest gówno, proszę pani, wprost na szmelc.
Pytacie mnie, czemu do Kielc, a nie do Afryki lub na Borneo?
O, tam łatwiej przyjacielem być wśród tropikalnych puszcz,
Niż gdy za ścianą woła ktoś: puszcz mnie pan, ach, puszcz.
A pluskwy, ach, nietropikalne, mnożą się jak w aparacie tym „Roneo”.
O, tak w ohydnej wszawości małego miastka,
Gdy metafizyk głąb wypiera dowolna wprost namiastka,
A miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty
(Bo krzywych zbrakło już),
A syf i tryper biegną w krok tuż, tuż,
Gdzie zwykła dorożkarska buda zastąpi wszelkie narkotyki świata,
I gdzie jedyne piękno jest: na zgniłych domkach jakaś, proszę pani,
wieczorna, ta tak zwana, ach, poświata,
I to wszystko na tle zupełnej nędzy
W smrodzie u jakiejś gospodyni potwornej wprost jędzy,
W ciągłej niepogodzie, co lepsza jest od słońca,
Bo wtedy wszystko zda się bliskim już, ach, końca –
Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
Jako jakiś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę…
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najpiekielniejszych choćby
wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale,
Gdy muzyczka skądiś gra,
A on gdzieś przy powale wydusza miliony pluskwich gniazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohyda i śmierdząca zmora,
Gdy człowiek sobie siebie widzi jako cuchnącego własnym
sosem, ach, potwora –
Może to wszystko przejdzie, ach, a może nie,
W każdym razie to jest wszystko bardzo fe.
A do tego napisanie nie krwią, a gównem, bardzo źle.
Ja nie chcę tego, nie, nie, nie! 

I nie chcę, potąd mam już ich,

Przyjaciół mych, gówniarzy tych.
Wolę bydło wprost, koty, nie mówiąc o psach,
Robaki, pluskwy, jakieś automaty,
Nawet takie, jak na stacjach, choć bez twarzy,
Co nie mają ni mamy ni taty,
Bo wiem, że kot nie skłamie miaucząc,
A pies swym szczekaniem,
Że krowa mi nie siknie witriolejem w pysk, tylko mlekiem,
Że pluskwa… ale szkoda gadać, proszę pani,
Że świat się roi od drani.
Że gdy, na przykład, w automat włożę groszy pięć,
To wyjdzie mi na pewno czekoladka,
A nie kłamliwa mowa, brechnia obłudna i już zbyt wprost nader hadka
W swym śliskim kłamstwie,
W zaczajonej za nim złośliwości, chęci krzywdy
I zlekceważenia, ach, i zwykłym chamstwie.
Automat nie będzie obśliniać mnie i dusić aż do bólu rąk mych z
czułości,
A potem za plecami, albo i przed, to wolę nawet już, robić małych
obrzydliwości,
W imię jakiś urojonych zalet i cnót
Czekając na swego wniebowzięcia już za życia cud –
Bo on jest taki dobry, ach, i doskonały,
Że nie wiadomo już, czy nawet on oddaje kały…
Może on nie sra i nie robi pipi,
Taki, ścierwo, doskonały jest,
Że w samo piękno zamienia się jego najpospolitszy gest:
Jakieś dłubnięcie w nosie,
Czy umazanie ręki w jakimś własnym sosie,
Co lepszy jest od majonezu,
Gdy organ, co go wydaje, piękniejszy od świątyni Diany jest
z Efezu… 

I tak nie znoszę w ogóle obłudnych gówniarzy,

Ale gdy mymi przyjaciółmi jeszcze śmieli być
I potem się zdemaskowali
– Tym gorzej, jeśli się w gówniarstwie swym tak długo dekowali –
To taki mnie porywa wstyd, że mi jest z tym wprost nie do twarzy!
Precz ode mnie, gatunku wraży!
Niech mi się nie śmie żaden z was nawet śnić,
Bo będę pluć jak Arab i bić!
Niech mi się o nim nigdy więcej najlżej nawet nie zamarzy,
Bo wszystkich razem w kupie
Zwalę czym popadło – dla ekonomii – po olbrzymiej wspólnej dupie.

Racje – Czy prawda naprawdę leży pośrodku ?

Racje – Czy prawda naprawdę leży pośrodku ?

Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, tu wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.

STARY ŻYD Z PODKARPACIA (Czesław Miłosz – Zniewolony umysł)

Wyroki sądowe Salomona

Potem dwie nierządnice przyszły do króla i stanęły przed nim. Jedna z kobiet powiedziała:

„Litości, panie mój! Ja i ta kobieta mieszkamy w jednym domu. Ja porodziłam, kiedy ona była w domu. A trzeciego dnia po moim porodzie ta kobieta również porodziła. Byłyśmy razem. Nikogo innego z nami w domu nie było, tylko my obydwie. Syn tej kobiety zmarł w nocy, bo położyła się na nim. Wtedy pośród nocy wstała i zabrała mojego syna od mego boku, kiedy twoja służebnica spała, i przyłożyła go do swoich piersi, położywszy przy mnie swego syna zmarłego. Kiedy rano wstałam, aby nakarmić mojego syna, patrzę, a oto on martwy! Gdy mu się przyjrzałam przy świetle, rozpoznałam, że to nie był mój syn, którego urodziłam”.

Na to odparła druga kobieta:

Wcale nie, bo mój syn żyje, a twój syn zmarł.

Tamta zaś mówi:

Właśnie że nie, bo twój syn zmarł, a mój syn żyje”.

I tak wykrzykiwały wobec króla.

Wówczas król powiedział:

Ta mówi: To mój syn żyje, a twój syn zmarł; tamta zaś mówi: Nie, bo twój syn zmarł, a mój syn żyje”. Następnie król rzekł:

Przynieście mi miecz!” Niebawem przyniesiono miecz królowi.

A wtedy król rozkazał: „Rozetnijcie to żywe dziecko na dwoje i dajcie połowę jednej i połowę drugiej!”

Wówczas kobietę, której syn był żywy, zdjęła litość nad swoim synem i zawołała:

„Litości, panie mój! Niech dadzą jej dziecko żywe, abyście tylko go nie zabijali!”

Tamta zaś mówiła:

„Niech nie będzie ani moje, ani twoje! Rozetnijcie!”

Na to król zabrał głos i powiedział:

Dajcie tamtej to żywe dziecko i nie zabijajcie go! Ona jest jego matka”.

Kiedy o tym wyroku sądowym króla dowiedział się cały Izrael, czcił króla, bo przekonał się, że jest obdarzony mądrością Bożą do sprawowania sądów.

Pytanie 1:

Jaki byłby los dziecka gdyby prawda zawsze leżała pośrodku ?

Pytanie 2:

Czy Salomon to był paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak ?

KRĘGI AKADEMICKIE

KRĘGI AKADEMICKIE

 

Racjonalność zachowań możemy znaleźć w stosunkowo mało reprezentatywnych kręgach społeczeństwa Zachodu.

Nawet kręgi akademickie zdają się cenić wyżej wiele innych wartości niż racjonalność. Przykład autorytetów Sorbony firmujących ideologię ludobójstwa w Kampuczy nie stanowi, niestety, odosobnienia.

Nie ma również potrzeby przytaczania przykładów rytualizacji życia akademickiego. Nabożne namaszczenie, tabu, stylizowana celebra stanowią trwały składnik tego życia. Pewnym postawom, osobom, gestom nadaje się wartość prawie sakralną, nawet jeśli nie odpowiadają im obiektywnie żadne wartości.

Stopnie naukowe i członkowstwa Akademii nadawane prominentom w tzw. krajach socjalistycznych stanowią jeden z dobrze znanych przykładów poszukiwania w nauce namiastki sacrum

 Józef ŻYCIŃSKI ( Medytacje sokratejskie)

ZDANIE OGÓŁU

ZDANIE OGÓŁU

 

Doprawdy, nie ma tak absurdalnego poglądu, którego by ludzie nie przyjęli jako własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez ogół. Przykład działa tak na ich myślenie, jak na ich czyny. Są oni jak owce, które idą za swoim baranem, gdziekolwiek ich prowadzi; łatwiej im umrzeć, niż myśleć.

Jest to bardzo dziwne, że zdanie ogółu ma dla nich tak wielkie znaczenie, skoro przecież sami widzą po sobie, w jaki sposób przyjmuje się zdania, mianowicie zupełnie bez

rozumowania i tylko na skutek przykładu. Tego nie wiedzą jednak, bo nie mają żadnego samokrytycyzmu. ………… 

Powszechność jakiegoś poglądu nic jest, poważnie mówiąc, żadnym dowodem, nie daje nawet prawdopodobieństwa słuszności. ………..

To, co się nazywa zdaniem ogółu, jest ściśle biorąc, zdaniem dwóch lub trzech osób i o tym przekonalibyśmy się, gdybyśmy mogli obserwować powstawanie takiego ogólnie przyjętego poglądu. Zauważylibyśmy wtedy, że tylko dwie lub trzy osoby najpierw to zdanie przejęły od innych albo wypowiedziały same, a inni z uprzejmości uwierzyli, w przekonaniu, iż rzecz była gruntownie zbadana. Uważając tych pierwszych za dostatecznie kompetentnych, przyłączyło się do tego zdania najpierw kilku następnych. Tym znowu uwierzyło wielu innych, którzy z lenistwa woleli po prostu uwierzyć od razu zamiast podjąć mozolne badania. I z dnia na dzień narastała liczba tych leniwych i łatwowiernych zwolenników; gdy bowiem taki pogląd przyjęła już znaczna liczba osób, wówczas następni uważali, że to się mogło stać tylko dzięki słuszności tego poglądu. Pozostali zaś byli teraz zmuszeni uznawać to, co już zostało ogólnie uznane, jeżeli nie chcieli uchodzić za niespokojne głowy, które się opierają ogólnie uznanym poglądom, lub za zarozumialców, którzy chcą być mądrzejsi od całego świata. Podzielanie tego poglądu stało się obowiązkiem. Nieliczni, którzy są zdolni do wydawania własnych sądów, muszą teraz milczeć; ci zaś, którym wolno mówić -to ludzie niezdolni do własnego zdania i własnego sądu, którzy są tylko echem cudzych poglądów; tym gorliwiej jednak i tym fanatyczniej ich bronią. Nienawistny jest im bowiem każdy myślący inaczej, i to nie tyle z powodu

odmiennego poglądu, ile z powodu zuchwalstwa, jakie wykazuje wypowiadając własne zdanie; rzecz taka im się nigdy nie zdarza i w gruncie rzeczy są tego świadomi. Krótko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy.

Artur Schopenhauer – Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów

O dyskusji owocnej słów kilka

O dyskusji owocnej słów kilka 

 

Swoboda dyskusji? -Ależ oczywiscie, tak. To niezbędny warunek wszelkiego postępu w nauce i czynnik równie istotny dla wszelakiego rozwoju kulturalnego i społecznego. Nie trzeba chyba więcej o tym pisać.

Lecz jeżeli dyskusja ma być istotnie owocna, to jej swoboda nie może być tylko czysto formalna, to znaczy taka, że nie stawia się dyskusji żadnych zewnętrznych formalnych zapór. Musi się ona jeszcze odznaczać innymi istotnymi rysami. Musi przede wszystkim wypływać z rzetelnej wewnętrznej p o t r z e b y wszystkich bioracych w niej udział i być prowadzona przy zachowaniu we w n ę t r z n e j ich swobody. Ta wewnętrzna swoboda rodzi się z absolutnej rzetelnosci myslenia, ze szczerosci wobec samego siebie i z nieustraszonego żadnymi okolicznosciami dażenia do uzyskania wyjasnienia spraw nie wyjasnionych. a nieraz dogmatycznie na wiarę czy w oparciu o autorytet przyjmowanych. Rodzi się ona z potrzeby skontrolowania przyjmowanych twierdzeń czy żywionych przeswiadczeń, w krytycznym, a zarazem nieuprzedzonym dociekaniu.

Lecz swoboda wewnętrzna jest jedynie wtedy rzetelna, jeżeli jest wszechstronna (co zaraz wytłumaczę) i jeżeli pozwala przezwyciężyć wszelkie nasze, na slepo żywione przez nas przywiazania do pewnych idei czy wartosci. Ma być, powiedziałem, wszechstronna, to znaczy, że ma się odnosić nie tylko do cudzych, indywidualnie czy społecznie przyjmowanych twierdzeń, lecz także do twierdzeń w ł a s n y c h

uznanych już za prawdziwe i uzasadnione, czy choćby tylko do żywionych przez nas przeswiadczeń. Jeżeli jestesmy istotnie swobodni wewnętrznie, gotowi jestesmy zawsze i udaje się nam to mniej lub więcej sprawnie zawiesić nasze własne przeswiadczenia, twierdzenia, a nawet umiłowania, by móc przystapić do dyskusji z cała gotowoscia do uznania c u d z e g o pogladu, a nie tylko w tendencji do przeforsowania własnej opinii. Gdzie brak tej gotowosci do odstapienia od własnych twierdzeń i do przyjęcia stanowiska naszego oponenta -dyskusja jest od pierwszej chwili skrępowana i przeprowadzana raczej dla pozoru czy dla zaspokojenia własnej ambicji, a nie w tendencji dojscia w s p ó l n i e z przeciwnikiem teoretycznym do prawdy. Rozstrzygajace znaczenie ma tu zwłaszcza gotowosć do zawieszenia żywionej przez nas dotychczas oceny cudzego stanowiska czy postawy. Bez zawieszenia tej oceny nie jestesmy skłonni wysłuchać rzetelnie cudzej argumentacji ani zrozumieć, dlaczego ktos inny uznaje pewne twierdzenie, które my uważamy za fałszywe, a występuje przeciw temu, które my reprezentujemy. Trafne i wierne zrozumienie cudzej mysli, zanim się dojdzie do ewentualnego jej odrzucenia lub uznania, jest pierwszym warunkiem dyskusji rzetelnej i naprawdę wolnej. Wielka przy tym rolę odgrywa uniezależnienie się od naszych własnych przyzwyczajeń intelektualnych, a przede wszystkim, zwłaszcza gdy chodzi o dyskusje filozoficzne, wyzwolenie się z automatyzmu własnego języka, z własnej aparatury pojęciowej. Jest to bowiem niezbędny wstęp do tego, by podjać próbę i wysiłek (nieraz znaczny) zrozumienia cudzego języka i aparatury pojęciowej. Wielosć języków tzw. narodowych, a zwłaszcza wielosć wyspecjalizowanych języków naukowych poszczególnych grup i szkół filozoficznych i siła nawyknienia do posługiwania się tylko językiem własnym, niechęć do myslenia w dowolnym języku, uniemożliwiajaca odzyskanie swobody wewnętrznej c;złowieka, sprawia, iż wytworzyły się dzis prawdziwe mury między ludzmi i społecznosciami różnych typów (naukowych, artystycznych, kulturalnych, religijnych), mury utrudniajace, jeżeli zgoła nie uniemożliwiajace, porozumienie się w wielu sprawach teoretycznych, a -co gorsza -praktycznych. To, co ma być srodkiem do porozumienia się i do uzyskania zgody na te same twierdzenia, staje się zapora nieraz nie do przebycia. Co więcej, jest nie tylko zapora dla porozumienia się między ludżmi, lecz także dla dotarcia do rzeczywistosci widzianej i ujmowanej językowo przez kogo innego. Toteż trzymanie się z uporem własnego języka, własnego sposobu rozumienia, własnego wartosciowania -to własnie ów brak swobody wewnętrznej, który iluzoryczna czyni wszelka próbę dyskusji

między ludzmi.

Wola zapoznania się niejako w oryginale z cudzym stanowiskiem jest w nauce, a zwłaszcza filozofii, pierwszym warunkiem wyzwolenia się od własnych przesadów i uprzedzeil, ale zarazem jest też pierwszym warunkiem prawa domagania się, by n a s z e stanowisko zostało w równie swobodny sposób zrozumiane i przemyslane, jak prawo do tego ma stanowisko cudze. Dopóki nie ma spełnienia tego warunku, tak długo też nie ma dyskusji swobodnej. Dopóki -innymi słowy -nie ma woli współpracy-na równych prawach i przy równym w y s i ł k u i równej r z e t e l n o s c i -przy zdobywaniu wiedzy czy przy wyzwalaniu się od błędów własnych, dopóty nie ma mowy o zrealizowaniu dyskusji naprawdę wolnej i dopóty wszelka dyskusja nie jest własciwie potrzebna, bo jest tylko pozorna. Gdy wszystkie strony gotowe sa wspólnie rozważać same nie osobiste twierdzenia, gdy nie odgrywa w dyskusji żadnej roli, kto i kiedy je wykrył lub reprezentuje, gdy więc: jestesmy wszyscy wolni, wobec twierdzeń dyskutowanych czy ideałów rozważanych, dopiero wtedy jest sens przystępować do dyskusji.

Potrzeba dyskusji i jej istotna funkcja rodzi się bowiem nie z pragnienia czy żadzy przeforsowania własnego stanowiska w jakiejkolvviek sprawie (choć prawda jest, że wiele dyskusji z tego to powodu bywa wytaczanych), lecz z ograniczonosci i ułomnosci sił twórczych, a w szczególnosci poznawczych, poszczególnego człowieka. Rodzi się też często ze swiadomosci naszej

j e d n o s t r o n n o s c i, jakżeż często nieuchronnej, bo wypływajacej badz to z typu naszych uzdolnień czy sprawnosci, badz też z naszych umiłowań, zamieniajacych ja tak często w

s t r o n n i c z o s ć, w brak swobody wewnętrznej. Przełamywaniu tych ułomnosci ludzkich ma własnie służyć dyskusja, dyskusja będaca szukaniem u innych pomocy, skontrolowania tego, co udało się nam samym uzyskać, i uzupełnienia tym, czego własnym wysiłkiem nie moglismy zdobyć. I w tej to własnie funkcji wzajemnego pomagania sobie, współpracy, dyskusja winna i może uzyskać owa swobodę, której wszyscy winnismy się domagać jako prawa człowieka a zarazem czegos, co dopiero może ja uczynić dyskusja sprawiedliwa.

Roman Ingarden W: Ksiażeczka o człowieku.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Treść pism dr J. Wieczorka świadczy m. innymi  o rozwiniętym poczuciu własnej wartości.Wyjaśnienia” dla Senatu UJ ob. A. Jackowskiego  z dnia 22.03.1994 r.                            

 

DZIECKO SZEŚCIOLETNIE 

Rozwój emocjonalno-społeczny

  • ma poczucie własnej wartości.-

 Przedszkole Samorządowe nr 85 w Krakowie Biuletyn nr. 3 / 2001

 

Poczucie własnej wartości jest poniekąd naszym obowiązkiem religijnym  

Jacek Salij OP http://mateusz.logon.bydgoszcz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_26.htm

 

.. głębokie poczucie własnej wartości pochodzi od Bogahttp://www.nadzieja.org.pl/rodzina/poczucie.html

     

OCALIĆ CZŁOWIEKA, TO NAJPIERW OCALIĆ W NIM POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI   

ks. Józef TISCHNER  – ETYKA WARTOŚCI I NADZIEI

 

MOJE WYJAŚNIENIE  

 – widać, że  osiągnięcie poziomu rozwoju dziecka sześcioletniego stanowi już  zagrożenie dla kadry decydentów UJ  i ci , którzy przynajmniej taki poziom osiągnęli stanowią element na  uczelni niepożądany. Kadra tej uczelni utraciła w walce o byt  poczucie własnej wartości. Specjalista od geografii religii (Ob. A. Jackowski)dyskwalifikuje mnie jako nauczyciela akademickiego m. innymi dlatego, że spełniam swój obowiązek religijny. Ma mi za złe, że Bóg obdarzył mnie poczuciem własnej wartości, ocalił we mnie człowieka.

 

BEZ KOMENTARZA

Lekcje wychowawcze   http://veda.com.pl/Ksiazki_edukacyjne.htmlLiczne ćwiczenia pomogą radzić sobie ze stresem, zbudować poczucie własnej wartości, które jest niezbędnym warunkiem skuteczności w kontaktach z ludźmi

   

Fundacja Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo – Warszawahttp://www.ipipan.waw.pl/~fpmiinr/nasi/gluszak.htm 

Mimo małej sprawności rąk jestem w stanie obsługiwać komputer. Praca ta daje mi wiele radości, a przede wszystkimpoczucie własnej wartości.

 

Monika Kielańska – Poczucie własnej wartości u dziecihttp://www.vulcan.edu.pl/eid/archiwum/2000/10/poczucie.htmlPoczucie własnej wartości to wiara we własne możliwości i zdolności, poczucie skuteczności swych działań, poczucie własnej kompetencji, własnej efektywności, posiadania wpływu na bieg rzeczy. Dziecko, które ma poczucie własnej wartości, chętnie podejmuje nowe zadania, bo wierzy, że jest zdolne do ich rozwiązania. Stawiane przed nim trudne zadania nie stanowią dla niego zagrożenia, a przeciwnie – wyzwanie. Może sprawdzić się w działaniu, w rozwiązywaniu problemów, które przed nim postawiono. Rozwiązanie zadania rodzi poczucie zadowolenia i satysfakcję z podejmowanej aktywności. Dziecko ma poczucie sensu własnych działań i sensu swojego istnienia. Zadowolenie przynosi mu własna aktywność i kontakty z dorosłymi oraz z rówieśnikami. Można powiedzieć, iż dziecko ma poczucie dobrej jakości życia psychicznego, w przeciwieństwie do dziecka, u którego ukształtowało się poczucie niższości.

    

1.3. Poczucie własnej wartości uczni

Wielu psychologów i pedagogów uważa, że największy wpływ na osiągnięcia szkolne ma poczucie własnej wartości ucznia. Poczucie własnej wartości, bezpieczeństwo w relacjach interpersonalnych, i możliwość samodzielnego decydowania o sobie – to według nich warunki wystarczające dla prawidłowego rozwoju każdego człowieka

 http://ekol.katowice.uw.gov.pl/ko/Ocenianie/moduly/podstrony/modul4/odczego1.html

KOMUNIZM A AIDS

KOMUNIZM A AIDS

Komunizm jest tym samym czym AIDS. To znaczy musisz na to umrzeć. Nie możesz się z tego wyleczyć. To dotyczy wszystkich, którzy się z komunizmem zadali, obojętnie po której stronie byli. Nie ma znaczenia czy byli komunistami, czy anty-komunistami, czy też nie angażowali się po żadnej ze stron. To dotyczy wszystkich. Jeżeli stykali się z nim w Polsce – to znaczy przez czterdzieści parę lat – to sposób myślenia, sposób życia, sposób postępowania, hierarchia wartości, zostaje i nie sposób jej wyrzucić z biologii. Można ja wyrzucić z głowy. Można mówić, że się już na to nie choruje. Można, ale to jest nieprawda. To zostaje w środku. Specjalnie mnie to nie męczy. Po prostu wiem, że z tym żyję i z tym umrę, i to wszystko. Nie z tego powodu, ale z tym.

Krzysztof Kieślowski – Autobiografia