List do profesora Janusza Tazbira – na trzeźwo

List do profesora Janusza Tazbira – na trzeźwo

(w sprawie uzywania kluczy, na dobre i na zle)

W tekście ‚Wreszcie trzeźwiejemy ‚ ( Tygodnik Przegląd nr 46 18,11.2007) –http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=273) poruszył Pan wiele interesujących spraw, do których należałoby się odnieść krytycznie, zgodnie z jak najbardziej słusznymi postulatami Pana profesora aby uczyć przede wszystkim krytycyzmu.

Z wielu spraw odniosę się tylko do opinii Pana Profesora „IPN manipuluje historią, a rozliczaniem przeszłości powinny zajmować się uniwersytety’.

Ja historykiem nie jestem, ale historią jako geolog w gruncie rzeczy się zajmuję – co więcej w perspektywie ostatnich 4 miliardów lat, co kontrastuje z okresem czterystu,  czy czterech tysięcy lat jakimi się głównie zajmują historycy. Może to powoduje, że niektóre sprawy widzę inaczej.

Zupełnie nie rozumiem, że Pan jako historyk jest zwolennikiem zamknięcia teczek na lat 50, a jednocześnie zaleca Pan czytanie studentom tekstów źródłowych i zastanawiać się czy tak rzeczywiście mogło być. Nie jest to metodyka badawcza, która by mi trafiała do przekonania. W rekonstrukcjach historii geologicznej Ziemi od czasów Charlesa Lyella posługujemy się zasadą „The present is the key to the past” ( Teraźniejszość jest kluczem do poznania przeszłości) i ta zasada pozwoliła poznać nam setki milionów lat historii Ziemi. Fakt, że często stosowana jest odwrotność tej zasady i poznanie faktów z przeszłości geologicznej ułatwia nam poznanie teraźniejszego stanu Ziemi.

A Pan namawia aby teraźniejszość ostatnich lat zamknąć dla badaczy . To niezrozumiała metodyka. Oczywiście zgodnie z tą metodyką badacze po 50 latach będą mogli się zastanawiać czy tak rzeczywiście mogło być, ale niekoniecznie dowiedzą się jak rzeczywiście było. 50 – letnia luka w dostępie do źródeł może być luką nieodwracalną .

A może by tak skorzystać z metodyki geologicznej ? Teraźniejszości nie zamykamy na klucz, tylko wykorzystujemy ją jako klucz badawczy.

Niestety w historii jest inaczej i ten kto ma klucz do faktów może historią dowolnie manipulować, stąd naukowcy historii  nie traktują jako dziedzine naukowa, tylko raczej polityczną.

Postuluje Pan aby rozliczaniem przeszłości zajmowały się uniwersytety. Chyba tak być powinno, ale jak jest. ?

Same uniwersytety nie chcą się rozliczyć ze swojej przeszłości,  histerycznie reagując na wszelkie zamiary takiego rozliczenia. Wolą teczki zamykać na klucz i pisać historie ku własnej czci i chwale, chowając pod dywany niechwalebne czyny. Tak czynił Wielki Językoznawca i czynią tak jego wielcy uczniowie do dnia dzisiejszego. Smutna to prawda.

Jak niedawną historię badał Pański kolega po fachu – prof. Wyrozumski opisałem w tekściePOWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141

Co za manipulacja, co za kompromitacja ! A brak dezaprobaty ze strony historyków ! Natomiast aprobata ze strony władz uniwersytetu !

Lepiej jak tą niedawną historią zajmuje się IPN i niech rozliczy uniwersytety z zakłamywania przeszłości. Tak będzie lepiej.

Niedobrze by było aby rozliczanie przeszłości kończyło się tak kompromitującymi działaniami, jak te Pańskiego kolegi po historycznym fachu , bo szkoda by było aby historię całkiem wykluczono ze sfery nauki i ze sfery świadomości społecznej .

Z poważaniem

Józef Wieczorek

P.S.
Przeszłości nie powinno się zamykać na klucz, bo „Kto nie szanuje, i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości (Józef Piłsudski )

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=443

2007-11-13

Reklamy

List otwarty do Andrzeja Wajdy

List otwarty do Andrzeja Wajdy

 

Ze zdumieniem czytam ostatnie wypowiedzi wybitnego reżysera, który chyba się pogubił w tym świecie, bo jak sam mówił „czytanie przez 19 lat „Gazety Wyborczej” nie pozostaje bez wpływu na moją biedną głowę” . Widać to nazbyt wyraźnie. Czemu stosuje Pan ‚pełne nienawiści metody tamtych czasów’ pozostanie chyba Pana tajemnicą. Bierze Pan udział w kampanii nienawiści przeciw IPN, który jako instytucja stworzona przez człowieka ma swoje wady, ale jej zalety widoczne są dla każdego zainteresowanego poznaniem prawdy o naszej przeszłości.

Dezawuuje Pan nawet swój bardzo ważny film Katyń’ w hierarchii wydarzeń ubiegłego roku, żałując, że IPN nie został zlikwidowany. Nienawiść, sączona od lat przez ‚Gazetę Wyborczą’ zapewne spowodowała utratę kontaktu z rzeczywistością. Ja spod wpływu Gazety wydobyłem się bardzo wcześnie, jakkolwiek to ona początkowo była nadzieją na inną prawdę. Niestety zawód zupełny, ale lektura „Gazety Wyborczej” nie pozostaje bez wpływu na biedne głowy Polaków, tak zniewolone, że nie zawsze są w stanie się wyzwolić. Uważam, że nie IPN, lecz ‚GW ‚jest to instytucja odgrywająca wyjątkowo złą rolę”.

Zgadzam się z Pana wypowiedzią, że jak ktoś „skazuje ludzi na to, że oni nie mają żadnej możliwości obrony i są oskarżeni – no to jest zbrodnia, to jest kryminał!” . Rzecz w tym, że z taką zbrodnią i takim kryminałem zetknąłem się ze strony GW, która swoje łamy użyczyła dla ‚kampanii nienawiści i zniesławień’ prowadzonej przez władze akademickie uczelni grające teczkami (akademickimi) , których Pan jest dr hc ! czyli UW i UJ – a ja w nich byłem, w czasach PRLu, studentem i wykładowcą, z tym, że ja głupiego nie udawałem, a jeśli już, to wcześnie zostałem zidentyfikowany jako obiekt stanowiący zagrożenie, co pozostało także i w III RP (negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką, destabilizacja środowiska akademickiego) .

Możliwości obrony GW mi nie dała ! Więc to zbrodnia i kryminał ! Czy to Pana nie uwiera ? Może Pan o tym nie wie ? Ale czy to może być usprawiedliwienie ? Skoro to co winno być jawne jest tajne, to jest jak jest i inaczej być nie może.

Kto nie chce tego widzieć i zamyka oczy, zatyka uszy i gloryfikuje nośniki kłamstwa a nawołuje do rozprawienia się z nośnikami poszukiwania prawdy – to odpowiedzialność ponosi. I nie chodzi tu o odpowiedzialność karną, której nie ponoszą u nas nawet największe kanalie czasów nie do końca minionych, ale moralną – taką jaką ponosi każdy człowiek, który winien mieć twarz i kręgosłup.

A przecież te akademickie instytucje powołane są do poszukiwania prawdy a one ‚ Gwałcą prawdę i naruszają fundamentalne zasady etyczne. Szkodzą Polsce.‚ Reakcji autorytetów moralnych – brak !

Tak się składa, że według mojej głowy i dokumentacji, teczki esbeckie zachowane w znienawidzonym przez Pana IPN bywają bardziej prawdziwe od teczek akademickich (niszczonych, zamykanych na wieki) ! a prawda ‚esbecka’ bywa bardziej prawdziwa od prawdy akademickiej – prawdy niekwestionowanych autorytetów moralnych i intelektualnych. GW to nie interesuje, bo to jest interesujące tylko dla tych, dla których ‚jedynie prawda jest ciekawa’.

Obrzuca się błotem doktorów IPN przeciwstawiając ich profesorom uniwersyteckim, którzy mogą bez słowa protestu, bez ujawniania w mediach, wytwarzać Powracającą falę zakłamywania historii. Kompromitujący warsztat metodyczny profesorów uniwersyteckich niemal nikogo nie bulwersuje, ale z nienawiścią niszczy się autorów książki, która jeszcze nie została wydana, a przez niszczycieli nie została przeczytana. Chorzy z nienawiści tracą kontakt z rzeczywistością.

Z wyrazami współczucia i z życzeniami powrotu do rzeczywistości

Józef Wieczorek 

P.S.

Na tym kończę bo właśnie wybieram się z synem na oddanie czci Rotmistrzowi Pileckiemu, o którym, dzięki działaniom znienawidzonego IPN, post-PRLowskie pokolenia mogą się prawdy dowiedzieć. Gdyby Pan zlikwidował IPN o prawdę byłoby trudniej. Życzę Panu aby Pan zrobił film o rotmistrzu Pileckim zamiast filmu przeciwko IPN, o którym Pan marzy. Mam nadzieję, że Pana marzenia się nie spełnią i ocali się Pan od kompromitacji.

=================================

Bibliografia:

Andrzej Wajda – architekt polskiej wyobraźni

http://wyborcza.pl/1,76842,5213521,Andrzej_Wajda
___architekt_polskiej_wyobrazni.html
  

Najbardziej chciałbym zrobić film przeciwko IPN-owi.

http://film.interia.pl/gwiazdy/gwiazda/andrzej-wajda/

wywiady/news/wywiad,4997,1068278  

Przeciw niszczeniu pamięci narodowej

http://www.rp.pl/artykul/137526.html 

Apel w obronie swobody badań naukowych

http://www.rp.pl/artykul/137525.html 

Rotmistrz Pilecki

http://www.pilecki.ipn.gov.pl/

—————————————————————————-

Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP

http://www.jwieczorek.ans.pl/tajne%20teczki%20UJ.htm

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=37

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII 
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141 

Dyptyk akademicki :

( trzecia część – Piekło akademickie z „‚autorytetem moralnym ‚ w roli Belzebuba – planowanego tryptyku nie została dotąd napisana ze względu na natłok autorytetów, których należałoby obsadzić w roli Belzebuba) : 

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

http://www.jwieczorek.ans.pl/Herod.htm

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=42

Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłata

http://www.jwieczorek.ans.pl/Pasja%20akademicka.htm

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=74

2008-05-25 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=531

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona. 
Odbezpieczyć nie tylko teczki bezpieki ! 

Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego, zamierza opublikować akta bezpieki. To pomysł godny poparcia. Ciemna historia zabezpieczona do tej pory w tajnych teczkach winna ujrzeć światło dzienne. W drukowanych do tej pory na łamach Dziennika Polskiego wypowiedziach warto zwrocić uwagę na słowa (DP 12.11.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.12/Magazyn/04/04.html) B.Wildsteina: ‚W PRL bylo tak: partia i policja polityczna byly jednym organizmem. Kierownictwo partii wydawało polecenia, a esbecy wykonywali je, m.in. poprzez dostarczanie władzy wiedzy ‚ które należałoby wprowadzić w czyn, czyli opublikować akta głowy policji politycznej.

Fakt, że akta wytwarzane przez głowę systemu, jak i jej narzędzie w niemałym stopniu zostały zniszczone, ale coś jednak pozostało. Żyją także ludzie, którzy tą pozostawioną na piśmie historię mogą w znaczący sposób uzupełnić. 

B. Wildstein mówi :‚Należy też pamiętać, że istniała symbioza pomiędzy kierownictwem partyjnym a tajnymi służbami. Ich funkcjonariusze byli z reguły bezwzględnie posłuszni poleceniom kierownictwa PZPR’. Gdy o tym zapomnimy i pominiemy akta, czy inne przekazy poleceń to ta historia będzie bardzo niepełna a nawet zafałszowana. Nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu symbiotycznego bez poznania drugiego – kosymbionta. Ma to szczególne znaczenie dla poznania takiej symbiozy w strukturze uczelni, która ma odegrać zasadniczą rolę w odbezpieczeniu akt bezpieki. To, że w strukturach uczelni funkcjowała podstawowa organizacja partyjna PZPR powszechnie wiadomo a Zbigniew Fijak (DP 29.10.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/10.29/Magazyn/07/07.html) informuje nas ‚Wsród okolo 500 najaktywniejszych członków ‚Solidarnosci’ UJ agentów było około 50. Na całym uniwersytecie, rzecz jasna, było dużo więcej tajnych współpracowników bezpieki’, co też nie jest większym zaskoczeniem.

 

 Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie uczelni. To mógłby być wzorzec dla pozostałych, starszych uczelni, które jak się mówi – w sposob zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRLu. 
Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRLu czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny nie mógł mieć miejsca bez wiedzy, poparcia a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Cytat ( z pamięci) z przesłuchania na SB ‚ jakby Pan wyjeżdżał z uczelni za granicę to ja bym pierwszy o tym wiedział’ 
Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego. Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu.

 Składu komsji władze UJ do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa człowieka, bo na mocy ‚prawa’ nie istniały możliwości odwoływania sie do sądu. Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentow, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują sie na ‚prawo’ stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy niszczyć.

 Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy. Niestety w procesie niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany. 

Na uczelniach polskich wykańczano też niewygodnych ludzi psychicznie (mobbing). O tym, że w czasach komunistycznych to była jedna z metod planowego niszczenia niewygodnych, opozycyjnych osób wiemy nieco z badań prowadzonych nad funkcjonowaniem systemu w NRD ( E. Matkowska – System’ ). Niestety u nas nie ma woli aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. 

W dyskusjach nad możliwością poznania ‚odbezpieczanej ‚ historii trzeba brać także pod uwagę, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony. Z przebiegu niektórych procesów sądowych wynika, że sądy nie są zainteresowane dochodzeniem prawdy i w wyrokach można przeczytać ‚nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron’ .

 Jasne jest zatem, że twierdzenia strony posiadającej na dodatek autonomię na badanie prawdy pozostaną ‚prawdziwe’, jakkolwiek z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego. 
Zatem oprócz ujawnienia akt bezpieki potrzebne jest ujawnienie akt esbeckich symbiontów oraz relacje, opinie, dochodzenia osób żyjących.

Historia opracowana wybiórczo będzie mało wiarygodna. Teraźniejszość winna być kluczem do poznania przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych, aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie ‚papieru’ z człowiekiem prowadzi do stanu takiego, że ‚papierowy’ kat może być rzeczywistą ofiarą, a ‚papierowa’ ofiara rzeczywistym katem.

To widać na przykładzie inspekcji dostępnych akt uczelnianych. Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec pracowników i odnieść to do całego kontekstu. 


Niedobrze by było aby pod taką historią trzeba by pisać np.Historia opracowana tylko na podstawie akt bezpieki. Prawda może być jednak całkiem inna, ale my nie zamierzamy jej poznać. Kto się z tym nie zgadza niech idzie do sądu, który nie ma ochoty dochodzić prawdy ! . Chichot Stalina ! 

Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie dla opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’ , której tak bardzo się boją niektórzy ‚historycy’ UJ uważając, że miałaby ona małą nośność naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast wydawane są księgi ‚historyczne’ z publicznych pieniędzy, w których czyści się niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach.

 I tym się karmi nasze młode pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!, bo inaczej zamiast potrzebnej dyscypliny naukowej zwanej historią pozostanie nam dyscyplina, dla której bardziej odpowiednią nazwą będzie – ‚fałszernia’. 

Józef Wieczorek – były wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego 


Uwaga: Tekst nie mógł się ukazać w Dzienniku Polskim ! 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=32

2004-12-12

Lustracja środowiska akademickiego ?

Lustracja środowiska akademickiego ? 

Gorąca atmosfera lustracyjna udziela się również naukowcom i nauczycielom akademickim. Wiele nazwisk akademickich jest na liście Wildsteina. To podgrzewa atmosferę i skłania do składania wyjaśnień. Sam prezes IPN mówi, że szczególnym trądem były dotknięte uczelnie.

Zrozumiałe jest zatem, że na fali lustracyjnej pojawiają się propozycje lustrowania także decydentów akademickich co zakłada projekt prof. Rzeplińskiego. Te założenia częściowo zostały przyjęte w projekcie zmian ustawy lustracyjnej przygotowanym przez Platformę Obywatelską, która za osoby pełniące funkcje publiczne (czyli podlegające lustracji) uważa: rektora, prorektora, dziekana i prodziekana, dyrektora i wicedyrektora instytutu w wyższej szkole publicznej lub niepublicznej a także prezesa, wiceprezesa, sekretarza naukowego Polskiej Akademii Nauk oraz Polskiej Akademii Umiejętności.

 Bardziej ograniczony charakter ma projekt ustawy PiS w którym wymienia się rektora, prorektora, dziekana w publicznej i niepublicznej szkole wyższej. Widać w tym pewien chaos spowodowany pośpiechem i brakiem dyskusji w środowisku akademickim i politycznym na ten temat. Czemu nie ma w tych projektach szefa Rady Nauki, Państwowej Komisji Akredytacyjnej, Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego ? 
Nie czekając na zmiany ustawy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika powołano komisję dla prześwietlenia środowiska a Solidarnośc UJ postuluje dobrowolną lustrację kandydatów na rektora przed zbliżającymi się wyborami.

Na Niezależnym Forum Akademickim prowadzona jest otwarta dyskusja nad koniecznością lustracji także środowiska akademickiego. 
Mimo wielu skandali na uczelniach zawód profesora ( są nawet związki zawodowe profesorów !) jest zawodem zaufania publicznego i cieszy się niezmiennie dużym prestiżem w społeczeństwie.

Wielu profesorów uważa się nie tylko za autorytety intelektualne, ale i moralne. W mediach jest wielu dyżurnych profesorów, którzy wypowiadają się jako eksperci na różne tematy i mają szeroki zakres oddziaływania. Wśród takich ekspertów medialnych, jak i wśród autorytetów moralnych nie powinno być kapusiów. 
W Polsce tytuł profesora ‚belwederskiego’ nadaje sam prezydent, chociaż nie zawsze magister. Jest to unikat w skali światowej, ale tak ma nadal pozostać bo profesorowie nie mają zaufania do samych siebie i wolą aby o tym kto z nich zostanie profesorem decydował ostatecznie jednak polityk – tak jak to było w PRLu.

Taki stan rzeczy w sposób jasny narzuca konieczność lustracji wszystkich profesorów i kandydatów na profesorów chociaż takiego postulatu żadna partia do tej pory nie wysunęła.

W Polsce mimo ogromnego zwiększenia liczby uczelni i liczby studentów profesorowie należą do kategorii wymierającej bo na ogół liczą ponad 60 lat, a często trzymają się na posadach także w zaawansowanym wieku emerytalnym.

Kariery robili jako młodzi naukowcy w czasach PRL-u i spora ich część wykazywała się koniecznym dla zrobienia kariery konformizmem a nierzadko przynależnością do wiodącej siły ludu miast i wsi bo takie czynniki pozamerytoryczne były wówczas preferowane.

TW na uczelniach nie należeli do rzadkości. Wielu szeregowych naukowców decydowało się coś podpisać przed wyjazdem na bardziej intratny wyjazd zagraniczny. Nierzadko podawali np. nazwisko kolegi i mimo trudności paszportowych za ocean jechali nawet w stanie wojennym, nawet w ‚stanie opozycyjnym’. I są po powrocie autorytetami moralnymi i intelektualnymi – inaczej niż ci, których zapodali.

Takimi drobiazgami nikt się nie zajmuje. Sądzi się, że ci którzy wyjeżdżali to znaczy, że byli dobrzy i im się należało. Kto awansował – to geniusz, kogo wylali – to zero. A bywało z tym bardzo różnie, oj bardzo różnie. Niestety nie ma woli aby prawda została zbadana.

Oczywiście są zamiary aby poznać stopień inwigilacji środowisk intelektualnych, ale każde środowisko ma samo badać jak się zachowywało. Np.poznanie zachowania środowiska UJ oczywiście mogą badać tylko doświadczeni profesorowie UJ bo oni wiedzą najlepiej jak to badać aby prawda była taka jaką ma być a nie taka jaką była. Ktoś z zewnątrz nie ma szans na poznanie tej prawdy. Prawda niezależna miałaby bowiem nikłą nośność naukową i na jej poznanie nie warto wydawać publicznych pieniędzy.

Taka jest strategia głównych startegów poznawania jedynie słusznej prawdy. 
Teczki SB winny być jednak dostępne pokrzywdzonym i badane nie tylko przez licencjonowanych historyków. Ograniczenie lustracji tylko do teczek SB nie jest jednak wystarczające.

Trzeba poznać szerszy kontekst i uwarunkowania. Trzeba mieć wgląd też do innych teczek – partyjnych i uczelnianych. Jak wykazuje praktyka tajne teczki uczelniane są bardziej tajne od teczek SB. Do teczek SB -jeśli się zachowały – pokrzywdzony może dotrzeć, teczki uczelniane są dostępne dla strony krzywdzącej, ale nie dla pokrzywdzonego.

Władze uczelni mogą grać takimi teczkami i mają w tej grze autonomię gwarantowaną prawem a także przez Rzecznika Praw Obywatelskich lojalnego w stosunku do swoich uczelnianych przełożonych. 
Najwyższy czas skończyć tą grę i oczyścić środowisko, które do tej pory nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego a co najwyżej samooczyszczenia negatywnego poprzez usunięcie osób niewygodnych – bo niezależnie myślących i działających. A krytyczne myślenie w tym środowisku od czasów komunistycznych jest traktowane gorzej niż przestępstwo. 

Józef Wieczorek 

Tekst opublikowany w miesięczniku Opcja na prawo, marzec 2005 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=67

2005-03-04

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego) 

Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego? 
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie – tak to wygląda w oczach nie-historyka, który chciałby się jednak dowiedzieć, co tak naprawdę kryje się pod tytułami, gronostajami, katedrami. Przecież to część naszej rzeczywistości. 
Czytamy czasem w książkach, że w PRL-u zgony niektórych profesorów były tajemnicze, a kariery ich sukcesorów dziwnie błyskotliwe. Dr Marek Wroński za próbę odtworzenia zagadki śmierci prof. Mariana Grzybowskiego dostał kilka nagród, ale i stanął przed sądem. Niebezpiecznie jest dochodzić prawdy. 

Życie akademickie z trupem w szafie 

W Krakowie rozeszły się wieści, że Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zamierza opublikować akta bezpieki. Poruszyło to liczne gremia. Jednych porusza to, że w ogóle tak zamierza się uczynić, drugich – kto ma to robić, a jeszcze innych – po co to robić. Racje są różne i podzielone. Jedni mówią, że potrzebują prawdy jak chleba. Inni – że to sprawa przedwyborcza. Jeszcze inni, że to personalne rozgrywki. 
Jedno jest pewne: władze UJ zachowują się tak, jakby chciały, aby sprawy środowiska uczelni badali tylko sami swoi. Być może sądzą, że nie może być tak, aby osoby nieuprawnione, niezależne od władz, a zatem niekompetentne, badały pewne rzeczy w sposób nieposłuszny. Chodzi zapewne o to, aby jedno ujawnić, a drugie utajnić. 
Władze uczelni wiedzą, co robią, bo wiedzą, co robiły w ciemnych okresach naszej historii. Nie bez przyczyny heroicznie bronią dostępu do teczek uczelnianych łamiąc nawet Konstytucję III RP. Po co wywlekać prawdę na światło dzienne? Trzeba publicznie wołać o poszukiwanie prawdy, bo to zapewnia prestiż i autorytet moralny, ale faktyczne ujawnienie prawdy mogłoby ten prestiż obniżyć, zaś autorytet zniszczyć. Prawda jest niebezpieczna. Lepiej żyć z trupem w szafie, podpierając mocno drzwi, aby trup nie wypadł. 
Środowiska akademickie nie zostały oczyszczone w okresie transformacji, a w czasie PRL zostały tak osłabione, że utraciły moc samooczyszczenia. Uczelnie oczyszczono natomiast z ludzi nielojalnych w stosunku do trzymających władzę i stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu. Podania informacji o składach tych komisji władze uczelniane do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie…

Odbezpieczyć wszystkie teczki 

Nie jest tajemnicą, że w systemie komunistycznym przewodnia siła narodu – PZPR była głową, a SB tylko narzędziem. Niektórzy mówią, że między tymi organizmami istniała symbioza. Trzeba o tym pamiętać, bo nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu symbiotycznego bez poznania drugiego – ko-symbionta. Odbezpieczenie akt bezpieki bez odbezpieczenia akt PZPR nie pozwoli na pełne poznanie rzeczywistego stanu rzeczy. 
Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRL-u czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny, nie mogły mieć miejsca bez wiedzy, poparcia, a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie akademickie uczelni, które jak się mówi – w sposób zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRL-u. 
Potrzebne jest kompleksowe ujęcie problemu z poznaniem zarówno teczek SB, jak i PZPR oraz partii sojuszniczych, młodzieżowego zaplecza oraz teczek „służb” akademickich. Potrzebne są też opinie świadków. Doświadczenia b. NRD wskazują, że w środowiskach akademickich wystarczył uścisk dłoni bez pozostawienia innych śladów, aby doszło do współpracy i np. deklaracji załatwiania niewygodnych osób. Niewygodnych wykańczano także psychicznie, stosując ostry mobbing i to była bardzo mocna broń, bo jej stosowanie trudne jest do udowodnienia szczególnie przy analizach tylko teczek bezpieki. Niestety u nas nie ma woli, aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. Bez udziału czynnika ludzkiego, jeszcze żyjących świadków, niewyjaśnione pozostaną okoliczności wielu błyskotliwych karier akademickich jednych a druzgotania drugich . 
Mimo że na uczelniach łamano elementarne prawa człowieka, bo na mocy „prawa” nie istniały możliwości odwoływania się do sądu, do tej pory w wolnej, demokratycznej Polsce los pokrzywdzonych nikogo nie interesuje. Widocznie byli słabi, niekompetentni skoro ich załatwiono. Tak „rozumują” autorytety moralne i intelektualne polskiego środowiska akademickiego. A dostępu do teczek nie chcą umożliwić. Wiedzą, co czynią! Teczki uczelniane z materiałami zbieranymi na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentów, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych, a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują się na „prawo” stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować czy niszczyć. Co więcej, teczki są modelowane do dnia dzisiejszego, uzupełniane dla polepszenia wizerunku katów i pogorszenia wizerunku ofiar. Gdyby to czyniły służby bezpieczeństwa, podlegałoby to pod odpowiednie ustawy, ale uczelnie są autonomiczne. Nie jest to właściwa metoda naukowa, ale kto by jeszcze na uczelniach zajmował się takimi sprawami. Liczy się tylko ilość profesorów belwederskich i ilość wydanych dyplomów. To jest najlepsza metoda na pozytywny wizerunek uczelni i na większy szmal z kieszeni podatnika. Jeśli się resztę schowa pod dywan, to nikt niczego nie zauważy. 
Trzeba mieć też na uwadze, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony, a sądy nie zawsze są zainteresowane dochodzeniem prawdy. W wyrokach sądowych można przeczytać np.: „nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron”. Jasne jest zatem, że wyjaśnienie, kto był katem, a kto ofiarą, gdy tylko jedna za stron posiada autonomię na badanie prawdy, w naszym systemie nie jest proste, o ile w ogóle możliwe. 

Jawna koncepcja niejawności 

Niejawność jest wpisana w system nauki i edukacji w Polsce. Nie ma nawet organu właściwego do gromadzenia szczegółowych danych dotyczących dorobku naukowego poszczególnych nauczycieli akademickich i nie ma woli, aby taki organ zaistniał. Obecnie działającym organom taka wiedza nie jest potrzebna. Można by zapytać: po co prowadzić badania, jeśli to, co się zrobi, ma być niejawne? Ale jest w tym sens. Jeśli nie ma jawności, to przecież niewygodnemu można zarzucić np. niekompetencję i nie można sprawdzić, czy większy dorobek ma „kompetentny”,czy „niekompetentny”. 
W tajności jest ukryty wielki sens nauki polskiej, której poziom liczy się ilością belwederskich profesorów o dorobku niejawnym, promowanych przez gremia o dorobku także niejawnym. Decydenci twierdzą, że ci, którzy mają tytuły i wysokie stopnie, to najlepsi z najlepszych, ponieważ zostali prześwietleni. Niestety, wyniki owego prześwietlenia są niejawne… 
Teczki uczelniane nie są i nie były przedmiotem zainteresowania ani Ministerstwa Edukacji, ani Instytutu Pamięci Narodowej. IPN podpisuje współpracę z uczelniami, ale to historycy tych uczelni mają mieć dostęp do akt IPN, natomiast IPN do akt tych uczelni dostępu nie ma. Jeśli np. IPN nie ma akt na jakąś osobę, a akta ma uczelnia, to jest to jej autonomiczna decyzja, czy je udostępni zainteresowanemu. Tym sposobem historii nauki i edukacji nie da się poznać. A szkoda, gdyż ma to wymiar także teraźniejszy. Czyszczenie kadrowe w czasach komunistycznych przeprowadzono na wielką skalę i w istotnym stopniu wpływa to nadal na kiepską kondycję nauki i edukacji w Polsce. 

Czarna księga komunizmu w nauce i edukacji 

Przez Polskę przewala się fala dyskusji nad lustracją i dekomunizacją. To, co powinno być zrobione w okresie transformacji, spóźnione jest już o całe 15 lat. Na ogół postuluje się, aby dekomunizacja obejmowała głównie polityków, czasem także wymieniani są dziennikarze. 
A co z profesorami? Dlaczego studenci mają się uczyć w salach imienia wybitnego autorytetu moralnego i intelektualnego, który był tajnym albo jawnym współpracownikiem sił zniewalających polski naród? Dlaczego naukowe dokonania towarzyszy partyjnych opiniują członkowie dawnej podstawowej organizacji partyjnej albo biura politycznego? Dlaczego Akademia Nauk Społecznych rozwiązana została jedynie formalnie, bo realnie funkcjonuje na innych uczelniach? Dlaczego b. członkowie POP PZPR i Biura Politycznego mają gwarantowane akademickie etaty (nieraz wiele etatów) niemal dożywotnio, a ich ofiary są bezetatowe? Takich pytań można by postawić wiele. Prezes IPN w jednym z wywiadów powiedział: „Trądem w sposób szczególny były dotknięte szkoły wyższe”. Problem w tym, że trąd ten nadal panuje w pałacu nauki i edukacji. 
Niestety „Czarna księga komunizmu w nauce i edukacji” jak do tej pory nie ma szans na powstanie, mimo że „gruba kreska” w nauce nie powinna być stosowana. Opracowaniem księgi nie jest zainteresowana nawet Polska Akademia Umiejętności, przynajmniej w przypadku zaangażowania osób niezależnych w myśleniu i działaniu. Natomiast władze UJ chętnie mówią nawet o projekcie badań nad inwigilacją środowiska akademickich na szerszym tle, ale w takiej postaci, żeby projekt realizowali tylko historycy UJ. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, że na mocy Akademickiego Kodeksu Wartości pracownicy UJ muszą podpisywać „lojalkę”, więc tylko lojalna historia może wyjść spod ich piór. 
Tak jednak być nie może. Potrzebne są studia rzetelne, lojalne w stosunku do faktów, a nie w stosunku do władzy. Potrzebne są badania interdyscyplinarne prowadzone także przez nie-historyków i przez zespoły niezależne od władz danej uczelni. Oczywiście najlepiej, aby nad tymi badaniami patronat miał Instytut Pamięci Narodowej. Wcześniej czy później prawda winna wyjść na światło dzienne. Ważne, aby wyszła wcześniej. Życie akademickie z trupem w szafie jest nie do zniesienia, a ukrywanie trupa pochłania wiele energii, której często już nie starcza na nawiązanie kontaktu z nauką światową. 

Józef Wieczorek 

Opublikowano w Magazynie OBYWATEL nr.2 (22)2005 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=77

2005-04-08

Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’

Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’ 

Szanowny Pan Profesor Leon Kieres 
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej 
ul. Towarowa 28 
00-839 Warszawa 

Szanowny Panie Prezesie, 

Załączam mój ostatni tekst ‚Czarna Księga Komunizmu (uniwersyteckiego )’ opublikowany w magazynie ‚OBYWATEL’ nr 2, 2005 ( wersja elektroniczna – http://www.obywatel.org.pl/index.php?menu=0&msgid=696a) z nadzieją, że tekst zwróci wreszcie uwagę IPN na potrzebę rzetelnego opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’. 

Problem ten poruszałem także we wcześniejszych tekstach publikowanych w prasie, bądź w internecie: 

Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP 
http://www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=37 
[tekst nie mógł się ukazać w Biuletynie IPN, w Dzienniku Polskim – kontrolowanym przez wladze UJ, ani w Tygodniku Solidarność] 

Lustracja środowiska akademickiego ? 
http://www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=67 

Stanowisko Niezależnego Forum Akademickiego w sprawie lustracji środowiska akademickiego 
http://www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=63 

CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI: 
http://www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html 

w tym: m.in. 
POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU 

SOLIDARNOSĆ UJ A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI 

Mój jubileusz – 
http://www.naukowcy.republika.pl/jubileusz.html 
(który oczywiście nie mógł się ukazać w kontrolowanym przez Rektora UJ miesięczniku Alma Mater) 

Niestety tekst ‚Tajne teczki UJ ….’ przesłany do Biuletynu IPN nie został w nim zamieszczony ze względu na cezurę czasową (?) chociaż dotyczy lat 80-tych, a moim zdaniem naświetla problem istotny dla prac IPN. Wnioski jakie można z niego wyciągnąć uchroniłyby IPN przed podejmowaniem nieprzemyślanych (?) jak sądzę decyzji co do współpracy z osobami czy instytucjami, które winny być nie tyle patronami opracowań o ciemnych czasach PRL, co raczej ich ‚bohaterami’. 

Zdecydowałem się na ten list zbulwersowany tekstem prof. Jerzego Wyrozumskiego – ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ opublikowanym w ostatnim numerze (69) miesięcznika Alma Mater http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/69/01/22.html .Tekst, jak pisze autor, został opublikowany za wiedzą i zgodą Pana Rektora Franciszka Ziejki, który patronuje badaniom nad represjami krakowskiego środowiska akademickiego w okresie PRL w porozumieniu z IPN.

Profesor J. Wyrozumski kiedyś‚przewodniczył komisji senackiej, mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ’ . Niestety jak wynika z zawartości tekstu komisja ta nie przedstawiła rzeczywistego stanu rzeczy, zapewne ze względu na konflikt interesów. Sam Prof. J. Wyrozumski, jako prorektor UJ, ma na swym sumieniu działalność na rzecz nieprzywracania do pracy w UJ niewygodnych nauczycieli akademickich usuwanych na podstawie ustawy z 1982 r. i na rzecz nieujawniania niewygodnych dokumentów z tamtych lat. Oczywiście zapewne tylko ze względu na skromność prof.J. Wyrozumski tego nie podaje.

Jako sekretarz generalny PAU w sposób arogancki, wręcz obraźliwy, odniósł się do projektu badań nad opracowaniem Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji co dokumentuję na stronie http://www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html. 

J. Wyrozumski bezczelnie kłamie pisząc ‚Nie było w Uniwersytecie pozamerytorycznych negatywnych ocen..’ w sytuacji kiedy takie oceny były wystawiane w 1986 r. przez komisje anonimowe ! (o czym wie doskonale, chociażby ode mnie !) a ich składu, ani też merytorycznego uzasadnienia zarzutów do dnia dzisiejszego władze UJ ( z rektorem F. Ziejką na czele) nie zamierzają przedstawić.

 Mam dokument od prorektora J. Wyrozumskiego, w którym twierdzi, że komisja nie była anonimowa, mimo że żadnego nazwiska nie podaje (anonim – nieznany z nazwiska) i władze UJ do dnia dzisiejszego anonimowości komisji bronią niczym niepodległości. Niestety do tej pory nie zostały rozliczone, ani udokumentowane represje ze strony służb akademickich działających podobnie jak służby specjalne, lecz o wiele bardziej skutecznie.

Zresztą sprawa powiązań (tożsamości ?, symbiozy) służb akademickich i służby bezpieczeństwa winna być skrupulatnie zbadana, i to nie tylko na podstawie zachowanych dokumentów ze względu na świadome ich niszczenie. Np. moja teczka personalna w momencie usuwania mnie z UJ kończyła się na roku 1980, a obecnie zawiera głównie makulaturę, gdy istotne dokumenty zostały zaaresztowane lub zniszczone. Strona UJ na procesach sądowych (sąd pracy 1998-2000) twierdziła, że bezwartościowych dokumentów się nie trzyma, a sąd potwierdzał bezwartościowość zniszczonych dokumentów ( oczywiście bez zapisów w protokole, bez okazania protokołów niszczenia, oceny zniszczonych dokumentów !!! ). Zapewne do tych ‚bezwartościowych’ dokumentów należały nie tylko merytoryczna ocena mojej działalności naukowej i edukacyjnej w UJ, mojego ‚negatywnego oddziaływania na młodzież akademicką’ a także ‚podszywania się pod Solidarność’ – ‚oceny’ służące do skazania mnie na śmierć zawodową ! Poczynania władz UJ, w tym Rektora F. Ziejki, jasno wskazują, że za naczelną metodę poszukiwania prawdy władze uważają jej niszczenie o ile jest dla nich niewygodna. Moje tłumaczenia, że taka metoda nie jest ani naukowa, ani moralna, nie odnoszą żadnego skutku. 

Podkreślam podobieństwo moich procesów sądowych (a raczej ich parodii) do procesów w czasach stalinowskich – czas trwania rozprawy w sądzie apelacyjnym nie przekroczył chyba 5 min, a w kilku rozprawach nie przesłuchano ani jednego świadka, ani nie zapoznano się z zaaresztowanymi dokumentami informując, ze sąd nie jest od tego aby dochodzić prawdy (!) a władze UJ mogą wystawiać opinie takie jakie chcą bez dokumentowania ich zasadności.Rezultaty tych procesów, które określały niekompetencje sądów do rozwiązania problemu w pełni zadowalają wladze UJ, które dla dobicia mnie rozpowszechniają je jako dowód na moją niekompetencję do pracy na UJ. 

Chciałbym zwrócić uwagę na represyjność władz UJ, które do dnia dzisiejszego nie zamierzają zrehabilitować ani przywrócić do pracy usuniętych nauczycieli akademickich na podstawie fałszywych – na wzór esbecki oskarżeń. Po okupacji niemieckiej i po okresie stalinowskim było to możliwe, jak i była możliwa rehabilitacja osób niesłusznie oskarżanych. Obecnie nie jest to możliwe. Metody ujbeckie są bardziej skuteczne. ‚Mnie uczyć zakazano’ – to nie jest skutek dyrektywy Hansa Franka, lecz największych, autonomicznych ‚autorytetów’ moralnych i intelektualnych. 

Dodam jeszcze, że zbiory naukowe -geologiczne w pełni przetrwaly rządy Hansa Franka, (T.Bałuk -Ulewiczowa – Wyzwolić sie z błędnego koła ) ale w części nie przetrwały rządów ‚poszukiwaczy prawdy’ UJ (sam resztki przedwojennych zbiorów w latach 70-tych zbierałem na przed-instytutowej hałdzie i pokazywałem studentom, w ramach negatywnego na nich oddziaływania). Po usunięciu mnie z UJ ‚poszukiwacze prawdy’ wyrzucali moje zbiory naukowe, które w części ukrywałem wywożąc poza Kraków, tak jak w czasie okupacji niemieckiej ukrywano np. Ołtarz Mariacki. O losach moich zbiorów (oczywiście nie tej samej wartości, ale dla mnie i dla nauki ważnych) ani J.Wyrozumski ani inni ‚badacze’ historii nauki ani słowem nie wspominają. Nie bez przyczyny ! 

Jako wychowawca, (w krótkim okresie czasu – 1980-1986) wielu aktywnych pracowników naukowych mogę określić, że straty wynikające z usunięcia mnie z uczelni wyniosły co najmniej kilkudziesięciu aktywnych pracowników naukowych ( których już nie mogłem uformować) i wiele dziesiątek prac naukowych, których już nie mogłem i nigdy nie będę mógł napisać. Niestety mimo wcześniejszych moich pism IPN podpisał współpracę z UJ nie bacząc na wybitne ‚zasługi’ władz UJ dla utajniania i niszczenia niewygodnych dla UJ dokumentów i pisania ‚jedynie słusznych’ historii! Widać ‚autorytet’ UJ nie może być naruszany ! – bez względu na fakty. Jeśli fakty są inne – tym gorzej dla faktów ! Fakty się niszczy, fałszywe historie się pisze. 

Obecny stan rzeczy, kiedy beneficjenci systemu komunistycznego mogą pisać fałszywe historie ku swojej czci i chwale mając dostęp do źródeł i do finansów, a ofiary nie mają żadnych szans na dostęp ani do dokumentów, ani do środków finansowych – nie jest dopuszczalne w żadnym cywilizowanym systemie. Nie mając osobowości prawnej a jedynie naukową nie mam szans na realizację (akceptację) projektu badań nad represjami środowiska akademickiego w czasach komunistycznych ( i nadal kontynuowanych). 

Oczekuję od IPN powołania specjalnej komisji złożonej z niezależnych badaczy w celu opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’ , oceny represyjności nie tylko władz politycznych i esbeskich, ale także władz uczelnianych w stosunku do niezależnych nauczycieli akademickich, rozpoznania współdziałania tych władz, oraz określenia strat materialnych i intelektualnych stanowiących rezultat represji. 

Oferuję moją osobę do pracy nad realizacją takiego projektu. Bardzo proszę o rzetelne ustosunkowanie się do mojego wystąpienia. 

Z poważaniem 

Józef Wieczorek 

PS. Jerzy Wyrozumski,w swym tekście w ‚Alma Mater’, znanego konfidenta – Lesława Maleszkę, uważa za osobę pokrzywdzoną….., co zostawię bez komentarza, który mam nadzieje napisze IPN. Daje to jednak próbkę tego do czego są zdolni patroni badań nad represjami i wyrządzonymi krzywdami pracownikom i studentom UJ. 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=83

2005-04-29

Wstydliwe sprawozdania – rozrachunki z przeszłością akademicką

 

Wstydliwe sprawozdania – rozrachunki z przeszłością akademicką 

Sprawozdanie „Dziennika Polskiego” (23-06-2005) o„Wstydliwych sprawozdaniach” z wyjazdów zagranicznych nauczycieli akademickich w czasach PRL-u nie do końca można zaakceptować. Ja bym tego nie podpisał, bo obraz jest nieco wypaczony. Oczywiście nie było tajemnicą, że w działach zagranicznych uczelni siedzieli esbecy, lub ich ludzie. Zwykle taki dział określało się „działem utrącania wyjazdów zagranicznych” . Kto był podpadnięty miał z tym kłopoty, nie zawsze dokumentowane na piśmie. Nie było standardem, że łatwiej było dostać paszport służbowy, niż prywatny – dla podpadniętych było wręcz odwrotnie. Gdyby było inaczej to o tych działach można by było pisać nawet pozytywnie, ale nie jest to zasadne. 
Nie ma nawet wzmianki o skutkach „niewłaściwych” sprawozdań z wyjazdów, które prowadziły do formułowania oskarżeń o pisanie „nieprawdziwych” sprawozdań . Takie oskarżenia i inne, formułowała np. anonimowa do dnia dzisiejszego komisja UJ z 1986 r. (chociaż nie jest tajemnicą, że jej pracami na najwyższym szczeblu uczelnianym kierował ówczesny prorektor UJ – A. Koj) weryfikująca na podstawie ustawy z r. 1982 niewygodnych pracowników a skutki tej weryfikacji trwają do dnia dzisiejszego. Żaden z rektorów, żaden z senatów UJ, do dnia dzisiejszego nie podważył absurdalnych, sfingowanych zarzutów stawianych pracownikom i nie przedstawił merytorycznych uzasadnień. Wręcz przeciwnie w pełni je akceptują do dnia dzisiejszego! A co więcej dla skompromitowania nadal niewygodnych osób gromadzi i przetwarza się dane, odpowiednio modyfikowane, gdyż tacy osobnicy niezadowoleni ze swojego losu, na który zostali skazani, mogliby doprowadzić do destabilizacji życia akademickiego! Trzeba ich wyeliminować! To nie są relacje z lektury teczek SB, lecz z lektury teczek akademickich! SB już nie ma, metody esbeckie – są. Na uczelniach pozostały! 
Niestety „Dziennik Polski” do tej pory nie puścił na swoich łamach przed miesiącami nadesłanego tekstu „Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ´prawa´ stanu wojennego nad Konstytucją III R”, który jednak został opublikowany w „Niezależnym magazynie publicystów – Kontrateksty” (http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=16&id=419co najlepiej obrazuje, że podobnie jak w okresie PRL-u nadal potrzebna jest prasa niezależna, bo ta zależna, jak Dziennik Polski , oczywiście takich tekstów wstydliwych dla swoich sponsorów, nadzorców, oczywiście nie puści. 

Nie bez przyczyny Rektorzy nie chcą lustracji (Gazeta Wyborcza 23.06.2005) . Wiedzą, czego nie chcą. Obecnie są niekwestionowanymi, pod karą dożywotniej śmierci zawodowej, autorytetami moralnymi i intelektualnymi, a gdyby prawda wyszła na jaw chyba niejeden nauczyciel akademicki by się musiał najeść wstydu, i mógłby stracić wylansowany przez zależne media – „autorytet”. 
Teczki esbeckie należy ujawnić do badań, ale chyba ważniejsze by było ujawnienie teczek PZPR, no i tak pilnie strzeżonych, a także niszczonych i modyfikowanych ze względu na niewygodną dla „autorytetów” treść – teczek akademickich. Teczki takie, przynajmniej w zasadniczej, najbardziej interesującej dla poznania prawdy treści, do dnia dzisiejszego – podobno w sposób zasadny na podstawie ustawy z r. 1983 są tajne, a przeciwko temu nawet RPO, a zarazem podwładny rektora UJ – nie oponował!!! 
Należałoby też zwrócić uwagę na jakby wstydliwie przemilczany w ogólnej prasie tekst Prof. J. Wyrozumskiego „POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ” opublikowany w 69 numerze miesięcznika Alma Mater(http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/69/01/22.html).Tekst, jak pisze autor, został opublikowany za wiedzą i zgodą Pana Rektora Franciszka Ziejki, który patronuje badaniom nad represjami krakowskiego środowiska akademickiego w okresie PRL w porozumieniu z IPN. Profesor J. Wyrozumski kiedyś„przewodniczył komisji senackiej, mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ´. Jerzy Wyrozumski, w swym tekście w „Alma Mater”, znanego konfidenta – Lesława Maleszkę, uważa za osobę pokrzywdzoną. Są też jeszcze inne „kwiatki” w tym sprawozdaniu komisji, ale jak do tej pory i IPN milczy w tej sprawie. Może nie ma dokumentów, ale są jeszcze ludzie, którzy trochę wiedzą. Niestety uczeni jakby nadal wstydzili się pozyskiwania niewygodnej wiedzy. 

Józef Wieczorek 

Tekst oczywiście nie został „puszczony” przez „Dziennik Polski” 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=111

2005-07-18