KONIEC Z FIKCJĄ W NAUCE

KONIEC Z FIKCJĄ W NAUCE 

Wywiad z rektorem UJ, Franciszkiem Ziejką, („Przegląd” nr 41) – „Koniec fikcyjnych uczelni” nie może zostać pominięty milczeniem. Obywatelowi należy się niezależne, alternatywne spojrzenie na to, co się dzieje na uczelniach, w tym na uczelni kierowanej przez rektora F. Ziejkę. Na ogół media o tym informują bardzo wybiórczo, stąd obraz nauki i edukacji w Polsce jest niepełny. Bardziej zbliżony do prawdy obraz można uzyskać, śledząc liczne dyskusje na forach internetowych, również dyskusję, jaka się wywiązała po wywiadzie z rektorem.

W wywiadzie poruszono kilka zasadniczych tematów: nowa ustawa o szkolnictwie wyższym, wieloetatowość nauczycieli akademickich (głównie profesorów), etyka na uczelniach. Spójrzmy na nie innym okiem.
F. Ziejka nazywa projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym przygotowany przez NSZZ „Solidarność” absurdalnym i argumentuje, że „Polski nie stać na obniżanie wymagań naukowych”, ale przecież tzw. prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym prowadzi właśnie do obniżenia wymagań naukowych.

Zakłada on mianowicie, że mimo wejścia Polski do Unii Europejskiej, za czym głosowała większość społeczeństwa, nauka w Polsce będzie nadal kompatybilna z nauką białoruską, ukraińską, mołdawską, ale nie ze standardami nauki w USA czy w krajach unijnych. Jeden z twórców tej ustawy, prof. Jerzy Dembczyński, jasno wyrażał się na łamach „Forum Akademickiego” (nr 7-8, 2003) o innych propozycjach ustawy, które zakładały włączenie polskiego systemu nauki i edukacji do systemu światowego: „Myślę, że takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia przez środowisko naukowe. To jedna z kolejnych prób przeniesienia na grunt polski rozwiązań funkcjonujących w Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej”. A Ziejka mówi: „W związku z procesem bolońskim, a więc tworzeniem jednej przestrzeni dydaktycznej i naukowej w Europie, przygotowanie ustawy jest konieczne”.
Z ustawy jednak jasno wynika:
– że mamy się znaleźć poza przestrzenią dydaktyczną i naukową Europy,
– że próby przeniesienia na grunt polski rozwiązań funkcjonujących w Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej nie są dla Polski,
– że ma być właśnie inaczej.
To wprowadzanie w błąd społeczeństwa i straszna hipokryzja.

Kto tu głosuje za obniżeniem wymagań? Polska jest potęgą habilitacyjną czy profesorską, ale mizerią naukową i tak, zdaje się, ma pozostać na dziesiątki lat w ramach deklarowanego podwyższania wymagań naukowych. W Polsce mamy i mieć mamy profesorów belwederskich, mimo że nikt w świecie nie słyszał np. o profesorach białodomowych czy elizejskich, bo w świecie o tym, kto jest czy nie jest profesorem, decyduje uczelnia, a nie polityk. To samo dotyczy komisji do spraw stopnia i tytułu naukowego, która od czasów stalinowskich umocowana jest przy premierze.

Rektor twierdzi, że na UJ nie ma polityki. Co to ma wspólnego z prawdą, skoro w polskim systemie nauki i edukacji polityka jest wszechobecna i dotyczy wszystkich uczelni, bo jest to wszechobecność systemowa, wpisana w prawo? W Karcie Bolońskiej (Bolonia, 18 września 1988 r.) czytamy „jego (tj. uniwersytetu) dzialalność naukowa i dydaktyczna musi być moralnie i intelektualnie niezależna od władzy politycznej i ekonomicznej”. Jak się ma dzialalność prezydenckiego zespołu do Karty Bolońskiej? Jak się do karty ma mianowanie i ew. odwoływanie profesorów przez prezydenta RP? Jak się ma do Karty Bolońskiej istnienie komisji do spraw stopnia i tytułu umocowanej przy premierze? Dlaczego Karta Bolońska podpisana przez polskich rektorów jest łamana, a polskie społeczeństwo cynicznie okłamywane?
Kartę Bolońską kończy zobowiązanie rektorów: „My, niżej podpisani rektorzy, w imieniu naszych uniwersytetów, zobowiązujemy się uczynić wszystko, co w naszej mocy, by nakłonić poszczególne państwa oraz odpowiednie organizacje ponadnarodowe do kształtowania swej polityki według wskazań tej Wielkiej Karty, wyrażającej jednomyślną wolę uniwersytetów, którą niniejszym deklarujemy i oświadczamy”. Jasno widać, że rektorzy polskich uniwersytetów nie tylko, że nie nakłaniają władz RP do poczynań zgodnych z Kartą Bolonską, lecz razem z władzami pracują nad jej nieprzestrzeganiem. Senat UJ specjalną uchwałą nr 12/V/2003 z 28 maja 2003 r. przekazał podziękowania prezydentowi RP za pracę nad nową ustawą, nad którą prezydent nie powinien w ogóle pracować! Zgodnie z Kartą Bolońską, projekt ustawy winien być niezależny moralnie i intelektualnie od prezydenta.

Nigdzie nie jest tak, żeby doktor zostawał zaraz profesorem i nikt tego w Polsce nie proponuje, co twierdzi F. Ziejka. Profesor to ma być stanowisko i tylko na uczelni. Tak jak w wielu innych krajach, zgodnie z projektem „Solidarności”, doktor może zostać profesorem na uczelni nie automatycznie, lecz w przypadku posiadania dużego dorobku naukowego i edukacyjnego doświadczenia i wygrania rzeczywistego konkursu na obsadzenie stanowiska profesora pomocniczego, nadzwyczajnego czy zwyczajnego. Profesor – to ma byc stanowisko, a nie tytuł. Żeby zostać na stałym etacie profesora na uczelni zachodniej, trzeba się wykazać ogromnym dorobkiem naukowym. Tak u nas nie jest i ma nie być. Na dożywotnie stanowiska profesorów zatrudniane są często miernoty nieaktywne naukowo, zapisujące sobie niekiedy na swoje konto dorobek rzekomo nierozwiniętych doktorów. Organizowane pseudokonkursy na etaty uczelniane dostosowane są do poziomu intelektualnego i moralnego tego, kto ma ten konkurs wygrać według wcześniejszych ustaleń. Taka jest reguła. Kryteria genetyczno-towarzyskie przeważają w tych „konkursach” nad kryteriami merytorycznymi. Jeśli profesor wytnie wszelkich potencjalnych konkurentów niecnymi nierzadko metodami, to do końca żywota ma byt zapewniony nie tylko na swojej uczelni, ale na wielu innych.

Pokrętnie w mediach przedstawiany jest problem wieloetatowości nauczycieli akademickich, glównie profesorów. Obywatel winien też wiedzieć, że uchwały Senatu UJ nie likwidują wieloetatowości jako takiej, a tylko wieloetatowość „krakowską”, i to nie do końca. Nie będąc w sprzeczności z uchwalą UJ, można pracować zarówno na UJ, jak i na innych etatach, np. w Kielcach, Tarnowie, Warszawie i gdzie indziej, byle nie w Krakowie bez zgody rektora. Nie należy dezinformować społeczeństwa, że to jest walka z wieloetatowością, bo to jest tylko walka z bezpośrednią, bliską konkurencją. Nie likwiduje to lipy naukowej i edukacyjnej serwowanej przez „profesorów” na n-tej liczbie etatów. Bezzasadne są także częste twierdzenia, że poziom kształcenia na uczelni jest uzależniony od liczby profesorów. Kto przeprowadził takie badania, które by taki pogląd uzasadniały? Gdzie można znaleźć wyniki tych badań? Bardzo często zdecydowanie lepsze wyniki nauczania i formowania kadry naukowej mieli doktorzy, ale to kontrastowało z miernością profesorów, więc takich doktorów profesorowie się pozbywają, by ten kontrast zlikwidować.
Uczelnia rektora Ziejki może być tego przykładem. Na uczelniach zachodnich można być dożywotnio doktorem, jeśli się jest aktywnym naukowo i dobrym dydaktycznie. U nas dożywotnio na etatach mogą być profesorowie, także ci którzy nie są aktywni naukowo i nierzadko bardzo mierni edukacyjnie. Taki jest bowiem u nas system i tak ma być w nowej ustawie. Najwyżej się ceni tych, którzy od studenta do profesora, a nawet do rektora, tak jak rektor Ziejka, wszystkie szczeble tzw. kariery naukowej przeszli na tej samej uczelni. I to ma być poziom! W USA jest calkiem odmiennie. Trzeba wyjśc poza swoją Alma Mater. Ale do takiego poziomu my się nie zniżymy (sic!). Amerykańscy doktorzy niech sobie otrzymują Nagrody Nobla, a my będziemy mieć profesorów doktorów habilitowanych nauki polskiej. Jeśli do rankingów poziomu nauki włączymy kryterium „habilitacyjne”, to i tak jesteśmy górą! W Ameryce nie ma bowiem habilitacji. Nauka w USA jednak jest! Jednym słowem, my robimy i mamy robić tytuły, a w USA robi się i będzie się robić naukę, ale my wzorców amerykańskich nie będziemy wprowadzać do Polski, bo to by obniżyło poziom narcystycznego samouwielbienia naszych profesorów i to byłoby szkodliwe. Wieczni doktorzy w USA dostają Nagrody Nobla, w Polsce dostają wymówienia, szczególnie jeśli podważają jedynie słuszne poglądy „profesorów” nauki polskiej. Kiepscy, ale lojalni doktorzy podobnie jak kiepscy profesorowie mogą być spokojni o swój los. Nikt ich nie ruszy.

Nas nie stać na dożywotnie etaty profesorów, którzy nic lub prawie nic nie robią naukowo, a wiele szkodzą w nauce i edukacji. Rezultaty badań profesorów, i nie tylko profesorów, u nas są niestety niejawne, o czym świadczy ukrywanie przed podatnikiem wyników realizacji projektów badawczych finansowanych przez Komitet Badań Naukowych (por. dane, a raczej niedane na stronach internetowych http://www.opi.org.pl). Tego nie ma nigdzie. Setki milionów złotych polskich księgowanych po stronie wydatków na naukę nierozliczone przed podatnikiem (!!!) i nikogo to nie interesuje. Nas nie stać na takie marnotrawstwo grosza publicznego, ale F. Ziejka o tym milczy. Milczy o tym także plan Hausnera rzekomo zakładający ograniczenie marnotrawstwa pieniędzy publicznych.

F. Ziejka mówi o konieczności dyskutowania o etyce nauczyciela, ale nie ujawnia, że sam nie dopuszcza do autentycznej dyskusji na tematy etyczne na łamach pism, które sam kontroluje merytorycznie. Dyskutować z Akademickim Kodeksem Wartości czy Dobrymi Obyczajami w Nauce na łamach miesięcznika UJ – „Alma Mater” nie można!!! Kosmiczna wręcz hipokryzja.
W Karcie Bolońskiej czytamy: „Odrzucając nietolerancję i pozostając zawsze gotowym do dialogu, uniwersytet stanowi zatem najlepsze miejsce, w którym spotykają się nauczyciele, umiejący przekazać swą wiedzę oraz dobrze przygotowani do rozwijania jej poprzez badania naukowe i nowatorstwo, oraz studenci, którzy potrafią, chcą i są gotowi wzbogacać swe umysły tą wiedzą”. Niestety, na temat etyki nauczyciela mamy jedynie monolog rektora, który na dialog nie chce się zgodzić, nie tolerując odmiennych, niezależnych wypowiedzi, łamiąc tym samym Kartę Bolońską. Jedyną szansą na prezentowanie odmiennych opinii jest Internet, ale przecież to nie to samo co wydania papierowe czasopism, do których dostęp nadal jest bardziej powszechny.

Uchwala Senatu UJ o wieloetatowości czy ogloszony Akademicki Kodeks Wartości są zgodne z prawem, bo poglądy przecież można mieć i je głosić. Problem w tym, że uniwersytety mają autonomię, a w praktyce ta autonomia jest nierzadko ponad prawem. Prawo pracy na uczelniach, a w każdym razie na UJ, w praktyce nie obowiązuje. Pracownika można ocenić, jak się chce, bez podawania uzasadnienia i sprzecznie z faktami i jeśli go rektor nie chce, musi odejść. Rektor ma do dyspozycji komisję etyczną i rzecznika dyscyplinarnego. Pracownik nie ma nikogo. Nie ma u nas instytucji rzecznika (mediatora) akademickiego jak w USA czy na uczelniach europejskich i projekt nowej ustawy nie zakłada powstania takiej instytucji. Tak jak w Unii czy w USA długo u nas nie będzie. Pracownik w konflikcie z uczelnią jest na straconej pozycji. Jeśli ujawni przekręty na uczelni zgodnie z zasadami dobrych obyczajów, podpadnie pod paragraf lojalności Akademickiego Kodeksu Wartości i jego los jest przesądzony. Dla nielojalnych na uczelni nie ma miejsca. Prawdy na uczelniach należy oczywiście szukać, ale jeżeli się ją znajdzie w niewłaściwym miejscu, należy ją zamieść pod dywan, bo inaczej koniec z odkrywcą. Uczelnie są biedne, bo zatraciły poczucie przyzwoitości.

Korporacje akademickie w Polsce są poza rzeczywistą kontrolą. W Polsce mamy fikcyjne tytuły, fikcyjne nauczanie, fikcyjne badania naukowe. Uczelnie stały się korporacjami kasujących kasę (nierzadko za bubel edukacyjny) i kasujących dyplomy (nierzadko bez pokrycia). UJ niestety także do tych uczelni należy. Chyba Senat UJ także ma podobny pogląd, gdyż w nowym statucie uczelni nie znalazł się już zapis, obecny w starym statucie, o tym że uniwersytet to korporacja nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. To się nijak nie ma do rzeczywistości.
Najwyzszy czas skończyć z tą fikcją. Tej fikcji nie kończy prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym. Pewne nadzieje natomiast daje projekt ustawy przygotowany przez NSZZ „Solidarność”.

Autor jest byłym wykładowcą geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim

Artykuł został opublikowany w tygodniku PRZEGLĄD nr 47 z dnia 23 listopada 2003.

Reklamy

Czy naprawdę bliżej do Oxfordu ?

Józef Wieczorek & Cezary Wójcik 

Czy naprawdę bliżej do Oxfordu ?

 

Odległość z Krakowa do Oxfordu wynosi ok. 1600 km , ale polskie uczelnie, od uczelni brytyjskich czy amerykańskich dzieli w rzeczywistości dużo większa odległość, odległość którą lepiej mierzyć w dziesiątkach lat oraz miliardach euro.

W rankingu światowych uczelni Uniwersytet Oxfordzki plasuje się na 10 miejscu a UJ znajduje się pomiędzy 305 a 402 miejscemhttp://ed.sjtu.edu.cn/rank/2007/ranking2007.htm.

Wśród uniwersytetów europejskich Oxford jest na drugim miejscu, podczas gdy UJ (ani zresztą żadnej innej polskiej uczelni) nie ma nawet w pierwszej setcehttp://ed.sjtu.edu.cn/rank/2007/ARWU2007_TopEuro.htm

To dystans znaczny. Uniwersytet w Oxfordzie założony został w 1167 r., a w Krakowie w 1364 r. Dystans prawie 200 lat też jest znaczny, jednak wiele uczelni było w stanie pokonać nawet większy dystans wiekowy, aby Oxford pokonać jakością, albo przynajmniej się zbliżyć do tej jakości.

Czy UJ naprawdę zbliża się do Oxfordu ?

Początek wywiadu z rektorem UJ (Tygodnik Przegląd nr.43 -Bliżej do Oksfordu 
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=270

sugerował, że rektor zdaje sobie sprawę na czym polega paradoks polskiego systemu nauki i po czyjej stronie leży wina.

Archaiczny i nieco cudaczny system organizacji i zarządzania szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce jest jedną z najważniejszych przyczyn dlaczego nam tak daleko do Oxfordu. Rektor bardzo słusznie zauważył, że pracownicy naukowi polskich uczelni skutecznie bronią się przed weryfikacją swoich kwalifikacji i produktywności ze strony naukowców zagranicznych.

I to jest skandal, bo nauka ze swej natury jest globalna, a nie lokalna – krajowa. Skoro nauka w Polsce broni się przed globalizacją, to zachodzi pytanie – czy to jest naprawdę nauka ?

Dalej z argumentami pana rektora trudno się jednak zgodzić. Położył on nacisk na sprawy finansowe, na duży dystans do Oxfordu w nakładach na naukę.

To jest niepodważalny fakt, ale faktem jest również, że u nas nie widać pozytywnej korelacji między nakładami na naukę i jej efektami. Co gorsza, istnieją trudności aby wykazać co nowego wniesiono do nauki przy danym nakładzie finansowym, bo u nas nie ma rzetelnych baz danych na ten temat, a nawet skrzętnie się ukrywa przed podatnikiem rezultaty projektów badawczych, na które podatnik wyłożył swoje pieniądze.

Trudno tym zyskać sobie zrozumienie społeczne dla potrzeb naukowców. Ponadto, uwarunkowania organizacyjne nie sprzyjają przyciąganiu pieniędzy z zagranicy.

Co z tego, że polski naukowiec zdobędzie pieniądze na zakup odczynników i sprzętu w międzynarodowych konkursach projektów badawczych, jeżeli następnie administracja uczelni dokonuje swoistego sabotażu jego poczynań, polegającego na tym, że tenże naukowiec czeka trzy miesiące na realizację zamówienia pipet lub dziewięć miesięcy na zamówienie lodówki?

Tymczasem, jego kolega w Oksfordzie, czy nawet w każdej podrzędnej zachodnioeuropejskiej uczelni realizuje takie zamówienie w jeden, lub najwyżej kilka dni. W ciągu dziewięciu miesięcy zagraniczny kolega już może przygotować publikację naukową, podczas gdy polski uczony wciąż oczekuje na lodówkę.

Jest to przykład drastyczny, ale wzięty prosto z życia, który obrazuje, że przyczyn różnic pomiędzy sytuacją polskich uczelni a Oxfordem i innymi uczelniami zachodnioeuropejskimi nie należy szukać tylko w pieniądzach, lecz przede wszystkim w organizacji i zarządzaniu uczelniami.

Gdyby dystrybucja obecnie dostępnych środków finansowych uwarunkowana byłaby jedynie merytorycznymi osiągnięciami pracowników naukowych, a nie względami genetyczno-towarzyskimi, efektywne wykorzystanie tych środków byłoby dużo lepsze, a produktywność naukowa polskich uczelni dużo większa.

Niestety, nie ma woli ze strony decydentów, aby nasz system uczynić bliższym temu jaki obowiązuje w krajach anglosaskich, w tym w Oxfordzie.

Podstawą reformy powinno być to, żeby nasz system tytularno-towarzyski zastąpić systemem dorobkowym, czyli aby oceniać naukowców nie według tytułów i układów, lecz według osiągnięć, mierzonych obiektywnie, z udziałem międzynarodowych ekspertów.

Niestety, trudno jest zauważyć pozytywną korelację między dorobkiem naukowym i edukacyjnym a tytułem profesorskim – z reguły produktywność naukowca obdarzonego belwederskim tytułem profesora spada drastycznie.

Zadanie to jest dodatkowo utrudnione tym, że nie mamy dobrych baz danych ludzi nauki. Zainteresowany obywatel, który finansuje naukę ze swoich podatków, nie ma szans na uzyskanie informacji o dokonaniach (lub ich braku) naukowców polskich, w tym profesorów.

O tym kto dostanie ten upragniony tytuł decyduje wąskie grono samych swoich.

Nierzadko możemy się przekonać, co najlepiej wiedzą studenci, że mamy też kiepskich profesorów, którzy mają dożywotnio zagwarantowane etaty, oraz znakomitych doktorów, którzy albo muszą wynosić się z kraju, albo odchodzić od nauki, bo akademickie korporacje są na nich zamknięte.

Tak samo działa bariera dla naukowców polskich pracujących za granicami kraju, których sami swoi nie chcą tak łatwo przyjmować w obawie o zaburzenie panującego ładu.

Tymczasem podstawą współczesnej nauki jest mobilność pracowników naukowych. Wolny rynek pracy doprowadza do tego, że uczelnie biją się o najlepszych naukowców, podczas gdy mierni naukowcy wypadają z obiegu.

Rektor UJ ani słowem nie wspomniał o Europejskiej Karcie Naukowca (EKN), której zalecenia jakoś nie mogą się przebić do ustawodawstwa polskiego, do statutów polskich uczelni, w tym do statutu, a przede wszystkim do praktyki UJ.

Tego już nie da się zwalić na słabe finansowanie. Gdyby zalecenia EKN wprowadzić do praktyki, to marnotrawstwo środków księgowanych po stronie wydatków na naukę byłoby znacznie mniejsze a system byłby bardziej kompatybilny z najbardziej efektywnym systemem anglosaskim.

Niestety wśród rektorów polskich nie ma woli aby tak się stało.

No cóż, najwygodniej narzekać na brak środków finansowych – narzekanie na własną zaściankowość nie byłoby tak dobrze widziane.

Rektor UJ chwali się, że obecnie wprowadzamy system boloński, a studenci oceniają wykładowców co pomaga ‚tworzyć efektywny system motywacyjny dla pracowników. ‚

Jakoś tego nie widać, bo studenci nadal narzekają na dużą ilość kiepskich wykładowców, a uczelnie nie mają ochoty przywracać dla studentów najwyżej przez nich ocenianych wykładowców, których uczelnie pozbyły się w czasach komunistycznych.

Niestety, to rzutuje na obecny stan kadrowy uczelni i na poziom (nie)wiarygodności władz uczelni.

Co więcej, portal internetowy, na którym studenci umieszczali swoje opinie o wykładowcach i asystentach spotkał się z protestami oburzonych profesorów.

Tymczasem prawdziwie dobry wykładowca nie powinien się obawiać tego typu opinii, lecz czytać je i brać do serca, tak by poprawiać swój „produkt edukacyjny”, czyli formę i treść prowadzonych zajęć.

Niestety, źle pojęta duma grona profesorskiego uniemożliwia przyjęcie krytyki ze strony studentów, którzy są niekiedy traktowani jak piąte koło u wozu.

Tymczasem profesorowie powinni pamiętać, że to kształcenie przyszłych pokoleń jest ich głównym zadaniem na uczelniach.

Józef Wieczorek & Cezary Wójcik,

Niezależne Forum Akademickie www.nfa.pl

PS.

Tekst przeslany Redakcji Tygodnika Przegląd, ale swiatla dziennego nie ujrzal. Zostaje ujawniony na portalu NFA sluzacym do tego aby to co zwykle jest skrywane pod dywanem stalo sie dostepne dla wszystkich zainteresowanych.

2007-11-16

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=444

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona. 
Odbezpieczyć nie tylko teczki bezpieki ! 

Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego, zamierza opublikować akta bezpieki. To pomysł godny poparcia. Ciemna historia zabezpieczona do tej pory w tajnych teczkach winna ujrzeć światło dzienne. W drukowanych do tej pory na łamach Dziennika Polskiego wypowiedziach warto zwrocić uwagę na słowa (DP 12.11.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.12/Magazyn/04/04.html) B.Wildsteina: ‚W PRL bylo tak: partia i policja polityczna byly jednym organizmem. Kierownictwo partii wydawało polecenia, a esbecy wykonywali je, m.in. poprzez dostarczanie władzy wiedzy ‚ które należałoby wprowadzić w czyn, czyli opublikować akta głowy policji politycznej.

Fakt, że akta wytwarzane przez głowę systemu, jak i jej narzędzie w niemałym stopniu zostały zniszczone, ale coś jednak pozostało. Żyją także ludzie, którzy tą pozostawioną na piśmie historię mogą w znaczący sposób uzupełnić. 

B. Wildstein mówi :‚Należy też pamiętać, że istniała symbioza pomiędzy kierownictwem partyjnym a tajnymi służbami. Ich funkcjonariusze byli z reguły bezwzględnie posłuszni poleceniom kierownictwa PZPR’. Gdy o tym zapomnimy i pominiemy akta, czy inne przekazy poleceń to ta historia będzie bardzo niepełna a nawet zafałszowana. Nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu symbiotycznego bez poznania drugiego – kosymbionta. Ma to szczególne znaczenie dla poznania takiej symbiozy w strukturze uczelni, która ma odegrać zasadniczą rolę w odbezpieczeniu akt bezpieki. To, że w strukturach uczelni funkcjowała podstawowa organizacja partyjna PZPR powszechnie wiadomo a Zbigniew Fijak (DP 29.10.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/10.29/Magazyn/07/07.html) informuje nas ‚Wsród okolo 500 najaktywniejszych członków ‚Solidarnosci’ UJ agentów było około 50. Na całym uniwersytecie, rzecz jasna, było dużo więcej tajnych współpracowników bezpieki’, co też nie jest większym zaskoczeniem.

 

 Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie uczelni. To mógłby być wzorzec dla pozostałych, starszych uczelni, które jak się mówi – w sposob zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRLu. 
Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRLu czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny nie mógł mieć miejsca bez wiedzy, poparcia a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Cytat ( z pamięci) z przesłuchania na SB ‚ jakby Pan wyjeżdżał z uczelni za granicę to ja bym pierwszy o tym wiedział’ 
Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego. Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu.

 Składu komsji władze UJ do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa człowieka, bo na mocy ‚prawa’ nie istniały możliwości odwoływania sie do sądu. Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentow, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują sie na ‚prawo’ stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy niszczyć.

 Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy. Niestety w procesie niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany. 

Na uczelniach polskich wykańczano też niewygodnych ludzi psychicznie (mobbing). O tym, że w czasach komunistycznych to była jedna z metod planowego niszczenia niewygodnych, opozycyjnych osób wiemy nieco z badań prowadzonych nad funkcjonowaniem systemu w NRD ( E. Matkowska – System’ ). Niestety u nas nie ma woli aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. 

W dyskusjach nad możliwością poznania ‚odbezpieczanej ‚ historii trzeba brać także pod uwagę, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony. Z przebiegu niektórych procesów sądowych wynika, że sądy nie są zainteresowane dochodzeniem prawdy i w wyrokach można przeczytać ‚nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron’ .

 Jasne jest zatem, że twierdzenia strony posiadającej na dodatek autonomię na badanie prawdy pozostaną ‚prawdziwe’, jakkolwiek z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego. 
Zatem oprócz ujawnienia akt bezpieki potrzebne jest ujawnienie akt esbeckich symbiontów oraz relacje, opinie, dochodzenia osób żyjących.

Historia opracowana wybiórczo będzie mało wiarygodna. Teraźniejszość winna być kluczem do poznania przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych, aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie ‚papieru’ z człowiekiem prowadzi do stanu takiego, że ‚papierowy’ kat może być rzeczywistą ofiarą, a ‚papierowa’ ofiara rzeczywistym katem.

To widać na przykładzie inspekcji dostępnych akt uczelnianych. Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec pracowników i odnieść to do całego kontekstu. 


Niedobrze by było aby pod taką historią trzeba by pisać np.Historia opracowana tylko na podstawie akt bezpieki. Prawda może być jednak całkiem inna, ale my nie zamierzamy jej poznać. Kto się z tym nie zgadza niech idzie do sądu, który nie ma ochoty dochodzić prawdy ! . Chichot Stalina ! 

Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie dla opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’ , której tak bardzo się boją niektórzy ‚historycy’ UJ uważając, że miałaby ona małą nośność naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast wydawane są księgi ‚historyczne’ z publicznych pieniędzy, w których czyści się niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach.

 I tym się karmi nasze młode pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!, bo inaczej zamiast potrzebnej dyscypliny naukowej zwanej historią pozostanie nam dyscyplina, dla której bardziej odpowiednią nazwą będzie – ‚fałszernia’. 

Józef Wieczorek – były wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego 


Uwaga: Tekst nie mógł się ukazać w Dzienniku Polskim ! 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=32

2004-12-12

Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów

Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów 

W ostatnich dniach media (Gazeta Wyborcza, częściowo także Rzeczpospolita i in.) w związku z ogłoszeniem przez Gazetę Polską listy konfidentów SB na UJ informowały o skandalu lustracyjnym, o dramacie człowieka, który rzekomo znalazł się na tej liście. Chodzi o spektakl medialny wokół dr Marka Kuci – adiunkta socjologii UJ, który nosi to samo imię i nazwisko co uważany za konfidenta wg Gazety Polskiej niegdysiejszy student prawa. Problem w tym, że w artykule w GP nie było najmniejszej nawet sugestii, że chodzi o tą właśnie osobę. Nikt adiunkta o donoszenie nie pomówił, nie oskarżył. Skąd ten zgiełk ? Przecież jak prasa podaje, że np. Jan Kowalski coś np. ukradł, nie ma zgiełku medialnego na temat dramatu innych Janów Kowalskich rzekomo pomówionych w mediach o kradzież. Nie ma też postulatów, aby wreszcie skończyć z pisaniem np. o złodziejach po nazwisku, bo można tym skrzywdzić niewinnych. 

Jak wynika z wypowiedzi samego ‚poszkodowanego’ nie zauważył on aby był w stanie dramatycznym. Nikt go z pracy nie zwolnił, ani nie miał zamiaru , nie udzielił nagany, ostracyzmem bynajmniej nie został objęty. Objęty został natomiast zgiełkiem medialnym na okoliczność manipulowania faktami w celu zdyskredytowania lustracji. 
Fakt, że Rektor UJ zaprosił go przez pomyłkę na rozmowę razem z niewątpliwymi agentami. Ale się szybko wyjaśniło, że to pomyłka raczej zrozumiała dla wszystkich, którzy znają standardy pracy administracji uczelnianej. To nie kompromitacja listy GP tylko co najwyżej nieprofesjonalnych działań administracji UJ. 

Władze uczelni natychmiast oświadczyły: ‚Mamy nadzieję, że los zgotowany panu dr. Markowi Kuci będzie przestrogą dla autorów kolejnych tego typu publikacji. Suche listy imion i nazwisk agentów SB, bez szerszej informacji o osobach na nich figurujących, mogą stać się przyczyną wielu ludzkich dramatów”.Ale o jaki dramat ludzki tu chodzi ? 
Doktor wie kim jest i kim był. Nie stracił poczucia własnej tożsamości, ani poczucia własnej wartości , czego chyba nie można powiedzieć o zgiełkotwórcach. Nie chodzi tu o dramat osoby ludzkiej, lecz chyba o dramat polskich mediów, wspieranych przez autorytety, które jakoś nie mogą sobie poradzić ze swoją medialnością i moralnością. 

Wizja walki z demonami przeszłości jakby zdemonizowała ich teraźniejszość – w heroicznej walce o zakłamywanie historii stosują metodę politycznego bulteliera –‚To lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud uwierzy’. 
Władze tej samej uczelni usuwały z uczelni niewygodnych nauczycieli na podstawie ‚prawa’ stanu wojennego, na podstawie sfingowanych zarzutów, skazywały ludzi na śmierć zawodową, pozbawiały warsztatów pracy i środków do życia , i o losie jaki im zgotowały bynajmniej mediów nie informują – taktownie, zapewne przez skromność. Żadnych przeprosin, żadnych rozmów, żadnych oświadczeń, żadnych deklaracji naprawy krzywd. Wręcz przeciwnie! Losem pokrzywdzonych władze uczelni bynajmniej się nie interesują, no chyba że chodzi o przygotowanie dla zaprzyjaźnionych siepaczy ‚suchych’ informacji, wyrwanych z kontekstu, zmanipulowanych, aby w mediach dołożyć jeszcze po latach – niewygodnym, bo nadal niestety żywym i próbującym odsłaniać niewygodne dla uczelni prawdy. Tym, że ich ‚suche’ informacje mogą stać się przyczyną ludzkich dramatów władze się nie przejmują – bo o to właśnie chodzi ! ‚Gazeta Wyborcza’ tak lamentująca nad dramatami ludzkimi chętnie takie kopniaki zamieszcza a pokrzywdzonym nie daje żadnych szans na obronę. (np.Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Herodahttp://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=16&id=529) Nie musi ! Czy w Polsce ktoś bez grosza może wygrać z potentatem medialnym ? 

Autorytety moralne tak pięknie w mediach wyrażające troskę nad rzekomymi dramatami rzekomo skrzywdzonych, pozostają całkiem obojętni na skrzywdzonych naprawdę. Krzywda realna nie jest medialna, więc po co autorytet takimi ‚nieudacznikami’ ma się zajmować. Na dramaty ludzkie, szczególnie te które są spowodowane przez ich pracodawców, czy orderodawców, autorytety taktownie nie reagują nawet jednym medialnym słowem, poświęcając całą uwagę doskonaleniu zaawansowanych technik utrzymywania higieny kończyn górnych. 

Na uczelni dr Marka Kuci powstał raport specjalnej komisji senackiej na temat pokrzywdzonych w PRLu. Raport opracowano w 1993 r,. ale upubliczniono go dopiero w 2005 r. w Alma Mater(miesięcznik UJ) w ramach walki z oszołomami lustracyjnymi. 
(por.<> Powracająca fala zakłamywania historiihttp://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=1065 

Jest tam też lista pokrzywdzonych, którą można nazwać od nazwiska głównego autora – listą Jerzego Wyrozumskiego – profesjonalnego, utytułowanego historyka. Na liście figuruje np. Lesław Maleszka, żeby ograniczyć się do najbardziej znanej postaci ze świata donosicieli. Trudno by tam szukać pokrzywdzonych dożywotnio. 
‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała lamentu medialnego, nikt nie protestował, że miesza się krzywdzicieli z pokrzywdzonymi na jednej liście, jakby deprecjonując ‚osiągnięcia’ znanego profesora. Autorytety taktownie milczą.‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała rutynowego, ani specjalnego oświadczenia uczelni. No cóż, jak się samemu skandal powoduje to się go nie rozgłasza, tylko knebluje usta tych, którzy by chcieli ten fakt upublicznić. Za największy skandal bowiem uważa się upublicznianie skandali, szczególnie skandali rzeczywistych i dotyczących wszechnic, czy osób cnót wszelakich. Skandale wirtualne są natomiast mile widziane, szczególnie jeśli służą do przedstawienia pożądanego, choć fałszywego obrazu rzeczywistości. 

Józef Wieczorek 

Tekst opublikowany w : KONTRATEKSTY -niezależny magazyn publicystów 
Wydanie nr: 42, 9 grudnia 2005
 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=144

2005-12-09

Heroiczna walka władz UJ o (nie)poznanie prawdy

Heroiczna walka władz UJ o (nie)poznanie prawdy

Niestety metody stosowane na Wszechnicy Cnót Wszelakich promieniującej swoimi zasadami na inne uczelnie głęboko są zakorzenione w PRLu. Czym tak naprawdę te metody różnią się od metod esbeckich ? Utajnianie dokumentów niewygodnych dla uczelni ( raport rzecznika dysyplinarnego niekorzystny dla władz utajniony przez 20 lat !!!), preparowanie nowych (jeszcze w ostatnich latach) dla zdezintegrowania i dyskredytowania niewygodnego nauczyciela akademickiego prowadzącego od ponad ćwierć wieku działalność na rzecz zmniejszenia patologii akademickich, itd itp. to norma akademicka propagatorów Dobrych Obyczajów w Nauce, Akademickiego Kodeksu Wartości. Brak reakcji środowiska akademickiego chowającego głowę w piasek do podręcznych strusiówek, dbającego szczególnie o higienę kończyn górnych. 
Teczki esbeckie już są otwierane, szafa Lesiaka także, szafy akademickie zamknięte, teczki utajnione ( z wyjątkiem makulatury). Jeśli zawierają one prawdę to zgodnie z powołaniem uniwersytetu winny być otwarte a młodzież akademicka winna być na nich uczona poszukiwania prawdy. 

TEKST (plik PDF 2,5MB) 

cd List otwarty 

Czytaj także: 
Co słychać pod dywanem ? 

Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP

Józef Wieczorek 

List otwarty z 5 grudnia 2006 r. 
(w 20 rocznicę oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką przez anonimową komisję UJ) 

Do: 
Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego 

Upływa już 20 lat od czasu kiedy anonimowa komisja UJ, do tej pory niezidentyfikowana przez władze UJ (z wyjątkiem zmarłej przewodniczącej) dokonała zbrodni na prawdzie, do tej pory nierozliczonej, i do tej pory ukrywanej w tajnych teczkach UJ. 
Mimo wielu pism, próśb i roszczeń, finansowani z kieszeni podatnika poszukiwacze ‚prawdy’, o której tak pięknie mówią w mediach, prawdy nie wyjęli z szaf akademickich, nadal bardziej tajnych niż szafy SB, niż szafa Lesiaka. To obrazuje prawdziwą naturę akademickiej GTW. 
Najwyższe władze UJ kpiąc sobie z zasad etycznych i statutów przez siebie przyjmowanych, nadal przedkładają ‚prawo’ stanu wojennego nad elementarne prawa człowieka, nihilizm moralny nad elementarną przyzwoitość, ‚gówno prowdę’ nad ‚świętą prowdę’, żeby odnieść się do kategorii wyróżnionych w góralskiej teorii poznania spopularyzowanej przez ks. Prof. Józefa Tischnera. 
Sfabrykowane przez ‚łomiarzy w kominiarkach’ zarzuty posłużyły do usunięcia z uczelni niewygodnego nauczyciela akademickiego, który w ciemnych latach PRL miał czelność uczyć studentów zasad przyzwoitości w życiu publicznym, uczyć myślenia szczególnie niebezpiecznego dla GTW, uczyć pracy naukowej zagrażającej dożywotnim ‚profesorom’. Godni potomkowie Kaina wykonali perfekcyjnie swoją robotę – publicznie stawiając się jednak w roli ofiar. 
Takie przypadki w środowisku akademickim się zdarzały, ale trwanie na twardych podstawach systemu zła stawia władze UJ w roli organów szczególnie szkodliwych dla nauki i edukacji w Polsce, zważywszy na rolę jaką w tych sferach spełnia Uniwersytet. 
Ukrywanie spraw pod dywanem, dezinformowanie opinii publicznej, prowadzenie niecnymi metodami działań operacyjnych -jeszcze po latach-dla dyskredytowania nadal niewygodnego, bo obywatelsko działającego nauczyciela akademickiego, kompromituje władze UJ i posłuszne im gremia akademickie. Granie teczkami i propagowanie ‚gówno prowdy;’ to nie są zajęcia godne nauczycieli akademickich. 
Są to metody zasadniczo nie różniące się od tych jakie prowadziły służby specjalne w PRL, ale znacznie bardziej groźne, bo do tej pory nieujawnione opinii publicznej. Produkty pracy esbeków określa się mianem szamba. A jakim terminem należy określać produkty akademickich autorytetów moralnych o wiele mniej prawdziwych od produktów esbeckich i jeszcze bardziej wstydliwie ukrywanych ? 
Najwyższy czas aby w ramach niezbędnej reformy szkolnictwa wyższego nauczyciele kłamstwa, niszczyciele warsztatów pracy, mistrzowie marnotrawstwa środków publicznych i zasobów ludzkich zostali przeniesieni w stan nieszkodliwości, a społeczeństwo poznało prawdziwe oblicze tzw. autorytetów moralnych i intelektualnych. 
Najwyższy czas aby zostały wprowadzone takie zmiany systemowe, które by zapobiegły w przyszłości podobnej degeneracji środowiska akademickiego. 
Byłoby pożądane aby środowisko akademickie UJ dokonało samooczyszczenia dając właściwy przykład innym uczelniom. 

Józef Wieczorek 

A co wynika z teczek SB: 

 

Jak widać szambo esbeckie jest bliższe prawdy niż ustalenia największych i niekwestionowanych, pod karą dożywotniej śmierci zawodowej, autorytetów moralnych i intelektualnych, finansowanych z kieszeni podatnika. Na pokrzywdzonych pieniędzy, ani etatów już nie starcza, bo przecież odbieranie stanowisk i statusu autorytetu katom byłoby nie po chrześcijańsku. 
Dla nieudaczników na uczelniach ( i nie tylko na uczelniach). nie może być miejsca jak głosił publicznie największy autorytet spośród autorytetów – sam Franciszek Ziejka, genialny wynalazca metod poszukiwania prawdy przez jej zamykanie w szafach, czy chowanie pod dywan, zyskując sobie poklask innych autorytetów i ich serwilistów. 

2006-10-19

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=304

Dwa stanowiska w sprawie nieprawidłowości metodologiczno-naukowych

 Dwa stanowiska

w sprawie nieprawidłowości metodologiczno-naukowych

Stanowisko Rady Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego na posiedzeniu w dniu 24.04.2009 r., w związku z publicznymi wypowiedziami dotyczącymi ww. Wydziału wywołanymi kontrowersjami wokół książki Pawła Zyzaka pt. „Lech Wałęsa. Idea i historia„. 

Rada Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego z niepokojem przyjęła wypowiedzi na temat domniemanych nieprawidłowości metodologiczno-naukowych w procesie przygotowania, recenzowania i obrony prac magisterskich w Wydziale Historycznym UJ, pojawiające  się w artykułach prasowych i szerokiej debacie publicznej w związku z publikacją książki Pawła Zyzaka pt. „Lech Wałęsa. Idea i historia” (Kraków 2009).  

Rada Wydziału Historycznego UJ protestuje przeciwko utożsamianiu rozprawy magisterskiej, podlegającej naukowej ocenie promotora i recenzenta z autorską publikacją książkową, wydaną w niezależnym, prywatnym wydawnictwie. 

Niezbywalnym prawem  każdego autora jest swoboda wypowiedzi, za którą ponosi on wyłączną odpowiedzialność  zgodnie z obowiązującym prawem i przyjętymi normami zachowań społecznych. Rada Wydziału nie jest powołana do formułowania odrębnych ocen w tym zakresie. 

Natomiast zgodnie z Regulaminem studiów w UJ każda praca magisterska przyjęta w Uniwersytecie Jagiellońskim podlega naukowej ocenie promotora, którym może być wyłącznie nauczyciel akademicki „posiadający tytuł naukowy lub stopień naukowy doktora habilitowanego” (§ 17/2), oraz recenzenta, który „musi posiadać co najmniej stopień naukowy doktora” (§ 19/1). Nie ma zwyczaju przeprowadzania indywidualnej oceny każdej pracy magisterskiej przez Radę Wydziału.

Szanując niezbywalne prawo każdego promotora do niezależnego wyboru tematu i zakresu prac dyplomowych, nad którymi sprawuje opiekę merytoryczno-metodologiczną, jednocześnie dostrzegamy potrzebę rozważnego ich dostosowywania do stopnia dojrzałości naukowej studenta, w szczególności w odniesieniu do zagadnień z najnowszej historii i zasad posługiwania się metodami badań historycznych.

 Stanowisko moje (Józef Wieczorek)  

 

Po zapoznaniu się z powyższym  stanowiskiem uprzejmie informuję, że na posiedzeniu w dniu 25.04.2009 r. przyjąłem stanowisko w sprawie udokumentowanych nieprawidłowości metodologiczno-naukowych w procesie przygotowania i realizowania działań kadry naukowej UJ, nie tylko z Wydziału Historycznego.

Po zapoznaniu się m.in. z opracowaniami : 

DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec .

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.

Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski

Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska

Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka

stron 242, oprawa twarda

 Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ Alma MaterNr 69/2005  

W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologicznych, Kraków 1999, 152 str. 

dostrzegam potrzebę rozważnego dostosowywania do stopnia dojrzałości naukowej  działań  profesorów w szczególności w odniesieniu do zagadnień z najnowszej historii i zasad posługiwania się metodami badań historycznych.

Dostrzeżone nieprawidłowości udokumentowałem w wielu już tekstach m.in.

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII  
Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego 
Ostatnia defilada w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego 
O naukach geologicznych w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000 – inaczej 
RECENZJA Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim

w sprawie których nie mam udokumentowanych do tej pory stanowisk żadnych gremiów UJ, co budzi moje zaniepokojenie i konsternację.

Wadliwe produkty (nie)dojrzałości naukowej profesorów nie powinny być bowiem rozpowszechniane i wymagane do przyswojenia przez studentów, czy też kandydatów na studentów ( casus Dziejów UJ), ani też nie powinny stanowić treści raportów Komisji Senackiej UJ, czy też treści książek przygotowywanych w ramach obchodów kilku już wieków istnienia UJ.

Dotychczasowe nieprawidłowości w tym względzie obniżają prestiż uczelni i wpływają negatywnie na poziom intelektualny studentów i absolwentów uczelni.

Umieszczanie w regulaminie studiów w UJ zapisu, że promotorem może być wyłącznie nauczyciel akademicki „posiadający tytuł naukowy lub stopień naukowy doktora habilitowanego” (§ 17/2)” stanowi jasny dowód na blokadę promowania magistrów przez doktorów, przewyższających stopniem dojrzałości naukowej prof. i dr hab. 

Takie posunięcia, jak rozumiem, stanowią akt zabezpieczania się profesorów przed frustracjami i depresjami. Zbędne tym samym okażą się działania dyscyplinujące doktorów, aby swym i swoich magistrów poziomem nie naruszali przewidzianej regulaminem hierarchii, co chyba nawiązuje do ukazu cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 r. 

Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszył przełożonego’ 

2009-04-26 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=592

CO SŁYCHAĆ POD DYWANEM ?

CO SŁYCHAĆ POD DYWANEM ?  

Życie akademickie stwarza ono dobry klimat do tworzenia rodzinnej działalności gospodarczej. AGENCJE ‚UCHO’ są chyba na każdej uczelni. Życie akademickie pełne jest tajemnic i krasnoludków. Tajemnice zamiata się pod dywan.

Jeśli dywan jest kiepski, stary i wytarty, to słychać niemal wszystko, gdzie się tylko ucho przyłoży. Takie dywany są na ogół w biedniejszych prowincjonalnych uczelniach.

Jeśli dywan jest gruby i najlepszej jakości nie słychać niczego. Takie dywany są na ogół w uczelniach dużych, w miastach królewskich. 

Niektórzy mówią, że UJ to WSZECHNICA CNÓT WSZELAKICH. Najlepszy dowód, że  nie słychać o skandalach.  A jak ma być słychać skoro zostały dobrze zamiecione pod dywany najlepszej jakości. Uczelnia ma pieniędzy dużo, dał Kwaśniewski, dał Miller, dali inni, więc i dywany znakomite. Jak się dobrze zamiecie to cisza jak makiem zasiał. O trzepaki teraz trudno, a odkurzacze pracują też coraz ciszej. Cicho- sza cicho-sza. 

Konkluzja detektywa dywanowego

Skandale tam największe, gdzie najciszej !!!   

♣ 

Józef Wieczorek Kraków 4.04.2003 r.

ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków 

 

SZANOWNY PAN REKTOR UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

PROF.DR. HAB. FRANCISZEK ZIEJKA

 

PODANIE 

 

W oparciu o ustawę z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.(Dz. U. Nr 112, poz. 1198) zwracam się z prośbą o umożliwienie mi dostępu do akt UJ dotyczących mojej osoby a w szczególności:

 

1. Akt postępowania Rzecznika Dyscyplinarnego Rektora UJ – Doc. Andrzeja Gaberle prowadzonego w mojej sprawie ( r. 1986) 

2.Akt dotyczących oceny mojej pracy w UJ dokonanej w 1986 r. w tym pełną listę nazwisk i imion komisji, która oceniała moją pracę w UJ i dokładne merytoryczne uzasadnienie (ówczesne) ocen mi wystawionych ( w szczególności chodzi mi o dokumenty uzasadniające oskarżenie mnie o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką). 

3.Akt posiedzenia Rady Wydziału BiNoZ w 1990 r. na którym podjęto deklarację w sprawie niezrobienia przeze mnie pracy habilitacyjnej. (chodzi mi o pełną listę podpisów i merytoryczne oraz prawne uzasadnienie tej deklaracji przedkładanej na posiedzeniu Społecznej Komisji Pojednawczej (1990) w Warszawie przez Dziekana Wydziału BiNoz Prof. dr hab. Czesława Jurę – pełnomocnika Rektora UJ Prof. dr. hab. Aleksandra Koja 

4. Oświadczenia dr Andrzeja Gasińskiego o tym, że ja podszywałem sie pod działanie w NSZZ „Solidarność” przedkładanej na posiedzeniu Społecznej Komisji Pojednawczej (1990) w Warszawie przez Dziekana Wydziału BiNoZ Prof. dr hab. Czesława Jurę – pełnomocnika Rektora UJ Prof. dr. hab. Aleksandra Koja jako ważny dokument. 

5. Materiałów UJ wyjściowych dla opracowania dzieła: W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellonskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologiczny, Kraków 1999, 152 str. sfinansowanego z rezerwy na badania własne i opublikowanego na okoliczność obchodów 600-lecia odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Wyżej wymienione materiały są mi niezbędne do badań nad nieuczciwością w nauce i edukacji, a w szczególności do przygotowania publikacji: Mnie uczyć zakazano.  

Józef Wieczorek

 

Józef Wieczorek Kraków 4.06.2003 r.

ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków 

 

SZANOWNY PAN REKTOR UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

PROF.DR. HAB. FRANCISZEK ZIEJKA 

 

ROSZCZENIE INFORMACYJNE 

W odpowiedzi na list skierowany do mnie w dniu 25.04.2003 przez prorektora UJ ds. polityki kadrowej i finansowej Prof.dr hab. Władyslawa Miodunkę stwierdzam, ze jest to bardzo wybiórcza odpowiedź na moje podanie z dnia 4.04.2003 skierowane do Rektora UJ Prof. dr hab. Francciszka Ziejki .

Po zapoznaniu się z obecną zawartością udostępnionych mi moich akt osobowych, których kserokopie odebrałem w dniu 2.06.2003 stwierdzam, że nie stanowią one odpowiedzi na podstawowe sprawy związane z zatrudnieniem i pozbawieniem mnie zatrudnienia w UJ. Akta są niekomleptne, pozbawione załączników, o których istnieniu można się jedynie domyślać z treści pism. Te załączniki mogłyby wiele wyjaśnić. Można sądzić, że niewygodne dla UJ pisma zostały z akt usunięte. Dotyczy to w szczególności ‚Akt postępowania Rzecznika Dyscyplinarnego Rektora UJ – Doc. Andrzeja Gaberle prowadzonego w mojej sprawie ( r. 1986). Powoływanie się na ‚prawo’ stanu wojennego ( par. 19 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 3.10.1983 r.) w zabiegach o ukrywanie przede mną informacji, które winienem otrzymać w ramach realizację ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.(Dz. U. Nr 112, poz. 1198) może tylko skłaniać do smutnej refleksji, że UJ nie może do dnia dzisiejszego rozstać się z ukochanym stanem wojennym umożliwiającym mu bezkarne rozprawianie się z niewygodnymi pracownikami. Po zapoznaniu się z moimi aktami stwierdzam, że ‚ nie ‚ wszelkie zapisy dotyczące postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez rzecznika dyscypinarnego UJ – doc. dr hab. Andrzeja Gaberle zostały usunięte z akt osobowych.’ W ” Wyjaśnieniu dla Senatu UJ ” z 22.03. 1994 r. (str. 59-62 moich akt osobowych) podpisanym przez Dziekana Wydziału BiNoZ prof.dr hab. Antoniego Jackowskiego, jest mowa (ptk.4)o przekazaniu mojej sprawy do Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej dla pracowników naukowo-dydaktycznych, o czym nigdy nie byłem poinformowany w okresie mojego zatrudnienia w UJ i o postępowaniu wyjaśniającym prowadzonym przez rzecznika dyscyplinarnego (ptk.5) i sprawozdaniu z dnia 28.07.1986 r. Brak tego sprawozdania niekorzystnego dla UJ a korzystnego dla mnie stanowi chyba klucz to poznania komunistycznych metod stosowanych w UJ i fałszownia historii UJ. Pan Rektor w piśmie z dnia 28.09.1994 pełniąc wówczas funkcję Prorektora UJ ds Ogólnych pozytywnie odniósł się do ‚wyjaśnień’ Dziekana A. Jackowskiego mimo oczywistych nieprawd w tym wyjaśnieniu przedstawionych, w tym tak absurdalnych stwierdzeń o nieanonimowści komisji, której żadne nazwisko nie zostało do dnia dzisiejszego ujawnione. Ja mimo wszystko jeszcze żyję, ale nikt z UJ w tym ani Dziekan A.Jackowski ani Pan Rektor nie uważali za stosowane uzyskania wyjaśnień z mojej strony!!!!!!! „Wyjaśnienie” dla Senatu UJ Dziekana Wydziału BiNoZ prof.dr hab. Antoniego Jackowskiego jest wybitnym zaciemniem mojej sprawy.  

Z ptk. 13 ‚Wyjaśnienia’ jasno wynika, że ‚dokumentacja ‚sprawy’ dr J.Wieczorka jest b. obfita (dwie grube teczki)”.

Panie Rektorze, gdzie jest druga teczka ? Dlaczego miał do niej dostęp A.Jackowski dla spreparowania ‚wyjaśnienia’ akceptowanego przez Pana Rektora a ja tego dostępu nie mam ? Na podstawie jakiego prawa została podjęta decyzja o nieujawnieniu tj teczki ?

W skierowanych aktach nie mogę znaleźć informacji o wysłaniu moich akt w ilości 144 ponumerowanyvch stron w dniu 22.10,1987 r. do mgr Michała Ługanowskiego Naczelnika Deparatmentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych. Ta informacja była w aktach jeszcze w 2000 r. Czy chodzi tu o ciągłą modyfikację mojej teczki tak aby wreszcie uzyskała ona pożądaną dla władz UJ zawartość ? 

Ja jasno w podaniu pisałem o dostępie do akt UJ dotyczących mojej osoby a nie tylko do moich akt osobowych. Jeśli UJ nie posiada innych akt dotyczących mojej osoby to proszę o podanie co z nimi zrobił ? Były to bardzo ważne dokumenty prowadzące do skazanie mnie na śmierć akademicką. Śmierć jest, merytorycznego uzasadnienia wyroku ani nazwisk skazujących nie ma !!!  

Do bardzo ważnych dokumentów przedstawianych przez najwyższych hierarchów UJ obdarzanych najwyższymi medalami UJ należało oskarżenie mnie przez UJ o podszywanie się pod działalność w SOLIDARNOŚCI.

Z obecnego stanu rzeczy można wnioskować, że to oskarżenie było spreparowane jedynie po to aby uniemożliwić mi powrót na uczelnię i dowodzi działań władz UJ mających cechy działalności przestępczej. Taka opinia nie ma charakteru politycznego ani też nie stanowi uderzenia w uczelnię w ramach spisku krajowego czy międzynarodowego. Niejednokrotne traktowanie mnie jako osoby stanowiącej zagrożenie dla UJ nawiązuje do reakcji przywodców PRL na każdy przejaw niepożądanego myślenia. Jestem osobą prywatną, nie należę do żadnej partii, ani nie należę do żadnego spisku. Po prostu prowadzę badania nad nieuczciwością naukową tak powszechną w UJ, a tuszowaną przez najwyższe władze UJ w tą nieuczciwość zaangażowane.  

Analiza ‚dokumentów’ dotyczących ‚oceny’ dokonywanej przez ANONIMOWĄ KOMISJĘ w roku 1986 świadczy, że było to morderstwo akademickie dokonane z nienawiści do prawdy, na niezależnym i wysoko cenionym przez społeczność akademicką poszukującą prawdy nauczycielu. Jeśli obecne władze UJ akceptują tę zbrodnię to również za nią ponoszą współodpowiedzialność.

Z nowego statutu UJ usunięto definicję uniwersytetu jako korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. Wcześniej usunięto tych, którzy tą korporację tworzyli i do tej definicji się odwoływali. 

Chciałbym zauważyć, że twórcy dzieła ‚ Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975 -2000’ są znani Panu Rektorowi pracownicy UJ, których jest Pan przełożonym i pracodawcą. Ich dzieło było wydane i finansowane w ramach obchodów 600-lecia odnowienia UJ z funduszy na badania własne. Pan Rektor osobiście w dniu 10.03.2000 r. otwierał sesję poświęconą historii ING UJ i apelował aby o ING UJ mówić głośno i z uznaniem. Ja Panie Rektorze, byłem nieproszonym świadkiem tej sesji. Skoro władze uczelni nie mogą wskazać materiałów do tego dzieła to na jakiej podstawie oceniają wartość powstających w UJ dzieł naukowych i ich pracowników ?

Dzieło zawiera nieprawdziwe dane na temat mojej dzialalności w UJ.Pan Rektor jak mi wiadomo nie wszczął postępowania wyjaśniającego w tej sprawie. Fałszowania historii dokonali profesorowie UJ, którzy zgodnie z nowym statutem winni się rekrutować z osób o nienagannej postawie etycznej. Czy Pan Rektor nie uważa, że ta sprawa kompromituje całą uczelnię i Pana osobiście ?  

Odnoszę wrażenie, że „ocena’ –lincz na prawdzie – dokonana w 1986 r.i poparta licznymi późniejszymi ‚ocenami’ jest standardem a nie wyjątkiem w działaniach władz UJ. Fałszowanie historii UJ na użytek trzymających władzę w UJ jest wyjątkowo haniebnym procederem, który nie może pozostać nieznany dla społeczeństwa.  

Jeśli moja ocena nie jest zasadna to bardzo proszę o udostępnienie mi wszystkich materiałów, które by taką zasadność mogły podważyć. Ja uważam, że moja ocena jest zasadna na podstawie znanych mi materiałów.

Jeśli dokumenty dotyczące tych spraw zostały zniszczone to proszę o udokumentowanie tych faktów i podanie podstaw prawnych dla niszczenia prawdy o historii UJ oraz publikowania dzieł zawierających nieprawdy.

 Domagam się dostępu do wszystkich dokumentów UJ dotyczących mojej osoby, także tych, które znajdują się poza moją teczką osobową. Ja mam prawo do badań nad nieuczciwością naukową i historią UJ, i mam prawo do poznania dokumentów dotyczących tych zagadnień. 

Józef Wieczorek –

członek korporacji nauczanych i nauczających

poszukujących razem prawdy

– tworzącej UNIWERSYTET

 

 

Józef Wieczorek Kraków 2.07.2003 r.

ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

 

 

 

 

 

SZANOWNY PAN REKTOR UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

PROF.DR. HAB. FRANCISZEK ZIEJKA 

Wobec odmowy (pismo RPKF-10/8/03 z dnia 24.06.2003) dostępu do żądanych danych (pisma 4.04.2003 r. i 4.06.2003 r. ) w oparciu o ustawę z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.(Dz. U. Nr 112, poz. 1198) proszę o dostęp do tych danych w oparciu o Akademicki Kodeks Wartości uchwalony w dniu 25.06.2003 r. przez Senat UJ, w którym m.in. czytamy: 

„1. PRAWDA  

Służba prawdzie jest podstawowym obowiązkiem uczonego. Chodzi zarówno o odkrywanie prawdy oraz formułowanie prawdziwych sądów i teorii, jak i o gloszenie i wychowywanie w jej duchu młodziezy akademickiej. Przeciwieństwem prawdy jest nie tylko jawny fałsz, ale wszelkie półprawdy…. 

5. RZETELNOŚĆ  

Nauka to domena nadzwyczajnej solidności, precyzji, rzetelnego stosunku do faktów 

9. UCZCIWOŚĆ  

Zasada uczciwości jest jedną z najbardziej podstawowych i powszechnych reguł etycznych, obowiązujących wszystkich ludzi bez wyjątku, w rozmaitych sytuacjach, na różnych stanowiskach i w obliczu różnorodnych przeciwności. Uczciwość dotyczy stosunku do innych ludzi, do spraw publicznych każdego możliwego zasięgu i poziomu osobistej odpowiedzialności, a w obrębie samej działalności naukowej i dydaktycznej – przede wszystkim stosowania jasnych i jednoznacznych kryteriów warsztatowych i wartościujących..” 

Rozumiem, że odmowa wydania mi tych danych będzie oznaczała nieprzestrzeganie tego kodeksu przez jego twórców i strażników, a zatem winna skutkować odejściem z UJ odpowiedzialnych za odmowę  

Przytaczam kilka opinii o mojej osobie jako nauczycielu akademickim UJ  

Rzecznik Dyscyplinarny  

odejscie dr. J.Wieczorka uwazalbym za wielka strate dla Uniwersytetu”,  

świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego móglby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki 

Studenci i wychowankowie 

..dr Wieczorek uczył nas rzetelnosci i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”  

„dr Józef Wieczorek byl dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”. ] 

„Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”  

„Był Pan jedną z najważniejszych osób, które pokazały mi na czym polega nauka i zaszczepiły we mnie dozgonną miłość do geologii ..Nigdy nie zapomnę wykładów geologii historycznej, nigdy nie zapomnę seminariów magisterskich i nigdy nie zapomnę wycieczek (dzieki którym miałam/mieliśmy możliwość zobaczyć i zrozumieć o wiele więcej niż zakładał tak zwany program).Nie wiem czy się Pan orientuje że stworzyl Pan – Szkołę Wieczorka..” 

Takie opinie nie mogą świadczyć o negatywnym oddziaływaniu na młodzież jeśli przyjmiemy założenia Akademickiego Kodeksu Wartości.

Jeśli Akademicki Kodeks Wartości ma jakąkolwiek wartość to oskarżający mnie o psucie młodzieży winni UJ opuścić a ja winienem na UJ powrócić. 

Z poważaniem i oczekiwaniem na decyzje zgodne z Akademickiem Kodeksem Wartości.  

Józef Wieczorek

 ♣

 

CERTYFIKAT ZAMIATACZA KLASY ARCYMISTRZOWSKIEJ

dla Franciszka Ziejki

 

Ja samodzielny i samorządny

REKTOR WYŻSZEJ SZKOŁY SKUTECZNYCH TECHNIK PSUCIA MŁODZIEŻY AKADEMICKIEJ

i DYREKTOR NIEZALEŻNEJ SAMORZĄNEJ JEDNOOSOBOWEJ JEDNOSTKI NAUKOWEJ 

potwierdzam uroczyście wszem i wobec, że

profesordoktorhabilitowanynaukipolskiej

Franciszek Ziejka

posiadł najwyższe kwalifikacje w zamiataniu pod dywan tajemnic

WSZECHNICY CNÓT WSZELAKICH.

Przysługuje mu miano

ZAMIATACZA KLASY ARCYMISTRZOWSKIEJ.

 

O przyznaniu certyfikatu zadecydowano jednogłośnie na specjalnym posiedzeniu jednoosobowej kapituły i jest to decyzja jedynie słuszna.

Nie podlega zamieceniu pod dywan.

 

Moje Imię i Nazwisko

znajdują się pod dywanem

 

P.S. Certyfikat wydaje się na okoliczność rozpoczęcia procesu zamiatania pod dywan

w nowym roku akademickim