Patologiczna ustawa

Patologiczna ustawa

 

Opracowany tzw. prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym w dużym stopniu petryfikuje obecny kuriozalny system nauki i edukacji w Polsce. Z samej istoty jest on niezgodny z tzw. kartą bolońską wbrew twierdzeniom zespołu prezydenckiego, że powstaje dlatego, aby spełnić wymagania karty bolońskiej. Karta zakłada niezależność moralną i intelektualną uniwersytetu od władzy politycznej. Z projektem prezydenckim jest dokładnie inaczej.

Projekt nie znosi wieloetatowości, gdyż dwa etaty to też wiele!!! Uzależnienie wieloetatowości od woli rektora wzmacnia i tak silne kryterium lojalności pracownika w stosunku do trzymających władzę na uczelniach. Nieposłuszni, niewygodni będą dyscyplinowani karą jednoetatowości. Ustawa nie likwiduje też bezetatowości niewygodnych dla władz uczelni doktorów i zapewnia profesorom dożywotnie etaty i przywileje bez wykazywania sie aktywnością naukową i osiagnięciami edukacyjnymi.

Ustawa zachowuje system stopni i tytułów swoisty dla tzw. nauki polskiej, odbiegający od standardów europejskich, w tym kuriozalny tytuł profesora belwederskiego czy raczej namiestnikowskiego.

W ustawie nie ma mowy o wprowadzeniu instytucji mediatora akademickiego na wzór uniwersytetów w pełni europejskich, stąd jedynym sprawiedliwym ma być rektor, mający do swojej dyspozycji i tak wiele środków, aby dyscyplinować czy wręcz usuwać niewygodnych dla siebie pracowników.

Ustawa jest zarazem przyjazna dla mobbingu, któremu pracodawca zgodnie z nowym kodeksem pracy winien przeciwdziałać, a nie stwarzać przyjazny klimat.

Wewnętrzna sprzeczność stanowionego prawa nie jest u nas wyjątkiem, lecz regułą, co projekt ustawy prezydenckiej potwierdza.

Ustawa zakłada też nierówność w zatrudnianiu obywateli polskich i zagranicznych w uczelniach, co nawiązuje do zasady Mrozka „Polak też Murzyn, tyle że biały”. Ustawa jest niezgodna z Konstytucją III RP i tak łamaną obecnie na uczelniach, więc w przypadku jej przyjęcia przez Sejm będzie można ją zaskarżyć do Trybunalu Konstytucyjnego, a także do Trybunału Europejskiego.

Niestety, media jednostronnie i bałamutnie informują społeczeństwo o projekcie ustawy, blokując głosy wyrażające poglądy inne od oficjalnych.

JÓZEF WIECZOREK

Dziennik Polski 16.02.2004

Reklamy

STARY SYSTEM W NOWYCH SZATACH – replika

STARY SYSTEM W NOWYCH SZATACH – replika 

Z zadowoleniem przyjąłem fakt (‚Gazeta Polska’ nr 6 ) wzbudzenia emocji przez mój artykuł ‚Stary system w nowych szatach – o projekcie ustawy o szkolnictwie wyższym (‚Gazeta Polska’ nr. 3 z 21 stycznia 2004). Nie ma nic smutniejszego niż napisanie artykułu, który mija bez echa. Profesor Łukasz Kaczmarek niestety nawiązuje swym listem do stylu znanego mi z czasów PRL-u, i to z okresu późnego Gomułki. Wtedy krzyczano ‚ pisarze do piór’ na co się odpowiadało ‚a pasta do zębów’. I tak też mógłbym zakończyć polemikę z profesorem krzyczącym ‚weźcie się do pracy, nie do rewolucji’ gdyby nie fakt, że wielu czytelników nie pamięta atmosfery tamtych czasów. Niestety wielu jeszcze Polaków, jak Pan Profesor, nadal mentalnie tkwi w systemie realnego socjalizmu. Niestety Pan Profesor nie przedstawia żadnych danych na udokumentowanie swojej śmiałej tezy, że ‚miernot i głupców wśród doktorów jest znacznie więcej niż wśród profesorów’. Widocznie nie jest najlepiej z nauką w Polsce skoro badań i wyników na ten temat nie ma. Rzecz w tym, że za nadawanie doktoratów w Polsce odpowiadają profesorowie, i to habilitowani, więc na nich spada całkowita odpowiedzialność za promowanie ‚miernych i głupich doktorów’ gdy natomiast doktorzy nie mają żadnego wpływu, i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za mierny poziom intelektualny, czy moralny profesorów. Widać, zatem że z profesorią w Polsce nie jest najlepiej, a nawet jest bardzo źle, jak wynika nie tylko z argumentacji Profesora Kaczmarka.

Pan Profesor ma rację jak pisze, że ‚istotnym motorem rozwoju nauki są bowiem nakłady finansowa’. Bez pieniędzy trudno coś w nauce zrobić. Jednakże w systemie nauki polskiej wcale nie widać zależności między nakładami na naukę i rezultatami badań. Zapewne nie bez przyczyny te efekty są skrupulatnie utajniane przed zainteresowanymi efektami prac badawczych podatnikami łożącymi na te ‚badania’ swoje ciężko zarobione grosze. Gdyby Pan Profesor swój apel ‚weźcie się Panowie Doktorzy, solidnie do pracy’ poparł rzeczywistą ofertą pracy dla niezatrudnionych, choć bardziej od profesorów aktywnych naukowo doktorów, to by się Pan tym apelem nieco uwiarygodnił. Niestety dalszy postulat ‚sami spróbujcie zdobyć tytuł profesora’ jest już nierealny w świetle zasad panujących w nauce polskiej. Tytułów nie zdobywa się samemu. Są one reglamentowane przez korporację profesorską, namaszczaną przez prezydenta nie-magistra i dobrze dbającą o swoje interesy. Jest to postulat z kategorii sadystycznych.

Trudno się także zgodzić i z twierdzeniem Prof. Marka J. Sarny, że ‚Jeśli dla kogoś jego dziedzina jest pasją, a nie sposobem na nobilitację czy karierę, to stopnie i tytuły przychodzą niepostrzeżenie, mimo woli’ To można raczej między bajki włożyć. Może tak jest w Instytucie Prof. Sarny. Ja go nie znam, więc tego nie neguję, ale w tych instytutach, które znam, w tzw. renomowanych placówkach ( UJ, UW, AGH, PAN) jest całkiem inaczej. Do pasjonatów stopnie i tytuły nie przyjdą mimowolnie. Dla pasjonatów na ogół nie ma miejsca w Polsce, muszą wegetować albo emigrować. Nie należy zbytnio uogólniać. Centrum Prof. Sarny zapewne nie odzwierciedla poziomu nauki w Polsce. W ZSRR pracowali znakomici uczeni i były znakomite instytuty, ale nauka radziecka słusznie została wyodrębniona z nauki sensu stricto gdyż tak się do niej miała jak demokracja socjalistyczna do demokracji. To także dotyczy innych socjalistycznych nauk, także tzw. nauki polskiej.

Twierdzenie, że ja mogę zrobić swoimi tekstami jakieś zamieszanie w systemie nauki polskiej jest chyba niepoważne. Jeśli system nauki w Polsce jest tak znakomity to co jeden osobnik, bez żadnej władzy, może w tym systemie namieszać? Może z tym systemem nie jest tak dobrze skoro wyraża się takie obawy? 

Józef Wieczorek