CUI BONO? – SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI

CUI BONO? –

SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI 


Nauka w Polsce jest niedofinansowana. O tym piszą „wszyscy” i wiedzą „wszyscy”. Nie wszyscy jednak wiedzą, jak marnotrawione są pieniądze podatnika księgowane po stronie wydatków na naukę, bo nie wszyscy chcą o tym pisać i nie wszyscy chcą opublikować to, co zostanie na ten temat napisane. Media nie przedstawiają prawdziwego obrazu rzeczywistości w nauce. Nie przedstawiają prawdziwego obrazu grupy trzymającej władzę w nauce. A jest to władza niemała, bo autonomiczna i objęta dożywotnim immunitetem. Politycy muszą się liczyć z tym, że opozycja będzie im patrzeć na palce i krytykować. Immunitet polityków jest na czas określony. Jeśli przegrają wybory, immunitet się kończy. W nauce jest inaczej. Raz zdobytego immunitetu nikt uczonym nie odbiera.

Nikt nie może uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce polskiej decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja do spraw tytułu naukowego umocowana jest politycznie, przy premierze. Tytuły profesora „belwederskiego” nadaje prezydent i tylko on może taki tytuł odebrać. Środowisko naukowe nie ma zaufania do samego siebie, skoro nie ceni sobie np. tytułów uczelnianych. Dopiero namaszczenie przez polityka podnosi autorytet naukowców i nadaje im dożywotni immunitet. Taki jest kuriozalny system nauki polskiej i nie ma woli, aby go zmienić.

Dla petryfikacji tego stanu rzeczy powołuje się różne centralne komisje, które badają, czy dany podmiot jest lepiej czy gorzej dostosowany do tego kuriozalnego systemu. Jeśli gorzej, to znika. Gorsze wypiera lepsze. Tak działa system nauki polskiej, a nauka przecież winna prowadzić ku lepszemu, a nie ku gorszemu.

Trąd w pałacu nauki

Znaczna część badań naukowych finansowana jest z budżetu, czyli z kieszeni podatnika. Firmy są na ogół zbyt słabe finansowo, aby opłacać potrzebne im badania. Po co zresztą mają je finansować same, skoro Komitet Badań Naukowych może im dać pieniądze podatnika. Jeśli są dobrze „umocowane”, to pieniądze dostaną i – co ciekawe – nie muszą się z nich przed podatnikiem rozliczyć. Jakoś się rozliczają z biurokratami z KBN, ale z czego, tego tak naprawdę nikt nie wie. Coś na podkładkę muszą mieć. Ale co? Tego KBN na ogół nie ujawnia.

Część tych firm jest zresztą zakładana przez naukowców. Jako pracownicy instytucji naukowej otrzymują więc pensję i pieniądze na prowadzenie badań, a następnie na dokładkę zarabiają jako członkowie firmy wspieranej często z kieszeni podatnika za pośrednictwem KBN. Niektórzy pracują w kilku instytutach na raz, szczególnie jeśli mają dobre znajomości. Zatrudniają, na przykład jako asystentów, tanią siłę roboczą, która ma pracować dla nich, a jeśli ktoś chce pracować dla nauki, to może stracić pracę. W instytutach z nauką w nazwie produkuje się często bezwartościową sieczkę, co pozwala na rozlicznie się ze statutowych obowiązków wobec KBN. Mało kto z nich chciałby pracować według standardów międzynarodowych. Nie wszędzie tak jest, ale wystarczająco często, żeby o tym pisać.

Podam przykład. Od lat prowadzona jest ponoć informatyzacja placówek naukowych, ale gdy pracowałem w instytucie PAN, dostępu do komputera najpierw nie miałem w ogóle. W końcu sekretarka załatwiła mi życzliwie jeden archaiczny i niesprawny komputer, który jej przeszkadzał na biurku. Sprawny komputer służył do „badań” nad układanymi na komputerze pasjansami – wyników tych „wysiłków naukowych” do dziś nie ujawniono. Na to pieniądze były. Dostępu do dobrego „pasjansowego” komputera i laserowej drukarki bronili finansowani z kieszeni podatnika pretorianie. Kiedy złożyłem podanie o grant, wstawiając jako jedną z pozycji zakup komputera, uznano to za postępek nieuzasadniony, podobnie jak wyjazd na międzynarodowy kongres, na którym miałem zaakceptowany referat. Na wyjazdy turystyczne, największe w Polsce (a może i nie tylko w Polsce) biuro podróży działające w KBN, pieniędzy nie szczędzi.
Trąd, który panuje w pałacu nauki jest bardzo trudny do uleczenia…

Projekty „badawcze”

Jednym z kluczowych sposobów rozdziału pieniędzy podatnika na naukę są konkursy na realizację projektów badawczych, tzw. grantów. O rozdziale pieniędzy decydują uczeni. Problem w tym, że decydują w sposób partykularny. Członkowie komisji grantowych najpierw dzielili pieniądze głównie między siebie, uważając zapewne, że skoro zasiadają w jury, więc są najlepsi, zatem im się należy. Co zostało do podziału, dawali swoim rodzinom, kolegom itp. Kryteria genetyczno-towarzyskie, zresztą powszechne w życiu naukowym, decydowały o podziale. Ten proceder nieco ograniczono, ale nie do końca. Kryteria merytoryczne nie są najważniejsze w kwestii podziału pieniędzy podatnika na tzw. badania naukowe. Odrzucone rzekomo z przyczyn merytorycznych projekty po pewnych zmianach są realizowane w jednostkach kierowanych przez członków komisji, oczywiście jako merytorycznie uzasadnione. Faktycznie są to plagiaty koncepcyjne, ale to jest standardem w nauce polskiej. Plagiatorzy mają immunitet. Ich nikt nie ściga. Ściga się tych, którzy by im plagiatorstwo zarzucili.

Od początku trwania systemu grantowego, w ciągu 12 już lat jego trwania, zrealizowano ok. 28 tys. projektów. Co one przyniosły oprócz zubożenia kieszeni podatnika? Otóż nie bardzo wiadomo. Na stronie internetowej NIK-u możemy znaleźć taki oto cytat: „Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien”. KBN odebrał grosz publiczny do swego rozporządzenia, ale usprawiedliwić tego odebrania bynajmniej nie chce.

W sprawie grantów prowadzę od kilku już lat swoiste śledztwo obywatelskie, ale jak na razie bez skutku. Na co wydano pieniądze podatnika, do tej pory nie zdołałem się dowiedzieć. Są co prawda tzw. bazy danych KBN (obecnie na stronie http://www.opi.org.pl) ale są to raczej bazy „niedanych”. Bardzo rzadko te „dane” zawierają jakiekolwiek informacje o wynikach realizacji projektów badawczych. Dane ilustrują, że tylko ok. 10% projektów zakończyło się jakimikolwiek publikacjami.

Autorzy witryny Polski Cyrk Naukowy (http://www.naukowcy.republika.pl) przykładowo podali dane dla Akademii Medycznych (od roku 1994):

Liczba zakończonych projektów: 1423
Przyznana kwota razem: 66 422 351 PLN
Liczba projektów zakończonych publikacjami: 137
Fundusze rozliczone: 20 370 714 PLN

Tak mniej więcej wyglądają „dane” – podobnie jest w przypadku innych instytucji. Co zrobiono w ramach pozostałych projektów? Nie wiadomo. Nawet ministrowie nauki tego nie wiedzą! Początkowo tłumaczyli mi, że nie prowadzą wykazu rezultatów grantów. Ciekawe, prawda? Księgują, że się coś wydało, ale nie księgują, na co się wydało. Co na to główny księgowy kraju? Ano też nic. Tymczasem na projekty badawcze przeznaczono kilkaset milionów bez usprawiedliwienia przed zainteresowanym podatnikiem.

W telewizji, w gazetach i gdzie się tylko da słychać płacz naukowców, że nie mają z czego żyć, za co pracować, z czego finansować badań. Jednak rzetelnych relacji dotyczących tego, na co wydano pieniądze podatnika – nie znajdziemy w tychże gazetach czy programach telewizyjnych.

Również od obecnego Ministra Nauki i Informatyzacji Michała Kleibera i jego zastępcy Marka Bartosika nie otrzymałem informacji o wynikach badań zrealizowanych już projektów badawczych, finansowanych z kieszeni podatnika za pośrednictwem KBN. Mimo obowiązywania ustawy o dostępie do informacji obywatel nie ma szans na otrzymanie szczegółowych danych. Utajnianie informacji na temat wyników badań budzi uzasadnione podejrzenie, że takich wyników nie ma, a pieniądze podatnika księgowane po stronie wydatków na naukę, zostały po prostu lekką rączką sprzeniewierzone. Powinno to prowadzić do powstania po stronie podatników roszczeń odszkodowawczych wobec KBN.

Zmiany, zmiany…

Ostatnio opracowywany jest projekt zmian finansowania nauki. Uznano, że obecny system jest marnotrawny. Problem w tym, że nowy projekt zakłada przejęcie finansowania przez Ministra i jego urzędników, czyli tych, którzy wynikami badań się nie interesowali i nie wiedzieli nawet, gdzie te wyniki się znajdują. Chyba chodzi tu zatem o przejęcie łatwego dostępu do pieniędzy podatnika przez grupę trzymającą władzę w nauce, a nie o likwidację patologii. Projekt nie zakłada finansowania badań czy np. wykupywania wyników badań, a tylko finansowanie podmiotów mających osobowość prawną. Ten, kto ma osobowość naukową a nie ma osobowości prawnej, nie ma szans na finansowanie badań. W projekcie brak jest informacji:

  • czy nadal będą finansowane jednostki, które z dotychczasowych projektów nie rozliczyły się przed podatnikiem;
  • czy pieniądze przeznaczone na niezrealizowane projekty zostaną zwrócone wraz z odsetkami i przeznaczone na refundację projektów odrzuconych, które jednak realizowane jako projekty beznakładowe zakończyły się wynikami;
  • czy nadal będą finansowane bazy „niedanych”;
  • czy rezultaty badań finansowane z kieszeni podatnika zostaną podatnikowi ujawnione;
  • czy nakłady na badania zostaną powiązane z wynikami badań.
  • W projekcie nie ma planu finansowania badań prowadzonych przez jednoosobowe jednostki naukowe lub alternatywnie planów zatrudniania aktywnych naukowo w jednostkach badawczych. Projekt ustawy nie jest powiązany z rozwiązaniami systemowymi w nauce, stąd jego pozytywne znaczenie jest raczej wątpliwe.

    Odnosi się natomiast wrażenie, że stanowi on ucieczkę od odpowiedzialności za złe wykorzystanie środków finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę.

    Kontrola

    W swych poczynaniach KBN łamie w sposób oczywisty Ustawę z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. Uniemożliwia tym samym społeczną kontrolę wykorzystywania pieniędzy podatnika. W jednym z wywiadów obecny Minister Nauki Michał Kleiber mówił: „Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw”. Nie oddaje to istoty problemu. Rzeczywiście badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansującego je społeczeństwa, ale przyczyna tego malejącego zrozumienia jest inna. Przede wszystkim wyniki badań muszą być dostępne dla finansującego je społeczeństwa. Jeśli wyniki ukrywa się przed społeczeństwem, to nie można w sposób zasadny społeczeństwu zarzucać, że nie rozumie tych wyników. Społeczeństwo po prostu nie ma szans na ocenę tych badań w warstwie merytorycznej i finansowej. Trudno mówić o kontroli czegoś, co zostaje z premedytacją utajniane.Józef Wieczorek

    Tekst wydrukowany w dwumiesięczniku OBYWATEL nr 4 (12) 2003-09-09

    Reklamy

    Kleiber -kto, komu, za co

    Kleiber -kto, komu, za co

    Prof. Michał Kleiber
    Minister Nauki
    Przewodniczący Komitetu Badań Naukowych

    UWAGI do: Finansowanie nauki – kto, komu, za co? 

    Z zainteresowaniem zapoznałem się z tekstem Pana Ministra ‚Finansowanie nauki – kto, komu, za co?’ na stronach internetowych KBN. Pomijając ogólne uwagi, które przekazywałem w ramach dyskusji nad ‚Projektem ustawy o finansowaniu nauki’ chciałbym się odnieść do kilku stwierdzeń Pana Ministra moim zdaniem kontrowersyjnych dla podatnika pracującego naukowo.

    Przede wszystkim stwierdzenie: ‚Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw. ‚ nie oddaje moim zdaniem istoty rzeczy. Rzeczywiście badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw, ale przyczyna tego malejącego zrozumienia nie jest taka jasna. Przede wszystkim wyniki badań muszą być dostępne dla finansującego je społeczeństwa, aby można oceniać czy badania są mniej czy bardziej zrozumiałe.

    Jak do tej pory wyniki badań finansowanych z kieszeni podatnika przez KBN są niedostępne, lub rzadko dostępne dla podatnika, stąd trudno jest nawet ocenić czy podatnik je rozumie w jakimś stopniu. Podatnik jest uprawniony do nierozumienia konieczności wydawania jego pieniędzy na badania księgowane po stronie wydatków na naukę, skoro z badaniami na ogół nie ma szans się zapoznać, nawet wówczas, jeśli jest kompetentny w zakresie tematyki badawczej. A jest to sytuacja standardowa, gdyż KBN nie prowadzi (nie udostępnia społeczeństwu) nawet wykazu publikacji stanowiących ( które winny stanowić) rezultat prowadzonych badań. Na co są przeznaczane pieniądze podatnika jest często tajemnicą KBN i wykonawcy badań. To jest istota rzeczy. Na tym właśnie polega trudność w społecznej kontroli sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy!!!

    Mimo wieloletnich starań o uzyskanie dostępu do rezultatów badań finansowanych przez KBN takich możliwości nie uzyskałem, i to niezależnie od tego kto był szefem KBN, niezależnie z jakiej dziedziny naukowej czy z jakiej opcji politycznej. Obrona dostępu do informacji o wynikach prac badawczych zdaje się jest podstawową zasadą polityki KBN w stosunku do społeczeństwa finansującego badania. I nic nie wskazuje aby ta polityka miała ulec zmianie. Taka polityka nie jest zrozumiała. Może w takim kontekście warto by się zastanowić nad znaczeniem stwierdzenia Pana Ministra: ‚Ważną konsekwencją powyższych faktów jest oczywiście pogłębiający się brak rzeczywistego (a nie tylko deklaratywnego) publicznego poparcia dla badań naukowych – któż bowiem chce wydawać pieniądze na rzeczy, których nie rozumie? ‚ Niewątpliwie w 100% słuszne jest stwierdzenie Pana Ministra ‚Stworzenie warunków do tego, aby społeczeństwo mogło – świadomie i rozumnie – zapoznawać się z wynikami najnowszych osiągnięć naukowych jest rzeczą niezwykłej wagi. ‚ Chodzi tylko o to aby to stworzenie warunków było rzeczywiste, a nie tylko deklaratywne.

    I jeszcze jedno zdanie ‚Biorąc od uwagę oczywisty fakt, że każdy uczony pracuje w jakiejś instytucji ……..”, które nie jest moim zdaniem prawdziwe. Nie wiem dlaczego zostało użyte przez Pana Ministra informowanego przecież o tym, że naukowo w Polsce pracują osoby niezatrudnione w żadnej instytucji, bo instytucje z nazwy naukowe i finansowane przez KBN z kieszeni podatnika, nie chcą zatrudniać efektywnych badaczy o znacznym, czy nawet imponującym dorobku naukowym. I tych badaczy na podstawie obecnego prawa KBN nie finansuje, i na podstawie projektowanego prawa KBN finansować nie zamierza!!! To jest oczywisty fakt.

    Byłbym wdzięczny za ustosunkowanie się do mojego komentarza.

    Z poważaniem

    Józef Wieczorek Kraków, 20.02.2003

    DYSKUSJA NAD ZMIANAMI FINANSOWANIA NAUKI

    DYSKUSJA NAD ZMIANAMI FINANSOWANIA NAUKI                                                                                       

    Minister Nauki
    Przewodniczący
    Komitetu Badań Naukowych
    Michał Kleiber

     

    UWAGI W DYSKUSJI NAD ZMIANAMI FINANSOWANIA NAUKI

     

    W związku z serią sprostowań KBN (http://www.kbn.gov.pl/pub/kbninfo/index.html ) do artykułów prasowych dotyczących finansowania nauki, jako czytelnik tych artykułów i czytelnik projektu zmian finansowania nauki chciałbym przedstawić kilka uwag.

    Jako osoba znajdująca się obecnie poza strukturami nauki polskiej finansowanej przez KBN nie mam trudności z zapoznaniem się z projektem zmian finansowania nauki o czym świadczy chociażby fakt, że w kilka godzin po pojawieniu się projektu przekazałem swoje uwagi. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdybym był nadal zatrudniony w CPPGSMiE PAN (lub podobnie funkcjonującej jednostce nauki polskiej) raczej takiej możliwości bym nie miał. Jako pracownik naukowy w tej jednostce nie miałem dostępu do sprawnego komputera, nie mówiąc już o internecie. Wyniki badań nad pasjansami, do których służył najlepszy w zakładzie komputer, do tej pory nie zostały mi przedstawione, mimo że tego się domagałem. Można sądzić, że niezadowolenie środowiska naukowego ze sposobu informowania o projektach zmian finansowania wynika m.in. z braku dostępu do internetu, lub braku umiejętności korzystania z tego medium. Ja też tego nie potrafiłem będąc zatrudniony w placówce z nazwy naukowej,  bo dostępu nie miałem !!!

    Z innych sprostowań można się dowiedzieć, że wyjazdy zagraniczne konieczne są do ‚nawiązania kontaktów naukowych, m.in. na konferencjach naukowych.‚   Święta to prawda. Jednakże prawdą jest również, że w czasie zatrudnienia w CPPGSMiE nie mogłem m.in. wyjechać do Egiptu w ramach współpracy naukowej będąc autorem opracowania, które do Egiptu wiozła czteroosobowa ekipa (kierownik zakładu, jego żona na emeryturze, sekretarka i jeden z pracowników) finansowana przez KBN. Nie miałem zezwolenia nawet na udział w międzynarodowym kongresie naukowym organizowanym na terenie miasta Krakowa ( uczestniczyłem w nim bez opłat, w konspiracji przed zarządzającymi ‚zakładem zamkniętym’). Po złożeniu projektu badawczego kwestionowano w KBN moje zamiary zakupu komputera (do celów naukowych, a nie pasjansowych), wyjazdu na kongres geologiczny (miałem zaakceptowany referat) i w ogóle badań poza granicami kraju. Jeździłem wielokrotnie na sympozja i kongresy, na ogół jako osoba prywatna (w czasie zatrudnienia w CPPGSMiE na ogół w czasie urlopów, w konspiracji) na ogół na koszt organizatorów. Nadal biorę udział w sympozjach zagranicznych spotykając wielu Polaków jeżdżących na nie razem z rodzinami, bo KBN im finansuje projekty badań (niekoniecznie to świadczy o prowadzeniu badań) i wyjazdy. Krajów łożących na naukę wielokrotnie więcej od Polski nie stać na takie ‚naukowe’ wyjazdy.

    Czytelnicy są informowani przez KBN “Na mocy ustawy o Komitecie Badań Naukowych z 1991 roku, decyzje co do przyznania funduszy na badania naukowe, uznania projektów za wykonane, ich rozliczenia oraz ewentualne żądania zwrotu nieprawidłowo wykorzystanych środków leżą w gestii Zespołów KBN składających się z wybitnych uczonych wybranych przez środowisko naukowe’. Nie zaznacza się jednak, że Nierzadko chodzi tu tylko o uczonych nauki polskiej, których ignorancja naukowa i brak etyki naukowej są wielkie. O ‚wybitnych uczonych’, którzy odrzucają zasadność zakupu komputera do badań naukowych, naukowych wyjazdów zagranicznych, demokratycznie przegłosowywują zmiany faktów, przedstawiają antynaukowe brednie dla odrzucenia projektów, które następnie po pewnych zmianach realizują sami swoi, i skazują na śmierć naukową myślących nieposłusznie, czyli robiących to co wyróżnia uczonego od nieuczonego. Ci ‚uczeni’ trzęsą nauką polską zajmując decydenckie stanowiska. Wielka jest ich odpowiedzialność za marnotrawstwo grosza publicznego, za działalność antynaukową, a mimo to są nadal bezkarni. Projekt zmian finansowania nauki nie przewiduje, według mojego rozeznania, przeniesienia ich w stan nieszkodliwości i zwrotu nakładów księgowanych po stronie wydatków na naukę a przeznaczanych na działalność paranaukową czy wręcz antynaukową. Z samej analizy ‚baz danych’ KBN wynika, że może 10% projektów KBN zakończyło się jakimiś wynikami dostępnymi do wiedzy podatnika. O innych nie można się w KBN dowiedzieć niczego, w ramach tworzenia społeczeństwa informacyjnego. Jeśli wyników nie ma, a KBN to ukrywa, to ponosi za to odpowiedzialność. To są sumy dziesiątek, jeśli nie setek milionów złotych, a nie 2 mln .

    “Zespoły KBN są zdania, że zostały one wykorzystane w sposób merytorycznie uzasadniony” (Sprostowanie do artykułu „Naukowe Marnotrawstwo” autorstwa Doroty Kołakowskiej opublikowanego w dzienniku „Życie”w dniu 18 października 2002 r). Bardzo proszę o pisemne uzasadnienie  tego zdania. Jeśli brak wyników badań wynika ze specyfiki badań uczonych nauki polskiej, to ta specyfika winna być ścigana z urzędu.

    Jednocześnie informuję, że od wielu lat wykazuję ‚ głębsze zainteresowanie się tematem marnotrawstwa budżetowych pieniędzy’ ( do czego apeluje Rzecznik Prasowy KBN) co skutkuje w pozbawieniu mnie możliwości finansowania moich badań przez KBN. Projekt zmian nie rokuje nadziei aby ta sytuacja się zmieniła. Jak rozumiem nadal mają być finansowane głównie struktury, a nie badania. Car finansował badania zesłańców syberyjskich nie zważając na ich status zesłańca. W III RP ktoś kto ma ma tylko osobowość naukową, ale nie ma osobowości prawnej nie ma szans na finansowanie badań.

    O tym, że projekt reformy finansowania nauki jest bez głowy świadczy chociażby stwierdzenie Ministra Nauki “W odniesieniu do spójnego prawodawstwa dotyczącego trzech sektorów nauki to, niestety, minister nauki może jedynie apelować w tej sprawie do innych resortów” . Jeśli projekt nie jest spójny dla różnych sektorów nauki i Minister za skutki tego braku spójności nie będzie odpowiadał to taka reforma nie ma sensu.

    Niewątpliwie istotną informacją dla podatnika jest stwierdzenie Ministra Nauki ‚Prace nad stworzeniem systemu odwoławczo-kontrolnego są trudne’. Podatnik w sposób uzasadniony może wątpić czy cokolwiek się zmieni w zakresie marnotrawstwa pieniędzy księgowanych po stronie wydatków na naukę, bo opór środowiska broniącego się przed kontrolą i możliwością odwołań od jedynie słusznych decyzji jest wielki.. Jakkolwiek z mojego punktu widzenia sam fakt, ze pracuje się nad systemem odwoławczo-kontrolnym jest zwycięstwem mojego postulatu sprzed kilku lat odrzuconego przez b. Wiceminister Małgorzatę Kozłowską (pismo MK/997/2000).

    Józef Wieczorek – obywatel III RP stanowiący realną jednoosobową jednostkę naukową, bez finansowania

        Kraków, 9.12.2002

    FINANSOWANIE NAUKI W OCZACH PODATNIKA

    FINANSOWANIE NAUKI W OCZACH PODATNIKA

    Józef Wieczorek

    Ostatnie raporty NIK o marnotrawstwie grosza publicznego w szkołach wyższych i w KBN wywołują sporo emocji. Informuje na ten temat prasa, ale rektorzy uczelni, jak również KBN, odrzucają zarzuty NIK oraz mediów. Raporty NIK mają być upolitycznione a media podają informacje nierzetelne. Jeśli głos zabierze ktoś niezależny to zostanie ochrzczony mianem frustrata, nieudacznika, ignoranta. Zamiast dyskusji merytorycznej – epitety. Prasa po kontroli NIK lamentuje, ze zmarnowano aż 2 mln zł z kieszeni podatnika. Jeśli KBN zmarnowałby tylko 2 mln zł to nie byłoby powodu do lamentu, lecz powód do uznania. Gdyby tak było, to nie powinno się reformować KBN, lecz inne ministerstwa aby wzorem KBN marnotrawiły najwyżej 2 mln w swojej działalności. Tak jednak nie jest. To KBN ma być reformowane i głównie aspekt finansowy jest przedmiotem planowanej reformy. Chodzi o to aby finanse były w rękach ministra a nie uczonych. Można się domyślać, że nie chodzi tu o 2 mln, lecz o znacznie poważniejsze marnotrawstwo pieniędzy publicznych.

    Bazy niedanych KBN

     

    Niestety merytoryczna dyskusja na temat marnotrawstwa grosza publicznego jest trudna, gdyż KBN nie udziela rzetelnych informacji na ten temat naruszając tym samym ustawę z dnia 6 września 2001 roku o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. Nr 112 z dnia 8 października 2001 r.)

    KBN mimo wielu już lat pracy nad bazami danych rzetelnych baz danych nie posiada. KBN bierze aktywny udział w budowie społeczeństwa informacyjnego. Ma wyodrębnione struktury zajmujące się tą budową, ale informacje na temat wykorzystania pieniędzy podatnika na badania są tajne. Jeszcze w 1996 r. podsekretarz stanu J.K. Frąckowiak informował mnie, że KBN nie prowadzi wykazu publikacji ukazujących się w wyniku realizacji grantów. Prowadzi tylko wykaz tematów i kwot wydanych na te tematy. Co zrobiono za te pieniądze nie było przedmiotem zainteresowania KBN. Jeśli pytał o to podatnik to traktowano go jak gamonia, który nie wie jak do danych trafić, lub jak analfabetę funkcjonalnego, który nie umie zrozumieć prostego tekstu czy tabeli.

    Jeśli amerykańscy uczeni wyślą sondę badawczą na Marsa a ta milczy, to uczeni grzecznie tłumaczą się przed zainteresowanymi podatnikami amerykańskimi czemu tak się stało. Jeśli nie potrafią wytłumaczyć to mogą nie dostać pieniędzy na dalsze badania. U nas podatnik traktowany jest jak intruz przeszkadzający w jedynie słusznym wydawaniu pieniędzy przez KBN. Podatnik nie ma wpływu na wydawanie jego pieniędzy.

    Kiedy sprawdziłem bazę danych KBN w internecie, do której odsyłali mnie ministrowie nauki, stwierdziłem, że co najwyżej 10% projektów badawczych kończy się jakimiś wynikami dostępnymi dla podatnika. W tabelach. tam gdzie winny być opisane wyniki badań rubryki były na ogół puste, a obecnie je na ogół zlikwidowano. Nie ma na ogół żadnych informacji na ten temat. Czyli nie wiadomo na co zostały przeznaczone pieniądze podatnika. Narusza to obywatelskie prawa podatnika do informacji!!!Tam gdzie są podane rezultaty często widać jak mierne one są. Można powątpiewać czy rezultaty warte są tych nakładów jakie zostały przeznaczone na dany projekt. Bardzo często rezultaty (o ile są) są mizerniejsze od rezultatów projektów beznakładowych, realizowanych przez entuzjastów, pozbawionych finansowania przez KBN. Odnosi się wrażenie, że ministrowie nie wiedzieli czym się kończą projekty i co zawierają ‚bazy danych’. Inna interpretacja, że to ja jestem analfabetą funkcjonalnym, nie jest tu zasadna. Prawdziwość moich informacji można sprawdzić na stronie http://www.opi.org.pl/. Wcześniej te ‚wyniki’ widniały na stronie http://badis.man.poznan.pl/

    Ja nie mam trudności w rozumieniu logicznie i przejrzyście opracowanych tabel ani tekstów, i nie mam trudności w zapoznaniu się z wynikami projektów badawczych realizowanych w innych krajach, mimo że na te badania nie płacę ani złotówki. Nie mam jednak dostępu do wyników badań, które współfinansuję wraz z innymi podatnikami. To nie może być zgodne z prawem!!!

    Należy domagać się bezwłocznego umieszczenia informacji o rezultatach projektów badawczych i o zwrot pieniędzy na projekty, które nie zakończyły się istotnymi rezultatami. To są sumy dziesiątek, jeśli nie setek milionów złotych !

    Parametryczna lipa

    KBN wprowadził ostatnio zasady parametrycznej oceny jednostek naukowych. Według tej oceny KBN kategoryzuje jednostki i finansuje je w zależności, którą kategorię jednostka otrzymała. Rzecz w tym, że brak jest bazy danych tych parametrów. Jeśli parametry nie są znane, nie może być mowy o ocenie parametrycznej. Jeśli parametry brane są z sufitu, to to jest oszustwo. Ważnym parametrem jest m.in. liczba profesorów zatrudnionych w jednostce. Ale z niedawnej wypowiedzi przewodniczącego KRASP na łamach ‚Rzeczpospolitej’ wynika, że nie ma bazy danych także odnośnie profesorów. Profesor może być zatrudniony na kilku, a nawet kilkunastu etatach. Na to zezwala nasze kuriozalne prawo. Profesor może odstawiać lipę (czy można rzetelnie pracować na kilkunastu etatach ???), ale od tej lipy zależy poziom finansowania jednostki. Ta lipa może być do n-tej potegi, bo nie ma bazy danych, i lipa profesorska może być liczona wielokrotnie. Lipa to jest dobra na przeziębienie, ale nie na podział pieniędzy podatnika księgowanych po stronie wydatków na naukę.

    Co tak naprawdę KBN finansuje za pieniądze podatnika

    KBN został powołany aby finansować za pieniądze podatnika naukę prowadzoną w Polsce. W rzeczywistości widzimy, że KBN w zróżnicowany sposób finansuje przede wszystkim uznawane przez siebie jednostki z nazwy naukowe. Jeśli ktoś pracuje naukowo, tj. tworzy prace naukowe publikowane w dostępnych periodykach a nie jest zatrudniony w takiej jednostce, to nie ma szans na otrzymanie pieniędzy od KBN. Można samemu tworzyć realną jednoosobową jednostkę naukową ale to do nauki polskiej się nie liczy. Gdyby dokonać rzeczywistej oceny parametrycznej jednostek jednoosobowych i jednostek uznawanych przez KBN to by się zapewne okazało, że jednostki jednoosobowe są bardziej naukowo wydajne. Ala ta wydajność naukowa przekreśla je w systemie KBN. Ktoś powie, skoro ktoś pracuje naukowo to niech się zatrudni w jednostce uznawanej przez KBN. Rzecz w tym, że takie jednostki zbyt wydajnych i zainteresowanych autentyczną działalnością badawczą zatrudniać nie chcą. Wolą dobierać sobie badaczy na bazie kryteriów genetyczno-towarzystkich, a nie merytorycznych. I to nie jest margines nauki w Polsce. To jest raczej standard. Jeśli ja jestem w błędzie i jest inaczej, to oczekuję od decydentów realnych decyzji w zakresie zatrudniania aktywnych naukowo a zwolnienie jednostek nieaktywnych, finansowanych przez podatnika.

    Gdyby KBN płacił za rezultaty badań, bez względu na miejsce zatrudnienia czy niezatrudnienia badacza to za mniejsze pieniądze mielibyśmy więcej uznawanych w nauce światowej publikacji.

    Ale jak wskazuje analiza danych o projektach badawczych KBN finansuje obiecanki-cacanki a nie rezultaty badań naukowych.

    Jak podała 2 lata temu ‚Rzeczpospolita’ na jednego naukowca w Polsce przeznacza się tylko 45 667 USD. Ponieważ nakłady na naukę ostatnio nieco spadły być może jest to obecnie kwota nieco niższa. Jest to kwota niewątpliwie skromna w porównaniu z wydatkami w krajach zachodnich, nawet kilkakrotnie większymi, ale jest to kwota olbrzymia w porównaniu z kwotą 0 zł przeznaczaną na finansowanie jednoosobowych jednostek aktywnych naukowo.

    Warto zaznaczyć, że przy układaniu rankingów uczelni m.in. uwzględnia się ilość finansowanych przez KBN projektów a nie jakość rezultatów osiągniętych w efekcie ich realizacji. Im więcej otrzymanych pieniędzy tym wyższe miejsce w rankingu. Rezultaty nie mają znaczenia. Im większe marnotrawstwo tym lepiej ! ?

    W procesie przyznawania grantów KBN wygrywali na ogół sami swoi, członkowie jury oceniających projekty, ich rodziny i koledzy. To się na ogół nazywa sytuacją korupcjogenną, lub wręcz jasno korupcją czy nepotyzmem. Ale w nauce polskiej to się określa stosunkami przyjacielskimi. Jesli ktoś jest przyjacielem samego siebie czy swoich pociech to wszystko jest w porządku. Ten proceder nieco ostatnio ograniczono. Członkowie jury już nie mogą bezpośrednio wygrywać konkursów (czyli samym sobie przyznawać pieniędzy na badania ) chyba, że są promotorami. Wtedy w czasie głosowania wychodzą za drzwi. Rzecz w tym, że często mimo wychodzenia za drzwi też wygrywają. Okazuje się, że nadal są najlepsi, a rezultaty badań nadal są tajne.

     Labirynt finansowo-wynikowy

    Uczeni wołają: dajcie nam pieniądze a wyniki same przyjdą. Otóż tak nie jest. Niektórzy pieniądze otrzymują, i to znaczne, a wyniki nie przychodzą. Jakby zagubiły się w skomplikowanym labiryncie. W naszym systemie nauki nić Ariadny została przerwana. Czy planowana reforma naprawi nić Ariadny ? Czy między nakładami na badania a jej wynikami będzie jakikolwiek związek?

    Obecnie go nie ma. Wyniki ‚najlepszych z najlepszych’, którzy na badania dostali 100, 200, 300, 400 500 i więcej tysięcy złotych są nierzadko żadne, albo nie są dostępne dla podatnika. Nie ma żadnej korelacji między nakładem na badania a ich wynikami. Niejednokrotnie badania beznakładowe przynoszą lepsze wyniki, ale KBN nie chce płacić za wyniki, płaci za obiecanki i nie widać zmian na lepsze mimo wielu już prób reformowania KBN. 14 listopada 2002 r. KBN ogłosił projekt ustawy o finansowaniu nauki, już w ramach Ministerstwa Nauki, w które KBN ma być przekształcony. Nie ma w nim planu powiązania nakładów na badania z wynikami badań. Nie ma planu ujawniania podatnikom rezultatów badań finansowanych z jego kieszeni. Nie ma planu finansowania badań prowadzonych przez jednoosobowe jednostki naukowe, lub alternatywnie planów zatrudniania aktywnych naukowo w jednostkach badawczych. Nie ma planu zwrotu pieniędzy wydanych przez KBN na badania, których rezultatów do tej pory nie ma, jak wynika z tzw. baz danych KBN.

    Raczej w wielu sprawach jest petryfikacja stanu obecnego, z tym że sprawy finansowe z rąk uczonych przejmuje Minister Nauki. Projekt ustawy nie jest powiązany z rozwiązaniami systemowymi w nauce, stąd jego pozytywne znaczenie jest raczej wątpliwe. 

    Bieda uczelni

    Nie jest prawdą, że w uczelniach ludzie nie chcą pracować bo płace są niskie. Nie jest prawdą, że przemysł odbiera najlepszych, bo lepiej płaci. To przemysł u nas upada i nie tworzy zaplecza badawczego. Może właśnie dlatego upada, że takiego zaplecza nie tworzy, a uczelnie, wydziały, kierunki studiów, rosną jak grzyby po deszczu, mimo biedy. Uczelnie zatrudniają często byłych polityków, zapewne idealistów, którzy nie chcieli się zatrudnić w dobrze płatnym przemyśle a tylko na biednych uczelniach aby realizować swoje posłannictwo szukania prawdy, której nie mogli znaleźć w polityce. Może jakiś przedszkolak w to uwierzy, ale i to nie jest pewne.

    Werbalnie i statutowo ci, którzy są zatrudnieni na uczelniach to członkowie korporacji nauczanych i nauczających poszukujących prawdy. Niektórzy tak intensywnie szukają prawdy, że zatrudniają się w kilku, kilkunastu uczelniach naraz.

    Warto tu podkreślić, że osób posiadających duży dorobek naukowy i edukacyjny, cieszących się zbyt dużym poważaniem u studentów uczelnie nie chcą zatrudniać. Zbyt duży to kontrast z producentami bubli edukacyjnych zatrudnionymi dożywotnio na uczelniach.

    Jeśli jest inaczej, to należy oczekiwać od Panów Rektorów realnych decyzji w sprawie obniżenia intensywności poszukiwania prawdy i zatrudniania nauczycieli tylko na jednym akademickim etacie z zakazem produkowania bubli edukacyjnych.

    Reformy bez głowy

    Czy przejęcie finansów przez Ministra i urzędników zmieni coś na lepsze ? Wątpliwe. To jest przecież powrót do niechlubnej przeszłości. Zmienić sposób finansowania nauki w Polsce na pewno należy, ale trzeba to zrobić z głową.

    Jeśli dach cieknie nie ma sensu malować mieszkania. Wyrzuci się jedynie pieniądze na darmo. U nas jednak tak przeprowadza się reformy. Reformując szkolnictwo pod hasłem ‚od przedszkola do doktora’ nie zreformowano głowy – tj. uczelni wyższych, które przecież kształcą nauczycieli. Tym samym nauczyciele zamiast być lokomotywą przemian stali się jej hamulcowymi. Reforma oświaty musi objąć szkolnictwo wyższe. A reforma nauki nie może być oderwana od szkolnictwa wyższego. To musi być kompatybilne. Ktoś kto nie jest kreatywny nie nauczy innych kreatywności. A obecnie uczelnie nie chcą ludzi kreatywnych, lecz wyrobników dydaktycznych dla zapewnienia uczelni pieniędzy otrzymywanych od ‚łebka’. Ilość nie chce przechodzić w jakość, więc mamy produkcję ogromnej ilości dyplomów a nie kreatywnych absolwentów. Mamy bubel edukacyjny, wielkie oszustwo edukacyjne dla zapewnienia zatrudnionym na uczelniach lepszego bytu. Na uczelniach zagranicznych profesorowie ‚stają na głowie’ aby zyskać jak najlepsze noty u studentów. U nas tym którzy u studentów zyskują poważanie ‚głowy się ścina’ a następnie roznieca się lament nad powiększająca się luką pokoleniową.

    Uczelnie mają mentalność żebraków. Lamentują, że są biedne. To prawda. Ale uczelnie chcą jedynie pieniędzy, a nie chcą wędki, ani nawet bułki. Jeśli ktoś zaproponuje obniżkę kosztów funkcjonowania uczelni, przez przyjęcie nauczycieli bardziej efektywnych, otrzyma odpowiedź – ‚nie widzę możliwości’ . Epidemia krótkowzroczności u decydentów edukacyjnych trwa mimo zmian ustrojowych bez obniżenia intensywności .

     Jak wyjść z labiryntu

    Niektórzy twierdzą, ze brak jest polityki w dziedzinie nauki. Nie jest to takie pewne. Skoro usuniętych w okresie stalinowskim przywracano do pracy w czasie odwilży, a usuniętych w okresie jaruzelskim nadal nie, to jest to określona polityka – bez odwilży w dziedzinie nauki. Luka pokoleniowa jest rezultatem takiej polityki. Uczelnie rozliczane są z ilości, a nie z jakości. Nadal istnieje powołana 50 lat temu PAN odseparowana od szkolnictwa wyższego co zwiększa koszty badań a obniża poziom edukacji. Mimo planowanych reform nie przewiduje się rychłego włączenia struktur PAN w struktury uczelni wyższych. Bez kompleksowej reformy nauki i szkolnictwa (w tym wyższego) nic tak naprawdę się nie zmieni. Na obecną strukturę nauki można przeznaczyć z budżetu wielokrotnie więcej pieniędzy, a może nawet tyle co sam budżet, a poprawa nie będzie widoczna. Sedno sprawy tkwi w tym, aby powiązać nakłady z wynikami, aby powiązać naukę z edukacją i gospodarką, aby poddać rzeczywistej kontroli wydawanie pieniędzy podatnika księgowanych po stronie wydatków na naukę. Bez tego nie będzie wyników, które nie przyjdą za pieniędzmi, lecz zagubią się w labiryncie. Z obecnych 0,338 % PKB księgowanych po stronie wydatków na naukę, zapewne tylko niewielka część idzie na naukę, a spora część na działalność paranaukową lub wręcz antynaukową. Gdyby efektywnie zagospodarować te 0,338% to poprawa efektywności badań winna być widoczna, a społeczeństwo może by łatwiej było przekonać do potrzeby wydawania na naukę 3,38%.

    Skrócony tekst  pod tytułem ‚REFORMY BEZ GŁOWY’ 

    ukazał się w  ‚ŻYCIU’  –  18.11.2002