List do profesora Janusza Tazbira – na trzeźwo

List do profesora Janusza Tazbira – na trzeźwo

(w sprawie uzywania kluczy, na dobre i na zle)

W tekście ‚Wreszcie trzeźwiejemy ‚ ( Tygodnik Przegląd nr 46 18,11.2007) –http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=273) poruszył Pan wiele interesujących spraw, do których należałoby się odnieść krytycznie, zgodnie z jak najbardziej słusznymi postulatami Pana profesora aby uczyć przede wszystkim krytycyzmu.

Z wielu spraw odniosę się tylko do opinii Pana Profesora „IPN manipuluje historią, a rozliczaniem przeszłości powinny zajmować się uniwersytety’.

Ja historykiem nie jestem, ale historią jako geolog w gruncie rzeczy się zajmuję – co więcej w perspektywie ostatnich 4 miliardów lat, co kontrastuje z okresem czterystu,  czy czterech tysięcy lat jakimi się głównie zajmują historycy. Może to powoduje, że niektóre sprawy widzę inaczej.

Zupełnie nie rozumiem, że Pan jako historyk jest zwolennikiem zamknięcia teczek na lat 50, a jednocześnie zaleca Pan czytanie studentom tekstów źródłowych i zastanawiać się czy tak rzeczywiście mogło być. Nie jest to metodyka badawcza, która by mi trafiała do przekonania. W rekonstrukcjach historii geologicznej Ziemi od czasów Charlesa Lyella posługujemy się zasadą „The present is the key to the past” ( Teraźniejszość jest kluczem do poznania przeszłości) i ta zasada pozwoliła poznać nam setki milionów lat historii Ziemi. Fakt, że często stosowana jest odwrotność tej zasady i poznanie faktów z przeszłości geologicznej ułatwia nam poznanie teraźniejszego stanu Ziemi.

A Pan namawia aby teraźniejszość ostatnich lat zamknąć dla badaczy . To niezrozumiała metodyka. Oczywiście zgodnie z tą metodyką badacze po 50 latach będą mogli się zastanawiać czy tak rzeczywiście mogło być, ale niekoniecznie dowiedzą się jak rzeczywiście było. 50 – letnia luka w dostępie do źródeł może być luką nieodwracalną .

A może by tak skorzystać z metodyki geologicznej ? Teraźniejszości nie zamykamy na klucz, tylko wykorzystujemy ją jako klucz badawczy.

Niestety w historii jest inaczej i ten kto ma klucz do faktów może historią dowolnie manipulować, stąd naukowcy historii  nie traktują jako dziedzine naukowa, tylko raczej polityczną.

Postuluje Pan aby rozliczaniem przeszłości zajmowały się uniwersytety. Chyba tak być powinno, ale jak jest. ?

Same uniwersytety nie chcą się rozliczyć ze swojej przeszłości,  histerycznie reagując na wszelkie zamiary takiego rozliczenia. Wolą teczki zamykać na klucz i pisać historie ku własnej czci i chwale, chowając pod dywany niechwalebne czyny. Tak czynił Wielki Językoznawca i czynią tak jego wielcy uczniowie do dnia dzisiejszego. Smutna to prawda.

Jak niedawną historię badał Pański kolega po fachu – prof. Wyrozumski opisałem w tekściePOWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141

Co za manipulacja, co za kompromitacja ! A brak dezaprobaty ze strony historyków ! Natomiast aprobata ze strony władz uniwersytetu !

Lepiej jak tą niedawną historią zajmuje się IPN i niech rozliczy uniwersytety z zakłamywania przeszłości. Tak będzie lepiej.

Niedobrze by było aby rozliczanie przeszłości kończyło się tak kompromitującymi działaniami, jak te Pańskiego kolegi po historycznym fachu , bo szkoda by było aby historię całkiem wykluczono ze sfery nauki i ze sfery świadomości społecznej .

Z poważaniem

Józef Wieczorek

P.S.
Przeszłości nie powinno się zamykać na klucz, bo „Kto nie szanuje, i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości (Józef Piłsudski )

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=443

2007-11-13

Reklamy

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona. 
Odbezpieczyć nie tylko teczki bezpieki ! 

Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego, zamierza opublikować akta bezpieki. To pomysł godny poparcia. Ciemna historia zabezpieczona do tej pory w tajnych teczkach winna ujrzeć światło dzienne. W drukowanych do tej pory na łamach Dziennika Polskiego wypowiedziach warto zwrocić uwagę na słowa (DP 12.11.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.12/Magazyn/04/04.html) B.Wildsteina: ‚W PRL bylo tak: partia i policja polityczna byly jednym organizmem. Kierownictwo partii wydawało polecenia, a esbecy wykonywali je, m.in. poprzez dostarczanie władzy wiedzy ‚ które należałoby wprowadzić w czyn, czyli opublikować akta głowy policji politycznej.

Fakt, że akta wytwarzane przez głowę systemu, jak i jej narzędzie w niemałym stopniu zostały zniszczone, ale coś jednak pozostało. Żyją także ludzie, którzy tą pozostawioną na piśmie historię mogą w znaczący sposób uzupełnić. 

B. Wildstein mówi :‚Należy też pamiętać, że istniała symbioza pomiędzy kierownictwem partyjnym a tajnymi służbami. Ich funkcjonariusze byli z reguły bezwzględnie posłuszni poleceniom kierownictwa PZPR’. Gdy o tym zapomnimy i pominiemy akta, czy inne przekazy poleceń to ta historia będzie bardzo niepełna a nawet zafałszowana. Nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu symbiotycznego bez poznania drugiego – kosymbionta. Ma to szczególne znaczenie dla poznania takiej symbiozy w strukturze uczelni, która ma odegrać zasadniczą rolę w odbezpieczeniu akt bezpieki. To, że w strukturach uczelni funkcjowała podstawowa organizacja partyjna PZPR powszechnie wiadomo a Zbigniew Fijak (DP 29.10.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/10.29/Magazyn/07/07.html) informuje nas ‚Wsród okolo 500 najaktywniejszych członków ‚Solidarnosci’ UJ agentów było około 50. Na całym uniwersytecie, rzecz jasna, było dużo więcej tajnych współpracowników bezpieki’, co też nie jest większym zaskoczeniem.

 

 Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie uczelni. To mógłby być wzorzec dla pozostałych, starszych uczelni, które jak się mówi – w sposob zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRLu. 
Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRLu czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny nie mógł mieć miejsca bez wiedzy, poparcia a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Cytat ( z pamięci) z przesłuchania na SB ‚ jakby Pan wyjeżdżał z uczelni za granicę to ja bym pierwszy o tym wiedział’ 
Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego. Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu.

 Składu komsji władze UJ do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa człowieka, bo na mocy ‚prawa’ nie istniały możliwości odwoływania sie do sądu. Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentow, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują sie na ‚prawo’ stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy niszczyć.

 Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy. Niestety w procesie niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany. 

Na uczelniach polskich wykańczano też niewygodnych ludzi psychicznie (mobbing). O tym, że w czasach komunistycznych to była jedna z metod planowego niszczenia niewygodnych, opozycyjnych osób wiemy nieco z badań prowadzonych nad funkcjonowaniem systemu w NRD ( E. Matkowska – System’ ). Niestety u nas nie ma woli aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. 

W dyskusjach nad możliwością poznania ‚odbezpieczanej ‚ historii trzeba brać także pod uwagę, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony. Z przebiegu niektórych procesów sądowych wynika, że sądy nie są zainteresowane dochodzeniem prawdy i w wyrokach można przeczytać ‚nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron’ .

 Jasne jest zatem, że twierdzenia strony posiadającej na dodatek autonomię na badanie prawdy pozostaną ‚prawdziwe’, jakkolwiek z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego. 
Zatem oprócz ujawnienia akt bezpieki potrzebne jest ujawnienie akt esbeckich symbiontów oraz relacje, opinie, dochodzenia osób żyjących.

Historia opracowana wybiórczo będzie mało wiarygodna. Teraźniejszość winna być kluczem do poznania przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych, aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie ‚papieru’ z człowiekiem prowadzi do stanu takiego, że ‚papierowy’ kat może być rzeczywistą ofiarą, a ‚papierowa’ ofiara rzeczywistym katem.

To widać na przykładzie inspekcji dostępnych akt uczelnianych. Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec pracowników i odnieść to do całego kontekstu. 


Niedobrze by było aby pod taką historią trzeba by pisać np.Historia opracowana tylko na podstawie akt bezpieki. Prawda może być jednak całkiem inna, ale my nie zamierzamy jej poznać. Kto się z tym nie zgadza niech idzie do sądu, który nie ma ochoty dochodzić prawdy ! . Chichot Stalina ! 

Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie dla opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’ , której tak bardzo się boją niektórzy ‚historycy’ UJ uważając, że miałaby ona małą nośność naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast wydawane są księgi ‚historyczne’ z publicznych pieniędzy, w których czyści się niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach.

 I tym się karmi nasze młode pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!, bo inaczej zamiast potrzebnej dyscypliny naukowej zwanej historią pozostanie nam dyscyplina, dla której bardziej odpowiednią nazwą będzie – ‚fałszernia’. 

Józef Wieczorek – były wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego 


Uwaga: Tekst nie mógł się ukazać w Dzienniku Polskim ! 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=32

2004-12-12

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII 

 

Zdumiewający jest tekst ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ napisany przez prof. Jerzego Wyrozumskiego i zamieszczony za wiedzą i zgodą Rektora Franciszka Ziejki w 69 numerze Alma Mater (r. 2005).(http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/69/01/22.html). Tekst dotyczy wyników prac komisji senackiej, ‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u’ i stanowi reakcję na fakt, że ‚psychoza lustracyjna zatacza coraz szersze kręgi’. Niestety tekst ten stanowi raczej dowód, że coraz szersze kręgi zatacza proces zakłamywania historii bardzo niewygodnej dla oficjalnych kręgów akademickich.

Bezużyteczny raport 

Sam autor tak pisze o zebranych dokumentach do opracowania raportu – jest to ‚ ubogi materiał, częściowo bezużyteczny’. Rzeczywiście ubóstwo materiału jest porażające zważywszy na fakt, że materiał zbierany był pod kierunkiem znanego historyka, b. prorektora UJ, a obecnie sekretarza Generalnego PAU i członka Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów(http://bazy.opi.org.pl/raporty/opisy/instyt/13000/i13587.htm), czyli gremium oceniającego kto umie a kto nie umie zbierać i interpretować materiały naukowe, na tyle aby być ‚licencjonowanym’ naukowcem.
Z tekstu wynika, że materiał zbierany był co najmniej nieporadnie. Otóz autor pisze ‚zwróciłem się 27 sierpnia 1990 roku do jednostek naukowo–dydaktycznych UJ z apelem adresowanym do wszystkich pracowników. Indywidualnie zwróciłem się z tym samym apelem do profesorów emerytowanych’ . Niestety nie pisze dlaczego się nie zwrócił do pracowników usuniętych z uczelni skoro miał rozpoznać krzywdy, a usunięcie z uczelni należało do krzywd szczególnie dotkliwych. Pokrzywdzonych szczególnie należałoby szukać poza murami uczelni, poza listami płac, bo zwykle pokrzywdzeni żadnych płac już w UJ nie otrzymywali, nawet jak jeszcze pracowali naukowo.

Pod względem metodycznym takie zbieranie materiału jakie przeprowadziła komisja senacka wydaje się być bezsensowne, stąd ubóstwo materiału i jego bezużyteczność łatwe do przewidzenia na samym początku tak zaplanowanej działalności badawczej. Takich błędów nie powinien robić student historii, a co do dopiero utytułowany historyk.
Autor pisze ‚Nie ulegało wątpliwości, że konieczne będą badania w archiwaliach PZPR, których ja osobiście podjąć nie mogłem. Nie było zresztą pewności, czy odpowiednie opinie i zalecenia czynnika politycznego były formułowane na piśmie, a jeżeli tak, czy jako tajne nie uległy zniszczeniu’. Oczywiscie brak materialu z PZPR, która stanowiła głowę systemu bez której żadna istotna decyzja, żaden awans, żaden wyjazd nie mógł mieć miejsca rzutuje również na wartość materiału. Jako długoletni pracownik uniwersytecki autor winien wiedzieć, że zebranie materiału nie tylko czynnika politycznego, ale także ‚czynnika akademickiego’nie jest proste, gdyż na ogół odpowiednie ( a przede wszystkim nieodpowiednie) opinie i zalecenia czynnika trzymającego władzę w uczelni nie były formułowane na piśmie !, a te które na piśmie były formułowane często są nadal tajne lub zostały zniszczone (O wyższości „prawa” stanu wojennego nad Konstytucją III RP http://www.kontrateksty.pl/index.php? action=show&type=news&newsgroup=16&id=419
Autor winien o tym wiedzieć, gdyż także za prorektorskiej kadencji prof. J. Wyrozumskiego utajniano niewygodne dla władz uczelni materiały!

Kosmiczna hipokryzja

Autor pisze ‚Nie było w Uniwersytecie pozamerytorycznych negatywnych ocen’ ale przecież autor doskonale wie, że anonimowe ( do dnia dzisiejszego !) komisje fabrykowaly fałszywe, pozamerytoryczne zarzuty wobec niewygodnych nauczycieli akademickich, a sam autor jako prorektor nie miał zamiaru ich ujawnić. Nic zresztą o tej metodologii kształtowania historii uczelni w swym tekście nawet nie wzmiankuje, a to by przecież podniosło wartość opracowania. Mimo, ze nazwisk członków komisji nie ujawniono autor jako prorektor twierdził, że komisje nie były anoniowe. (anonim – nieznany z nazwiska; patrz – słownik języka polskiego ). Szef komisji senackiej powinien rozumieć znaczenie pospolitych słów. Niestety zdaje się nie rozumiał ani co to krzywda, ani co to jest anonim. Tym samym nie mógł wykonać należycie powierzonego mu zadania.
Szczególną wartość miałyby informacje, że anonimowe komisje opierały się na ‚prawie’ stanu wojennego, na ustawach z 1982 r. a usuwanym z uczelni niewygodnym pracownikom nie przysługiwało odwoływanie do sądu, o czym już całkiem nieanonimowe władze uczelni informowały pokrzywdzonych.

Jeśli niewygodnych nie udało się wcześniej usunąć na drodze dyscyplinarnej, niewygodne dla władz uczelni opinie rzecznika dyscyplinarnego utajniano, i utajnia się do dnia dzisiejszego (na podstawie prawa PRL-u przedkładanego przez władze uczelni ponad Konstytucję III RP!!! ) aby prawda nie wyszła na światło dzienne.
Gdy ostatnio powstawała nowa ustawa ‚prawo o szkolnictwie wyższym’ rektorzy protestowali przeciwko zapisowi o możliwości usuwania rektora przez ministra argumentując to nadużyciami usuwania niewygodnych rektorów w latach 80-tych. Widać uważano to za krzywdę. Niestety usuwanie przez rektorów niewygodnych pracowników na podstawie ‚prawa’ 82 r. za krzywdę się nie uważa, do dnia dzisiejszego. Kosmiczna hipokryzja!
Autor informuje ‚o swoich „krzywdach” pisali pracownicy, którzy właśnie byli w Uniwersytecie uprzywilejowani, np. jako członkowie partii.’ Niestety nic nie pisze o listach pracowników niepartyjnych, którzy byli nieuprzywilejowani a w uczelni byli krzywdzeni. Takie listy jako prorektor czytał, ale przy rozrachunkach nie wziął pod uwagę.

Mglistość postaw moralnych

Autor pisze, że w 1982 r. były ‚tarcia między lokalnymi czynnikami politycznymi a władzami Uniwersytetu co do klauzuli o tzw. postawie politycznej, którą w końcu sprowadzono do mglistej formuły postawy moralnej’ . Kilka lat później jednak mgły całkowicie przesłoniły horyzont rektorski i oceny moralne wręcz zdominowały oceny niewygodnych nauczycieli. Oskarżenia o ‚negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką’  i odsuwanie nauczycieli od dydaktyki w czasach PRL-u było standardowym działaniem represyjnym wobec niewygodnych nauczycieli akademickich. Takie oskarżenia m.in. serwowała, anonimowa komisja z 1986 i prorektor J. Wyrozumski to aprobował, działając na rzecz nieprzywracania do pracy nauczycieli usuwanych na podstawie sfingowanych zarzutów. W artykule swoją aprobatę dla realizacji ‚ mglistej formuły postawy moralnej’ całkowicie pominął.

Mimo wyraźnego bagatelizowania krzywd wyrządzonych pracownikom i studentom przyznaje jednak ‚Niektórych jednak pracowników i studentów UJ dotknęły represje stanu wojennego.’. Do tych dotkniętych represjami zaliczono m.in.mgr. Lesława Maleszkę z Biblioteki Jagiellońskiej. No cóż w 1993 r. kiedy komisja zakończyła pracę nad swym nieszczęsnym raportem może jeszcze nie wiedziano o jego donosicielskiej roli w okresie ( i przed okresem) stanu wojennego, ale w 2005 r. kiedy tekst w Alma Mater został wydrukowany prawdziwa rola Lesława Maleszki jest już poznana (np.http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Pyjas). W tekście nic na ten temat.Czyżby ustalenia komisji senackiej były ponadczasowe, niepodważalne mimo znanych już faktów ? Fakt, że komisja stosując taką metodykę zbierania danych jaką stosowała, nie była w stanie rozróżnić krzywdziciela od krzywdzącego, represjonowanego od represjonującego. ale publikując tekst należało to podkreślić, błędy wytknąć, aby nie kompromitować uczelni i senatu najstarszej polskiej uczelni. W statucie uczelniczytamy ( http://www.uj.edu.pl/uniwersytet/wladze/statutUJ.pdf) ,że UJ kontynuuje‚poszukiwanie prawdy i jej głoszenie w poczuciu odpowiedzialności moralnej wobec Narodu i Rzeczypospolitej Polskiej.’. Odnosi się jednak wrażenie, że ta kontynuacja została przerwana a odpowiedzialność moralna utracona , i są to tylko puste słowa, z których nikt sobie nic nie robi.

Na poznanie prawdy środków publicznych nie będzie

Raport z naukowego punktu widzenia jest bezużyteczny i publikowanie go w taki sposób jak to uczyniono wprowadza jedynie czytelników w błąd. Celem działalności naukowej jest poznawanie prawdy a nie preparowanie i propagowanie bezwartościowych raportów ‚naukowców’.

Niestety orzeczenia komisji uczelnianych bezużyteczne dla poznania prawdy są użyteczne dla uciszania nadal niewygodnych, choć dawno pousuwanych z uczelni nauczycieli akademickich Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda 

List do Rektora UJ 

Trudno się dziwić skoro w raporcie senackiej komsji ekscesy anonimowych komisji zostały uwiarygodnione. Jedynie słuszna akademicka prawda służy więc nadal z powodzeniem do krzywdzenia pokrzywdzonych. Pokrzywdzeni są bowiem niebezpieczni dla panującego systemu co niejednokrotnie w historii zostało potwierdzone.

W 2004 r. autor tekstu – prof. Jerzy Wyrozumski jako sekretarz generalny PAU na projekt opracowania ‚Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji ‚ (http://www.naukowcy.republika.pl/pau/projekt.doc )’ tak zareagował : ‚Nie widzimy możliwości przeznaczenia na taki cel środków publicznych, mających służyć nauce’(http://www.naukowcy.republika.pl/pau/wyrozumski.html).
No cóż, skoro do dziś widzi się zasadność takich działań jakie przeprowadziła komisja senacka pod kierunkiem prof. Jerzego Wyrozumskiego to trudno się dziwić takiej reakcji autora, jakby przestraszonego tym, że prawda mogłaby ujrzeć światło dzienne.
Zgodzić się należy z prof. Jerzym Wyrozumskiem, że środki publiczne winny służyć nauce, ale co te jego poczynania mają wspólnego z nauką ?

Józef Wieczorek, www.geo-jwieczorek@ans.pljozef.wieczorek@interia.pl

P.S. Redakcja Alma Mater do tej pory nie wyraziła zainteresowania opublikowaniem tego tekstu ( brak czasu!), natomiast redakcja Biuletynu IPN uznała przesłanie jej tego tekstu za nieporozumienie. Ja za nieporozumienie, a nawet za skandal uważam opublikowanie w ‚Alma Mater’ w 2005 r. tekstu Jerzego Wyrozumskiego ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’
– bez komentarza , bez możliwości polemiki ! Prezes IPN podpisał współpracę z Rektorem UJ w zakresie badań nad przeszłością więc IPN nie powinien umywać rąk na widok takiego tekstu. Wybuch bomby lustracyjnej z opóźnionym zapłonem jaki miał ostatnio miejsce na UJ
najlepiej wskazuje, że ukrywanie niewygodnych spraw pod dywanem i okłamywanie społeczeństwa informacjami o rzekomym samoczyszczeniu środowiska akademickiego ( medialne rewelacje Rektora UJ) kompromitują jedynie to samopobrudzone środowisko. 

Józef Wieczorek

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141

2005-11-26

Uzupełnienie 7.05.2012

Jaki przykład dają nauczyciele historii wzorcowej polskiej uczelni, ci sami, którzy dyskwalifikują innych za niewłaściwą metodologię ?
Jak wyglądają dobre praktyki akademickie – mimo rozlicznych komisji ‚etycznych’ ds. Dobrych obyczajów, dobrych praktyk ?
Czemu złe obyczaje, złe praktyki , szczególnie te ‚wzorcowe’ stosowane przez decydentów nie podlegają żadnej kontroli, żadnemu napiętnowaniu, żadnej działalności naprawczej ?
A jedynie wykluczaniu z systemu podlegają ci , którzy by się ośmielili w tym kierunku podążać !

Dwa stanowiska w sprawie nieprawidłowości metodologiczno-naukowych

 Dwa stanowiska

w sprawie nieprawidłowości metodologiczno-naukowych

Stanowisko Rady Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego na posiedzeniu w dniu 24.04.2009 r., w związku z publicznymi wypowiedziami dotyczącymi ww. Wydziału wywołanymi kontrowersjami wokół książki Pawła Zyzaka pt. „Lech Wałęsa. Idea i historia„. 

Rada Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego z niepokojem przyjęła wypowiedzi na temat domniemanych nieprawidłowości metodologiczno-naukowych w procesie przygotowania, recenzowania i obrony prac magisterskich w Wydziale Historycznym UJ, pojawiające  się w artykułach prasowych i szerokiej debacie publicznej w związku z publikacją książki Pawła Zyzaka pt. „Lech Wałęsa. Idea i historia” (Kraków 2009).  

Rada Wydziału Historycznego UJ protestuje przeciwko utożsamianiu rozprawy magisterskiej, podlegającej naukowej ocenie promotora i recenzenta z autorską publikacją książkową, wydaną w niezależnym, prywatnym wydawnictwie. 

Niezbywalnym prawem  każdego autora jest swoboda wypowiedzi, za którą ponosi on wyłączną odpowiedzialność  zgodnie z obowiązującym prawem i przyjętymi normami zachowań społecznych. Rada Wydziału nie jest powołana do formułowania odrębnych ocen w tym zakresie. 

Natomiast zgodnie z Regulaminem studiów w UJ każda praca magisterska przyjęta w Uniwersytecie Jagiellońskim podlega naukowej ocenie promotora, którym może być wyłącznie nauczyciel akademicki „posiadający tytuł naukowy lub stopień naukowy doktora habilitowanego” (§ 17/2), oraz recenzenta, który „musi posiadać co najmniej stopień naukowy doktora” (§ 19/1). Nie ma zwyczaju przeprowadzania indywidualnej oceny każdej pracy magisterskiej przez Radę Wydziału.

Szanując niezbywalne prawo każdego promotora do niezależnego wyboru tematu i zakresu prac dyplomowych, nad którymi sprawuje opiekę merytoryczno-metodologiczną, jednocześnie dostrzegamy potrzebę rozważnego ich dostosowywania do stopnia dojrzałości naukowej studenta, w szczególności w odniesieniu do zagadnień z najnowszej historii i zasad posługiwania się metodami badań historycznych.

 Stanowisko moje (Józef Wieczorek)  

 

Po zapoznaniu się z powyższym  stanowiskiem uprzejmie informuję, że na posiedzeniu w dniu 25.04.2009 r. przyjąłem stanowisko w sprawie udokumentowanych nieprawidłowości metodologiczno-naukowych w procesie przygotowania i realizowania działań kadry naukowej UJ, nie tylko z Wydziału Historycznego.

Po zapoznaniu się m.in. z opracowaniami : 

DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec .

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.

Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski

Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska

Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka

stron 242, oprawa twarda

 Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ Alma MaterNr 69/2005  

W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologicznych, Kraków 1999, 152 str. 

dostrzegam potrzebę rozważnego dostosowywania do stopnia dojrzałości naukowej  działań  profesorów w szczególności w odniesieniu do zagadnień z najnowszej historii i zasad posługiwania się metodami badań historycznych.

Dostrzeżone nieprawidłowości udokumentowałem w wielu już tekstach m.in.

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII  
Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego 
Ostatnia defilada w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego 
O naukach geologicznych w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000 – inaczej 
RECENZJA Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim

w sprawie których nie mam udokumentowanych do tej pory stanowisk żadnych gremiów UJ, co budzi moje zaniepokojenie i konsternację.

Wadliwe produkty (nie)dojrzałości naukowej profesorów nie powinny być bowiem rozpowszechniane i wymagane do przyswojenia przez studentów, czy też kandydatów na studentów ( casus Dziejów UJ), ani też nie powinny stanowić treści raportów Komisji Senackiej UJ, czy też treści książek przygotowywanych w ramach obchodów kilku już wieków istnienia UJ.

Dotychczasowe nieprawidłowości w tym względzie obniżają prestiż uczelni i wpływają negatywnie na poziom intelektualny studentów i absolwentów uczelni.

Umieszczanie w regulaminie studiów w UJ zapisu, że promotorem może być wyłącznie nauczyciel akademicki „posiadający tytuł naukowy lub stopień naukowy doktora habilitowanego” (§ 17/2)” stanowi jasny dowód na blokadę promowania magistrów przez doktorów, przewyższających stopniem dojrzałości naukowej prof. i dr hab. 

Takie posunięcia, jak rozumiem, stanowią akt zabezpieczania się profesorów przed frustracjami i depresjami. Zbędne tym samym okażą się działania dyscyplinujące doktorów, aby swym i swoich magistrów poziomem nie naruszali przewidzianej regulaminem hierarchii, co chyba nawiązuje do ukazu cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 r. 

Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszył przełożonego’ 

2009-04-26 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=592