Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona. 
Odbezpieczyć nie tylko teczki bezpieki ! 

Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellonskiego, zamierza opublikować akta bezpieki. To pomysł godny poparcia. Ciemna historia zabezpieczona do tej pory w tajnych teczkach winna ujrzeć światło dzienne. W drukowanych do tej pory na łamach Dziennika Polskiego wypowiedziach warto zwrocić uwagę na słowa (DP 12.11.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.12/Magazyn/04/04.html) B.Wildsteina: ‚W PRL bylo tak: partia i policja polityczna byly jednym organizmem. Kierownictwo partii wydawało polecenia, a esbecy wykonywali je, m.in. poprzez dostarczanie władzy wiedzy ‚ które należałoby wprowadzić w czyn, czyli opublikować akta głowy policji politycznej.

Fakt, że akta wytwarzane przez głowę systemu, jak i jej narzędzie w niemałym stopniu zostały zniszczone, ale coś jednak pozostało. Żyją także ludzie, którzy tą pozostawioną na piśmie historię mogą w znaczący sposób uzupełnić. 

B. Wildstein mówi :‚Należy też pamiętać, że istniała symbioza pomiędzy kierownictwem partyjnym a tajnymi służbami. Ich funkcjonariusze byli z reguły bezwzględnie posłuszni poleceniom kierownictwa PZPR’. Gdy o tym zapomnimy i pominiemy akta, czy inne przekazy poleceń to ta historia będzie bardzo niepełna a nawet zafałszowana. Nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu symbiotycznego bez poznania drugiego – kosymbionta. Ma to szczególne znaczenie dla poznania takiej symbiozy w strukturze uczelni, która ma odegrać zasadniczą rolę w odbezpieczeniu akt bezpieki. To, że w strukturach uczelni funkcjowała podstawowa organizacja partyjna PZPR powszechnie wiadomo a Zbigniew Fijak (DP 29.10.2004 http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/10.29/Magazyn/07/07.html) informuje nas ‚Wsród okolo 500 najaktywniejszych członków ‚Solidarnosci’ UJ agentów było około 50. Na całym uniwersytecie, rzecz jasna, było dużo więcej tajnych współpracowników bezpieki’, co też nie jest większym zaskoczeniem.

 

 Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie uczelni. To mógłby być wzorzec dla pozostałych, starszych uczelni, które jak się mówi – w sposob zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRLu. 
Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRLu czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny nie mógł mieć miejsca bez wiedzy, poparcia a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Cytat ( z pamięci) z przesłuchania na SB ‚ jakby Pan wyjeżdżał z uczelni za granicę to ja bym pierwszy o tym wiedział’ 
Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego. Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu.

 Składu komsji władze UJ do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa człowieka, bo na mocy ‚prawa’ nie istniały możliwości odwoływania sie do sądu. Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentow, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują sie na ‚prawo’ stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy niszczyć.

 Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy. Niestety w procesie niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany. 

Na uczelniach polskich wykańczano też niewygodnych ludzi psychicznie (mobbing). O tym, że w czasach komunistycznych to była jedna z metod planowego niszczenia niewygodnych, opozycyjnych osób wiemy nieco z badań prowadzonych nad funkcjonowaniem systemu w NRD ( E. Matkowska – System’ ). Niestety u nas nie ma woli aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. 

W dyskusjach nad możliwością poznania ‚odbezpieczanej ‚ historii trzeba brać także pod uwagę, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony. Z przebiegu niektórych procesów sądowych wynika, że sądy nie są zainteresowane dochodzeniem prawdy i w wyrokach można przeczytać ‚nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron’ .

 Jasne jest zatem, że twierdzenia strony posiadającej na dodatek autonomię na badanie prawdy pozostaną ‚prawdziwe’, jakkolwiek z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego. 
Zatem oprócz ujawnienia akt bezpieki potrzebne jest ujawnienie akt esbeckich symbiontów oraz relacje, opinie, dochodzenia osób żyjących.

Historia opracowana wybiórczo będzie mało wiarygodna. Teraźniejszość winna być kluczem do poznania przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych, aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie ‚papieru’ z człowiekiem prowadzi do stanu takiego, że ‚papierowy’ kat może być rzeczywistą ofiarą, a ‚papierowa’ ofiara rzeczywistym katem.

To widać na przykładzie inspekcji dostępnych akt uczelnianych. Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec pracowników i odnieść to do całego kontekstu. 


Niedobrze by było aby pod taką historią trzeba by pisać np.Historia opracowana tylko na podstawie akt bezpieki. Prawda może być jednak całkiem inna, ale my nie zamierzamy jej poznać. Kto się z tym nie zgadza niech idzie do sądu, który nie ma ochoty dochodzić prawdy ! . Chichot Stalina ! 

Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie dla opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’ , której tak bardzo się boją niektórzy ‚historycy’ UJ uważając, że miałaby ona małą nośność naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast wydawane są księgi ‚historyczne’ z publicznych pieniędzy, w których czyści się niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach.

 I tym się karmi nasze młode pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!, bo inaczej zamiast potrzebnej dyscypliny naukowej zwanej historią pozostanie nam dyscyplina, dla której bardziej odpowiednią nazwą będzie – ‚fałszernia’. 

Józef Wieczorek – były wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego 


Uwaga: Tekst nie mógł się ukazać w Dzienniku Polskim ! 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=32

2004-12-12

Lustracja środowiska akademickiego ?

Lustracja środowiska akademickiego ? 

Gorąca atmosfera lustracyjna udziela się również naukowcom i nauczycielom akademickim. Wiele nazwisk akademickich jest na liście Wildsteina. To podgrzewa atmosferę i skłania do składania wyjaśnień. Sam prezes IPN mówi, że szczególnym trądem były dotknięte uczelnie.

Zrozumiałe jest zatem, że na fali lustracyjnej pojawiają się propozycje lustrowania także decydentów akademickich co zakłada projekt prof. Rzeplińskiego. Te założenia częściowo zostały przyjęte w projekcie zmian ustawy lustracyjnej przygotowanym przez Platformę Obywatelską, która za osoby pełniące funkcje publiczne (czyli podlegające lustracji) uważa: rektora, prorektora, dziekana i prodziekana, dyrektora i wicedyrektora instytutu w wyższej szkole publicznej lub niepublicznej a także prezesa, wiceprezesa, sekretarza naukowego Polskiej Akademii Nauk oraz Polskiej Akademii Umiejętności.

 Bardziej ograniczony charakter ma projekt ustawy PiS w którym wymienia się rektora, prorektora, dziekana w publicznej i niepublicznej szkole wyższej. Widać w tym pewien chaos spowodowany pośpiechem i brakiem dyskusji w środowisku akademickim i politycznym na ten temat. Czemu nie ma w tych projektach szefa Rady Nauki, Państwowej Komisji Akredytacyjnej, Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego ? 
Nie czekając na zmiany ustawy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika powołano komisję dla prześwietlenia środowiska a Solidarnośc UJ postuluje dobrowolną lustrację kandydatów na rektora przed zbliżającymi się wyborami.

Na Niezależnym Forum Akademickim prowadzona jest otwarta dyskusja nad koniecznością lustracji także środowiska akademickiego. 
Mimo wielu skandali na uczelniach zawód profesora ( są nawet związki zawodowe profesorów !) jest zawodem zaufania publicznego i cieszy się niezmiennie dużym prestiżem w społeczeństwie.

Wielu profesorów uważa się nie tylko za autorytety intelektualne, ale i moralne. W mediach jest wielu dyżurnych profesorów, którzy wypowiadają się jako eksperci na różne tematy i mają szeroki zakres oddziaływania. Wśród takich ekspertów medialnych, jak i wśród autorytetów moralnych nie powinno być kapusiów. 
W Polsce tytuł profesora ‚belwederskiego’ nadaje sam prezydent, chociaż nie zawsze magister. Jest to unikat w skali światowej, ale tak ma nadal pozostać bo profesorowie nie mają zaufania do samych siebie i wolą aby o tym kto z nich zostanie profesorem decydował ostatecznie jednak polityk – tak jak to było w PRLu.

Taki stan rzeczy w sposób jasny narzuca konieczność lustracji wszystkich profesorów i kandydatów na profesorów chociaż takiego postulatu żadna partia do tej pory nie wysunęła.

W Polsce mimo ogromnego zwiększenia liczby uczelni i liczby studentów profesorowie należą do kategorii wymierającej bo na ogół liczą ponad 60 lat, a często trzymają się na posadach także w zaawansowanym wieku emerytalnym.

Kariery robili jako młodzi naukowcy w czasach PRL-u i spora ich część wykazywała się koniecznym dla zrobienia kariery konformizmem a nierzadko przynależnością do wiodącej siły ludu miast i wsi bo takie czynniki pozamerytoryczne były wówczas preferowane.

TW na uczelniach nie należeli do rzadkości. Wielu szeregowych naukowców decydowało się coś podpisać przed wyjazdem na bardziej intratny wyjazd zagraniczny. Nierzadko podawali np. nazwisko kolegi i mimo trudności paszportowych za ocean jechali nawet w stanie wojennym, nawet w ‚stanie opozycyjnym’. I są po powrocie autorytetami moralnymi i intelektualnymi – inaczej niż ci, których zapodali.

Takimi drobiazgami nikt się nie zajmuje. Sądzi się, że ci którzy wyjeżdżali to znaczy, że byli dobrzy i im się należało. Kto awansował – to geniusz, kogo wylali – to zero. A bywało z tym bardzo różnie, oj bardzo różnie. Niestety nie ma woli aby prawda została zbadana.

Oczywiście są zamiary aby poznać stopień inwigilacji środowisk intelektualnych, ale każde środowisko ma samo badać jak się zachowywało. Np.poznanie zachowania środowiska UJ oczywiście mogą badać tylko doświadczeni profesorowie UJ bo oni wiedzą najlepiej jak to badać aby prawda była taka jaką ma być a nie taka jaką była. Ktoś z zewnątrz nie ma szans na poznanie tej prawdy. Prawda niezależna miałaby bowiem nikłą nośność naukową i na jej poznanie nie warto wydawać publicznych pieniędzy.

Taka jest strategia głównych startegów poznawania jedynie słusznej prawdy. 
Teczki SB winny być jednak dostępne pokrzywdzonym i badane nie tylko przez licencjonowanych historyków. Ograniczenie lustracji tylko do teczek SB nie jest jednak wystarczające.

Trzeba poznać szerszy kontekst i uwarunkowania. Trzeba mieć wgląd też do innych teczek – partyjnych i uczelnianych. Jak wykazuje praktyka tajne teczki uczelniane są bardziej tajne od teczek SB. Do teczek SB -jeśli się zachowały – pokrzywdzony może dotrzeć, teczki uczelniane są dostępne dla strony krzywdzącej, ale nie dla pokrzywdzonego.

Władze uczelni mogą grać takimi teczkami i mają w tej grze autonomię gwarantowaną prawem a także przez Rzecznika Praw Obywatelskich lojalnego w stosunku do swoich uczelnianych przełożonych. 
Najwyższy czas skończyć tą grę i oczyścić środowisko, które do tej pory nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego a co najwyżej samooczyszczenia negatywnego poprzez usunięcie osób niewygodnych – bo niezależnie myślących i działających. A krytyczne myślenie w tym środowisku od czasów komunistycznych jest traktowane gorzej niż przestępstwo. 

Józef Wieczorek 

Tekst opublikowany w miesięczniku Opcja na prawo, marzec 2005 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=67

2005-03-04

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego) 

Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego? 
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie – tak to wygląda w oczach nie-historyka, który chciałby się jednak dowiedzieć, co tak naprawdę kryje się pod tytułami, gronostajami, katedrami. Przecież to część naszej rzeczywistości. 
Czytamy czasem w książkach, że w PRL-u zgony niektórych profesorów były tajemnicze, a kariery ich sukcesorów dziwnie błyskotliwe. Dr Marek Wroński za próbę odtworzenia zagadki śmierci prof. Mariana Grzybowskiego dostał kilka nagród, ale i stanął przed sądem. Niebezpiecznie jest dochodzić prawdy. 

Życie akademickie z trupem w szafie 

W Krakowie rozeszły się wieści, że Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, do powstania której przyczynił się rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zamierza opublikować akta bezpieki. Poruszyło to liczne gremia. Jednych porusza to, że w ogóle tak zamierza się uczynić, drugich – kto ma to robić, a jeszcze innych – po co to robić. Racje są różne i podzielone. Jedni mówią, że potrzebują prawdy jak chleba. Inni – że to sprawa przedwyborcza. Jeszcze inni, że to personalne rozgrywki. 
Jedno jest pewne: władze UJ zachowują się tak, jakby chciały, aby sprawy środowiska uczelni badali tylko sami swoi. Być może sądzą, że nie może być tak, aby osoby nieuprawnione, niezależne od władz, a zatem niekompetentne, badały pewne rzeczy w sposób nieposłuszny. Chodzi zapewne o to, aby jedno ujawnić, a drugie utajnić. 
Władze uczelni wiedzą, co robią, bo wiedzą, co robiły w ciemnych okresach naszej historii. Nie bez przyczyny heroicznie bronią dostępu do teczek uczelnianych łamiąc nawet Konstytucję III RP. Po co wywlekać prawdę na światło dzienne? Trzeba publicznie wołać o poszukiwanie prawdy, bo to zapewnia prestiż i autorytet moralny, ale faktyczne ujawnienie prawdy mogłoby ten prestiż obniżyć, zaś autorytet zniszczyć. Prawda jest niebezpieczna. Lepiej żyć z trupem w szafie, podpierając mocno drzwi, aby trup nie wypadł. 
Środowiska akademickie nie zostały oczyszczone w okresie transformacji, a w czasie PRL zostały tak osłabione, że utraciły moc samooczyszczenia. Uczelnie oczyszczono natomiast z ludzi nielojalnych w stosunku do trzymających władzę i stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu. Podania informacji o składach tych komisji władze uczelniane do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie…

Odbezpieczyć wszystkie teczki 

Nie jest tajemnicą, że w systemie komunistycznym przewodnia siła narodu – PZPR była głową, a SB tylko narzędziem. Niektórzy mówią, że między tymi organizmami istniała symbioza. Trzeba o tym pamiętać, bo nie da się poznać zachowań, ekologii jednego organizmu symbiotycznego bez poznania drugiego – ko-symbionta. Odbezpieczenie akt bezpieki bez odbezpieczenia akt PZPR nie pozwoli na pełne poznanie rzeczywistego stanu rzeczy. 
Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRL-u czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny, nie mogły mieć miejsca bez wiedzy, poparcia, a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego. Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie akademickie uczelni, które jak się mówi – w sposób zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRL-u. 
Potrzebne jest kompleksowe ujęcie problemu z poznaniem zarówno teczek SB, jak i PZPR oraz partii sojuszniczych, młodzieżowego zaplecza oraz teczek „służb” akademickich. Potrzebne są też opinie świadków. Doświadczenia b. NRD wskazują, że w środowiskach akademickich wystarczył uścisk dłoni bez pozostawienia innych śladów, aby doszło do współpracy i np. deklaracji załatwiania niewygodnych osób. Niewygodnych wykańczano także psychicznie, stosując ostry mobbing i to była bardzo mocna broń, bo jej stosowanie trudne jest do udowodnienia szczególnie przy analizach tylko teczek bezpieki. Niestety u nas nie ma woli, aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. Bez udziału czynnika ludzkiego, jeszcze żyjących świadków, niewyjaśnione pozostaną okoliczności wielu błyskotliwych karier akademickich jednych a druzgotania drugich . 
Mimo że na uczelniach łamano elementarne prawa człowieka, bo na mocy „prawa” nie istniały możliwości odwoływania się do sądu, do tej pory w wolnej, demokratycznej Polsce los pokrzywdzonych nikogo nie interesuje. Widocznie byli słabi, niekompetentni skoro ich załatwiono. Tak „rozumują” autorytety moralne i intelektualne polskiego środowiska akademickiego. A dostępu do teczek nie chcą umożliwić. Wiedzą, co czynią! Teczki uczelniane z materiałami zbieranymi na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentów, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych, a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują się na „prawo” stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować czy niszczyć. Co więcej, teczki są modelowane do dnia dzisiejszego, uzupełniane dla polepszenia wizerunku katów i pogorszenia wizerunku ofiar. Gdyby to czyniły służby bezpieczeństwa, podlegałoby to pod odpowiednie ustawy, ale uczelnie są autonomiczne. Nie jest to właściwa metoda naukowa, ale kto by jeszcze na uczelniach zajmował się takimi sprawami. Liczy się tylko ilość profesorów belwederskich i ilość wydanych dyplomów. To jest najlepsza metoda na pozytywny wizerunek uczelni i na większy szmal z kieszeni podatnika. Jeśli się resztę schowa pod dywan, to nikt niczego nie zauważy. 
Trzeba mieć też na uwadze, że i polski wymiar sprawiedliwości nie został oczyszczony, a sądy nie zawsze są zainteresowane dochodzeniem prawdy. W wyrokach sądowych można przeczytać np.: „nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron”. Jasne jest zatem, że wyjaśnienie, kto był katem, a kto ofiarą, gdy tylko jedna za stron posiada autonomię na badanie prawdy, w naszym systemie nie jest proste, o ile w ogóle możliwe. 

Jawna koncepcja niejawności 

Niejawność jest wpisana w system nauki i edukacji w Polsce. Nie ma nawet organu właściwego do gromadzenia szczegółowych danych dotyczących dorobku naukowego poszczególnych nauczycieli akademickich i nie ma woli, aby taki organ zaistniał. Obecnie działającym organom taka wiedza nie jest potrzebna. Można by zapytać: po co prowadzić badania, jeśli to, co się zrobi, ma być niejawne? Ale jest w tym sens. Jeśli nie ma jawności, to przecież niewygodnemu można zarzucić np. niekompetencję i nie można sprawdzić, czy większy dorobek ma „kompetentny”,czy „niekompetentny”. 
W tajności jest ukryty wielki sens nauki polskiej, której poziom liczy się ilością belwederskich profesorów o dorobku niejawnym, promowanych przez gremia o dorobku także niejawnym. Decydenci twierdzą, że ci, którzy mają tytuły i wysokie stopnie, to najlepsi z najlepszych, ponieważ zostali prześwietleni. Niestety, wyniki owego prześwietlenia są niejawne… 
Teczki uczelniane nie są i nie były przedmiotem zainteresowania ani Ministerstwa Edukacji, ani Instytutu Pamięci Narodowej. IPN podpisuje współpracę z uczelniami, ale to historycy tych uczelni mają mieć dostęp do akt IPN, natomiast IPN do akt tych uczelni dostępu nie ma. Jeśli np. IPN nie ma akt na jakąś osobę, a akta ma uczelnia, to jest to jej autonomiczna decyzja, czy je udostępni zainteresowanemu. Tym sposobem historii nauki i edukacji nie da się poznać. A szkoda, gdyż ma to wymiar także teraźniejszy. Czyszczenie kadrowe w czasach komunistycznych przeprowadzono na wielką skalę i w istotnym stopniu wpływa to nadal na kiepską kondycję nauki i edukacji w Polsce. 

Czarna księga komunizmu w nauce i edukacji 

Przez Polskę przewala się fala dyskusji nad lustracją i dekomunizacją. To, co powinno być zrobione w okresie transformacji, spóźnione jest już o całe 15 lat. Na ogół postuluje się, aby dekomunizacja obejmowała głównie polityków, czasem także wymieniani są dziennikarze. 
A co z profesorami? Dlaczego studenci mają się uczyć w salach imienia wybitnego autorytetu moralnego i intelektualnego, który był tajnym albo jawnym współpracownikiem sił zniewalających polski naród? Dlaczego naukowe dokonania towarzyszy partyjnych opiniują członkowie dawnej podstawowej organizacji partyjnej albo biura politycznego? Dlaczego Akademia Nauk Społecznych rozwiązana została jedynie formalnie, bo realnie funkcjonuje na innych uczelniach? Dlaczego b. członkowie POP PZPR i Biura Politycznego mają gwarantowane akademickie etaty (nieraz wiele etatów) niemal dożywotnio, a ich ofiary są bezetatowe? Takich pytań można by postawić wiele. Prezes IPN w jednym z wywiadów powiedział: „Trądem w sposób szczególny były dotknięte szkoły wyższe”. Problem w tym, że trąd ten nadal panuje w pałacu nauki i edukacji. 
Niestety „Czarna księga komunizmu w nauce i edukacji” jak do tej pory nie ma szans na powstanie, mimo że „gruba kreska” w nauce nie powinna być stosowana. Opracowaniem księgi nie jest zainteresowana nawet Polska Akademia Umiejętności, przynajmniej w przypadku zaangażowania osób niezależnych w myśleniu i działaniu. Natomiast władze UJ chętnie mówią nawet o projekcie badań nad inwigilacją środowiska akademickich na szerszym tle, ale w takiej postaci, żeby projekt realizowali tylko historycy UJ. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, że na mocy Akademickiego Kodeksu Wartości pracownicy UJ muszą podpisywać „lojalkę”, więc tylko lojalna historia może wyjść spod ich piór. 
Tak jednak być nie może. Potrzebne są studia rzetelne, lojalne w stosunku do faktów, a nie w stosunku do władzy. Potrzebne są badania interdyscyplinarne prowadzone także przez nie-historyków i przez zespoły niezależne od władz danej uczelni. Oczywiście najlepiej, aby nad tymi badaniami patronat miał Instytut Pamięci Narodowej. Wcześniej czy później prawda winna wyjść na światło dzienne. Ważne, aby wyszła wcześniej. Życie akademickie z trupem w szafie jest nie do zniesienia, a ukrywanie trupa pochłania wiele energii, której często już nie starcza na nawiązanie kontaktu z nauką światową. 

Józef Wieczorek 

Opublikowano w Magazynie OBYWATEL nr.2 (22)2005 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=77

2005-04-08

Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’

Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’ 

Szanowny Pan Profesor Leon Kieres 
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej 
ul. Towarowa 28 
00-839 Warszawa 

Szanowny Panie Prezesie, 

Załączam mój ostatni tekst ‚Czarna Księga Komunizmu (uniwersyteckiego )’ opublikowany w magazynie ‚OBYWATEL’ nr 2, 2005 ( wersja elektroniczna – http://www.obywatel.org.pl/index.php?menu=0&msgid=696a) z nadzieją, że tekst zwróci wreszcie uwagę IPN na potrzebę rzetelnego opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’. 

Problem ten poruszałem także we wcześniejszych tekstach publikowanych w prasie, bądź w internecie: 

Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP 
http://www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=37 
[tekst nie mógł się ukazać w Biuletynie IPN, w Dzienniku Polskim – kontrolowanym przez wladze UJ, ani w Tygodniku Solidarność] 

Lustracja środowiska akademickiego ? 
http://www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=67 

Stanowisko Niezależnego Forum Akademickiego w sprawie lustracji środowiska akademickiego 
http://www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=63 

CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI: 
http://www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html 

w tym: m.in. 
POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU 

SOLIDARNOSĆ UJ A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI 

Mój jubileusz – 
http://www.naukowcy.republika.pl/jubileusz.html 
(który oczywiście nie mógł się ukazać w kontrolowanym przez Rektora UJ miesięczniku Alma Mater) 

Niestety tekst ‚Tajne teczki UJ ….’ przesłany do Biuletynu IPN nie został w nim zamieszczony ze względu na cezurę czasową (?) chociaż dotyczy lat 80-tych, a moim zdaniem naświetla problem istotny dla prac IPN. Wnioski jakie można z niego wyciągnąć uchroniłyby IPN przed podejmowaniem nieprzemyślanych (?) jak sądzę decyzji co do współpracy z osobami czy instytucjami, które winny być nie tyle patronami opracowań o ciemnych czasach PRL, co raczej ich ‚bohaterami’. 

Zdecydowałem się na ten list zbulwersowany tekstem prof. Jerzego Wyrozumskiego – ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ opublikowanym w ostatnim numerze (69) miesięcznika Alma Mater http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/69/01/22.html .Tekst, jak pisze autor, został opublikowany za wiedzą i zgodą Pana Rektora Franciszka Ziejki, który patronuje badaniom nad represjami krakowskiego środowiska akademickiego w okresie PRL w porozumieniu z IPN.

Profesor J. Wyrozumski kiedyś‚przewodniczył komisji senackiej, mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ’ . Niestety jak wynika z zawartości tekstu komisja ta nie przedstawiła rzeczywistego stanu rzeczy, zapewne ze względu na konflikt interesów. Sam Prof. J. Wyrozumski, jako prorektor UJ, ma na swym sumieniu działalność na rzecz nieprzywracania do pracy w UJ niewygodnych nauczycieli akademickich usuwanych na podstawie ustawy z 1982 r. i na rzecz nieujawniania niewygodnych dokumentów z tamtych lat. Oczywiście zapewne tylko ze względu na skromność prof.J. Wyrozumski tego nie podaje.

Jako sekretarz generalny PAU w sposób arogancki, wręcz obraźliwy, odniósł się do projektu badań nad opracowaniem Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji co dokumentuję na stronie http://www.naukowcy.republika.pl/czarna_ksiega.html. 

J. Wyrozumski bezczelnie kłamie pisząc ‚Nie było w Uniwersytecie pozamerytorycznych negatywnych ocen..’ w sytuacji kiedy takie oceny były wystawiane w 1986 r. przez komisje anonimowe ! (o czym wie doskonale, chociażby ode mnie !) a ich składu, ani też merytorycznego uzasadnienia zarzutów do dnia dzisiejszego władze UJ ( z rektorem F. Ziejką na czele) nie zamierzają przedstawić.

 Mam dokument od prorektora J. Wyrozumskiego, w którym twierdzi, że komisja nie była anonimowa, mimo że żadnego nazwiska nie podaje (anonim – nieznany z nazwiska) i władze UJ do dnia dzisiejszego anonimowości komisji bronią niczym niepodległości. Niestety do tej pory nie zostały rozliczone, ani udokumentowane represje ze strony służb akademickich działających podobnie jak służby specjalne, lecz o wiele bardziej skutecznie.

Zresztą sprawa powiązań (tożsamości ?, symbiozy) służb akademickich i służby bezpieczeństwa winna być skrupulatnie zbadana, i to nie tylko na podstawie zachowanych dokumentów ze względu na świadome ich niszczenie. Np. moja teczka personalna w momencie usuwania mnie z UJ kończyła się na roku 1980, a obecnie zawiera głównie makulaturę, gdy istotne dokumenty zostały zaaresztowane lub zniszczone. Strona UJ na procesach sądowych (sąd pracy 1998-2000) twierdziła, że bezwartościowych dokumentów się nie trzyma, a sąd potwierdzał bezwartościowość zniszczonych dokumentów ( oczywiście bez zapisów w protokole, bez okazania protokołów niszczenia, oceny zniszczonych dokumentów !!! ). Zapewne do tych ‚bezwartościowych’ dokumentów należały nie tylko merytoryczna ocena mojej działalności naukowej i edukacyjnej w UJ, mojego ‚negatywnego oddziaływania na młodzież akademicką’ a także ‚podszywania się pod Solidarność’ – ‚oceny’ służące do skazania mnie na śmierć zawodową ! Poczynania władz UJ, w tym Rektora F. Ziejki, jasno wskazują, że za naczelną metodę poszukiwania prawdy władze uważają jej niszczenie o ile jest dla nich niewygodna. Moje tłumaczenia, że taka metoda nie jest ani naukowa, ani moralna, nie odnoszą żadnego skutku. 

Podkreślam podobieństwo moich procesów sądowych (a raczej ich parodii) do procesów w czasach stalinowskich – czas trwania rozprawy w sądzie apelacyjnym nie przekroczył chyba 5 min, a w kilku rozprawach nie przesłuchano ani jednego świadka, ani nie zapoznano się z zaaresztowanymi dokumentami informując, ze sąd nie jest od tego aby dochodzić prawdy (!) a władze UJ mogą wystawiać opinie takie jakie chcą bez dokumentowania ich zasadności.Rezultaty tych procesów, które określały niekompetencje sądów do rozwiązania problemu w pełni zadowalają wladze UJ, które dla dobicia mnie rozpowszechniają je jako dowód na moją niekompetencję do pracy na UJ. 

Chciałbym zwrócić uwagę na represyjność władz UJ, które do dnia dzisiejszego nie zamierzają zrehabilitować ani przywrócić do pracy usuniętych nauczycieli akademickich na podstawie fałszywych – na wzór esbecki oskarżeń. Po okupacji niemieckiej i po okresie stalinowskim było to możliwe, jak i była możliwa rehabilitacja osób niesłusznie oskarżanych. Obecnie nie jest to możliwe. Metody ujbeckie są bardziej skuteczne. ‚Mnie uczyć zakazano’ – to nie jest skutek dyrektywy Hansa Franka, lecz największych, autonomicznych ‚autorytetów’ moralnych i intelektualnych. 

Dodam jeszcze, że zbiory naukowe -geologiczne w pełni przetrwaly rządy Hansa Franka, (T.Bałuk -Ulewiczowa – Wyzwolić sie z błędnego koła ) ale w części nie przetrwały rządów ‚poszukiwaczy prawdy’ UJ (sam resztki przedwojennych zbiorów w latach 70-tych zbierałem na przed-instytutowej hałdzie i pokazywałem studentom, w ramach negatywnego na nich oddziaływania). Po usunięciu mnie z UJ ‚poszukiwacze prawdy’ wyrzucali moje zbiory naukowe, które w części ukrywałem wywożąc poza Kraków, tak jak w czasie okupacji niemieckiej ukrywano np. Ołtarz Mariacki. O losach moich zbiorów (oczywiście nie tej samej wartości, ale dla mnie i dla nauki ważnych) ani J.Wyrozumski ani inni ‚badacze’ historii nauki ani słowem nie wspominają. Nie bez przyczyny ! 

Jako wychowawca, (w krótkim okresie czasu – 1980-1986) wielu aktywnych pracowników naukowych mogę określić, że straty wynikające z usunięcia mnie z uczelni wyniosły co najmniej kilkudziesięciu aktywnych pracowników naukowych ( których już nie mogłem uformować) i wiele dziesiątek prac naukowych, których już nie mogłem i nigdy nie będę mógł napisać. Niestety mimo wcześniejszych moich pism IPN podpisał współpracę z UJ nie bacząc na wybitne ‚zasługi’ władz UJ dla utajniania i niszczenia niewygodnych dla UJ dokumentów i pisania ‚jedynie słusznych’ historii! Widać ‚autorytet’ UJ nie może być naruszany ! – bez względu na fakty. Jeśli fakty są inne – tym gorzej dla faktów ! Fakty się niszczy, fałszywe historie się pisze. 

Obecny stan rzeczy, kiedy beneficjenci systemu komunistycznego mogą pisać fałszywe historie ku swojej czci i chwale mając dostęp do źródeł i do finansów, a ofiary nie mają żadnych szans na dostęp ani do dokumentów, ani do środków finansowych – nie jest dopuszczalne w żadnym cywilizowanym systemie. Nie mając osobowości prawnej a jedynie naukową nie mam szans na realizację (akceptację) projektu badań nad represjami środowiska akademickiego w czasach komunistycznych ( i nadal kontynuowanych). 

Oczekuję od IPN powołania specjalnej komisji złożonej z niezależnych badaczy w celu opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’ , oceny represyjności nie tylko władz politycznych i esbeskich, ale także władz uczelnianych w stosunku do niezależnych nauczycieli akademickich, rozpoznania współdziałania tych władz, oraz określenia strat materialnych i intelektualnych stanowiących rezultat represji. 

Oferuję moją osobę do pracy nad realizacją takiego projektu. Bardzo proszę o rzetelne ustosunkowanie się do mojego wystąpienia. 

Z poważaniem 

Józef Wieczorek 

PS. Jerzy Wyrozumski,w swym tekście w ‚Alma Mater’, znanego konfidenta – Lesława Maleszkę, uważa za osobę pokrzywdzoną….., co zostawię bez komentarza, który mam nadzieje napisze IPN. Daje to jednak próbkę tego do czego są zdolni patroni badań nad represjami i wyrządzonymi krzywdami pracownikom i studentom UJ. 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=83

2005-04-29

Wstydliwe sprawozdania – rozrachunki z przeszłością akademicką

 

Wstydliwe sprawozdania – rozrachunki z przeszłością akademicką 

Sprawozdanie „Dziennika Polskiego” (23-06-2005) o„Wstydliwych sprawozdaniach” z wyjazdów zagranicznych nauczycieli akademickich w czasach PRL-u nie do końca można zaakceptować. Ja bym tego nie podpisał, bo obraz jest nieco wypaczony. Oczywiście nie było tajemnicą, że w działach zagranicznych uczelni siedzieli esbecy, lub ich ludzie. Zwykle taki dział określało się „działem utrącania wyjazdów zagranicznych” . Kto był podpadnięty miał z tym kłopoty, nie zawsze dokumentowane na piśmie. Nie było standardem, że łatwiej było dostać paszport służbowy, niż prywatny – dla podpadniętych było wręcz odwrotnie. Gdyby było inaczej to o tych działach można by było pisać nawet pozytywnie, ale nie jest to zasadne. 
Nie ma nawet wzmianki o skutkach „niewłaściwych” sprawozdań z wyjazdów, które prowadziły do formułowania oskarżeń o pisanie „nieprawdziwych” sprawozdań . Takie oskarżenia i inne, formułowała np. anonimowa do dnia dzisiejszego komisja UJ z 1986 r. (chociaż nie jest tajemnicą, że jej pracami na najwyższym szczeblu uczelnianym kierował ówczesny prorektor UJ – A. Koj) weryfikująca na podstawie ustawy z r. 1982 niewygodnych pracowników a skutki tej weryfikacji trwają do dnia dzisiejszego. Żaden z rektorów, żaden z senatów UJ, do dnia dzisiejszego nie podważył absurdalnych, sfingowanych zarzutów stawianych pracownikom i nie przedstawił merytorycznych uzasadnień. Wręcz przeciwnie w pełni je akceptują do dnia dzisiejszego! A co więcej dla skompromitowania nadal niewygodnych osób gromadzi i przetwarza się dane, odpowiednio modyfikowane, gdyż tacy osobnicy niezadowoleni ze swojego losu, na który zostali skazani, mogliby doprowadzić do destabilizacji życia akademickiego! Trzeba ich wyeliminować! To nie są relacje z lektury teczek SB, lecz z lektury teczek akademickich! SB już nie ma, metody esbeckie – są. Na uczelniach pozostały! 
Niestety „Dziennik Polski” do tej pory nie puścił na swoich łamach przed miesiącami nadesłanego tekstu „Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ´prawa´ stanu wojennego nad Konstytucją III R”, który jednak został opublikowany w „Niezależnym magazynie publicystów – Kontrateksty” (http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=16&id=419co najlepiej obrazuje, że podobnie jak w okresie PRL-u nadal potrzebna jest prasa niezależna, bo ta zależna, jak Dziennik Polski , oczywiście takich tekstów wstydliwych dla swoich sponsorów, nadzorców, oczywiście nie puści. 

Nie bez przyczyny Rektorzy nie chcą lustracji (Gazeta Wyborcza 23.06.2005) . Wiedzą, czego nie chcą. Obecnie są niekwestionowanymi, pod karą dożywotniej śmierci zawodowej, autorytetami moralnymi i intelektualnymi, a gdyby prawda wyszła na jaw chyba niejeden nauczyciel akademicki by się musiał najeść wstydu, i mógłby stracić wylansowany przez zależne media – „autorytet”. 
Teczki esbeckie należy ujawnić do badań, ale chyba ważniejsze by było ujawnienie teczek PZPR, no i tak pilnie strzeżonych, a także niszczonych i modyfikowanych ze względu na niewygodną dla „autorytetów” treść – teczek akademickich. Teczki takie, przynajmniej w zasadniczej, najbardziej interesującej dla poznania prawdy treści, do dnia dzisiejszego – podobno w sposób zasadny na podstawie ustawy z r. 1983 są tajne, a przeciwko temu nawet RPO, a zarazem podwładny rektora UJ – nie oponował!!! 
Należałoby też zwrócić uwagę na jakby wstydliwie przemilczany w ogólnej prasie tekst Prof. J. Wyrozumskiego „POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ” opublikowany w 69 numerze miesięcznika Alma Mater(http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/69/01/22.html).Tekst, jak pisze autor, został opublikowany za wiedzą i zgodą Pana Rektora Franciszka Ziejki, który patronuje badaniom nad represjami krakowskiego środowiska akademickiego w okresie PRL w porozumieniu z IPN. Profesor J. Wyrozumski kiedyś„przewodniczył komisji senackiej, mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ´. Jerzy Wyrozumski, w swym tekście w „Alma Mater”, znanego konfidenta – Lesława Maleszkę, uważa za osobę pokrzywdzoną. Są też jeszcze inne „kwiatki” w tym sprawozdaniu komisji, ale jak do tej pory i IPN milczy w tej sprawie. Może nie ma dokumentów, ale są jeszcze ludzie, którzy trochę wiedzą. Niestety uczeni jakby nadal wstydzili się pozyskiwania niewygodnej wiedzy. 

Józef Wieczorek 

Tekst oczywiście nie został „puszczony” przez „Dziennik Polski” 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=111

2005-07-18

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII 

 

Zdumiewający jest tekst ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ napisany przez prof. Jerzego Wyrozumskiego i zamieszczony za wiedzą i zgodą Rektora Franciszka Ziejki w 69 numerze Alma Mater (r. 2005).(http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/69/01/22.html). Tekst dotyczy wyników prac komisji senackiej, ‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u’ i stanowi reakcję na fakt, że ‚psychoza lustracyjna zatacza coraz szersze kręgi’. Niestety tekst ten stanowi raczej dowód, że coraz szersze kręgi zatacza proces zakłamywania historii bardzo niewygodnej dla oficjalnych kręgów akademickich.

Bezużyteczny raport 

Sam autor tak pisze o zebranych dokumentach do opracowania raportu – jest to ‚ ubogi materiał, częściowo bezużyteczny’. Rzeczywiście ubóstwo materiału jest porażające zważywszy na fakt, że materiał zbierany był pod kierunkiem znanego historyka, b. prorektora UJ, a obecnie sekretarza Generalnego PAU i członka Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów(http://bazy.opi.org.pl/raporty/opisy/instyt/13000/i13587.htm), czyli gremium oceniającego kto umie a kto nie umie zbierać i interpretować materiały naukowe, na tyle aby być ‚licencjonowanym’ naukowcem.
Z tekstu wynika, że materiał zbierany był co najmniej nieporadnie. Otóz autor pisze ‚zwróciłem się 27 sierpnia 1990 roku do jednostek naukowo–dydaktycznych UJ z apelem adresowanym do wszystkich pracowników. Indywidualnie zwróciłem się z tym samym apelem do profesorów emerytowanych’ . Niestety nie pisze dlaczego się nie zwrócił do pracowników usuniętych z uczelni skoro miał rozpoznać krzywdy, a usunięcie z uczelni należało do krzywd szczególnie dotkliwych. Pokrzywdzonych szczególnie należałoby szukać poza murami uczelni, poza listami płac, bo zwykle pokrzywdzeni żadnych płac już w UJ nie otrzymywali, nawet jak jeszcze pracowali naukowo.

Pod względem metodycznym takie zbieranie materiału jakie przeprowadziła komisja senacka wydaje się być bezsensowne, stąd ubóstwo materiału i jego bezużyteczność łatwe do przewidzenia na samym początku tak zaplanowanej działalności badawczej. Takich błędów nie powinien robić student historii, a co do dopiero utytułowany historyk.
Autor pisze ‚Nie ulegało wątpliwości, że konieczne będą badania w archiwaliach PZPR, których ja osobiście podjąć nie mogłem. Nie było zresztą pewności, czy odpowiednie opinie i zalecenia czynnika politycznego były formułowane na piśmie, a jeżeli tak, czy jako tajne nie uległy zniszczeniu’. Oczywiscie brak materialu z PZPR, która stanowiła głowę systemu bez której żadna istotna decyzja, żaden awans, żaden wyjazd nie mógł mieć miejsca rzutuje również na wartość materiału. Jako długoletni pracownik uniwersytecki autor winien wiedzieć, że zebranie materiału nie tylko czynnika politycznego, ale także ‚czynnika akademickiego’nie jest proste, gdyż na ogół odpowiednie ( a przede wszystkim nieodpowiednie) opinie i zalecenia czynnika trzymającego władzę w uczelni nie były formułowane na piśmie !, a te które na piśmie były formułowane często są nadal tajne lub zostały zniszczone (O wyższości „prawa” stanu wojennego nad Konstytucją III RP http://www.kontrateksty.pl/index.php? action=show&type=news&newsgroup=16&id=419
Autor winien o tym wiedzieć, gdyż także za prorektorskiej kadencji prof. J. Wyrozumskiego utajniano niewygodne dla władz uczelni materiały!

Kosmiczna hipokryzja

Autor pisze ‚Nie było w Uniwersytecie pozamerytorycznych negatywnych ocen’ ale przecież autor doskonale wie, że anonimowe ( do dnia dzisiejszego !) komisje fabrykowaly fałszywe, pozamerytoryczne zarzuty wobec niewygodnych nauczycieli akademickich, a sam autor jako prorektor nie miał zamiaru ich ujawnić. Nic zresztą o tej metodologii kształtowania historii uczelni w swym tekście nawet nie wzmiankuje, a to by przecież podniosło wartość opracowania. Mimo, ze nazwisk członków komisji nie ujawniono autor jako prorektor twierdził, że komisje nie były anoniowe. (anonim – nieznany z nazwiska; patrz – słownik języka polskiego ). Szef komisji senackiej powinien rozumieć znaczenie pospolitych słów. Niestety zdaje się nie rozumiał ani co to krzywda, ani co to jest anonim. Tym samym nie mógł wykonać należycie powierzonego mu zadania.
Szczególną wartość miałyby informacje, że anonimowe komisje opierały się na ‚prawie’ stanu wojennego, na ustawach z 1982 r. a usuwanym z uczelni niewygodnym pracownikom nie przysługiwało odwoływanie do sądu, o czym już całkiem nieanonimowe władze uczelni informowały pokrzywdzonych.

Jeśli niewygodnych nie udało się wcześniej usunąć na drodze dyscyplinarnej, niewygodne dla władz uczelni opinie rzecznika dyscyplinarnego utajniano, i utajnia się do dnia dzisiejszego (na podstawie prawa PRL-u przedkładanego przez władze uczelni ponad Konstytucję III RP!!! ) aby prawda nie wyszła na światło dzienne.
Gdy ostatnio powstawała nowa ustawa ‚prawo o szkolnictwie wyższym’ rektorzy protestowali przeciwko zapisowi o możliwości usuwania rektora przez ministra argumentując to nadużyciami usuwania niewygodnych rektorów w latach 80-tych. Widać uważano to za krzywdę. Niestety usuwanie przez rektorów niewygodnych pracowników na podstawie ‚prawa’ 82 r. za krzywdę się nie uważa, do dnia dzisiejszego. Kosmiczna hipokryzja!
Autor informuje ‚o swoich „krzywdach” pisali pracownicy, którzy właśnie byli w Uniwersytecie uprzywilejowani, np. jako członkowie partii.’ Niestety nic nie pisze o listach pracowników niepartyjnych, którzy byli nieuprzywilejowani a w uczelni byli krzywdzeni. Takie listy jako prorektor czytał, ale przy rozrachunkach nie wziął pod uwagę.

Mglistość postaw moralnych

Autor pisze, że w 1982 r. były ‚tarcia między lokalnymi czynnikami politycznymi a władzami Uniwersytetu co do klauzuli o tzw. postawie politycznej, którą w końcu sprowadzono do mglistej formuły postawy moralnej’ . Kilka lat później jednak mgły całkowicie przesłoniły horyzont rektorski i oceny moralne wręcz zdominowały oceny niewygodnych nauczycieli. Oskarżenia o ‚negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką’  i odsuwanie nauczycieli od dydaktyki w czasach PRL-u było standardowym działaniem represyjnym wobec niewygodnych nauczycieli akademickich. Takie oskarżenia m.in. serwowała, anonimowa komisja z 1986 i prorektor J. Wyrozumski to aprobował, działając na rzecz nieprzywracania do pracy nauczycieli usuwanych na podstawie sfingowanych zarzutów. W artykule swoją aprobatę dla realizacji ‚ mglistej formuły postawy moralnej’ całkowicie pominął.

Mimo wyraźnego bagatelizowania krzywd wyrządzonych pracownikom i studentom przyznaje jednak ‚Niektórych jednak pracowników i studentów UJ dotknęły represje stanu wojennego.’. Do tych dotkniętych represjami zaliczono m.in.mgr. Lesława Maleszkę z Biblioteki Jagiellońskiej. No cóż w 1993 r. kiedy komisja zakończyła pracę nad swym nieszczęsnym raportem może jeszcze nie wiedziano o jego donosicielskiej roli w okresie ( i przed okresem) stanu wojennego, ale w 2005 r. kiedy tekst w Alma Mater został wydrukowany prawdziwa rola Lesława Maleszki jest już poznana (np.http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Pyjas). W tekście nic na ten temat.Czyżby ustalenia komisji senackiej były ponadczasowe, niepodważalne mimo znanych już faktów ? Fakt, że komisja stosując taką metodykę zbierania danych jaką stosowała, nie była w stanie rozróżnić krzywdziciela od krzywdzącego, represjonowanego od represjonującego. ale publikując tekst należało to podkreślić, błędy wytknąć, aby nie kompromitować uczelni i senatu najstarszej polskiej uczelni. W statucie uczelniczytamy ( http://www.uj.edu.pl/uniwersytet/wladze/statutUJ.pdf) ,że UJ kontynuuje‚poszukiwanie prawdy i jej głoszenie w poczuciu odpowiedzialności moralnej wobec Narodu i Rzeczypospolitej Polskiej.’. Odnosi się jednak wrażenie, że ta kontynuacja została przerwana a odpowiedzialność moralna utracona , i są to tylko puste słowa, z których nikt sobie nic nie robi.

Na poznanie prawdy środków publicznych nie będzie

Raport z naukowego punktu widzenia jest bezużyteczny i publikowanie go w taki sposób jak to uczyniono wprowadza jedynie czytelników w błąd. Celem działalności naukowej jest poznawanie prawdy a nie preparowanie i propagowanie bezwartościowych raportów ‚naukowców’.

Niestety orzeczenia komisji uczelnianych bezużyteczne dla poznania prawdy są użyteczne dla uciszania nadal niewygodnych, choć dawno pousuwanych z uczelni nauczycieli akademickich Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda 

List do Rektora UJ 

Trudno się dziwić skoro w raporcie senackiej komsji ekscesy anonimowych komisji zostały uwiarygodnione. Jedynie słuszna akademicka prawda służy więc nadal z powodzeniem do krzywdzenia pokrzywdzonych. Pokrzywdzeni są bowiem niebezpieczni dla panującego systemu co niejednokrotnie w historii zostało potwierdzone.

W 2004 r. autor tekstu – prof. Jerzy Wyrozumski jako sekretarz generalny PAU na projekt opracowania ‚Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji ‚ (http://www.naukowcy.republika.pl/pau/projekt.doc )’ tak zareagował : ‚Nie widzimy możliwości przeznaczenia na taki cel środków publicznych, mających służyć nauce’(http://www.naukowcy.republika.pl/pau/wyrozumski.html).
No cóż, skoro do dziś widzi się zasadność takich działań jakie przeprowadziła komisja senacka pod kierunkiem prof. Jerzego Wyrozumskiego to trudno się dziwić takiej reakcji autora, jakby przestraszonego tym, że prawda mogłaby ujrzeć światło dzienne.
Zgodzić się należy z prof. Jerzym Wyrozumskiem, że środki publiczne winny służyć nauce, ale co te jego poczynania mają wspólnego z nauką ?

Józef Wieczorek, www.geo-jwieczorek@ans.pljozef.wieczorek@interia.pl

P.S. Redakcja Alma Mater do tej pory nie wyraziła zainteresowania opublikowaniem tego tekstu ( brak czasu!), natomiast redakcja Biuletynu IPN uznała przesłanie jej tego tekstu za nieporozumienie. Ja za nieporozumienie, a nawet za skandal uważam opublikowanie w ‚Alma Mater’ w 2005 r. tekstu Jerzego Wyrozumskiego ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’
– bez komentarza , bez możliwości polemiki ! Prezes IPN podpisał współpracę z Rektorem UJ w zakresie badań nad przeszłością więc IPN nie powinien umywać rąk na widok takiego tekstu. Wybuch bomby lustracyjnej z opóźnionym zapłonem jaki miał ostatnio miejsce na UJ
najlepiej wskazuje, że ukrywanie niewygodnych spraw pod dywanem i okłamywanie społeczeństwa informacjami o rzekomym samoczyszczeniu środowiska akademickiego ( medialne rewelacje Rektora UJ) kompromitują jedynie to samopobrudzone środowisko. 

Józef Wieczorek

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141

2005-11-26

Uzupełnienie 7.05.2012

Jaki przykład dają nauczyciele historii wzorcowej polskiej uczelni, ci sami, którzy dyskwalifikują innych za niewłaściwą metodologię ?
Jak wyglądają dobre praktyki akademickie – mimo rozlicznych komisji ‚etycznych’ ds. Dobrych obyczajów, dobrych praktyk ?
Czemu złe obyczaje, złe praktyki , szczególnie te ‚wzorcowe’ stosowane przez decydentów nie podlegają żadnej kontroli, żadnemu napiętnowaniu, żadnej działalności naprawczej ?
A jedynie wykluczaniu z systemu podlegają ci , którzy by się ośmielili w tym kierunku podążać !

Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów

Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów 

W ostatnich dniach media (Gazeta Wyborcza, częściowo także Rzeczpospolita i in.) w związku z ogłoszeniem przez Gazetę Polską listy konfidentów SB na UJ informowały o skandalu lustracyjnym, o dramacie człowieka, który rzekomo znalazł się na tej liście. Chodzi o spektakl medialny wokół dr Marka Kuci – adiunkta socjologii UJ, który nosi to samo imię i nazwisko co uważany za konfidenta wg Gazety Polskiej niegdysiejszy student prawa. Problem w tym, że w artykule w GP nie było najmniejszej nawet sugestii, że chodzi o tą właśnie osobę. Nikt adiunkta o donoszenie nie pomówił, nie oskarżył. Skąd ten zgiełk ? Przecież jak prasa podaje, że np. Jan Kowalski coś np. ukradł, nie ma zgiełku medialnego na temat dramatu innych Janów Kowalskich rzekomo pomówionych w mediach o kradzież. Nie ma też postulatów, aby wreszcie skończyć z pisaniem np. o złodziejach po nazwisku, bo można tym skrzywdzić niewinnych. 

Jak wynika z wypowiedzi samego ‚poszkodowanego’ nie zauważył on aby był w stanie dramatycznym. Nikt go z pracy nie zwolnił, ani nie miał zamiaru , nie udzielił nagany, ostracyzmem bynajmniej nie został objęty. Objęty został natomiast zgiełkiem medialnym na okoliczność manipulowania faktami w celu zdyskredytowania lustracji. 
Fakt, że Rektor UJ zaprosił go przez pomyłkę na rozmowę razem z niewątpliwymi agentami. Ale się szybko wyjaśniło, że to pomyłka raczej zrozumiała dla wszystkich, którzy znają standardy pracy administracji uczelnianej. To nie kompromitacja listy GP tylko co najwyżej nieprofesjonalnych działań administracji UJ. 

Władze uczelni natychmiast oświadczyły: ‚Mamy nadzieję, że los zgotowany panu dr. Markowi Kuci będzie przestrogą dla autorów kolejnych tego typu publikacji. Suche listy imion i nazwisk agentów SB, bez szerszej informacji o osobach na nich figurujących, mogą stać się przyczyną wielu ludzkich dramatów”.Ale o jaki dramat ludzki tu chodzi ? 
Doktor wie kim jest i kim był. Nie stracił poczucia własnej tożsamości, ani poczucia własnej wartości , czego chyba nie można powiedzieć o zgiełkotwórcach. Nie chodzi tu o dramat osoby ludzkiej, lecz chyba o dramat polskich mediów, wspieranych przez autorytety, które jakoś nie mogą sobie poradzić ze swoją medialnością i moralnością. 

Wizja walki z demonami przeszłości jakby zdemonizowała ich teraźniejszość – w heroicznej walce o zakłamywanie historii stosują metodę politycznego bulteliera –‚To lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud uwierzy’. 
Władze tej samej uczelni usuwały z uczelni niewygodnych nauczycieli na podstawie ‚prawa’ stanu wojennego, na podstawie sfingowanych zarzutów, skazywały ludzi na śmierć zawodową, pozbawiały warsztatów pracy i środków do życia , i o losie jaki im zgotowały bynajmniej mediów nie informują – taktownie, zapewne przez skromność. Żadnych przeprosin, żadnych rozmów, żadnych oświadczeń, żadnych deklaracji naprawy krzywd. Wręcz przeciwnie! Losem pokrzywdzonych władze uczelni bynajmniej się nie interesują, no chyba że chodzi o przygotowanie dla zaprzyjaźnionych siepaczy ‚suchych’ informacji, wyrwanych z kontekstu, zmanipulowanych, aby w mediach dołożyć jeszcze po latach – niewygodnym, bo nadal niestety żywym i próbującym odsłaniać niewygodne dla uczelni prawdy. Tym, że ich ‚suche’ informacje mogą stać się przyczyną ludzkich dramatów władze się nie przejmują – bo o to właśnie chodzi ! ‚Gazeta Wyborcza’ tak lamentująca nad dramatami ludzkimi chętnie takie kopniaki zamieszcza a pokrzywdzonym nie daje żadnych szans na obronę. (np.Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Herodahttp://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=16&id=529) Nie musi ! Czy w Polsce ktoś bez grosza może wygrać z potentatem medialnym ? 

Autorytety moralne tak pięknie w mediach wyrażające troskę nad rzekomymi dramatami rzekomo skrzywdzonych, pozostają całkiem obojętni na skrzywdzonych naprawdę. Krzywda realna nie jest medialna, więc po co autorytet takimi ‚nieudacznikami’ ma się zajmować. Na dramaty ludzkie, szczególnie te które są spowodowane przez ich pracodawców, czy orderodawców, autorytety taktownie nie reagują nawet jednym medialnym słowem, poświęcając całą uwagę doskonaleniu zaawansowanych technik utrzymywania higieny kończyn górnych. 

Na uczelni dr Marka Kuci powstał raport specjalnej komisji senackiej na temat pokrzywdzonych w PRLu. Raport opracowano w 1993 r,. ale upubliczniono go dopiero w 2005 r. w Alma Mater(miesięcznik UJ) w ramach walki z oszołomami lustracyjnymi. 
(por.<> Powracająca fala zakłamywania historiihttp://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=1065 

Jest tam też lista pokrzywdzonych, którą można nazwać od nazwiska głównego autora – listą Jerzego Wyrozumskiego – profesjonalnego, utytułowanego historyka. Na liście figuruje np. Lesław Maleszka, żeby ograniczyć się do najbardziej znanej postaci ze świata donosicieli. Trudno by tam szukać pokrzywdzonych dożywotnio. 
‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała lamentu medialnego, nikt nie protestował, że miesza się krzywdzicieli z pokrzywdzonymi na jednej liście, jakby deprecjonując ‚osiągnięcia’ znanego profesora. Autorytety taktownie milczą.‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała rutynowego, ani specjalnego oświadczenia uczelni. No cóż, jak się samemu skandal powoduje to się go nie rozgłasza, tylko knebluje usta tych, którzy by chcieli ten fakt upublicznić. Za największy skandal bowiem uważa się upublicznianie skandali, szczególnie skandali rzeczywistych i dotyczących wszechnic, czy osób cnót wszelakich. Skandale wirtualne są natomiast mile widziane, szczególnie jeśli służą do przedstawienia pożądanego, choć fałszywego obrazu rzeczywistości. 

Józef Wieczorek 

Tekst opublikowany w : KONTRATEKSTY -niezależny magazyn publicystów 
Wydanie nr: 42, 9 grudnia 2005
 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=144

2005-12-09

List do senatora Piotra Andrzejewskiego w sprawie dekomunizacji

List do senatora Piotra Andrzejewskiego

w sprawie dekomunizacji 

Niezależne Forum Akademickie 
ul.Smoluchowskiego 4/1 
30-069 Kraków 

Szanowny Pan Senator RP 
Piotr Andrzejewski 

Szanowny Panie Senatorze, 

Jako prezes Fundacji Niezależne Forum Akademickie i jednocześnie redaktor portalu Niezależne Forum Akademickie (www.nfa.pl) skupiającego niezależnych członków środowiska akademickiego wyrażam zadowolenie z podjęcia działań na rzecz opracowania ustawy dekomunizacyjnej. Jestem za tym, aby dekomunizacja objęła także rektorów i dziekanów uczelni, dyrektorów instytutów naukowych, członków rad naukowych i centralnych instytucji akademickich. Niestety do tej pory system nauki i edukacji w Polsce głęboko jest zakorzeniony w PRL i najwyższy czas aby przeprowadzono w nim głębokie zmiany systemowe, do których należy także dekomunizacja. Wiele patologii jakie dotykają naukę i edukację w Polsce związane jest z układami pozamerytorycznymi mającymi swoje źrodło w powiązaniach dawnych działaczy partyjnych, a także wspólpracowników służby bezpieczeństwa. 

Z wyrazami szacunku 
Józef Wieczorek 

P.S. 
Teksty na NFA www.nfa.pl uzasadniajace to stanowisko : 

Kiedy koniec PRL-u w polskiej nauce? 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=267 

Czarna Księga Komunizmu w Nauce i Edukacji 
http://www.nfa.pl/articles.php?topic=5 

List do Dziekanów Uniwersytetu Warszawskiego w sprawie patologii w nauce. 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=290 

Wojna profesora 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=282 

Dokumentacja sprawy Prof. Grzegorza Gładyszewskiego z Politechniki Lubelskiej 
http://www.nfa.pl/articles.php?id=287

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=293

2006-09-12

Reflekcje (po)Marcowe (68) – na gorąco

Reflekcje (po)Marcowe (68) – na gorąco 

No cóż, 40 lat minęło . I co nam zostało z tych lat ? Dla jednych była to trampolina do życiorysu, dla innych plama na życiorysie trudna do zmazania. Dla jednych to była separacja od społeczeństwa, dla innych wymuszona mobilność. W środowisku akademickim marzec kojarzy się głównie z marcowymi docentami, który to straszak jest przywoływany na każdą niemal myśl o zmianie systemu nauki w Polsce. Niektórzy słyszeli też o usuwanych z uczelni profesorach, doktorach , studentach, którym kariery różnie się potoczyły, ale przestali przynajmniej ‚negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką’ co zaowocowało wychowaniem pokoleń oportunistów, konformistów, serwilistów, czyli systemowych udaczników, czego skutki trwają do dnia dzisiejszego w świecie akademickim, z taką trwogą reagującym na wszelkie zamiary ujawniania teczek (szczególnie akademickich), no może z wyjątkiem rękopisów znalezionych w garażach dokumentujących ubiegłe epoki.

Niestety do tej pory nie mamy Czarnej Księgi poMarcowej nauki polskiej, wykazu kogo zdołowali, kto awansowali, kto żył z podniesioną głową a kto z podręczną strusiówką.

Głównie ogólniki w postaci „Kilka tysięcy studentów zostało relegowanych z uczelni, zawieszonych w prawach studentów lub też musiało starać się o ponowne przyjęcie. Wielu spośród relegowanych otrzymało karty powołania do służby wojskowej.” „z Polski wyemigrowało ponad 15 tys. Żydów bądź osób pochodzenia żydowskiego. Wśród nich było m.in. ok. 500 pracowników naukowych, ok. 1000 studentów”, zamknięto Michnika, wyrzucono z kraju Kołakowskiego i in itd.itp

Przydałby się jednak pełny wykaz pracowników naukowych i studentów usuniętych z uczelni w zwiazku z marcem 68, no i wykaz tych, którzy dzięki Marcowi nabyli praw akademickich (np. docentur, dyrektorskich stanowisk po zlikwidowaniu katedr i tworzeniu instytutów). Oczywiście aby poznać skutki w szerszym kontekście trzeba by poznać wspomnienia dotkniętych tymi wydarzeniami.

Ja np. miałem (nie)szczęście kończyć studia w okresie tych przekształceń strukturalnych kiedy dyrektor pomarcowy, który prowadzał pochody 1-majowe UW, jakoś nie akceptował tych którzy np. nie należeli do ZMS . Ci nieszczęśnicy nawet jak mieli w 99% pewne etaty musieli wykazać się mobilnością, aby zarobić na chleb.

Zwykle się nie pamięta, że po Marcu polikwidowano katedry zasiedziałe przez profesorów uformowanych jeszcze w przedwojennym – burżuazyjnym – okresie, a utworzono instytuty obsadzane przez zwolenników jedynie słusznego systemu. Okresowo przed gabinetami takich dyrektorów tworzyły się długie kolejki asystentów, doktorów uczelni.przepytywanych na okoliczność swojej przydatności do roli nauczyciela akademickiego No tak, naukowo Pan coś znaczy ale jaka jest Pana postawa ideowa ? jaki ma pan kręgosłup aby wychowywać nowe pokolenie budowniczych socjalistycznej ojczyzny ? Kto takiego kręgosłupa nie miał – odchodził.

Jakoś jako student byłem świadkiem takich scen, a niedługo potem i mnie to dopadło. Mając 99% zapewnień od b. kierownika katedry, że etat mam w kieszeni, w 1% zdołałem się zmieścić bez problemów ! Z ankiety kandydata na etat jasno wynikało, że to margines (a)społeczny, który młodzieży nie wychowa jak należy.

Na pytanie : A przynależnością do ZMS to się Pan nie zhańbił ? odpowiedziałem – A nie!Wyszedłem, zamknąłem drzwi i tak zacząłem nielegalną działalność naukową, okresowo co prawda przerywaną etatami, ale nie zmieniało to charakteru głównie nielegalnego uprawiania nauki, no i co najważniejsze psucia młodzieży, co przez jakiś czas sprawiało mi szczególną przyjemność i nawet odnosiłem w tej materii pewne sukcesy, co potwierdza dożywotnie (jak się okazało) wykluczenie mnie z roli nauczyciela akademickiego.

A przecież mogło być inaczej ! Jasne że mogło. Oczywiście można było zrobić szybką karierę naukową u takiego partyjniaka, bo potrzebował wychować doktora, aby zostać profesorem i z tej potrzeby chwili inni korzystali (udacznicy !) wzmacniając swoją pozycją naukową przynależnością do wiodącej siły narodu.

Kariery umocowane politycznie były na porządku dziennym, a niektórzy dopiero odczuli brak podpory na początku tworzenia tzw. IV RP ogłaszając się pierwszymi ofiarami tej budowy. Ale to jest raczej temat na obszerny esej.

Po Marcu, aby zwiększyć pieczę nad umysłami nierozsądnych studentów zmieniono m.in. Reżim studium wojskowego. W miejsce 1 tygodniowego w semestrze szkolenia, wprowadzono szkolenie 1 dniowe w każdy tydzień, aby umysł ( a także zarost ! Tak, tak) był pod właściwą kontrolą. To też by było warto bliżej opisać.

A jak wyglądają relacje między bohaterami Marca a tymi, którzy w ich obronie protestowali, uciekali przed pałkami, armatkami gazowymi, obrzucani wyzwiskami „ Żydów będziecie słuchać?!” Na wiecu na UW krzyczało się „Prasa kłamie’, co zaraz Wolna Europa podawała do wiadomości.

Jeden z bohaterów Marca, po latach walk i prześladowań, został nadredaktorem najpopularniejszej wśród tzw inteligencji – gazety. I co ta gazeta robi ? Często kłamie, niestety! A co robi nadredaktor jak się go o tym poinformuje ? – milczy ! I to jest postęp w stosunku do czasów PRLu.

Wtedy za okrzyk ‚Prasa kłamie’ można było dostać pałką lub pójść do więzienia, teraz można za taki okrzyk zostać tylko zignorowanym, wykluczonym, pójść na margines lub na stronę internetową ( ale to nie jest zasługa ani Marca, ani późniejszych zrywów)

2008-03-08 

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=481

Petryfikacja czy zmiana systemu

Józef Wieczorek & Cezary Wójcik 

Petryfikacja czy zmiana systemu 

Stan obecny – stan niepokoju 

Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszym świecie sukces gospodarczy danego kraju zależy w większym stopniu od zaawansowanych technologii, a w mniejszym stopniu od wydobycia surowców i produkcji prostych dóbr materialnych. Za sukcesem gospodarczym kryją się badania naukowe i ich umiejętne wdrażanie w przemyśle. Świadomość tego faktu zaczyna docierać do coraz szerszego kręgu obywateli. Jeżeli chcemy, aby nasz kraj był czymś więcej niż drugorzędnym członkiem UE, źródłem taniej siły roboczej i rynkiem zbytu dla przestarzałych technologii, to niezbędne jest odpowiednie inwestowanie w naukę. Jej finansowanie w Polsce znajduje się obecnie na tragicznym poziomie – od wielu lat są to ułamki procenta PKB, co stawia nas na samym końcu krajów UE. Na dodatek, wiele z tych pieniędzy jest niestety marnotrawione, a system organizacji nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce stanowi skansen PRL-u. System ten jest co prawda korzystny dla korporacji profesorów („belwederskich”), ale nie jest korzystny dla poziomu nauki i edukacji, a co za tym idzie dla – rozwoju gospodarczego Polski. 

W systemie edukacji rozpoczęto reformy, ale nie zreformowano głowy, czyli pionu szkolnictwa wyższego i nauki, stąd poprawiła się nieco sytuacja na poziomie przedszkolnym, ale im wyżej, tym gorzej. Mimo braku pieniędzy na naukę, nadal istnieje PAN w postaci niezmienionej zasadniczo od czasów, kiedy powołano ją do życia według narzuconych, sowieckich wzorców. Na istnienie takich rozbudowanych struktur oderwanych niemal całkowicie od szkolnictwa wyższego nie stać nawet bogatych krajów. Dubluje się całą infrastrukturę, biblioteki, drogą aparaturę, która i tak często nie jest wykorzystana. Korporacja profesorów, w niemałej części o miernych kwalifikacjach intelektualnych i moralnych, broni dostępu do stanowisk, aparatury i projektów badawczych. 

Liczne rzesze nowych absolwentów ogromnej już liczby szkół wyższych powiększają co prawda statystykę ludzi z wyższym wykształceniem, ale i statystykę bezrobotnych. Coraz powszechniejsze stają się studia doktoranckie, ale poziom doktoratów zdaje się niewiele odbiegać od poziomu dyplomów magisterskich sprzed ćwierć wieku. 

Obecne dyplomy magisterskie na ogół niewiele są warte, ponieważ profesorowie rzadko są w stanie wykształcić dobrych absolwentów. Prowadzą niekiedy po kilkaset prac dyplomowych, nie znając nawet ich treści. Prace dyplomowe można zresztą kupić bez problemu za kilkaset złotych. System kształcenia, jak i poziom opiekujących się pracami profesorów jest taki, że niemal nikt tego nie jest w stanie wykryć, a przy tym mało kto tego chce. 
Konkursy na obsadzanie etatów akademickich są najczęściej „ustawiane”, a kariery od studenta do profesora, a potem nawet dziekana lub rektora, na tej samej uczelni, są wzorcowe dla naszego systemu. Wieloetatowość profesorów ma zapewnić im jedynie lepszy byt materialny, ale jest katastrofalna dla edukacji i poziomu badań naukowych. 

W większości są „ustawiane” także konkursy na projekty badawcze, których rezultaty są zresztą niejawne. Finansuje się mgliście zarysowane projekty o nikłych szansach realizacji, a nie konkretne wyniki badań. Aby być finansowanym, trzeba mieć osobowość prawną, ale osobowość naukowa nie jest konieczna. Wykonawcy i recenzenci projektów badawczych stanowią często zamknięte grono popierających się nawzajem osób, niekiedy z jednej rodziny. Finansuje się obecnie wiele oderwanych od nauki, edukacji, jak i gospodarki jednostek badawczo-rozwojowych, ale zarejestrowanie nowej, konkurencyjnej dla już istniejących, placówki naukowej przez zespoły naukowców o dużych osiągnięciach jest praktycznie niemożliwe. 

Transformacja ustrojowa prawie zupełnie ominęła środowisko nauki i państwowego szkolnictwa wyższego. W latach stanu wojennego wiele osób o niezależnych poglądach zmuszonych było do odejścia z polskich uczelni, podczas gdy awansowali ludzie usłużni wobec reżimu komunistycznego, selekcjonowani według kryterium „mierni, bierni ale wierni”. To oni i ich lojalni wychowankowie stanowią niestety dalej trzon kadr naukowych hamujących rzeczywiste przemiany, które by ten układ mogły naruszyć. 

Pomimo tego w Polsce wciąż pracują wybitne osobistości naukowe i dobre grupy badawcze. Niestety, panuje u nas tendencja do równania w dół, zamiast do promowania tych najlepszych. Tendencji tej sprzyja hierarchiczny system tytułów i stanowisk naukowych, w którym o jakości danego uczonego – w oczach zarówno społeczeństwa, jak i władz – nie świadczy jego dorobek mierzony publikacjami w recenzowanych czasopismach zagranicznych i efekty edukacyjne, lecz ilość dożywotnio nadanych tytułów. 

Z takim poziomem kadr „naukowych” nasze wejście do Europy będzie tylko pozorne, a trzeba wiedzieć, że inne kraje europejskie, które posiadały system podobny do naszego – jak np. Niemcy – wprowadzają obecnie reformy wzorowane na brytyjskich i amerykańskich rozwiązaniach, gdyż i system panujący w wielu krajach unijnych stanowi hamulec dla rozwoju nauki, pomimo dużo wyższego poziomu jej finansowania.

Prezydencki projekt petryfikacji systemu 

Niestety brakuje ogólnej przyszłościowej wizji systemu nauki i edukacji w Polsce, a rektorzy nawołujący niekiedy do dyskusji na temat reform nauki i edukacji – na ogół nie chcą dyskutować na szerszym forum, co najwyżej we własnym gronie. Stan nauki i edukacji to problem dotyczący całego społeczeństwa i taki monopol jednej korporacji jest niemożliwy do zaakceptowania. Potrzebna jest ogólnospołeczna debata nad całościową reformą, a nie podawanie wycinkowych rozwiązań do milczącej akceptacji.

Społeczeństwo jest informowane przez korporację profesorów, że w wyniku konieczności dostosowania się do standardów unijnych opracowany został tzw. prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym. A trzeba wiedzieć, że jest to projekt niezgodny z tzw. kartą bolońską (Wielka karta uniwersytetów europejskich – dokument ogłoszony we wrześniu 1988 roku przez rektorów uczelni europejskich i podpisany także przez rektorów uczelni polskich http://www.uni.torun.pl/uczelnia/dokumenty/statut/katra/ bo jest moralnie i intelektualnie uzależniony od czynników politycznych. Zatem ewentualne przyjęcie go w parlamencie może być zaskarżone do Trybunału Europejskiego. Projekt zresztą petryfikuje dotychczasową hierarchię stopni i tytułów naukowych tak odmienną od rozwiązań europejskich i amerykańskich, w tym taki relikt ubiegłej epoki jak habilitacja czy takie kuriozum jak profesor „belwederski”. Pozostaje także w tym systemie umocowana przy premierze od czasów komunistycznych Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów. Zwiększona ma być i tak autokratyczna władza rektora oraz utrzymana praktyczna nieusuwalność profesorów „belwederskich” ze stanowisk. Projektowana ustawa nie wymaga od profesorów dalszej efektywnej pracy naukowej, mimo że obecnie należą do rzadkości ci, którzy dalej uprawiają naukę po uzyskanej profesurze. Projekt stanowi zwycięstwo korporacji profesorów dobrze pilnującej swoich interesów. Interesy te zabezpieczają ponadto Rada Główna Szkolnictwa Wyższego, która nie ma ochoty zajmować się zgłaszanymi patologiami w szkołach wyższych i ponadto Państwowa Komisja Akredytacyjna, której działania – zupełnie inaczej niż w krajach europejskich – nie są do końca jawne. Zapomniano całkiem o potrzebie instytucji mediatora akademickiego, znanego zarówno z USA, jak i z krajów europejskich. 

Istnieją co prawda rozbieżności między uczelniami państwowymi i niepaństwowymi, ale niestety rektorzy uczelni niepublicznych walczą głównie o utrwalanie patologii w postaci wieloetatowości profesorów, akceptując inne systemowe mankamenty ustawy. Niedobrze to wróży dla przyszłości nauki i edukacji w Polsce.

Czy jest wyjście? 

Niewątpliwie konieczne jest przeprowadzenie w Polsce reformy nauki i edukacji w oparciu o gruntowne rozwiązania systemowe. Bez powiązania nauki i edukacji z gospodarką i otwarciem się na sprawdzone rozwiązania zachodnie, nie jest to możliwe. Obecny system nie przystaje do współczesności. Wiąże on ze sobą elementy tradycyjnego, przedwojennego systemu europejskiego z narzuconymi w latach powojennych rozwiązaniami wzorowanymi na modelu sowieckim. Tymczasem sukcesy na polu nauki i szkolnictwa wyższego, a co za tym idzie także sukcesy gospodarcze, odnoszą kraje, w których wprowadzono różne warianty systemu opartego na rzeczywistej konkurencji i współzawodnictwie zarówno na poziomie poszczególnych uczonych, jak i na poziomie uczelni. Współzawodnictwo to wyraża się z jednej strony na wolnym rynku usług edukacyjnych, a z drugiej w otwartych konkursach na projekty badawcze. W systemie takim nie liczą się tytuły przed nazwiskiem, lecz rzeczywisty poziom naukowy, który reprezentuje sobą dana osoba lub zespół badawczy. 

Proste skopiowanie wzorców zachodnich nie jest możliwe, gdyż w Polsce państwo jest wciąż praktycznie jedynym sponsorem badań naukowych. Brakuje bowiem w naszym kraju prywatnych fundacji wspomagających naukę, podczas gdy pozostający w obcych rękach przemysł nie jest zainteresowany badaniami badawczo-rozwojowymi w Polsce i korzysta z odpowiednich ośrodków w swoich krajach macierzystych. Stąd rola finansowania badań naukowych z budżetu państwa będzie wciąż duża. Nie wolno jednak marnotrawić tych nielicznych funduszy, które są na naukę przeznaczane. Szkoły nie mogą być fabrykami bezwartościowych nierzadko dyplomów, lecz winny kształcić kreatywną kadrę dla gospodarki opartej na autentycznej nauce. Nie może być tolerowana wieloetatowość profesorów i bezetatowość doktorów. Na to nie stać żadnego kraju, nawet mocarstwa gospodarczego. Należy zlikwidować relikty poprzedniego systemu, tj. znieść habilitację i profesury „belwederskie”, zaostrzając jednocześnie wymagania stawiane kandydatom do stopnia doktora. Profesura powinna być jedynie stanowiskiem nadawanym przez uczelnię osobom wygrywającym autentyczny konkurs. O kwalifikacjach kandydata na stanowisko profesora powinien decydować jedynie jego dorobek naukowy oceniany przez gremia międzynarodowe, a nie tytuły i koneksje czy działalność polityczna, jak to ma miejsce i obecnie. Takie zmiany stworzyłyby odpowiedniejsze warunki do powrotu polskich naukowców pracujących za granicami, którzy obecnie nie mają po co do kraju wracać (niekiedy dobrze opłacany amerykański profesor musiałby pracować w Polsce na etacie co najwyżej adiunkta, o ile w ogóle byłby zatrudniony). 

Uczelnie powinny ze sobą współzawodniczyć na wolnym rynku przyciągając studentów odpowiednią ofertą edukacyjną, a nie ilością, figurujących niekiedy jedynie na liście płac, profesorów „belwederskich”. Należałoby zweryfikować obecne kryteria akredytacji szkół wyższych, aby zapobiegały patologiom zamiast je preferować. 

Wyniki badań naukowych, finansowanych wyłącznie na drodze autentycznych konkursów na projekty badawcze, winny być jawne i rozliczane przed podatnikiem. 

Należałoby zlikwidować PAN, włączając jego silne instytuty do struktur uniwersyteckich, a finansowanie wartościowych jednostek badawczo-rozwojowych winno spoczywać na resortach zainteresowanych ich badaniami. 
Państwo powinno wspierać możliwość finansowania badań naukowych przez pozarządowe organizacje czerpiące środki z darowizn zwolnionych od podatku. Trzeba dążyć do stworzenia systemowych udogodnień i ulg podatkowych promujących rozwój drobnych i średnich firm zakładanych często przez samych uczonych, które miałyby na celu wdrażanie nowych technologii i osiągnięć naukowych. 

Józef Wieczorek & Cezary Wójcik 

Tekst opublikowany w dwumiesięczniku OBYWATEL, nr 4 (18) 2004 

2004-11-18

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=6