Dziwny jest ten świat

Dziwny jest ten świat 


Motto:
Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

Czesław Niemen

Ostatnio środowisko akademickie porusza całą opinię publiczną krzywdą jaka jest mu gotowana.
Doszło bowiem do tego, że jedna członkini środowiska akademickiego, profesor na katedrze uniwersyteckiej, jak się tylko dorwała do rządów, trzymając w rękach finanse państwa, oświadczyła, że koszta uzyskania przychodów akademickich muszą być zmniejszone, a nie równo określone – jako 50% bez względu na to jaki to przychód naukowy (czy jego realny brak) zostanie osiągnięty. Środowisko poczuło się tak, jakby ktoś szykował skok na ich zagwarantowaną dotąd prawem kasę. Fakt, że do tej pory środowisko nie było do tego przyzwyczajone bo samo dokonywało skoku na kasę państwową, tzn. kasę podatników i rezultaty tych skoków nie były takie złe skoro na swoich pozycjach wyjściowych środowisko trzymało się długo i wytrwale. Co prawda krzyczało od dawna, że stoi nad przepaścią i jak tak dalej pójdzie to do przepaści wpadnie, dla katastrofy państwa całego, ale mimo dalszych skoków nic takiego się nie stało. Albo przepaść była źle zlokalizowana, albo mimo skoczenia w przepaść nikt negatywnych skutków tego nie zauważył. Mimo coraz to bardziej zaawansowanych technik obliczeniowych jakoś nie zauważono w Polsce pozytywnych relacji między nakładami na naukę i jej rezultatami lub inaczej mówiąc nie zauważono, że ‚przychody naukowe’ w jakikolwiek sposób zależą od kosztów ich uzyskania. Tak jest w innych systemach, ale chyba nie w naszym.

Co więcej środowisko nie tylko nie jest poruszone, ale nawet w najmniejszym stopniu nie jest zainteresowane, aby ten przychód naukowy (niewątpliwie z trudem uzyskany) ujawnić przez podatnikami – aby ten moherowy podatnik zobaczył co też to przybyło po opróżnieniu części jego kieszeni. Co to, to nie !
Przygotowano z kieszeni podatnika tzw. bazy danych, ale żeby tak umieścić w nich dane o przychodach – to by już było za wiele ! Umieszczono tylko dane o kosztach uzyskania przychodów a przychodów jak nie było widać, tak nie widać . ‚Bazy danych’ takich danych nie zawierają, albo zawierają w minimalnym stopniu. (wyjątki w okolicach 20 %) np. http://www.nfa.pl/articles.php?id=218
‚Bazy danych’ zawierają ‚listy’, które są wymieszane tak jak listy IPNu, po ujawnieniu, których był krzyk, że to dane wymieszane ( wymieszanie krzywdzących i skrzywdzonych, bez rozróżnienia). W przypadku ‚baz danych’ KBN prawie nikt nie krzyczał. Wymieszano bez rozróżnienia – w zdecydowanej mierze ( ok. 70-80%) – ‚niedane’ tych, którzy przychodu nie uzyskali, tych których przychód był znikomy, albo i negatywny (ujemny), oraz tych którzy mieli dochód znakomity – tym niemniej w bazach nie umieszczony !
Pod petycją aby bazy wreszcie wypełnić
http://www.nfa.pl/articles.php?id=236, aby było tak jak być powinno, niemal nikt nie chciał się podpisać. Widać na jasności w kwestii przychodów niemal nikomu nie zależy.
Bo i o co walczyć ? Czy to napełni kieszenie petentów ? Co gorsza, to może wielu kieszenie opróżnić, tak jak tym, którzy się tego wypełnienia baz danych od dawna domagali, a nawet swoją ofertę wypełniacza przedkładali.

Nie bacząc na protesty przeciwko dokumentowaniu tego co zdaniem wielu ( zdecydowanej większości ?) dokumentowane być nie powinno przytoczę cytat jednego ‚historycznego’ listu:
‚Przewodniczący KBN
Pan Andrzej Wiszniewski
‚Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji ( patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP. Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować..
.
http://www.jwieczorek.ans.pl/dialog%20z%20ministrem%20nauki.htm

No cóż odpowiedź była, ale prawo nie zezwoliło na rozwiązania kwestii i nikt takiego dyskryminującego prawa nie chciał zmienić. Co więcej ktoś kto miał przychód, a kosztów na to podatnik nie poniósł, ten jest najbardziej podejrzany, destabilizuje system akademicki oparty na stabilnym dopływie środków podatnika do kieszeni etatowych, dożywotnich -jeśli wygodnych- odbiorców.

Populacja akademicka krzyczy – ‚jak nam się koszty zmniejszy, to to nas bije co najmniej na jedną pensję rocznie’. A co z tymi, których środowisko akademickie pobiło na wiele lat, na 12 pensji rocznie ? Tymi się nikt nie interesuje (no chyba żeby zakneblować usta) bo tylko zakłócają spokój środowiska rozpamiętującego własne przyszłościowe krzywdy. Środowisko grubą kreską odcina krzywdy doznane i nadal doznawane, krzywdy realne, lamentując tylko nad krzywdami przyszłymi, dopiero zapowiadanymi, nawet tylko wyimaginowanymi. Ci sami, którzy nie pozwalają mówić innym o swoich krzywdach (kogo to interesuje ) sami przyznają sobie prawo, a innym nakazują słuchanie o ich krzywdach, których nawet jeszcze nie doznali. To musi budzić zainteresowanie, bo inaczej …. Taka jest akademicka moralność Kalego.
No cóż, w naszym nihilistycznym społeczeństwie czyjaś krzywda, choćby największa – nie boli, ból się odczuwa tylko na samą myśl o własnej (nawet wyimaginowanej) krzywdzie.

Media krzykiem skrzywdzonych realnie się nie interesują, bo krzywda realna nie jest medialna. Co innego krzyk rzekomo krzywdzonych – dziesiątek tysięcy. To już jest coś. To robi wrażenie. ‚Krzyk’ trąb powalił kiedyś mury Jerycha, więc i teraz jest szansa, że mur finansowy pod wpływem krzyku runie i będzie można napełniać swoje kieszenie, bez ujawniania naukowego przychodu. Tą krzykliwą melodią ‚akademicy’ są w stanie zaabsorbować całe społeczeństwo, któremu pokażą – zamiast przychodów – tylko figę, i to nawet bez maku. Kto figę odrzuci – ten populista !

Ale na tym nie koniec. Dla zwiększenia platformy swojej wizji krzywd, których mają doznać – co oczywiście świadczy o zbliżającym się końcu świata – ‚akademicy’ zasiedlają także platformy skrzywdzonych realnie. Ci bowiem nie mając szans na usłyszenie przez kogokolwiek, zagłuszani zgiełkiem akademickich trąb jerychońskich, rażeni akademickimi maczugami dalekiego zasięgu, jak znajdą jeszcze w sobie siłę tworzą własne platformy – platformy jawności, przejrzystości aby pokazać jak się rzeczy mają realnie, a nie tylko medialnie. Takie wybiegi wytrącają jednak z równowagi elity akademickie. ‚My nie chcemy słyszeć o krzywdach realnych, bo to jest szkodliwe’, ‚rani nasze subtelne organy słuchowe – elit nieprzyzwyczajonych do słuchania krzywd innych’, ‚ my się źle czujemy jak ktoś ma twarz i życiorys i go pokazuje Pokrzywdzonemu kneblują usta, a gdy mimo wszystko jednak jakiś szmer dochodzi – krzyczą rozpaczliwie: ‚Pomocy’! (ale, dla siebie !), ‚Litości’ (ale, dla siebie),‚my chcemy mieć platformę dla naszego krzyku’! – czyli rzecz jasna dla dobra nauki. ‚Co prawda my takiej platformy sami nie zbudujemy (czy można od nas wymagać abyśmy coś potrafili zrobić ?) ale piractwo nie jest nam obce (Profesor pirat !!!) i na abordażu się znamy.’
‚Platforma nie zatonie, jak my ją opanujemy, – dla dobra środowiska akademickiego oczywiście . Dla nieudaczników, którzy za własne środki platformę zbudowali – nie może być na niej miejsca! – tak jak i na uczelniach, co zadeklarował jeden z rektorów wcielając się w rolę wodza plemienia Kikujów,
Platforma, tak jak uczelnie, może być tylko dla udaczników, którzy nic nie zrobili, nie potrafią, ( no może z jakims marginesem wyjątków) ale za to -mają ! Tak wyglądają udaczne argumenty ‚piratów’, dla których ktoś z twarzą, z życiorysem jest nie do zniesienia, źle się czują w takiej obecności – ‚ życiorysom, twarzom – mówimy – NIE’ ,

Udaczników, których bida jest widoczna gołym okiem, nie stać nie tylko na własną platformę, nie stać nawet na posiadanie własnej twarzy, własnego życiorysu , nie stać na własne lustro aby twarz zobaczyć. Ale czy nie byłby to zbyteczny wydatek ? Bo czyż w lustrze można obejrzeć twarz, której się nie posiada ?

Dziwny jest ten świat.

Józef Wieczorek

P.S.

Niech żyje i umacnia się odwieczna przyjaźń między udacznikami całego świata !

Udacznicy całego globu łączcie się !

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: